nota_bene0
11.09.18, 21:34
Podczas ostatniego spaceru przed powrotem w weekendu do domu, nieopodal naszych stóp ukazał się mały, wychudzony, czarny kotek. Na nasze wołanie, aby podszedł, mało reagował na początku, był mało ufny, co wiadomo oczywiście w końcu poszedł w swoją stronę. Za parę minut sam do nas przybiegl, gdy spacerowalismy ścieżkami, już bliżej szedł. Poszedł z nami do domku, usiadł na werandzie i był z nami krótki czas. Gdy poszliśmy do recepcji aby oddać klucze, szedł za nami, po czym znowu zniknął. Już wcześniej pojawiła się myśl, żeby go zabrać, bo był taki wychudzony, więc chyba obsługa ośrodka nawet o jego istnieniu na ich terytorium nie wiedziała. Gdy wracaliśmy już po oddaniu kluczy do auta, wolalismy go, ale jakby ślad zaginął. Przyszło nam na myśl, aby pójść pod ten domek w którym mieszkaliśmy, a on... Siedział na krześle i tam na nas czekał, tak patrzył małymi oczkami. Zabralismy ta małą bidę i już kochamy miłością ogromną. ☺️ Jeszcze nie wie, gdzie jest, boi się, jest trochę wystraszony. Poradzcie jak z nim postępować proszę, dogadzamy jak możemy... Wygląda na bardzo mądrego kotka, a jakie ma spojrzenie. Ma na oko 1,5, 2 mce. Jest od wczoraj z nami.