To o mnie. Wyprowadzają się w ciągu kilku mies dziewczyny, zostanie syn. I boję się tego układu. uwielbiałam nasz dom i rodzinę w takim kształcie jak był i myślę, że super będzie kiedyś z samym mężem. Ale tak z jednym nastoletnim dzieckiem wydaje mi się trudne. Chyba jak jest jedyne dziecko, to inaczej, wszyscy są przyzwyczajeni. U nas rodzeństwo często gada, śmieje się, wspiera. Nie bardzo widzę, jak to będzie...Czy syn nie poczuje się osamotniony- no tak, pewno poczuje. Wiadomo, że 16l ma swoje życie poza domem, są tygodnie, że wychodzi codziennie, ale jednak. Ja zostałam w domu po wyprowadzce brata na 3 miesiące, i było serio dziwnie. Brakowało mi dynamiki życia rodzinnego, często latałam do brata i bratowej. Jeśli bylibyśmy już z mężem we dwoje- super. Mnóstwo rzeczy razem robimy, nigdy nam się nie nudzi, wiadomo, sprawy relacji i intymności. Może to z tego wynika- że żyjemy tak jakby w nurcie rodzinnym i nurcie pary a teraz jak będzie? Czy nurt rodzinny z jednym dorastającym dzieckiem da się zbudować tak, żeby dla niego było ok, skoro dotąd był on wartki i liczny

? Żeby nie było: wiadomo, że nawet w większej rodzinie są sytuacje, że rodzice/rodzic spędzają czas z pojedynczym dzieckiem, nawet niemało czasu, ale zawsze wiadomo, że zaplecze jest i czeka. A może to moje lęki projektuję na syna i wyobrażam sobie, że jemu będzie trudno? Co myślicie?