stephanie.plum
17.12.20, 18:44
donoszę, że dziś udałam się na dychawiczny spacer do sklepiku w mojej wsi.
na głównej drodze, a właściwie jedynej w tej miejscowości, prostej jak w mordę strzelił, przy której zlokalizowane są niemal wszystkie domy, stoi grupka mieszkańcó, oddając się ploteczkom.
raźno sapiąc, mijam ich, i kłaniam się grzecznie na dzień dobry.
- a czemu była u pani policja? - chcą wiedzieć.
co robić. tłumaczę, że "byliśmy na kwarantannie, ale już wszystko dobrze, mogę wychodzić i na pewno, na pewniuteńko nikogo nie zarażę".
- miałaś pani kowit? - indagują.
"no może i miałam, trochę źle się czułam".
- a bolały cię paznokcie?!
"nie, paznokcie nie bolały".
- pani, to nie miałaś tego wirusa. od niego bolą paznokcie. miałaś innego wirusa. każdy ma jakiegoś wirusa.
kiwam głową, przyznając rację temu filozoficznemu twierdzeniu, i ruszam dalej. już pokonałam połowę drogi do sklepu.
- a seeeks? mogłaś pani uprawiać seeeks? - dogania mnie pytanie wyartykułowane tubalnym głosem przez uroczego sąsiada, bywalca zaplecza sklepu.
o, nie. nie będę gorsza.
"seeeeks, panie Romku? - wrzeszczę na całą wieś. - tego policja nie zakazała!!!".
oni chyba mają mnie za wariatkę
:~/