birmanski.dzwoneczek
12.03.18, 11:57
Wczoraj w okolicach 21.30 odebrałam telefon od męża mojej przyjaciółki. Szukał jej zaniepokojony, bo po tym jak wrócił ze spaceru z dziećmi nie zastał jej w domu i nie odbierała jego telefonów.
Przez godzinę zadwonił do mnie ze 4 razy, ja też zdążyłam obdzwonić kilkoro znajomych. W końcu przyjaciółka się znalazła - oddzwoniła do męża, a potem do mnie.
No i okazało się, że po południu o coś tam się poprztykali (ale nie była to jakaś wielka awantura), on poszedł z dziećmi na spacer a ona poszła pobiegać. Telefon miała gdzieś tam w plecaku czy innej kieszeni i go nie słyszała. Ponoć, takie bieganie, spacery to nie pierwszy raz - lubi takie aktywności. No a mąż po powrocie uruchomił cały świat, serio, zadzwonił nawet do byłej znajomej, takiej z którą są mega skłóceni z jakiegoś powodu.
Przyjaciółka powiedziała że w ciągu około 2 godzin jej mąż wykonał prawie 70 połączeń do niej. I stwierdziła tylko, że nie ma bata, nie da sobie wmówić winy w tej sytuacji. Owszem powinna odebrać telefon, ale nie odbierała go tylko przez 2 godziny a nie przez tydzień.
Na to mój mąż do mnie- widzisz jak się martwi - ty pewnie zadzwoniłabyś do mnie dopiero na drugi dzień albo w okolicach 3 w nocy by się upewnić czy zamierzam wrócić do domu.
I teraz, jak myślicie - kto ma rację? Mąż bo się martwił, no może trochę przesadził ze skalą martwienia się. Czy przyjaciółka twierdząc, że mąż panikuje i robi z igły widły.