purchawkapuknieta
20.05.17, 08:46
juz kiedyś wspominałam o patologicznej jednostce uczeszczającej do klasy z moim dzieckiem. Sprawa o jakich sie slyszy, ale my doswiadczamy na własnej skórze. Rodzice wykształceni, dzieci zdegenerowane.
Chłopiec agresywny w stosunku do kolegów, koleżanek, nauczycieli i zupełnie obcych ludzi. Nie mówię o słowach rynsztokowych, nie mówię o szturchani, biciu. Mówię o rzucaniu przedmiotami typu buty, krzesła, ławki (!!!). Mówię o szale w oczach, duszeniu, bo Krzysio na niego krzywo spojrzał, bo pani wybrala do odpowiedzi Kasie itp. Sprawy sądowe w toku (zarówno szkoła wystapiła, rodzice indywidualnie i grupowo). Rodzice nie widzą problemu, tzn. teraz obrali strategię, że ich syn jest prowokowany, szykanowany i cały nieszczęśliwy - ot, ofiara zwyrodniałych dzieci, ich rodzicow i nauczycieli. Dzieci opuszczają klasę, zostało nas bliżej 10 sztuk. A szkola nic nie może! Gdyż dobro dziecka i prawo do nauki w klasie/ szkole, ktorą wybrali jego rodzice, jest ponad prawem do bezpiecznej nauki (nie przesadzę mówiąc, że prawem do życia, bo my nie wiemy, czy nasze dziecko wróci ze szkoly) pozostałych.
Szkoła nic, rada rodziców nic, kuratorium nic, burmistrz nic. Jak tego gnoja wywalić z klasy???