Dziewczyny, mam kryzys.
Mam córę 8 miesięcy i syna - za kilka tygodni kończy 3 lata. Syn od zawsze jest typem marudząco- krzykliwym. Jak był malutki to mega czesto płakał, marudzil o wszystko i w sumie tak jest nadal. Teraz mamy jakaś kulminacje i ja wiem ze bunty 3 latka, ze to rozwojowe ale ile można?
Nic mu się nie podoba, cokolwiek nie robimy to marudzi. Jęczy że chce się bujać, absolutnie nie spróbuje bujać się sam, trzeba go bujać. W trakcie bujania jest złe bo za wolno, za szybko, za wysoko, za nisko. Kończyny bujanie - afera bo on chce jeszcze. Nie ważne ile się bujał, zawsze jest za krótko. Swoją droga bujanie go strasznie zawiesza wiec staramy się go unikać w większej ilości, co nie jest łatwe

Dostanie od babci jakieś łakocie - zawsze jest jeczenie ze za mało. Bajek nie ogląda bo każda próba obejrzenia bajki kończy się afera ze za krótko, nie ta bajka, co 5 minut chce zmieniać bajki bo mu się znudziła. Idziemy na spacer to bolą go nogi, jedziemy na rowerze to po 5 minutach nie chce juz jechać. I wszystko jest okraszone ciągłym "eheheheheeeeee, nie mogę, noe chce, nie dam radyyyyyy". Buty umie zakładać sam ale non stop słyszę ze on nie da radyyyyyy.
Tak jest ze wszystkim. Nie ważne czy bawi się sam, czy ktoś z nim się bawi, nie ważne czy coś lubi robić czy nie - jeczenie jest ciagle. Budzi się z marudzeniem, zasypia marudzac (nie ta książka do czytania, nie ten miś do przytulenia, tata czyta, mama czyta, nikt nie czyta, zapał światło, zgaś światło, zapaaaaaal)
W kwestiach drobnych pozwalamy mu wybierać i nawet jak zmienia zdanie co 10 sekund to odpuszczamy. W kwestiach ważnych lub takich, w których mamy ustalone zasady - nie odpuszczamy i jeczenie olewamy. Staramy się być konsekwentni tyle ze czasem szlag człowieka może trafić.
Przyjechaliśmy teraz na 2 tygodnie do mojej rodziny i martwi mnie bardzo ze wszyscy maja syna juz dosc. Normalnie a to moj tata go gdzieś zabrał i coś robili razem, to wujek przyszedł, to kuzyni nim się zajęli, teraz juz wszyscy maja dosc ciągłego marudzenia.
Młody tu ma płac zabaw, piaskownice, są dzieci w sąsiedztwie, ale nie chce sie bawić. Jak wyjdziemy do ogrodu to chce wracać do domu. W domu jęczy ze chce isc na ogród. jak bawimy się z nim to zawsze coś jesteś nie tak, jak olewamy i bawi się sam to siada na kocu i jęczy ze coś chciał ale nie może.
Wczoraj młody marudził ze chce isc na trampolinę (sąsiedzi maja), po obiedzie moj wujek go tam zabrał, wrócili po 5 minutach bo syn marudził ze chce wrócić. W domu oczywiście marudzenie ze on chciał skakać.
zje śniadanie, jęczy ze chce jabłko, zje jabłko, jęczy ze nie chciał jabłka tylko banana. Banana ma dostać po obiedzie to do obiadu jęczy ze jest strasznie głodny. Dostanie kalarepę (która uwielbia) to jedząc ja jęczy ze nie chce kalarepy tylko marchewkę. Dostanie marchewkę to jęczy ze kalarepa się skończyła.
Chodził do zlobka - było to samo. I w domu i w żłobku marudził. Teraz od maja nie chodzi i siedzimy w domu - marudzi. Nie mogę się doczekać aż pójdzie od września do przedszkola...
To nie są histerie (czasem się trafiają ale to chyba jest w normie). To jest takie wieczne niezadowolenie z życia i otoczenia. staramy sie żeby poświęcać mu sporo czasu, dużo z nim rozmawiamy, tłumaczymy na spokojnie, nic to nie zmienia. Jak żyć z takim jeczydusza? Jak mu pomoc, żeby choc czasem był zadowolony z życia?
Uffff... wylało mi się trochę, mam trochę dosc bo skoro rodzina odmawia pomocy to całe jeczenie kumuluje się na mnie. A ja musze jeszcze córkę ogarnąć. Mąż przyjeżdża dopiero w srode do nas, musze przetrwać jakoś....