Chodzę do kina dużo i często od wczesnego dzieciństwa i owszem, mam obsesję na punkcie kulturalnego w nim zachowania. Tj takiego, żeby zwyczajnie przeszkadzać innym. I z wku....niem obserwuję, jak bardzo zmieniają się obyczaje. Coś, co kiedyś zdarzało się incydentalnie, dziś jest normą. Byłam z dzieciakami w kinie wczoraj i dzisiaj i w obu przypadkach ludzie (faceci, to jakos najczesciej są faceci) nie tylko normalnie, głośno rozmawiali podczas seansu ze swoimi dziećmi, w sumie przez cały film, ale jeszcze pełnym głosem odbierali telefony. Mi w takich sytuacja krew zalewa oczy i niegdyś zwracałam takim ćwokom uwagę, ale dziś już oklapłam. Uświadomiłam sobie, że to jest zbyt powszechne i że walka z takimi zachowaniami chyba już nie ma sensu. A będzie jeszcze gorzej, bo te wzorce przejmują dzieci tych ludzi i to widać.
Wyżalić się chciałam ale też spytać - wdajecie się w rozmowy z tymi ludźmi? Sprzeciwiacie się? Reagujecie jakoś? Nie bardzo mam ochotę przyzwyczajać się do chamstwa