Ktoś jeszcze hołduje tej zasadzie? Ostatnio, na mikołaja, dałam opiekunce mojego dziecka zestaw pralin, makaroników i pierniczków domowej roboty, zapakowany w ozdobny kartonik. Po pięciu dniach przyszła do nas znowu i powiedziała, że jej dzieciaki zachwycone, ale nie pozwoliła im zjeść, bo to na swieta. O ile praliny i pierniczki dotrwają, to makaroniki już po tych pięciu dniach są raczej do wywalenia. Pamiętam ten koszmar zostawiania na święta ze swojego domu - pyszna i pachnąca babka wielkanocna, jedzona dopiero po kilku dniach - po wyschnięciu

. Są oczywiście potrawy którym służy przechowywanie, ale drożdżowa babkę doceniłam dopiero zjedzona w dniu upieczenia.