Dodaj do ulubionych

Jak żyć...

10.03.20, 14:50
... nie dotykajac niczego? smile

Poogladałam filmiki z Chin i postanowiłam przetestować jak sie maja zachowania zapobiegawcze u nas na wsi. Musiałam pójść na poczte i do apteki. Na poczcie dowiedziałam sie, że u nich nie załatwie ("poczta" w sklepie, czyli tylko wydaj-nadaj list/paczke). Pani wyciagneła wizytówke z numerem, ja zrobiłam zdjecie, 0 kontaktu dotykowego. W aptece akurat nikogo, wiec omineło mnie wciskanie guzika po numerek, a w okienku zapytałam, czy pan może spisać pesel bez brania DO do reki - mógł i zrobił smile Leku nie było ale dostałam dwa adresy i jutro ide pod pierwszy, uzbrojona we własna torebke. Jak wciaż lek bedzie, to poprosze żeby wrzucili mi do torby, tak żebym ja nie dotykała, a z wyjeciem moge poczekać (tylko sprawdze ile czasu wirus przetrwa na nieludzkich powierzchniach). W obu przypadkach drzwi automatyczne, wiec w praktyce niczego poza domem nie dotykałam. Za to zobaczyłam jak sie witaja pracownicy służby zdrowia: pani chciała łokciem (tym w który sie kicha tongue_out ) pan wybrał wersje "odchyl tłów, wysuń noge i lekko dotknij krawedzia podeszwy" smile

A Wy jakieś nowe zwyczaje zaobserwowałyście? Nosicie wykałaczki żeby wbić pin przy płatności karta?
Obserwuj wątek
    • pade Re: Jak żyć... 10.03.20, 14:59
      No właśnie...
      Jak zobaczyłam ilu rzeczy dotykam mimo woli np. na zakupach, albo potem wchodząc do budynku, dopadła mnie chwilowa bezsilność. Chyba nie da się normalnie funkcjonować bez dotykania czegokolwiek.
      • gama2003 Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:14
        Ja do tego mam paskudny zwyczaj wkładania palców do ust. A raczej opierania o usta.
        I ciągle się czymś w dłonie kaleczę.
        Chyba nie będę się rozstawała z rękawiczkami....
      • jak_matrioszka Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:20
        To wymaga dużego wysiłku i samokontroli. Ja na jutro mam jeszcze wizyte z kotem u weterynarza, tam akurat dbałość o czystość i nieprzenoszenie wirusów była zawsze na wysokim poziomie, wiec dużych zmian sie nie spodziewam. Interesujace sa zachowania w innych miejscach. Na przykład turnieje brydżowe. Na poziomie lokalnym to nie sa duże zbiorowiska, 5-20 stołów po czterech graczy, ale idealne wrecz warunki do rozprzestrzeniania wirusa. U nas w weekend grali seniorzy (60+, nie pamietam dokładnie gdzie obecnie przebiega granica) i kobiety, były drużynowe mistrzostwa kraju. Wystarczy, że była tam jedna zarażona osoba...
    • iwoniaw Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:15
      jak_matrioszka napisała:

      > ... nie dotykajac niczego? smile
      >
      Twarzy nie dotykać i śluzówek, nie wszystkiego. Ręce myć mydłem i ciepłą wodą. Reszta to paranoja i schizowanie.
      • jak_matrioszka Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:24
        Kompilacje przemawiajacych z radami dla ogółu widziałaś? Niedotykanie twarzy i śluzówek jest dużo trudniejsze, niż sie wydaje. Ja nie namawiam do żadnych konkretnych zachowań, ja sie zastanawiam jakie zachowania sie pojawiły i jak sa przyjmowane.
    • rinoa_woman Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:24
      Chyba się nie da nie dotykać, a jak zrobisz zakupy? Nie wszędzie się da online. Ja się dzisiaj bałam wizyty w szpitalu, u nas jeszcze nie ma przypadków zachorowań, ale szpital sam w sobie jest siedliskiem wszelkiego zła, więc się bardzo cykałam, ale musiałam iść, jestem w ciąży i musiałam zrobić badania. Oczywiście w poczekalni musiał usiąść koło mnie facet, który kaszlał nie zakrywając twarzy. Mam nadzieję, że to był kaszel palacza a nie coś gorszego, bo inaczej cała poczekalnia będzie chora. Za to pani w pobieralni odkażała co się dało, nawet moją torebkę. Taka trochę skrajność mi przypadła - kaszlący który ma w doopie czy kogoś zarazi i przewrażliwiona pielęgniarka z octaniseptem.
      • jak_matrioszka Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:34
        Nie mówie, że sie da, chodzi mi właśnie o obserwacje z frontu smile i takie skrajności jakie Ty przeżyłaś. Fajnie by było, gdyby ludzie nauczyli sie kaszleć w coś, a nie rozbryzgujac plwociny naokoło. Odkażanie wszystkiego jest nierealne na dłuższa mete, ani w wiekszym zasiegu. Zakupy stanowia potencjalnie duże źródło zagrożenia, bo nie wszystko da sie po przyniesieniu do domu umyć. I tu wraca pytanie gdzie jest granica miedzy byciem ostrożnym a byciem panikarzem.
        • rinoa_woman Re: Jak żyć... 10.03.20, 16:44
          No właśnie ta granica jest bardzo cienka w obecnych czasach, ale myśląc tak na spokojnie wydaje mi się, że należy dbać o siebie czyli myć ręce po kontakcie z zagrożonymi miejscami, często i dokładnie. Jeśli każdy będzie mył ręce to ryzyko będzie mniejsze, no ale wiemy że są na tym swiecie brudasy, ktorzy nie myją rąk nawet po kupie, a co dopiero po zwyczajnej wizycie w sklepie.
    • mia_mia Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:30
      Niczego nie da się nie niedotykać, ale można minimalizować ilość kontaktów z ludźmi i ilość dotykanych rzeczy, a w międzyczasie myć i dezynfekować ręce.
    • bei Re: Jak żyć... 10.03.20, 15:46
      Najważniejsze, to nie dotykaj ust, śluzówek nosa, oczu i myj ręce. Od kiedy pojawiły się małe opakowania z mokrymi chusteczkami to prawie zawsze mam takie w torebce, teraz używam ich o wiele częściej , ale nie przesadnie.
    • komorka25 Re: Jak żyć... 10.03.20, 16:22
      Na wykałaczki nie wpadłam, ale zakupy na ogół male robię, więc dotykowo płacę. Za to dzisiaj jadąc do pracy widziałam dezynfekcję przystanku komunikacji miejskiej. Dwie osoby w maskach i rękawiczkach psikały czymś ławeczki i tabliczki z rozkładem jazdy.
    • 35wcieniu Re: Jak żyć... 10.03.20, 16:50
      Podumowując: czlowiek, który żyje i się przemieszcza dotyka różnych rzeczy. Nie jest to zbytnio zaskakujące. big_grin
      Żadnych nowych zwyczajów nie zaobserwowałam, po co mam wbijać pin wykałaczką, jak wcześniej dotknęłam rękami koszyka/wózka i artykułów na półkach, jechałam autobusem i trzymałam się poręczy, wiązałam buta itd. Myję ręce i tyle.
    • aerra Re: Jak żyć... 10.03.20, 16:59
      A po co mieliby na poczcie brać do ręki cokolwiek z peselem? Odkąd są elektroniczne recepty to zawsze dyktuję i kod i pesel, niczego do ręki nie daję. Płacę też zresztą zbliżeniowo telefonem i niczego nie muszę dotykać (no, chyba, że lek droższy niż 50 zł, ale to można sobie rękawiczki nosić, żeby pin wpisać)
    • snakelilith Re: Jak żyć... 10.03.20, 17:46
      Mam silny, wypracowany latami nawyk niedotykania twarzy na zewnątrz, ze względu na dzielenie sobie niektórych pomieszczeń pracy z lekarzem, do którego zawsze przychodzili już ludzie z infekcjami. Chroniło mnie to skutecznie przed wszelkimi grypami i innym wirusami. Pamiętam też, że pisałam tu kiedyś o nawyku przecierania przez mnie klamek w pokoju hotelowym i pół forum mnie wtedy wyśmiało. A teraz jestem zadowolona, że miałam zawsze lekką zarazkową paranoję, bo z tego powodu mam mały wprawdzie, ale zawsze jakiś, zapas chusteczek, sprajów i żeli do odkażania rąk i mam wyrobione automatyzmy, które mogą się przez następne miesiące bardzo dobrze przydać. Trochę wczoraj się martwiłam, bo bolało mnie lekko gardło, ale dziś jest wszystko ok. W supermarkecie widziałam ludzi, którzy owijali sobie uchwyt wózka woreczkiem foliowym na warzywa, a kasjerka miała rękawiczki. Zadziwiające jest też, że nikt nie kicha, nie kaszle i nie smarka, tak jakby mieli stracha wyautować się jako trędowaci. big_grin
    • takamania Re: Jak żyć... 10.03.20, 17:58
      Jak na złość w marcu mamy ja syn i mąż jakieś kontrolne wizyty. Ale faktycznie nikt w przychodniach nie kaszle. A nie trafila się jedną kobieta. Została wpuszczona bez kolejki do zabiegowego i w popłochu uciekła spod gabinetu.
    • ga-ti Re: Jak żyć... 10.03.20, 18:09
      Ja mam koszmarny zwyczaj dotykania twarzy, ciągle łapię się na tym, że łapami trę oko, drapię nos (im bardziej się staram tym bardziej mnie swędzi), wycieram usta, skubię skórki z warg... i gdy się wydaje, że już nad tym panuję to nagle wpycham palec w ucho, bo mnie swędzi wrrrr.
      A od tego mycia rąk albo od mydeł w pracy, wysuszyła mi się skóra i tylko patrzeć,jak zacznie pękać! A całą zimę wytrzymałam z ładnymi dłoniami.
      A najbardziej umęczyłam się w Biedronce, bo nie mogłam reklamówki otworzyć, żeby pomidory wpakować, zwykle pomagałam sobie oślinionym palcem tongue_out
    • leni6 Re: Jak żyć... 10.03.20, 21:46
      Ja też tak chodzę i analizuje, słabo jest ze sklepami, najgorsze są samoobsługowe, bo najpierw dotyka klienta, po nim sprzedawca, a potem znów klient, czyli sprzedawca może przenieść wszystko z jednego klienta na innego.
    • mrs.solis Re: Jak żyć... 10.03.20, 22:14
      Ja co prawda w domu od razu myje rece, ale zlapalam sie na tym, ze jak z miejsc publicznych wchodze do samochodu to wszystkiego dotykam tymi brudnymi rekami. W samochodzie odkazilam kierownice i wszystko inne czego dotykam , a w kieszen w drzwiach wsadzilam zel antybakteryjny. Teraz jak otwieram samochod to najpierw odkazam rece, a pozniej wsiadam. Dzis bylam na zakupach, ludzi malo , ale zwrocilam uwage na kobiete, ktora okropnie kaszlala. Co prawda twarz zaslonila dlonia tylko pozniej ta reka czego nie dotknie to zostawi tam swoje zarazki.Jak widac do ludzi nie docieraja elementarne zasady higieny, wiec ta zaraza bedzie zbierac swoje zniwo jak cholera. Od x czasu w sezonie grypowym w wiadomosciach mowia, zeby kichac i kaszlelc w zgiecie reki, albo w chusteczke nie w dlon, ucza tego nawet dzieci w zerowkach , ale jak widac niektorzy sa odporni na wiedze.
    • mikams75 Re: Jak żyć... 10.03.20, 23:27
      zdawalam sobie sprawe z tego, jak wiele rzeczy dotykamy poza domem. Wczoraj musialam pewnym sklepie podpisac odbior towaru i tu konsternacja, bo pan wskazal mi dlugopis a ja szybko przekalkulowalam, ze ten dlugopis jest obrzydliwy, bo pewnie wiele osob go dotykalo, ale druga opcja to bylo przeszukanie torebki brudnymi rekoma. Wybralam ten sklepowy dlugopis w obawie przed skazeniem wnetrza torebki a poznie sobie pomyslalam, jak absurdalne to jest, jeszcze 3 tygodnie temu nie zastanawialam sie nad takimi rzeczami.
      Ale i tak wiekszym zaskoczeniem bylo to, jak czesto dotyka twarzy i wlosow i bardzo duzo wysilku kosztowalo mnie opanowanie sie.
    • 71tosia Re: Jak żyć... 11.03.20, 01:46
      corka na poczcie kichnela kilka razy (alergiczka) i kolejka ponad 20 osob po krotkiej dyskusji zgodznie doszla do wniosku ze trzeba ja przepuscic. Nawet protestowala, bo czekalo sporo starszych osob a ona mloda wiec mogla postac, ale ludzie nawet slyszec nie chcieli ze mialaby z nimi czekac. Wrocila do domu mocno zdziwiona.
      • snajper55 Re: Jak żyć... 11.03.20, 03:49
        71tosia napisała:

        > corka na poczcie kichnela kilka razy (alergiczka) i kolejka ponad 20 osob po k
        > rotkiej dyskusji zgodznie doszla do wniosku ze trzeba ja przepuscic. Nawet prot
        > estowala, bo czekalo sporo starszych osob a ona mloda wiec mogla postac, ale lu
        > dzie nawet slyszec nie chcieli ze mialaby z nimi czekac. Wrocila do domu mocno
        > zdziwiona.

        Myślałem, że uciekną w popłochu. Razem z obsługą.big_grin

        Nowa metoda napadów na bank? Kasa albo kichnę!

        S.
    • anahera Re: Jak żyć... 11.03.20, 03:49
      Nie mam zamiaru unikac dotyku. Mam dobry uklad odpornosciowy, jesli zachoruje to odsiedze w domu i szybko zwalcze. Wszelkie grypy mnie z reguly trzymaja 3-4 dni max, w ubieglym roku nie przechodzilam nawet przeziebienia.
    • afro.ninja Re: Jak żyć... 11.03.20, 11:26
      Akurat zawsze postepowalam tak jak teraz o tym trąbią w tv. Czasami uwazalam, ze moze przesadzam, teraz widze, ze jednak nie, ze sa to podstawowe zasady higieny. Nie czuję sie z tym ani dobrze, ani źle, mam tylko nadzieję, ze wiecej ludzi bedzie myc rece i wejdzie im to w nawyk.

      A na koniec taki przykład.
      Dziecku zakazalam pic wode z poidelka w szkole, czyli kilka lat temu. Szkola dopiero w tym tygodniu wyłączyła poidło z użycia. Dzieci nigdy nie korzystały z tego poidla prawidłowo, albo robily rozne rzeczy dla wygłupów.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka