kia5
01.12.20, 12:08
Pamiętacie mój wątek o tym, jak mama chciała się do mnie wprowadzić? Jak zamieszkała w domu opieki, skąd po dwóch miesiącach ją zabrałam z powrotem do X? I jak teraz wygląda sytuacja?
Mama mieszka w X. Jest częściowo niesamodzielna, do czego przyczyniła się sama oraz covid. Ma demancję w st. średnim. Trzeba jej robić zakupy większe, chodzić do lekarzy, odbywać telewizyty, bo nie obsługuje smatfona. Co trzeci dzien jestem w X , raz w tygodniu nocuję. Zyję w aucie. Mama narzeka na samotność, ale nie zaprosi koleżanke, kuzynek. Tzn. po rozmowie typu " Zaproś X, zadzwoń do Y" mówi "tak, tak" i nic nie robi. Z częscią znajomych się skłóciła. Do pomocy nie ma nikogo. Jestem sama na placu boju.
Mama była i jest toksyczna, narcystyczna na maxa.
Więc jeżdżę, śpię u niej, zabawiam, chodzę do lekarzy, aptek, dbam. I nienawidzę się za to, ale mam wewnętrzny przymus. Przecież nie zostawię 80 latki na pastwę losu. Nie ważne, że jest tu, gdzie jest dzięki sobie. Ale po prostu nie mogę. Ale równocześnie nie mogę słuchać po raz siedemnasty tego samego zdania, albo historii opowiadanej po raz piąty danego wieczoru, bo pozostałych czterech nie pamięta. Niemocy prawdziwej i tej udawanej wyolbrzymionej, żeby coś na mnie wymusić.
A teraz mnie zlinczujcie. Bo chyba muszę sięgnąć dna. Tylko gdzie ono jest?
Łapię się, że czekam na jej śmierć, zresztą podczas każdej wizyty o tej śmierci rozmawiamy. Tzn mama mówi, że bardzo by nie chciała, jak pocieszam. Taki upiorny kontredans.
Odmówiła pielęgniarki, psychologa.
A ja się spalam.