Nie tak dawno wróciłam z wakacji w Turcji. Dla części znajomych (i mniej znajomych) wyjazd ten był okazją do obkupienia się w podróbki, którymi Turcja ponoć stoi.
O ile nie mam specjalnego moralnego problemu z kupnem podróbki i jeżeli coś by mi się spodobało, to bez narażania sumienia bym to kupiła, to mam problem z targowaniem się.
Nie umiem, nie potrafię, stresuje mnie to i czuje się jak żebrak. Jestem przyzwyczajona do kupowania na zasadzie - podoba mi się, patrzę na cenę, decyduje sie czy mnie na to stać/czy to jest tyle warte, kupuje lub nie.
A w Tureckim modelu zakupów zapytanie o jakiś przedmiot oznacza rozpoczęcie długich i męczących negocjacji. Dyskutowania o każdym groszu i całej tej uciążliwej gadaninie.
Raz poszłam ze znajomymi na zakupy i kończyło się na tym, że nawet nie pytałam o to co ile kosztuje bo potem wykręcanie się od zakupu kosztowało mnie więcej energii niż miałabym przyjemności z kupienia.
Ale patrzyłam jako widz, że część z tych ludzi w tych negocjacjach i przekrzykiwaniu się (bo to wyglądało prawie jak teatr) znajdowało prawdziwą przyjemność.
Lubicie targowanie się? Sprawia wam przyjemność zbicie początkowej ceny?
Bo mi nie. Podczas wyjazdu nie kupiłam sobie nic, ale odbiłam to sobie na bezcłówce, gdzie może było drożej ale przynajmniej cena była po ludzku podana na półce