agnstep
09.04.18, 09:08
Coś niedobrego zaczyna się dziać z wychowawczynią mojej siedmiolatki. Pani skarży się mailowo na klasę, że niegrzeczna (zbiorowo, nie indywidualnie). Nie zabiera części klasy do kina "za karę", rozdaje minusy za niezjedzony w całości obiad. Ostatnio córka poinformowała, że "pani powiedziała X, że pójdzie do więzienia dla dzieci", a wczoraj usłyszałam, że pani dała X klapsa. Zapytałam czy w żartach, usłyszałam, że "nie, za karę". Pani wcześniej wydawała się miła, spokojna, dzieci jest w klasie mało (14), nie było większych problemów. Od tego semestru jakby to była zupełnie inna osoba. Rozmawiałam już wcześniej z dyrekcją o tym problemie, ale wczorajszy tekst córki o klapsie mnie dobił. Wracać znowu do dyrekcji i przekazać co powiedziała córka, czy olać? W sumie to nie moje dziecko dostało, ale nie chcę żeby moja córka patrzyła na takie rzeczy, no i żal mi chłopca. Z drugiej strony osobiście nie widziałam sytuacji, a inni rodzice w ogóle nie zgłaszają, że są jakieś problemy z postępowaniem nauczycielki.