Dodaj do ulubionych

Alimenty dla studentki

30.01.06, 17:23
Witam,

Zamiescilam ten sam watek na samodzielnej mamie, ale postanowilam wkleic go
rowniez tutaj, zeby poznac Wasze opinie.


Niedawno dostalismy z mezem od jego corki i bylej zony wyliczenie, ile
pieniedzy miesiecznie corka wydaje na utrzymanie i szczerze mowiac jestesmy
lekko zszokowani.

Wyliczenie wyglada tak:
500 zl - jedzenie
400 zl - mieszkanie (dziewczyna wynajmuje pokój w mieszkaniu studenckim i
upiera się, że musi mieszkać sama w pokoju, bo w czyimś towarzystwie nie
mogłaby się uczyć)
100 zl - kosmetyki, chemia, leki
150 zl - buty i ubrania (średnio)
100 zl - wizyta u ortodonty (od niedawna ma założony aparat i raz w miesiacu
musi chodzic na wizytę i przestawienie aparatu)
45 zl - bilet miesięczny na autobusy i tramwaje
50 zl - bilet na pociag do domu i z powrotem
150 zl - comiesieczna wizyta u dermatologa i specjalny zabieg z kwasami
owocowymi (to akurat jest w miare uzasadnione, bo przez wiele lat miala
straszny tradzik i zostaly glebokie blizny i plamy)
200 zl - kurs jezyka angielskiego

W sumie wychodzi ok. 1700 zlotych. Eksia domaga sie, zebysmy placili polowe
tej kwoty czyli 850 zl. Wydaje mi sie to strasznie wygorowana suma. Mysle, ze
20letnia panienka wrecz nie powinna dysponowac takimi wielkimi kwotami, bo to
demoralizujace. Poza tym jesli ma az takie potrzeby moglaby sobie sama
dorobic. Wprawdzie nie jestesmy z mezem bardzo biedni (mamy ok. 5000 zl na
miesiac, z czego on zarabia netto 3200), ale mamy dwojke dzieci w wieku
przedszkolnym (jedno wspolne, jedno moje z poprzedniego malzenstwa), wysoki
czynsz za mieszkanie i w ogole duzo roznych wydatkow. Czy w tej sytuacji sad
moze zasadzic az tak wysokie alimenty?


P.S. A tutaj link do tamtego watku:

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=35889937
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 17:28
      A powiedz, w jakim miescie mieszka?
      A wydatki ma niezle. Jako nadal studentka uwazam, ze bardzo duze.
      Wydatki na jedzenie prawie jak na dwie osoby.
      Powiem szczerze - ja bedac na pierwszym roku studiow dostawalam 700 zł od
      rodzicow. I musialam za to oplacic akademik, wyzywic sie, kupic ksiazki itd.
      I spokojnie z tej kwoty na wszystko wystarczalo.
      A jak studentka ma wygorowane potrzeby, to zawsze moze dorobic.
      • jula55 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 17:38
        Mieszka w Krakowie.

        Dorabia korepetycjami ok. 200 zl miesiecznie, ale razem z eksia uwazaja chyba,
        ze tej kwoty nie trzeba uwzgledniac i ze to jest tylko na jej przyjemnosci, a my
        w sadzie nie jestesmy w stanie tego udowodnic.

        Pamietam, ze czytalam kiedys watek na forum studia i wypowiadajacy sie w nim
        studenci pisali, ze zyja za znacznie mniejsze sumy. Jak go znajde pozniej, to
        wkleje linka, bo kontrast jest szokujacy.
          • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:26
            e_r_i_n napisała:

            > Ja wiem, za ile zyja studenci, bo sama studiuje (chociaz moja sytuacja jest
            > inna, bo jestem dzieciata mezatka), wiec sila rzeczy sporo moich znajomych to
            > studenci.

            Dominika - z moich czasów studenckich - i patrząc na obecnych studentów moich znajomych - to wychodzę z założenia, że student da sobie radę, jak jest obrotnysmile I samodzielny.

            Ja swoich "wyliczeń życiowych" nie podaję, bo to było coś tam lat temu, te moje studia, ale...

            1. W rodzinie: panna studentka, l. 22, Szczecin, politechnika, akademik (2 osoby w pokoju): od rodziców dostaje co miesiąc 400 zł, ma stypendium naukowe (200 zł), za akademik płaci 150 zł (internet za darmosmile, ciuchów co miesiac nie kupuje nowych - a te "raz na ruski rok" - to sobie dorabia korepetycjami właśnie od czasu do czasu (czasem zarobi 200 zł, czasem 50), jedzenie - nie głodujesmile gotuje sobie sama, a czasami robi wypad do jakiejś "fastfoodowni", książki - załatwione od starszego roku, a jeszcze ją "stać" na wyjście do kina (ok. 13 zł), albo na jakiś koncert (wiadomo: wejściówka, jakieś coś tam.. e... no.. piwo.. bezalkoholowesmile itd... - więc jej wystarcza na życie spokojnie te 600 zł (rodzice+stypendium) i od czasu do czasu "ekstrasy" z korepetycji.

            2. Stjudenci / Łódź / wyższa szkoła HE - prywatna (miałam okazję sobie parę miesięcy pomieszkać w ich akademiku "prywatnie") - na czesne ok. 300 zł miesięcznie za szkołę, dojazdy "tramwajowe" ok. 60 zł, akademik: 150 zł (trzyosobowy pokój) - albo 250 zł (pokój jednoosobowy w takim akademikowych "dwupokojowym mieszkaniu" z osobną łazienką). Byli tacy, co dostawali od rodziców i po 1500 zł "na życie" miesięcznie (w co wchodziło wg rodziców czesne+opłata za akademik+opłata za tel.komórkowy studenta/studentki+dojazdy+lekarstwa, jesli było to konieczne - a reszta na wyżywienie, przyjemności i jakieś wydatki "sezonowe"), a byli też tacy, co dostawali po 500 zł miesięcznie (na czesne i akademik i częściowo np. na opłatę abonemantu w stołówce drugiej uczelni) - a na resztę musieli sobie dorobić sami (po godzinach zajęć na studiach dziennych, regularnie do pracy - w barach, knajpkach, informatycy w biurach/prywatnie, łykendowo gdzies jakieś fuchy itd... itp... starania o stypendia itd...)

            Wszystko zależało od rodziców - jacy majętni, ile chcieli dawać dziecku.

            Byli i tacy studenci, któzy na pomoc rodziców NIE MOGLI w ogóle liczyć - pracowali wieczorami, w weekendy, studiowali - i dawali sobie też ZAZWYCZAJ radę, jeśli zmobilizowali się mocno (bo czasem nie dawali i robili sobie przerwę na urlop dziekański, żeby zarobić więcej $ na pozostałe studia).

            Nie raz widziało się studenta (tu już w kwestii wyzywieniasmile) - a nawet BARDZO często, że pomimo 1500 zł od rodziców - po pierwszym tygodniu zostawało takiemu żuczkowi (żaczkowiwink - 50 zł w portfelu - i kombinował przez trzy tygodnie z wyżywieniem. I z głodu jakoś nie pomarli tacy "kombinatorzy"..smile Co ciekawe.

            A poza studiami... W kwestii "utrzymania się"... smile

            3. No, to jakieś JUŻ parę (ups...) lat temu. Łódź - praca taka, że TRZEBA sobie poradzić, mając w ręku 850 zł smile Na wynajęcie mieszkania (kawalerki o wielkości pudełka zapałeksmile - 450 zł, na dojazdy do pracy (70 zł wówczas), więc nietrudno policzyć, że na jedzenie, lekarstwa, środki czystości - zostaje jakieś 330 zł na miesiąc. I... Można było sobie dać radę, przy odrobinie wysiłku (oczywiście najlepiej nie wysilać się, i mieć wszystko, ale jak się nie ma - to lepiej się powysilać, niż narzekać na cały świat) - UWAGA: jasne, że jeżeli rodziców STAC NA TO (jak w przypadku tematu wątku) - to NIE MA SENSU, żeby dziecko kombinowało, jak przeżyc za trzy stówy do konca miesiaca smile Zwracam tylko uwagę na to, że za te trzy stówy MOŻNA przeżyć. I to wcale nie tak źle.

            4. Warszawa (jeszcze wcześniej od Łodzi) - praca: 3000 na rękę. Spore, ładne mieszkanie w przyjemnej dzielnicy: opłaty dzielone na pół, na łebka ok. 1000 zł, dojazdy - jakaś 100zł, zostawało więc na wyżywienie, ekscesy i ekstrasy i na środki czystości i na co tam jeszcze się chce - jakieś 1900 zł... I co?... I w tym wypadku też się okazywało, że przydałoby się więcej $, bo wszystko poszło "na życie", albo "konieczne wydatki".

            Mam więc takie zdanie, że żyje się za tyle, za ile się ma. I ZAWSZE przyda się więcej. Niezależnie, czy ma się w portfelu 50, 800 czy 2000 zł na własne wydatki (na jedną osobę). Sztuka zagospodarowania pieniędzy. Chyba?

            Jeśli na to "więcej" jest możliwość, to fajnie.
            Jeśli nie ma - to trudno.

            Ale nawet jeślI JEST taka możliwość - to wg mnie nigdy nie można "dawać sobie na luz", bo "rodzice mnie utrzymają". Z prostego powodu: nie uczy się wtedy człowiek ani grama odpowiedzialnosci za kasę - swoją, czy nie swoją, ani grama samodzielnego utrzymywania się (a student to ponoć już niby taki dorosły... więc chyba powinien już poznać "dorosłe" życie, też od strony zarabiania na nie), no i - odpukać, tfu, tfu... jak nagle rodziców by zabrakło, to co wtedy?... Zostaje taka "utrzymywana" studentka nagle sama... I będzie problem. Nie wszyscy umieją się przestawić nagle na "samoutrzymanie".

            No więc...

            Jeśli rodziców stać - to niech dogadzają dziecku. Ale mądrze.
            NIech nie robią z niego kaleki i leniwca, przekonanego, ze "czy stoi, czy lezy, to sie nalezy". A do tego niestety droga prosta, jesli sie pokazuje dziecku, ze mozna od rodzicow wymagac wylacznie, a samemu w ogole nie przykladac sie do swojego utrzymania.

            (tu chyba pół biedy - bo studentka ma jakies swoje $ z korepetycji, wiec na wypady do kina nie woła od rodziców - chociaż ten "osobny pokoj za 400 zł" nie przemawia do mnie jako "koniecznosc" - ZAWSZE mozna znalezc spokojny kąt albo i pokoj do pouczenia sie, nawet w akademiku, no i te 500 zł na wyzywienie... Sporo jak na jedną studentkę. Nawet jeśli to duże miasto. Ale moze dużo je... Czy cuś.. i Jest to jednak usprawiedliwione, a my tego nie widzimy, bo az tak sprawy nie znamy smile

            pozdr.

            J.
            • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:36
              Wszystko sie zgadza. Bez sensu, zeby dziewczyna zarabiala na jedzenie i
              mieszkanie, skoo ma dwojke pracujacych i zarabiajacych rodzicow.
              Ale IMHO na dodatkowe rzeczy student to juz sobie moze zarobic. Po to wlasnie,
              zeby poczul, ze NORMALNE zycie to nie dostawanie.
              • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:40
                e_r_i_n napisała:

                > Wszystko sie zgadza. Bez sensu, zeby dziewczyna zarabiala na jedzenie i
                > mieszkanie, skoo ma dwojke pracujacych i zarabiajacych rodzicow.
                > Ale IMHO na dodatkowe rzeczy student to juz sobie moze zarobic. Po to
                wlasnie,
                > zeby poczul, ze NORMALNE zycie to nie dostawanie

                No a co w tym wyliczeniu uwazasz Dominika za "dodatkowe rzeczy"
                Mozna się czepiac ciuchów, ja tam tyle tez nie wydaję na ciuchy miesięcznie,
                sama mam chłopaka, wiec jemu jest wogóle wsio rybka w czym łazi, byle było "hip-
                hopowe", ale moze dziewczyna sobie ciuchami wynagradza to ze nie ma za ładnej
                buzi po tym tradziku, nie wiem, tu akurat nie oszczednosc nadzwyczajna.
                  • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:54
                    Przy wielu tego typu wyliczeniach pada argument, ze kwoty sa spore, ze mozna
                    taniej. Pewnie, ze mozna taniej. Zamiast pokoju za 400zl mozna znalesc klitke
                    na peryferiach miasta i tracisz codziennie 2 godziny na dojazdy. Mozna nie jesc
                    w stolowce tylko codziennie sobie gotowac, tylko, ze latwiej i taniej gotowac
                    dla rodziny niz dla jednej osoby. Mozna na zakupy nie chodzic do sklepu obok
                    domu, tylko jezdzic na koniec miasta do biedronki. Ciuchow nie kupowac, tylko
                    szyc po nocach. Oszczedanie z reguly odbywa sie kosztem czasu. Jesli rodzice
                    nie maja pieniedzy, to nie ma wyjscia, trzeba. Ale tutaj tata dobrze zarabia,
                    nie wiemy ile zarabia mama, ale chce corce dawac te pieniadze.
                    • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:01
                      Pokoj w mieszkaniu strudenckim w Warszawie, gdzie koszty wynajmue sa
                      najwieksze, jak zapewne wiesz, jest tanszy, niz akademik (a akademik to wydatek
                      rzedu 250-300 zl maks). I nie jest to mieszkanie na peryferiach i byle jakie.
                      Chinszczyzne mozna kupic za 10 zł i sie najesc na dwa dni. Pomijam juz fakt, ze
                      gotowego jedzenia, takiego tylko 'defrost' jest pelno i za normalne pieniadze.
                      Zakupy w sklepie tuz obok, nawet w tej najdroszej W-wie, moga byc tansze, niz w
                      markiecie wink.
                      Nikt nie mowi o Bog wie jakim oszczedzaniu. No i nie mowa tutaj o licealistce,
                      tylko o studentce. Ktora powinna zaczac usamodzielnianie - małymi kroczkami.
                      • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:12
                        e_r_i_n napisała:


                        > Zakupy w sklepie tuz obok, nawet w tej najdroszej W-wie, moga byc tansze, niz w markiecie wink.

                        O.. Noo.. Zgadzam się smile
                        Na początku - za czasów roboczych moich warszawskich - jeździłam co sobotę do hajpermarketasmile Bo wydawało mi się, że tam taniej... O naiwności!... Potem doceniłam panią Halinkę z małego sklepiku po drugiej stronie ulicysmile Takie same ceny jak w małym mieście. Chociaż to Warszawa i Bielany.
                  • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:55
                    e_r_i_n napisała:

                    > Powiedzmy, ze pozycji dodatkowych tutaj nie ma. Natomiast te, ktore sa,
                    > sa spore (wyzywienie, mieszkanie, leki + chemia, ubrania tez).

                    No.. ja się "czepiłabym" tylko tego mieszkania i wyzywienia... A ubrania - tak w sumie.. czy ja wiem... chyba niesmile Leki - w ogóle zdrowie jest dla mnie bezdyskusyjne. Jeśli jest taka potrzeba - to TRZEBA wydawać ile jest konieczne.
                    • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:58
                      100 na leki miesiecznie to duzo, wierz mi. A mam takiego osobnika w domu, co
                      i owszem, choruje wink.
                      Chemii dziewczyna tez nie kupuje Bog wie jakiej, zapewne. Srodki czystosci to
                      pewnie 'skladkowo' z innymi mieszkancami. Stad suma spora.
                      • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:02
                        e_r_i_n napisała:

                        > 100 na leki miesiecznie to duzo, wierz mi. A mam takiego osobnika w domu, co
                        > i owszem, choruje wink.

                        E... Coś ty...
                        Ja w sezonie zimowym NA SIEBIE potrafię w miesiąc wydać jakieś 140...;/ Antybiotyki i inne duperszwance... I nie jest to jakiś stały lek, tylko "sezonowy".
                        Nie znam siena lekach ani na TEJ studentcesmile - ale może potrzeba jej jakichś specyficznych leków (alergia wiosną? hormonalne cuś tam? who knows...).

                        > Chemii dziewczyna tez nie kupuje Bog wie jakiej, zapewne. Srodki czystosci to
                        > pewnie 'skladkowo' z innymi mieszkancami. Stad suma spora.

                        A chemia - srodki czystości - owszem. spora kwota. szczegolnie w mieszkaniu "wspolnym".
                      • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:08
                        e_r_i_n napisała:

                        > 100 na leki miesiecznie to duzo, wierz mi. A mam takiego osobnika w domu, co
                        > i owszem, choruje wink.
                        > Chemii dziewczyna tez nie kupuje Bog wie jakiej, zapewne. Srodki czystosci to
                        > pewnie 'skladkowo' z innymi mieszkancami. Stad suma spora.


                        Mnie tam żadne sumy w granicach jednostkowych w okolicach 100-200 zl-mc nie
                        dziwia, ale ja jestem cały czas w szoku po tym ... koniu, wiec moge byc w sumie
                        nieobiektywnasmile
            • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:37
              > Ale nawet jeślI JEST taka możliwość - to wg mnie nigdy nie można "dawać sobie
              n
              > a luz", bo "rodzice mnie utrzymają". Z prostego powodu: nie uczy się wtedy
              czło
              > wiek ani grama odpowiedzialnosci za kasę - swoją, czy nie swoją, ani grama
              samo
              > dzielnego utrzymywania się (a student to ponoć już niby taki dorosły... więc
              ch
              > yba powinien już poznać "dorosłe" życie, też od strony zarabiania na nie), no
              i
              > - odpukać, tfu, tfu... jak nagle rodziców by zabrakło, to co wtedy?... Zostaje
              > taka "utrzymywana" studentka nagle sama... I będzie problem. Nie wszyscy umiej
              > ą się przestawić nagle na "samoutrzymanie".


              To jest kwestia podejscia. Wiele zalezy co sie studiuje. Niektore dzienne
              kierunki sa proste i mozna spokojnie sobie dorobic. Na innych ciezko. U mnie na
              roku bylo roznie: niektorych utrzymywali rodzice, niektorzy dorabiali (korki,
              wakacje) inni musieli pracowac. Ci co pracowali regularnie, studiowali srednio
              2-3 lata dluzej z miernymi wynikami. To byla regula. Wsrod tych, co byli na
              utrzymaniu rodzicow i dorabiajcych bylo roznie, byly totalne obiboki jak i ci,
              co koncentrowali sie na nauce, wyjzdzali na stypednia, dostali potem dobre
              prace. Studia to jednak czas na nauke.
              Sa rozne podejscia rodzicow, niektorzy choc i pieniadze maja, to studentowi nie
              dadza, "niech sie uczy zycia". Inni maja malo a staja na glowie, zeby ich
              dzieciom bylo latwiej niz bylo im.
              Ja osobiscie zamierzam raczej mojemu dziecku zycie ulatwiac niz utrudniac,
              _jesli_mnie_bedzie_stac (a mam nadzieje, ze bedzie) to zamierzam ja na studiach
              utrzymywac i nie widze w tym nic zlego ani demoralizujacego.
              • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:41
                Zgadza sie, ze studia to czas na nauke i rodzice, jesli tylko sa w stanie,
                powinni dzieciom stworzyc warunki do nauki wlasnie. Ale tez nie spelniac kazdej
                zachcianki dziecka (powtarzam, zachcianki, nie zalowac kasy na mieszkanie czy
                jedzenie) - bo to moim zdaniem ma dlugofalowo tylko negatywne skutki (jak kazde
                uleganie i spelnianie WSZYSTKICH zyczen).
              • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:52
                kasia_kasia13 napisała:


                > To jest kwestia podejscia. Wiele zalezy co sie studiuje. Niektore dzienne
                > kierunki sa proste i mozna spokojnie sobie dorobic. Na innych ciezko.

                masz rację. zależy i od kierunku studiów i od zdolnosci studenta (i do nauki i do pracysmile - i od samego podejscia: i rodziców i studenta. do tego tematu.

                > Studia to jednak czas na nauke.

                Jasne, że tak. Ale nie tylko na naukę "z książek" - wg mnie.
                Na naukę "tylko naukę" - jak dla mnie - jest czas w podstawówce i średniej.
                Na studiach jest czas na samodzielność. I w nauce (ach to samodzielne przegryzanie się przez biblioteki... urzędy... praktyki... nie podsuwał nikt pod nos, czego się trzeba nauczyćwink, i w życiu - pierwsze "własne"/wynajęte mieszkanie/pokój, samo-gotowanie, samo-wydzielanie sobie pieniedzy na potrzeby i przyjemności...

                Ale to tylko moje podejście do "życia".
                Oczywiście każdy moze mieć inne. Bo i inne doświadczenia pewnie.

                > Sa rozne podejscia rodzicow, niektorzy choc i pieniadze maja, to studentowi nie dadza, "niech sie uczy zycia". Inni maja malo a staja na glowie, zeby ich
                > dzieciom bylo latwiej niz bylo im.

                Right. Też znam takich rodziców, co zarabiając dużo, nie dają dziecku na studia, bo "powinno samo zapracowac, niech sie nauczy, ze w zyciu nie będzie za lekko i niczego nie dostanie, jesli samo sobie nie zapracuje na to".

                to dość skrajna postawa. i ja jestem daleka od niej.

                > Ja osobiscie zamierzam raczej mojemu dziecku zycie ulatwiac niz utrudniac,
                > _jesli_mnie_bedzie_stac (a mam nadzieje, ze bedzie) to zamierzam ja na studiach utrzymywac i nie widze w tym nic zlego ani demoralizujacego.

                Ułatwiać - owszem.
                Ale nie wyręczać.
                I na pewno nie utrzymywać do 26 roku życia:=)
                Prędzej załatwię jakąs "pracę dla studenta" - lub pomogę ja znaleźć, niż będę wysyłać $ na konto studenckie więcej, niż będzie potrzeba na czesne/pokój/wyżywienie/lekarstwa - tak jak miałoby w domu. Na resztę samo sobie będzie musiało zarobić. I w sumie nie widzę w tym nic zdrożnego. Nawet jeśli będę zarabiała 10 000. Mi korona z głowy nie spadła i nie czułam się "ignorowana przez rodziców", czy "odstawiona na boczny tor", czy "rodzice nie chcą mi pomagać ani płacić, co za rodzina okrutna!"smile, jak dorabiałam na studiach - a nawet w liceum jeszcze, wakacyjniewink Wręcz przeciwnie - mam do dziś dobrą satysfakcję, że nie "brałam" od rodziców wiecej, niż chcieli mi dać na najpotrzebniejsze rzeczy. No i w sumie... fajne uczucie, jak się dostaje do ręki SWOJE zarobione pieniądze... a nie CZYJEŚ smile Szybciej się można usamodzielnić. A to później procentuje w przyszłości/dorosłości. Bardziej to doceniam, niż "ciepłe bezpieczne opłacone z góry". Życie nie je bajka. Bardziej się dziecku mojemu przyda umiejętność "starania się o swoje" i pracy, niż egzystowania miłego "dziecka przy rodzicach" (tak jak "żona przy mężu"suspicious).

                Ale jasne, że każdy ma inny model wychowania i poglądów na życie.
                smile
                  • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:00
                    kasia_kasia13 napisała:

                    > Masz racje. Ale ta studentka dorabia (korepetycje) i w jej wyliczeniach nie ma ksiazek, kina, wakacji, raczej sa tam podstawy.

                    wiem. dlatego pisałam o tym, ze W TYM WYPADKU ona sobie dorabia na przyjemnosci i to jest OK.

                    Moje "rozciągłe" pisanie tyczy się raczej wydatków na mieszkanie i żywnośćsmile Ktore w tym wyliczeniu są wg mnie sporawe, jak na jedną studentkę. I bez szkody dla niej - mozna by je spokojnie obniżyc.

                    Chociaz - owszem - W TYM WYPADKU - przy zarobkach jej rodziców - te 200-300 zl w te czy we wte dla dziecka - to jest raczej mniejszy problem i chyba nie mają co "płakać", że alimenty na studentkę (50% z tych wyliczen) to nie jest kwota do "darcia kotów" między sobą, co innego niż dla rodzicow, ktorzy by zarabiali po 1000 zł - a studentka miałaby podobne "wymagania finansowe" - bo przeciez niby...byłyby "usprawiedliwione" (bo osobny pokój/mieszkanie osobne - bo spokój do nauki itd...).
                    • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:50
                      > Chociaz - owszem - W TYM WYPADKU - przy zarobkach jej rodziców - te 200-300
                      zl
                      > w te czy we wte dla dziecka - to jest raczej mniejszy problem i chyba nie
                      mają
                      > co "płakać", że alimenty na studentkę (50% z tych wyliczen) to nie jest kwota
                      d
                      > o "darcia kotów" między sobą, co innego niż dla rodzicow, ktorzy by zarabiali
                      p
                      > o 1000 zł - a studentka miałaby podobne "wymagania finansowe" - bo przeciez
                      nib
                      > y...byłyby "usprawiedliwione" (bo osobny pokój/mieszkanie osobne - bo spokój
                      do
                      > nauki itd...).



                      Zgadzam sie z Toba.
                • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:57
                  jayin napisała:

                  > Prędzej załatwię jakąs "pracę dla studenta" - lub pomogę ja znaleźć, niż będę
                  > wysyłać $ na konto studenckie więcej, niż będzie potrzeba na
                  > czesne/pokój/wyżywienie/lekarstwa - tak jak miałoby w domu. Na resztę samo
                  > sobie będzie musiało za robić. I w sumie nie widzę w tym nic zdrożnego. Nawet
                  > jeśli będę zarabiała 10 000.

                  Dokladnie tak samo uwazam.

                  > jak dorabiałam na studiach - a nawet w liceum jeszcze, wakacyjniewink (..)
                  > fajne uczucie, jak się dostaje do ręki SWOJE zarobione pieniądze... a
                  > nie CZYJEŚ smile Szybciej się można usamodzielnić. A to później procentuje w
                  > przyszłości/dorosłości.

                  Hehe, siostra blizniaczka, czy co? wink
                  A z ty procentowaniem to roznie. Bo nauczona doswiadczeniami swoimi (nikt mnie
                  do pracy w liceum nie zmuszal, ja SAMA chcialam, bo uwazam, ze tak jest
                  NORMALNIE, mam drgawki na zapedy leniuchow wyciagajacych łapki po czyjes ciezko
                  zarobione pieniadze.
                  • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:06
                    e_r_i_n napisała:

                    > Hehe, siostra blizniaczka, czy co? wink

                    Skąd. Ja jestem ruda;P
                    wink)

                    > A z ty procentowaniem to roznie. Bo nauczona doswiadczeniami swoimi (nikt mnie do pracy w liceum nie zmuszal, ja SAMA chcialam, bo uwazam, ze tak jest
                    > NORMALNIE)

                    Też mnie nikt nie zmuszał. Nawet mi mówiono: "Wcale przecież nie musisz...!". A im więcej mi tak mówiono - tym bardziej mi sie chcialo rodziców odciążyć od "utrzymywania" nastolatki/a potem studentkiwink Może dlatego, że oni też od swoich rodziców nie brali $, a wręcz przeciwnie. Chyba takie "zachowania" i poglądy na "samodzielność i finanse" wynosi się po prostu z domu. U nas nikt nie ma postawy roszczeniowej jakoś i wszyscy potrafią sobie poradzić w życiu. Nawet w tej piENknej Polsce naszejwink Więc chyba wychowanie zaprocentowało nieźle. I taki model mi pasuje. Negatywów w nim widzę... chyba nie widzę?smile


                    , mam drgawki na zapedy leniuchow wyciagajacych łapki po czyjes ciezko
                    > zarobione pieniadze.

                    też mam...;///
                    To sie nazywa RADYKALIZM w niektórych kręgach,a wtych innych to nawet FANATYZMbig_grin
                    • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:14
                      jayin napisała:

                      > Skąd. Ja jestem ruda;P

                      No tak. A ja blądynka. Do tego ciemna wink

                      > Może dlatego, że oni też od swoich rodziców nie brali $, a wręcz przeciwnie.
                      > Chyba takie "zachowania" i poglądy na "samodzielność i finanse" wynosi się po
                      > prostu z domu. U nas nikt nie ma postawy roszczeniowej jakoś i wszyscy
                      > potrafią sobie poradzić w życiu. Nawet w tej piENknej Polsce naszejwink Więc
                      > chyba wychowanie zaprocentowało nieźle. I taki model mi pasuje. Negatywów w
                      > nim widzę... chyba nie widzę?smile

                      Otóz to. Mam dokładnie tak samo, wiec nadal twierdze, zesmy rodzina wink
                      Moi rodzice, oboje studenci dzienni, ze mna malutka, nie dostawali od rodzicow
                      ani grosza i zyli. I to niezle.

                      > To sie nazywa RADYKALIZM w niektórych kręgach,a wtych innych to nawet
                      > FANATYZM big_grin

                      Ja bym użyła innego słowa. Ale w rozmowie z opem nie wypada wink
                      • jayin Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 19:25
                        e_r_i_n napisała:

                        > Otóz to. Mam dokładnie tak samo, wiec nadal twierdze, zesmy rodzina wink
                        > Moi rodzice, oboje studenci dzienni, ze mna malutka, nie dostawali od rodzicow ani grosza i zyli. I to niezle.

                        Moi MOGLI dostawać, ale się "honorem ponieśli" - i to do innej miejscowości smile
                        Woleli sami zapracować. Taka skrzywiona genetyka chyba.

                        Inna sprawa, że nie protestowali, jak nas dziadkowie rozpieszczali,jak byliśmy mali/małesmile) Ale to chyba totalnie inne relacje - że od rodziców się nie weźmie, ale nie ma się nic przeciw temu, jak rodzice wnukom dadzą smile Skumplikowane troche. Ale widzę to po wielu "babciach i dziadkach". Że dzieciom nie dają, a wnukom - owszem. Albo: dzieci od rodzicow nie biorą, ale nie krzyczą, jakich wlasne dzieci cos od dziadkow dostają.

                        Zauważyłyście też coś takiego, z tymi dziadkami, czy to tylko na Ziemiach Odzyskanych takie brewerie rodzinne się dzieją?smile


                        > Ja bym użyła innego słowa. Ale w rozmowie z opem nie wypada wink

                        a może z UOPem...?
                        :=)
                • ashan Re: 30.01.06, 19:05
                  jayin napisała:

                  >
                  > Ale jasne, że każdy ma inny model wychowania i poglądów na życie.
                  > smile
                  >
                  >
                  właśnie smile niech każdy decyduje o sposobie pomagania dochodzenia do pełnej
                  dorosłości SWOIM dzieciom i od razu bedzie spokojniej, i mniej będzie posądzeń
                  o nędzne intencje osób zasięgających tego typu porad smile. Wyliczenia
                  przedstawione przez rodzicielkę są dość wiarygodne. Jeśli OJCIEC, a nie druga
                  żona, ma inne podejście do wychowania dziecka (trochę późno się za to zabiera ;-
                  )) to powinien o tym porozmawiać z CÓRKĄ, bo to ona jest stroną, nie eksia.

                  Jestem dosyć wymagająca wobec swoich dzieci, ale na studiach ich utrzymywć
                  będę - zapewnię dach nad głową, wyżywienie, przejazdy, książki, podstawową
                  odzież (bo np. na pewno nie na superekstra nową kurtkę-pilotkę) etc, a na
                  ekstrasy niech sobie sami zarabiają.
                  No, chyba, że im się zechce próbować pełnej dorosłości zakładając rodzinę, to
                  wtedy, paradoksalnie może, ale kurek z pieniędzmi przykręcę.

                  pozdrawiam
                  a.
                  • natasza39 Re: 30.01.06, 19:06
                    ashan napisała:
                    > Jestem dosyć wymagająca wobec swoich dzieci, ale na studiach ich utrzymywć
                    > będę - zapewnię dach nad głową, wyżywienie, przejazdy, książki, podstawową
                    > odzież (bo np. na pewno nie na superekstra nową kurtkę-pilotkę) etc, a na
                    > ekstrasy niech sobie sami zarabiają.
                    > No, chyba, że im się zechce próbować pełnej dorosłości zakładając rodzinę, to
                    > wtedy, paradoksalnie może, ale kurek z pieniędzmi przykręcę.


                    Ot to to, zgadzam się w zupełności!
                  • kasia_kasia13 Re: 30.01.06, 19:54

                    > Jestem dosyć wymagająca wobec swoich dzieci, ale na studiach ich utrzymywć
                    > będę - zapewnię dach nad głową, wyżywienie, przejazdy, książki, podstawową
                    > odzież (bo np. na pewno nie na superekstra nową kurtkę-pilotkę) etc, a na
                    > ekstrasy niech sobie sami zarabiają.
                    > No, chyba, że im się zechce próbować pełnej dorosłości zakładając rodzinę, to
                    > wtedy, paradoksalnie może, ale kurek z pieniędzmi przykręcę.

                    Ja tez. Do owego utrzymania doloze jeszcze pigulki dla corki, aby
                    zminimalizowac opjce nr 2 czyli zalozenie rodziny na studiach smile))
                    • natasza39 Re: 30.01.06, 20:12
                      kasia_kasia13 napisała:

                      > Ja tez. Do owego utrzymania doloze jeszcze pigulki dla corki, aby
                      > zminimalizowac opjce nr 2 czyli zalozenie rodziny na studiach smile))


                      Ja w takim razie "gumki" dla syna, ale on sie cos do bab nie bierze, więc chyba
                      bede musiała z tym zaczekac....
        • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:27
          >
          > Pamietam, ze czytalam kiedys watek na forum studia i wypowiadajacy sie w nim
          > studenci pisali, ze zyja za znacznie mniejsze sumy. Jak go znajde pozniej, to
          > wkleje linka, bo kontrast jest szokujacy.


          Zawsze mozna taniej. I co z tego?
    • kleo1 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 17:29
      hej czytałam Twój watek
      nie macie zasądzonych alimentów, gdybyście mieli to może dałoby sie walczyć i
      wyjaśńić, że Wy musicie utrzymać sie we 4(?) a ex ma większe zarobki i tylko ma
      córke... na pewno ex nie ustapi.. tak myślę
      • jula55 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 17:40
        Nie mamy, ale w tej sytuacji bedziemy chyba musieli sie o to postarac i
        uregulowac sprawe w sadzie. Sprobujemy powalczyc, bo to za powazna sprawa i
        dodatkowe 350 zl podwyzki w stosunku do tego co placimy juz teraz jest sporym
        dodatkowym obciazeniem.
    • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 18:24
      >Wprawdzie nie jestesmy z mezem bardzo biedni (mamy ok. 5000 zl na
      > miesiac, z czego on zarabia netto 3200), ale mamy dwojke dzieci w wieku
      > przedszkolnym (jedno wspolne, jedno moje z poprzedniego malzenstwa), wysoki
      > czynsz za mieszkanie i w ogole duzo roznych wydatkow. Czy w tej sytuacji sad
      > moze zasadzic az tak wysokie alimenty?


      Nie macie dwojki dzieci tylko jedno. Twoje dziecko z poprzedniego malzenstwa ma
      obowiazek utrzymywac Twoj byly maz, a nie obecny.
      • natasza39 Re: Wyliczenie moje: 30.01.06, 18:33
        Sorry, za szybko mi się kliknęło.

        Dziewczyna z matka wcale nie chce was "orznąć"
        Policz sobie:


        Do tej pory płaciliscie 500 zł prawda?
        Celowosci wydatku 500 zł nie negowałaś, prawda?
        Teraz dochodzą dodatkowo koszty, których do tej pory nie płaciła bo mieszkała z
        matka.
        A więc (licze po połowie)
        200 zł- mieszkanie + 100 zł (angielski) + 25 zł (połowa kosztów pkp) + 22,5 zł
        (połowa kosztów biletu miesięcznego) - razem 347,5 zł, czyli jak na moje oko,
        to faktycznie na jakieś 2,5 zł chce was "orżnąć"
        A tak dla scisłosci, to zgadzam sie z kasia_kasia.
        Wy macie 1 dno dziecko wspólne.
        twój maz aktualny nie musi, łozyc na twoje dziecko, no chyba ze je
        przysposobił. wtedy prawnie macie 3-ke, ale moralnie on ma obowiazek łozyc na
        dwójke, a nie na 3-ke!
        Pozdrawiam i zycze troche obiektywizmu!
          • zonka77 Re: Wyliczenie moje: 30.01.06, 19:57
            nie rozumiem dlaczego tutaj córka nie rozmawia z tatą sama tylko przez mamę i
            karteczki z wyliczeniami. Przecież to dorosła dziewczyna.
            Ja z tatą zawsze rozmawiałam osobiście o pieniążkach, Dostosowywałam sie do tego
            co mi rodzice dawali a nie żądałam tego co moim zdaniem powinni mi dać.
            Dorabiałam sama na połowę swojego utrzymania - nie musiałam, chciałam żeby
            rodzice byli odciążeni, nie miałabym sumienia kupować kolejnych butów za ciężko
            zarobione pieniążki mojego taty.
            Rodzice dawali mi 1000 na miesiąc. na pierwszym roku to mi bez problemu
            wystarczało, mieszkałam w akademiku, jadłam w stołówce. Potem chciałam mieć
            autko i swój pokój więc się wzięłam do roboty a nie poszłam do taty po więcej!
            A tata zarabiał więcej niż 3000 - ale ja i tak się zawsze martwiłam że tyle od
            nich biorę i że im na coś przez to zabraknie.
            Dodam że ten 1000 zł to dla większości moich kolegów było bardzo dużo
            pieniędzy.A było to znacznie mniej niż 30% zarobków mojego taty.
            W życiu nie wyliczałam ile % on mi daje ze swoich pieniędzy. Policzyliśmy ile za
            akademik ile za jedzenie (nawet teraz nie wydaję 500 zł na siebie na jedzenie a
            obiadów specjalnie w dni powszednie nie gotuję!)ile na farby i inne materiały na
            studia ile na bilety - i już 1000 zł to było wtedy i tak więcej niż
            potrzebowałam na niezbędniki. Nie czarujmy - środki czytości studenci z domku
            zabierają, sporo jedzenia i lekarstw też - z tych pieniędzy i tak starczało mi
            na kino czy pub czy ciucha. A potem zarabiałam już sama i miałam dużo więcej - z
            własnej pracy smile
            • e_r_i_n Re: Wyliczenie moje: 30.01.06, 20:01
              zonka77 napisała:

              > Dostosowywałam sie do tego co mi rodzice dawali a nie żądałam tego co moim
              > zdaniem powinni mi dać.


              O to, to.
              Ja tez nie negocjowalam wysokosci 'kasy' - po prostu wiedzialam, ze mam tyle
              i tyle i moja glowa, jak sie pozadze kasa, zeby wystarczylo na to, co musi.
              Znowu normalne podejscie - wydatki planuje na podstawie tego, co mam do
              dyspozycji, nie ustalam co mam do dyspozycji na podstawie wymagan.
              • mrs_ka Re: Wyliczenie moje: 30.01.06, 22:32
                Wiecie co? Czegoś tu nie rozumiem. Oto wyliczenie, które wklejam:


                500 zl - jedzenie
                400 zl - mieszkanie (dziewczyna wynajmuje pokój w mieszkaniu studenckim i
                upiera się, że musi mieszkać sama w pokoju, bo w czyimś towarzystwie nie
                mogłaby się uczyć)
                100 zl - kosmetyki, chemia, leki
                150 zl - buty i ubrania (średnio)
                100 zl - wizyta u ortodonty (od niedawna ma założony aparat i raz w miesiacu
                musi chodzic na wizytę i przestawienie aparatu)
                45 zl - bilet miesięczny na autobusy i tramwaje
                50 zl - bilet na pociag do domu i z powrotem
                150 zl - comiesieczna wizyta u dermatologa i specjalny zabieg z kwasami
                owocowymi (to akurat jest w miare uzasadnione, bo przez wiele lat miala
                straszny tradzik i zostaly glebokie blizny i plamy)
                200 zl - kurs jezyka angielskiego

                1. 5 stów na jedzenie to nam daje 16 zł dziennie. Erin, z całym szacunkiem, ale
                co to ma znaczyć, że "można się napchać chińszczyzną na dwa dni"? W sensie, że
                na śniadanie pół surówki, na obiad pół porcji ryżu, na obiad pół porcji mięsa i
                na drugi dzień tak samo? Chwileczkę: 16 złotych dziennie to 5 zł na każdy
                posiłek. Same oceńcie, na ile jest to full wypas, luksus i exclusive.

                2. 400 mieszkanie. No to raczej bezdyskusyjne, bo cena jest odgórna. "Upiera się
                przy mieszkaniu w osobnym pokoju"- o prosze, to brzmi jak fanaberia! Powiem Wam
                tyle, że sześć lat temu wynajmowałam koleżankom studentkom pokoje. Cena wynosiła
                400zł od łba. Sześć lat temu to było, jeszcze raz powtórzę. NIe umiałam się
                uczyć w pokoju pełnym ludzi. NIektórzy nie umieją.

                3. 100 zł kosmetyki. Chyba wszystkie jak tu piszemy jesteśmy paniami domu i
                kobietami. Zróbcie sobie szybkie wyliczenie: proszek do prania, płyn do
                zmywania, środki czyszczące do łazienki (cify, domestosy i inne pierdółki),
                szampon do włosów (w ramach ciekawostki: na szampony i odżywki wydaję
                miesięcznie ok. 50zł. Mam włosy do pasa i odżywka jest koniecznością, o
                "schodzeniu" szamponu nie będę Wam mówić. Obracam się wśród niskich i średnich
                półek typu clairol czy timotei, więc nie są to kosmetyki drogie. Miesięcznie ich
                cena robi jednak wrażenie), pasta do zębów, szczoteczka (wymieniam co 2
                miesiące), podpaski, waciki kosmetyczne, krem do twarzy na noc i na dzień (ok,
                niech będzie jeden), tonik, płyn do mycia twarzy, płyn pod prysznic, gąbka,
                balsam do ciała, mydło.
                Do tego nalezy dodać raz na jakiś czas: fluid, puder, cień do oczu i tego typu
                babskie uciechy, które są bardzo drogie. Ok, studentka może używac Inglota, ale
                cena fluidu, pudru i cieni Inglota da nam ok. 80 zł.
                Jeżeli w tym kontekście mówimy o "zawyżonej kwocie na chemię" to nie mam więcej
                pytań. Oczywiście można się myć mydłem "biały jeleń" i używać "czarnej rzepy" do
                mycia włosów. Wszystko można...

                4. Buty i ubrania. 150 zł. Nie wiem, czy to dużo, czy mało- tu się nie spieram.
                Sama od dawna nie kupiłam sobie butów wink

                Reszta jest bezdyskusyjna: ortodonta, komunikacja, dermatolog.
                Uważam, że nie ma tu mowy o naciągactwie.
                I na koniec mała złośliwość: o ile autorka postu posiada córkę to chciałabym
                zobaczyć, czy za kilkanaście lat też jej zrobi wyliczenie miesięcznych wydatków
                na kosmetyki i oskarzy o naciągactwo.


                a.
                • e_r_i_n Re: Wyliczenie moje: 30.01.06, 22:40
                  mrs_ka napisała:

                  > Erin, z całym szacunkiem, ale co to ma znaczyć, że "można się napchać
                  > chińszczyzną na dwa dni"? W sensie, że na śniadanie pół surówki, na obiad pół
                  > porcji ryżu, na obiad pół porcji mięsa i na drugi dzień tak samo?

                  Miałam raczej na mysli wielkosc porcji przy stosunkowo niskiej cenie.
                  Przenosnia taka wink.

                  > Chwileczkę: 16 złotych dziennie to 5 zł na każdy posiłek. Same oceńcie, na
                  > ile jest to full wypas, luksus i exclusive.

                  Z powodów róznych robiłam kalkulacje kosztow utrzymania. Uwierz, 500 zł na
                  jedna osobe to nie jest mało. Zakładajac jedzenie normalne - nie exclusive, ale
                  tez nie tipy i inne liderprajsy.

                  > Cena wynosiła 400zł od łba. Sześć lat temu to było, jeszcze raz powtórzę.

                  Czym innym jest wynajęcie pokoju w normalnym mieszkaniu, czym innym tzw.
                  mieszkanie studenckie. Koszt "miejsca" w mieszkaniu studenckim jest równy czy
                  wrecz nizszy w W-wie, niz akademika. Akademik to, jak juz pisalam, wydatek
                  rzedu 250-300 zł.
                  BTW. moze sie dziewczyna nad akademikiem zastanowi? Tam sa tzw. cichacze wink

                  > Zróbcie sobie szybkie wyliczenie: proszek do prania, płyn do zmywania, środki
                  > czyszczące do łazienki (cify, domestosy i inne pierdółki)

                  O tym było - zapewne wydatki 'skladkowe', siła rzeczy nizsze smile

                  > szampon do włosów (w ramach ciekawostki: na szampony i odżywki wydaję
                  > miesięcznie ok. 50zł. Mam włosy do pasa i odżywka jest koniecznością, o
                  > "schodzeniu" szamponu nie będę Wam mówić. Obracam się wśród niskich i średnich
                  > półek typu clairol czy timotei, więc nie są to kosmetyki drogie.

                  OT: polecam przerzucenie sie na lepsze, drozsze, owszem, ale wydajniejsze wink
                  I na pewno skuteczniejsze.
                  Ok, cofam zdanie o zawyzonej kwocie na kosmetyki smile. Powiedzmy, ze sie miesci
                  w normie.
                  • mrs_ka Re: Wyliczenie moje: 30.01.06, 22:49
                    Przeczytałam analogiczny wątek na Samodzielnej i stwierdzam, że wszystko zostało
                    już napisane i powiedziane. Jak nie tu- to tam.
                    Wobec powyższego nie będę se języka strzępic, bo mam wrażenie, że tu nie o
                    uzasadnienie wydatków chodzi, a niepodwyższanie alimentów.
                    Wybaczcie, ale ja na temat alimentów i roszczeń obu stron (eksi i neksi)
                    poprzysięgłam sobei kiedyś nie wypowiadać się, bo jest to całkowicie jałowa
                    czynność.
                    Obstawiam, że wątek sięgnie +100 postów.

                    Tak więc odzywam się tylko po to, aby poOTować z Erin, skoro zaczęła:

                    No więc właśnie nie. Droższe i lepsze nie oznacza wydajniejsze. Kiedyś się
                    szarpnęłam na jakąś odlotową serię Welli w salonie fryzjerskim i powiem Ci, że
                    było to g..o. Nawiasem mówiąc najlepszą serią IMHO jest GlissKur Jedwabny.
                    Polecam z czystym sumieniem.
                    Co do innych kosmetyków to zazwyczaj droższe oznacza lepsze, ale nie
                    wydajniejsze. Najgorsze są wypasione fluidy z aplikatorem- potworne marnotrawstwo.

                    a.
                    • e_r_i_n OT ciąg dalszy :) 30.01.06, 22:55
                      Ja mam w domu speca od kosmetykow profesjonalnych, dlatego sie tak wymadrzam wink
                      Uzywam kosmetykow pewnej firmy tylko i wylacznie i np. szampon litrowy
                      wystarcza na circa pol roku (a wlosy myje codziennie).
                      Odzywka w sprayu na około 2 mce (a to dlatego, ze psikam nie na wlosy, jak
                      radza na opakowaniu, tylko rozcieram na rekach - tak dokladniej i wydajniej
                      wlasnie smile).
                      Plynu do prostowania uzywam z kolei od poczatku pazdziernika (tez codziennie)
                      i pol opakowania nadal jest.
                  • natasza39 Erin proszę.... 30.01.06, 22:57
                    Przyrównujesz zawsze wszystko do swojej sytuacji.
                    Tak sie nie da przyrównywac po prostu.

                    Nie wiem jak Ci to najdelikatniej wytłumaczyc, ale spróbuję....


                    1. Nie kazdy moze żreć chinszczyzne.
                    Ja np. po niej rzygam jak kot, dalej niz widzę.
                    2. 15 zł na dzień to naprawde ani za duzo ani za mało na wyzywienie. W sam raz
                    uwazam
                    Moje dziecko np. żre codziennie wedlinę i żółty ser na kolację i na sniadanie.
                    Dźemu i płatków się nie chwyci. Zabić je mam z tego powodu, czy może zagłodzic?
                    3. akademika, jak chyba wiesz, nie dostaje się zawsze!
                    W wiekszości uczelni obowiazuje tzw. "średnia" dochodów.
                    Przy sredniej z zarobków mayki i ojca dziewczyna szans nie ma na akademik.
                    Moje znajome w Krakowie ( o którym tu mowa) wynajmuja kawalerke (19m kw) za 500
                    zł odstępnego + media + czynsz. To jest w Krakowie standard.
                    Dlatego juz oszczedzamy z M żeby takie małe mieszkanie kupić w Krakowie a nie
                    wynajmowac na czas studiów dzieci jego i mojego Młodego, bo przynajniej nam w
                    kieszeni zostanie.
                    4. Autorka watku powiedział wyraxnie, ze dziewczyna ma kłopoty dermatologiczne.
                    Byc moze potrzebuje specjalnych kosmetyków. Byc moze takich za 100 zł za słoik.
                    Nie wiesz? Ja tez nie wiem, ale oszczędności akurat na tym sa wg. mnie bzdura.
                    5. O reszcie wyliczonych potrzeb się nawet nie wypowiadam, bo sa poza dyskusja.
                    6 Słowem bym się nie odezwała gdyby ojciec sam zarabiał w okolicach 1000 zł-m-
                    c, ale tu tak nie jest, wiec chyba mozna własnemu dziecku poświęcic tę sumę.

                    Apeluje o obiektywizm po obu stronach.
                    I nie przyrównujmy siebie do innych, ok?
                      • maxxi26 Re: Erin proszę.... 31.01.06, 00:04
                        Dyskusje o alimentach są super wink. Każda dokładnie ze stron ma jakieś tam
                        swoje racje i broni własnego interesu, bo trudno, żeby cudzego.. Ale rzecz
                        dotyczy właśnie też czasami wychowania takiego już mocno dorosłego człowieka
                        jakim jest student. Ja mając na swoje utrzymanie ok 1100 zł w poznaniu (400 zł
                        rodzice, 500 zł własne zarobki, 200 zł stypendium naukowe) żyło mi sie już
                        nieźle a pokój wynajmowałam zawsze sama właśnie za ok 400 zł, bo nie
                        wyobrażałam sobie nauki w gronie już 2 - osobowym... Gorzej bywało jak
                        stypendium naukowe odpadało na co poniektórych latach wink

                        NIeważne. Pomijając kontekst sytuacyjny - to czy na utrzymanie dorosłego
                        osobnika 1700 zł to dużo czy mało? Obiektywną odpowiedz, pewnie by otrzymało
                        się na innym forum, niż te dwa na jakich temat został poruszony... Po studich
                        pamiętam, że w pierwszej pracy zaczęlam zarabiać mniej niż te kwoty które wyżej
                        wymieniłam. I to dopiero był szok i zderzenie z rzeczywistością. zaczełam
                        tesknić za życiem studenckim.. Całe szczeście byłam nauczona jak sobie radzić w
                        życiu...
    • chalsia Re: Alimenty dla studentki 30.01.06, 23:55
      850 zł alimentów przy dochodach netto 3200 to raptem ciut ponad 25% tych
      dochodów, nie głodowych ponad to. Więc stać ojca na to, tym bardziej, że ma
      tylko jeszcze jedno dziecko swoje.
      I te "ogólnie dużo innych wydatków" to jakieś super niezbędne są?

      A wszystko inne i tak już wtym wątku napisano.
      Chalsia
    • m-m-m Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 09:06
      Ja bym z tej puli wydatków wykreśliła jako zbędne całkowicie:
      1.ciuchy co m-c 150 zł - nie musi ich co m-c kupować - w skali roku wydaje na
      ciuchy ...1800 zł, zdecydowanie za bogato jak na niesamodzielną fnansowo
      studentkę;
      2. ortodonta - krzywe zęby to kwestia estetyki, sama nosiłam kilka lat aparat
      ortodontyczny i wiem, że bez tego można się obejść, a wszelkie gadki o
      postępujących chorobach przyzębia są po to by jak najwięcej osób zapłaciła.
      Poza tym noszenie aparatu nigdy się nie kończy - po tym podstawowym trzeba
      nosić tzw, retencyjny, aby zębby utrzymać, bo niestety wracają one do
      porzednich krzywizn. Krzywe zęby wymagają tylko idealnej higieny, a tę można
      zapewnić sobie samemu i nie trzeba płacić ortodoncie.
      Koszt mieszkania: pokój może mieć do spółki z kimś i z tego obciąć 100-150 zł.
      Niestey, skoro jej nie stać na samozdzielną pracę musi znosić niedogodności.
      Nie umie się uczyć sama? A kogo to obchodzi? Kiedyś w robocie nie dostanie na
      dzień dobry fotela prezesa i swojego pokoju tylko będzie pracowała z najmniej
      jedną osobą w takim pokoju lub z kilkoma i czym prędzej nauczy się pracy w
      hałasie tym dla niej lepiej.
      No to mamy oszczędność 400 zł co m-c; 1700 - 400 = 1300, połowa z tego to 650
      dla ojca jako alimenty.
        • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:20
          bezkresneniebo napisała:

          > Nie sposób sie z tobą nie zgodzic m-m-m.
          >
          > Przede wszystkim najlepszym lekarstwem dla roszczeniowej mlodzieży sa studia
          > zaoczne, gdzie mlody czlowiek musi znależć czas i na prace i na nauke.


          O czym ty mówisz kobieto?
          Swojemu dziecku (urodzonemu przez siebie osobiście) tez powiesz kiedyś, żeby
          poszło na zaoczne, bo jest roszczeniowe i chce się uczyć?
          Studia zaoczne to jest skrajność.
          Poza tym sa kierunki, których po prostu nie da się studiowac zaocznie, a jesli
          nawet się takie zaoczne studia skończy, to się gówno po nich umie.
          • m-m-m Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:32
            W obecnej chwili studia zaoczne ąa w większości. Stosunek studiujących w trybie
            studiów zaocznych i dziennych to mniej wiecej 2/3 do 1/3.
            Inną sprawą jest jakoćc tych stuiów i fakytyczne kwalifikacje weryfikowane
            przez rynek i pracodawców.
            • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:44
              m-m-m napisała:

              > W obecnej chwili studia zaoczne ąa w większości. Stosunek studiujących w
              trybie
              >
              > studiów zaocznych i dziennych to mniej wiecej 2/3 do 1/3.

              Bo wymusza to rynek głównie. Uczelnie po prostu na tym zarabiają.
              Nie chodzi tu o udogodnienie polegajace na wiekszej "dostepności" studiów tylko
              na "dojenie" kasy z ludzi.
              Ot gospodarka rynkowa po prostu!

              > Inną sprawą jest jakoćc tych stuiów i fakytyczne kwalifikacje weryfikowane
              > przez rynek i pracodawców.

              I tu dochodzimy do sedna własnie.
              Przyszły pracodawca majac do wyboru studenta po studiach dziennych i zaocznego
              z taka sama srednia ocen wybierze dziennego.
              Takie sa realia po prostu!
              • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 13:17
                > Przyszły pracodawca majac do wyboru studenta po studiach dziennych i
                zaocznego
                > z taka sama srednia ocen wybierze dziennego.
                > Takie sa realia po prostu!

                Bo ten po dziennych ma z reguly wyzsze kwalifikacje. Zaoczni maja mniej zajec,
                latwiejsze egzaminy, studenci sa ogolnie slabsi (glownie ci, co nie dostali sie
                na dzienne). W tym czasie, gdy kolega z zaocznych uczy sie owego zycia i
                zaradnosci, dzienny sie po prostu uczy (a przynajmniej powinnien). Znam calkiem
                sporo osob, ktore nie mialy pracy na studiach (nie liczac dorabiaia, typu
                dawanie korkow, bycie kelnerka w wakacje, ale z tego sie nikt nie utrzyma) i
                jakos nie wyrosli na rozczeniowych pasozytow, po studiach dostali prace i
                zarabiaja na siebie.
                Dobrze, ze medycyny nie ma jeszcze zaocznej.
          • ashan Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:32
            powiedzmy sobie szczerze - szkołę średnią też można kończyć wieczorowo... Nie
            widzę potrzeby, żeby roszczeniowa młodzież, która skończy 18 rok życia musiała
            uczyć się w trybie dziennym.
            Korzystanie z prywatnej służby zdrowia - w tym stomatologów i ortodontów - jest
            koronnym przykładem na bezhołowie panujące wśród tfu, tfu, młodzieży. Leczyć
            się należy wyłącznie czosnkiem i cebulą, zęby czyścic porządnie to i ubytków
            nie będzie! Do prania szare mydło - o wiele zdrowsze niż viziry i nie tak
            uczulające, no i ta cena. Włosy ścinać (w domu of kors) na krótko - szmaponu
            się nie będzie marnować, a do mycia - rumiankowy polleny.
            I w ten sposób redukując wszystko ad absubrum dojdziemy do momentu, kiedy tfu,
            tfu młodzież będzie jeszcze dopłacać rodzicom big_grinDD

            rewelacja, siostry, czysta rewelacja smile klimat pure nonsensu zawsze był mi
            bliski - dziękuję Wam za poprawę humoru big_grinDDD Proszę częściej big_grinDD
            a.
            • m-m-m Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:40
              Korzystanie z prywatnej służby zdrowia - w tym stomatologów i ortodontów - jest
              koronnym przykładem na bezhołowie panujące wśród tfu, tfu, młodzieży. Leczyć
              się należy wyłącznie czosnkiem i cebulą, zęby czyścic porządnie to i ubytków
              nie będzie! Do prania szare mydło - o wiele zdrowsze niż viziry i nie tak
              uczulające, no i ta cena. Włosy ścinać (w domu of kors) na krótko - szmaponu
              się nie będzie marnować, a do mycia - rumiankowy polleny.


              Przesadzasz, Ashan. Stomatolog i łatanie zębów to co innego, a ortodonta to
              naprawdę zbędny luksus esteteyczny. Akurat to ostanie znam doskonale z autopsji.


              zęby czyścic porządnie

              No, chyba temu akurat nie zaprzeczysz?


              I w ten sposób redukując wszystko ad absubrum dojdziemy do momentu, kiedy tfu,
              > tfu młodzież będzie jeszcze dopłacać rodzicom big_grinDD
              >


              Może nadejść dzień, że rodzic w niedostatku otrzyma na siebie alimenty od
              dorosłego dziecka.
              • ashan Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:49
                m-m-m napisała:

                > Przesadzasz, Ashan. Stomatolog i łatanie zębów to co innego, a ortodonta to
                > naprawdę zbędny luksus esteteyczny. Akurat to ostanie znam doskonale z
                autopsji

                Ja też big_grinDDD tylko co to ma do sytuacji tej dziewczyny big_grinDD


                > zęby czyścic porządnie
                >
                > No, chyba temu akurat nie zaprzeczysz?

                pewnie, że nie zaprzeczę, tak, jak i temu, że są osoby, które czyszcząć,
                szorująć, używając nitki, płynów do płukania ust, latające do stomatologów na
                kontrole ca trzy-cztery miechy tracą zęby...
                kwestia genetyczna


                > I w ten sposób redukując wszystko ad absubrum dojdziemy do momentu, kiedy
                tfu,
                > > tfu młodzież będzie jeszcze dopłacać rodzicom big_grinDD
                > >
                >
                >
                > Może nadejść dzień, że rodzic w niedostatku otrzyma na siebie alimenty od
                > dorosłego dziecka.


                big_grinDD uczącego się? Powodzenia big_grinDD
                a.
                • m-m-m Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:04
                  W wydatkach przedstwionych jest pozycja: ortodonta wizyty kontrolne w związku z
                  noszeniem aparatu przez owa studentkę. Uznałam to za wydatek zbędny, związany z
                  estetyką.

                  Nie od uczącego się dziecka lat 20 owe alimenty na rodzica w niedostaku ąa
                  przyznawane. Pisałam o sytuacji, która może nastać kiedyś za kilka kilkanaście
                  lat.
      • jula55 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:58
        > 2. ortodonta - krzywe zęby to kwestia estetyki, sama nosiłam kilka lat aparat
        > ortodontyczny i wiem, że bez tego można się obejść, a wszelkie gadki o
        > postępujących chorobach przyzębia są po to by jak najwięcej osób zapłaciła

        Zasadniczo sie z Toba zgadzam, tylko teraz, kiedy zaplacilismy juz za aparat
        3200 (z eksia na pol) glupio byloby zrezygnowac z leczenia. Ja po prostu mysle,
        ze pasierbicy nie zaszkodziloby, gdyby czesc swoich wydatkow pokryla z
        zarobionych przez siebie pieniedzy. Studiuje anglistyke, wiec mozliwosci
        dorobienia sa spore (wspomniane korepetycje, tlumaczenia itp.). Z tego co wiemy
        bierze 25 zl za lekcje i ma jednego ucznia, do ktorego jezdzi raz w tygodniu na
        poltorej godziny. Gdyby znalazla sobie jeszcze np. dwoch zarobilaby w sumie 600
        zl - to chyba calkiem sporo jak za 4,5 h pracy tygodniowo. W ten sposob moglaby
        troche odciazyc rodzicow, a poza tym nauczyloby ja to szacunku dla pieniedzy.
        Inaczej sie wydaje samodzielnie zarobione, a inaczej taka manne z nieba.
        • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:06
          jula55 napisała:

          >W ten sposob moglaby
          > troche odciazyc rodzicow, a poza tym nauczyloby ja to szacunku dla pieniedzy.
          > Inaczej sie wydaje samodzielnie zarobione, a inaczej taka manne z nieba

          Do pracy jej nie zmusisz. Na ten temat powinien porozmawiac ojciec z matka,
          czyli twój M i jego exia.
          Jesli chodzi o ten aspekt zgadzam się, że młodzież powinna sobie dorabiać.
          Tym niemniej powtarzam raz jeszcze.
          Przy dochodach twojego M suma 500 zł jest raczej niewielka.
          800 zł to 1/4 jego dochodów, więc idac z ta sprawa do sadu, macie jak w banku,
          ze dostaniecie taki wyrok.
          Sad nie będzie obchodziło za ile wynajmujecie mieszkanie, ani utrzymanie
          twojego dziecka.
          Po prostu twój M dobrze zarabia i stac go najnormalniej w świecie na taka sumę.
          I ciesz się, że płacicie jeszcze 5 lat tylkosmile
          • m-m-m Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:11
            Sad nie będzie obchodziło za ile wynajmujecie mieszkanie, ani utrzymanie
            twojego dziecka.


            Myślę, że jednak będzie to sąd obchodziło.
            Co do dorabiania korkami to jest jeden kłopot: podatki. Nidgdy nie wiadomo,
            który rodzic jakiego rachunku za lekcje zażąda. Poszukiwanie uczniów na rynku,
            a nie zpolecenia jest ryzykowne.
            • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:14
              m-m-m napisała:
              > Sad nie będzie obchodziło za ile wynajmujecie mieszkanie, ani utrzymanie
              > twojego dziecka.
              >
              >
              > Myślę, że jednak będzie to sąd obchodziło.

              Mieszkanie, może... Tu mozna sie spierać, choć sedzia moze powiedziec, ze tak
              jak młoda moze dorabiać, tak oni wynając cos tańszego.
              Jej dziecko (chodzi mi o dziecko autorki, a nie ich wspólne) sadu obchodzic nie
              bedzie, bo na to dziecko ma łozyc autorka + ex autorki.
              Tu się chyba ze mna zgodzisz?
                • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:27
                  m-m-m napisała:

                  > Ale oni maja też wspólne dziecko autorka z tatusiem studentki. I to dziecko,
                  > bedzie obchodziło sąd w kwestii kosztów.

                  Ale autorka mówi o "dwójce dzieci" co jest nieprawda, bo na utrzymaniu jej i
                  meza jest tylko 1-dno.
                  zreszta policzę Ci:

                  on zarabia 3200
                  ona zarabia 1800 (bo razem maja 5 tys jak pisze)
                  Gdyby facet dał po 800 zł na oboje swoich dzieci zostaje mu - 1600
                  Ona przeznaczajac taka sama sume na swoje dzieci - zostaje jej - 200 zl.
                  Razem dla siebie samych maja zatem 1800 zł i to nadal facet utrzymuje ten dom.
                  Jesli zatem autorka szuka oszczednosci, to w tym momencie szuka ich w kieszeni
                  meza, a zasadniczo w kieszeni pasierbicy.
                    • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:47
                      m-m-m napisała:

                      > Jesli zatem autorka szuka oszczednosci, to w tym momencie szuka ich w
                      kieszeni
                      > meza, a zasadniczo w kieszeni pasierbicy
                      >
                      > Takie jest prawo "wrednych" macoch.

                      Jest jeszcze coś takiego jak zwykła ludzka przyzwoitość, której, juli jak na
                      mój gust brakuje.
                        • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:53
                          m-m-m napisała:

                          > No własnie i tu wkraczamy w zasady przyzwoitości.
                          > Ale ja autorki wątku nie potępię za jej nieprzyzwoitość, bo jako macocha
                          > rozumiem jej punkt siedzenia.

                          Jako była pasierbica również?
                          • m-m-m Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:56
                            I tu Cie pewnie zaskoczę: jako była pasierbica tym bardziej, bo takie nauki jak
                            samodzielność i zaradność od jak najwcześniejszych lat życia otrzymałam od
                            mojej śp. mamy "wrednej" exiary.
                            • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 12:01
                              m-m-m napisała:

                              > I tu Cie pewnie zaskoczę: jako była pasierbica tym bardziej, bo takie nauki
                              jak
                              >
                              > samodzielność i zaradność od jak najwcześniejszych lat życia otrzymałam od
                              > mojej śp. mamy "wrednej" exiary

                              Ja tez byłam samodzielna na studiach. Moze dlatego, ze miałam biednych rodziców.
                              Ale gdyby dobrze zarabiali, pewnie dawaliby mi na wszystko.
                              Ja dobrze zarabiam i nie zamierzam mojego Młodego gnac do roboty na siłę.
                              Gdybym zarabiała gorzej, znam swoje dziecko, pewnie poszłoby do pracy, zeby
                              mnie odciazyć.
                              Tu po prostu nie ma takiej potrzeby.
                              Ojciec i matka dziewczyny swietnie zarabiaja.
                              Ich córka nie musi zarabiać.
                              A to ze macocha uwaza, że na żarcie dziewczyna za duzo zamierza wydawac, to juz
                              osobisty problem macochy, a zasadniczo chorej psyche, bo dla mnie to jest
                              chore!
                            • natasza39 do m-m-m 31.01.06, 12:06
                              Bardzo cenię sobie m-m-m twoje zdanie na forum.
                              Może chłodne jest twoje "macosze" oko, ale racjonalne.
                              I nawet w tej dyskusji poszukałas najbardziej racjonalnej "oszczednosci", czyli
                              tego ortodonty ( ja tez mam swoje zdanie na ten temat i oceniam to bardziej
                              jako mode niz potrzebę), choć wiem, ze sa takie wady zgryzu, ze ortodonta jest
                              jednak niezbedny.
                              Nie wiemy czy w tym przypadku tak własnie nie jest.
                              Jednak, wybacz, jak ona chce oszczedzac na żarciu, to mi się to w pale nie
                              miesci,
                              ale ja widac niemiarodajna jestem, bo mnie dopiero koń bulwersuje.
                              Wszystkie inne extrasy uwazam za godne dyskusji.
                              Pozdrawiamsmile
            • bezkresneniebo Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:20
              "W wydatkach przedstawionych jest pozycja: ortodonta wizyty kontrolne w związku
              z noszeniem aparatu przez owa studentkę. Uznałam to za wydatek zbędny, związany
              z estetyką."

              Wydatek zbedny zwiazany z estetyka to tez leczenie tradzika- efekty też sa
              mizerne.
              I te ciuchy- nie uwazacie ze panna wydająca na siebie 1800 zl rocznie to
              przesada?
              tak więc mamy 150,0 zl ciuchy
              100,0 zl kosmetyczka
              100,0 zl ortodonta

              To tez bym odjela od koniecznych wydatkow i wychodzi 500,0 zl, co przy
              oszczędnościach o których wcześniej wspomniala m-m-m byloby kwalifikacja do
              obniżki alimentów.

              BTW jak tak dalej pójdzie to nastepnym niezbędnym wydatkiem panny będzie
              operacja plastyczna.
                    • zonka77 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 19:39
                      na ciuchy? Bardzo często to jest dokładnie 0 zł miesięcznie. Kupujemy sobie
                      ubrania raz na trzy cztery miesiące - na tandecie głównie bo mamy kredyty i
                      wolimy mieszkanie spłacać niż kupować sobie i dzieciom drogie ciuchy.

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=35585178&a=35585178
                      Nati na balu
                      rodzinkap.blox.pl
                      • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 19:49
                        zonka77 napisała:

                        > na ciuchy? Bardzo często to jest dokładnie 0 zł miesięcznie. Kupujemy sobie
                        > ubrania raz na trzy cztery miesiące - na tandecie głównie bo mamy kredyty i
                        > wolimy mieszkanie spłacać niż kupować sobie i dzieciom drogie ciuchy.

                        Jednak cos kupujecie, wiec srednia na rok wynosi wiecej niz 0zl.
                        Zreszta co to ma do rzeczy, ile wy wydajecie? Kazdy ma inne cele, priorytety i
                        mozliwosci. Jednak inwestuje w mieszkanie a inny w swoja edukacje i uzebienie.

                        Tez moge napisac, ile wydaje co miesiac na ciuchy, ale nijak sie to bedzie
                        mialo do sytuacji tej dziewczny.

                        Jak na razie prawo w Polsce jest takie, ze studiujacej corce alimnety sie do
                        ojca _naleza_, moze wystapic do sadu a sad bedzie bral pod uwage mozliwosci
                        ojca. Niezalenie od tych wszytskich narzekan na "postawe roszczeniowa" corka ma
                        do tych alimntow prawo.

                  • zonka77 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 19:31
                    nie wydaję też na ortodontę chociaż powinnam bo mi zęby zachodzą na siebie i bo
                    widzę ważniejsze cele - np to że mamy teraz duży kredy na mieszkanie.
                    Oszczędności żeby wydolić na dwa nasze kredyty zaczęłam od siebie ale dotykają
                    całą moją rodzinę i nie mam z tym problemu.
                    • pom Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 20:12
                      Maż Juli powinien usiąść na spokojnie i:
                      - podliczyć ile on zarabia
                      - ile dzieci z tego musi utrzymać
                      - ile zarabia eks
                      - ile dzieci ona musi utrzymać

                      i zastanowić się, w sytuacji, gdyby żyli nadal z eksią, do jakiej kwoty mogliby
                      utrzymywać córkę studentkę. Następnie kwotę tę podzielić proporcjonalnie do
                      własnych możliwości i tyle każdy niech płaci.

                      I tyle.
                      • zonka77 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 20:20
                        no co ty żartujesz. Nabrałam czarnego humoru pod wpływem czytania tego wątku.
                        Ojciec MUSI płacić tyle ile studentka uważa za stosowne bo JEJ się należy
                        Dobre, muszę tacie powiedzieć - zapewne nalezy mi się jakiś zwrot - policzę ile
                        prcent mi dawał ze swojego dochodu i pewnie wyjdzie że miał dawać więcej. A to
                        że miał kredyty na dom, na samochód na budynek firmy - a co mnie to, mógł
                        mieszkać w mieszkaniu i jeździć autobusem - no bo ja biedna musiałam przez te
                        jego fanaberie pomieszkać w akademiku i o zgrozo przeznaczyć zarabianą kasę na
                        SWOJE utrzymanie. Idę policzyć tongue_out
                        • pom Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 21:12
                          A wszystko to przez to, że dzieci widzą tylko rodziców jako te dojne krowy, co
                          gorsza, rodzice sami się tak postrzegają.
                          Ciekawe jak to będzie, jak synowie M zaczną studiować... A na utrzymaniu jeszcze
                          będzie nasze dziecko.
                          Dobrze, że ja mam dobre zarobki i duże możlwości. Dla macochy to komfort
                          olbrzymi. Ile stresów odpada!
                          U nas jest tak, że ja od wspólnego budżetu odliczam dla siebie tyle, ile mniej
                          więcej M wykłada tytułem alimentów. Czyli: on ma dzieci i na nie wydaje, ja nie
                          mam dzieci (jeszcze) i wydaje tyle samo na co chcę. Sytuacja ta zmieni się
                          niedługo, bo w marcu rodzę. Ale na pewno tak to ustalimy, żeby żadna ze stron
                          nie czuła się wykorzystywana.
                          Ale jak mówię, jest to możliwe, kiedy obie strony zarabiają na tyle duzo, że
                          jest co dzielić.
                          Nie chciałabym być w skórze macochy, która główkuje nad skromnym budżetem z
                          koniecznościa uwzględniania coraz to nowych wymagań dzieci partnera.
                          • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 21:15
                            pom napisała:

                            > Nie chciałabym być w skórze macochy, która główkuje nad skromnym budżetem z
                            > koniecznościa uwzględniania coraz to nowych wymagań dzieci partnera.

                            Ja tez nie i jula chyba tez nie, bo skromnego, jak na polskie warunki, budzetu
                            to ona napewno nie ma!
                            • pom Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 21:52
                              Z mojego punktu widzenia/siedzenia Jula ma skromny budżet. Ale uważam, że w
                              przypadku budżetu Juli poradziła bym sobie przy konieczości płacenia alimentów
                              850zł. Bowiem sęk w tym, jak się kto rzadzi tym co ma.
                              Kiedy M mi mówi, że mamy np. w tym miesiącu "mało" to ja wiem, że to wcale nie
                              jest mało. Dobrze, że chłop się martwi ale też dobrze, że ja się tym nie
                              martwię. Bo biedę pamiętam bardzo dobrze i wiem jak sie rządzić, żeby starczyło.
                              Stać nas na o wiele więcej niż wydajemy - chociażby wyprawka dla dziecka. Tak
                              wszystko zorganizowłam, że własciwie całość kosztów pokryje polisa z
                              ubezpieczenia, becikowe (niespodzianka) i kasa na wnuka od dziadków.
                              Sory za ten wtręt autobiograficzny ale chce pokazać, że wszystko jest kwestia
                              podejścia do kasy i wydatków - mogłabym równie dobrze wydać trzy razy tyle i
                              płakać, że nam nie starcza, w związku z czym M ledwo dyszy finansowo, a tu
                              jeszcze kino/kręgle/basen/mcDonald kiedy sa u nas.
                        • maxxi26 Re: Alimenty dla studentki 01.02.06, 00:47
                          Uwielbiam stwierdzenie - zarabia "tyle" - więc "taki procent" jest ok.
                          Rzeczywiście jakaś paranoja. MOże najlepiej stworzyć jakiś algorytm: rocznemu
                          dziecku 15 %, dwulatkowi 15,5 % Zarobków rodzica... 20 latkowi 25 % BO SIĘ
                          NALEŻY i już. Faktycznie chyba mi od rodziców też by się należała jakaś
                          dopłata, od siostry może też cosik sciągnę bo mieszkanie dostała a ja nie..
                          Student to dorosły już prawie człowiek, pewnie że powinien w dużym stopniu
                          nadal inwestować w siebie naukowo ale trochę pracy mu nie zaszkodzi. I nie
                          szkodzi to takiemu człowiekowi. Wręcz przeciwnie. Ja dzieki pracy na studiach w
                          kalcelarii(5 h dziennie - a byłam na studiach dziennych - przestawiałam zajęcia
                          i chodziłam z innymi grupami tak, zeby wszystko pogodzić) dostałam się z
                          czołową lokatą na aplikację.. To moze tyle o szkodliwości pracy dla wymęczonego
                          tą straszliwą nauką studenta...
                          • olvi Re: Alimenty dla studentki 01.02.06, 19:08
                            > MOże najlepiej stworzyć jakiś algorytm: rocznemu
                            > dziecku 15 %, dwulatkowi 15,5 % Zarobków rodzica... 20 latkowi 25 %

                            A tak mniej wiecej (inne %) dziala tzw. Düsseldorfer Tabelle w Niemczech, na
                            podst. ktorej moj maz placi alimenty na dzieci. Procenty w niej zawarte sa w
                            porzadku. Nie narzekamy - jest konkretnie i koniec. Przynajmniej akcje w stylu
                            pozew o podwyzke alimentow sa dla nas sprawa kompletnie z kosmosu.
      • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:21
        m-m-m napisała:

        > 2. ortodonta - krzywe zęby to kwestia estetyki, sama nosiłam kilka lat
        > aparat ortodontyczny i wiem, że bez tego można się obejść

        Akurat z tym sie nie zgodze. I pewnie gdyby nie moi rodzice, ktorzy zadbali
        o moje (i mojego rodzenstwa) zeby za mlodu (czyli jak mielismy lat 8-10
        i korekcja zebow byla tansza i szybsza - chociazby dzieki ruchomemu aparatowi),
        sama bym teraz zrobila wszystko, zeby zeby sobie wyprostowac.
        Nie popadajmy jednak w skrajnosci.

        To samo tyczy sie wysylania dziecka na studia zaoczne - uwazam, ze nalezy
        zrobic wszystko, co sie da, zeby konczyc studia dziennie (przynajmniej
        te 'podstawowe'). Nikt mnie nie przekona do wyzszosci studiow zaocznych nad
        dziennymi.
          • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:31
            bezkresneniebo napisała:

            > Wyższość studiów zaocznych nad dziennymi polega na tym, że można w ich
            > trakcie pracować i na nie zarobić i dzięki temu nie obciążać finansowo
            > rodziców.

            I to chyba ich jedyna wyzszosc... Zreszta, srednia, bo zazwyczaj nie pracuje
            sie, przynajmniej na poczatku, w zawodzie zwiazanym ze studiami.

            Jesli rodzice chca zapewnic start dziecku (a wiekszosc chce), to na pewne
            obciazenia sie zgadzaja. Kwestia tylko, jak wychowali dziecko i jakiego poziomu
            zapewnionego przez rodzicow to dziecko oczekuje.
            I oczywiscie, czy dziecko nie traktuje studiow tylko jako sposoby ciagniecia
            kasy od rodzicow.
            • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 13:26
              > Jesli rodzice chca zapewnic start dziecku (a wiekszosc chce), to na pewne
              > obciazenia sie zgadzaja. Kwestia tylko, jak wychowali dziecko i jakiego
              poziomu
              >
              > zapewnionego przez rodzicow to dziecko oczekuje.
              > I oczywiscie, czy dziecko nie traktuje studiow tylko jako sposoby ciagniecia
              > kasy od rodzicow.

              Tu zbieramy juz plony tego, jak wychowalismy dziecko.
          • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 13:22
            bezkresneniebo napisała:

            > Wyższość studiów zaocznych nad dziennymi polega na tym, że można w ich
            trakcie
            > pracować i na nie zarobić i dzięki temu nie obciążać finansowo rodziców.

            Tylko, ze na studia idzie sie glownie po to, aby sie tam czegos nauczyc.
            Mozna tez wcale nie isc na studia, po podstawowce do szkoly zawodowej i jeszcze
            szybciej odciazyc rodzicow.
            Poza tym, normalni rodzice nie patrza na swoje dziecko jak na obciazenie
            finansowe, zwlaszcza jak dobrze zarabiaja, tylko chca dla niego jak najlepszej
            przyszlosci.
        • m-m-m Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 11:41
          zeby za mlodu (czyli jak mielismy lat 8-10


          Ano właśnie za młodu i o wiele tańszym aparatem. Dziewczyna lat 20 ma już
          dziąsła starawe i w związku z tym o wiele bardziej kosztowne jest ich ruszanie.
          Oczywiście, że kwestia etstetyki jest ważna, ale nie stanowi o niezbednej
          konieczności. Spokjnie można ją z wydatków usunąć.
    • kleo1 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 10:40
      Punkt widzenia zalezy z punktu siedzenie. SM mówią mało, bo muszą utrzymać
      siebie i swoje dzieci, Tu się mówi, że to dość sporo bo bierze się pod uwagę
      nowe rodziny, które trzeba też utrzymać, przeważnie jest to więcej osób niż
      matka i dziecko, tylko matka, ojciec i dziecko, czy nawet dwoje dzieci.

      Gdzieś napisali, że dziewczyna może zawsze miała swój pokój i nie jest
      przyzwyczajona do tego by się z kimś gnieździć, ciekawe co zrobi, jak będzie
      mieszkała z facetem i będzie musiała z nim się gnieźddzić(wiem, że to żaden
      argument, to raczej taki żarcik ;P ).

      Ciężko tę sytuację rozwiązać, gdyż wydaje mi się, że owy wysoki standard życia
      zapewniała dziewczynie przede wszystkim matka mając wysokie, wyższe zarobki.

      hmm... zgubiłam wątek, ide dalej kuć do egzamu tongue_out
    • natasza39 A i jeszcze jedno..... 31.01.06, 11:21
      Bo jakos tak wczesniej na to nie spojrzałam.
      Piszesz:
      >Wprawdzie nie jestesmy z mezem bardzo biedni (mamy ok. 5000 zl na
      > miesiac, z czego on zarabia netto 3200), ale mamy dwojke dzieci w wieku
      > przedszkolnym (jedno wspolne, jedno moje z poprzedniego malzenstwa), wysoki
      > czynsz za mieszkanie . Czy w tej sytuacji sad
      > moze zasadzic az tak wysokie alimenty?


      Chodzi mi o ten konkretnie fragment:

      >i w ogole duzo roznych wydatkow<

      Może tu poszukaj róznych oszczędności w swoich własnych wydatkach.
      To juz zielonydom był wiarygodniejszy, bo przynajmniej sam oszczedzał.
      Ty sie domagasz oszczednosci tylko z jednej strony.
      Osobiście uwazam, ze przy dochodach 5000 tys/mc, mozna tych 3-ch stów poszukac
      własnie w oszczednosciach na "róznych innych wydatkach".
        • natasza39 Re: Poczytajcie, za ile zyja studenci 31.01.06, 11:34
          No i poczytałam, jak sie odejmie tego ortodontę, dermatologa i angielski, to
          mniej wiecej tyle samo tym studentom wychodzi co waszej studentce.

          Poza tym te studenty nie pisza ile ich matki i ojcowie zarabiaja.

          Niektórzy tam z rodzinnych rent się utrzymują, więc to akurat nie adekwatne do
          bardzo dobrej sytuacji finansowej twojego M
          • babe007 Re: Poczytajcie, za ile zyja studenci 31.01.06, 11:46
            Natasza, podziwiam Twoja anielską cierpliwość, tylko nie wiem, czy Twoja praca
            ma w tym przypadku sens. Pani Jula55 zarówno na forum samodzielnych jak i do
            Was drogie Panie zawitała raczej nie po to, żeby się spytać, czy wyliczenie
            podane przez ex jest racjonalne (takie pytanie byłoby na miejscu - wszak nie
            jest matką studentki tylko przedszkolaków), tylko z gotową tezą, że jest
            zawyżone, naciągnięte i roszczeniowe, a u Was (i niewiedziec czemu na
            Samomamie) szukała tylko potwierdzenia. Mimo, ze wiele osób skazuje jej
            zasadność większości wskazanych wydatków - ona twierdzi swoje (widocznie mimo
            braku własnych doświadczeń i tak wie lepiej). Nie przekonasz jej Nataszo - mimo
            bardzo racjonalnych argumentów.

            Pozdrawiam

            b.
      • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 13:22
        jula55 napisała:

        > A kursu jezykowego nie uwazacie za fanaberie? Chyba studiujac anglistyke ma
        > wystarczajaco duzo zajec z jezyka na studiach, za darmo, zeby jeszcze wywalac
        > pieniadze na kurs.


        Jakie ty masz wykształcenie?
        Chyba nie za wysokie, jesli uwazasz, ze inwestowanie w naukę jest fanaberią.
        Módl się aby twoje osobiste dzieci były matołami, nie będziesz musiała wydawac
        na ich studia i kursy.
        No i oszczędzaj na zarciu własnych dzieci, będziesz miała więcej pieniazków
        na "inne wydatki".
        Kobieto! nie kompromituj sie!
        • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 13:25
          Natasza, ale tutaj sie zgodze - wydatek na kurs JEZYKA ANGIELSKIEGO dla
          studentki FILOLOGII ANGIELSKIEJ jest dziwny (szczegolnie, ze studiuje w
          Krakowie, pewnie na UJocie, wiec tam poziom niezly). Gdyby to byl kurs innego
          jezyka, to owszem, nie byloby w tym niczego dziwnego.
          • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 13:31
            e_r_i_n napisała:

            > Natasza, ale tutaj sie zgodze - wydatek na kurs JEZYKA ANGIELSKIEGO dla
            > studentki FILOLOGII ANGIELSKIEJ jest dziwny (szczegolnie, ze studiuje w
            > Krakowie, pewnie na UJocie, wiec tam poziom niezly). Gdyby to byl kurs innego
            > jezyka, to owszem, nie byloby w tym niczego dziwnego.


            A moze dziewczyna ma jakies zaległosci w języku, które teraz dopiero wyszły?
            Syn mojego kolegi z pracy studiuje na UJ filologię angielska.
            Jest teraz na 3-cim roku najlepszym studentem, ale na 1-wszym roku tez brał
            lekcje dodatkowe.
            Acha, z ciekawości pytałam go ile daja synowi na m-c!
            Powiedział mi że od 1300 do 1500 zł.
            Syn mojego znajomego jest zupełnie zdrowy i pieniadze w całosci wydaje na tzw.
            zycie.
            I tez daje korepetycje, pracuje podczas wakacji.
            dlatego taka suma, podkreslam jeszcze raz, PRZY TAKICH A NIE INNYCH ZAROBKACH
            OJCA, nie wydaje mi się czymś wielkim.
              • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 13:43
                e_r_i_n napisała:

                > Biorac pod selekcje na ten kierunek, watpie, zeby jakies braki, ktore
                > trzeba 'korepetytowac' byly smile
                > No ale ok, za duzo niewiadomych, zeby wydawac opinie.

                No właśnie, za mało mamy "niewiadomych".
                Nie nam odpowiadać na takie pytania. Nie owej "macosze", moim zdaniem równiez.
                Jeszcze raz wrócę do arytmetyki.
                25% dochodów męza przeznaczonych na alimenty na studiujaca córke to ani nie za
                duzo ani nie za mało.
                Ani ojciec, ani jego przedszkolak z drugiego związku zrodzony z głodu nie umrze.
                A najwyzej w tym przypadku "macocha" tym razem przyoszczędzi na wacikach,
                kremach, Wizirach, PUR-ach i bedzie git.
                A jak nie chce oszczędzac, to niech dorobi te 300 zł.
                Z dorobieniem takiej kwoty miesięcznie chyba nie powinno być problemu.
    • magret65 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 19:17
      Hej, dziewczyny!
      Może trochę się narażę, ale ...... Wydaje mi się, że 600-650zł w ramach
      alimentów od ojca byłiby wystarczającą sumą! Czemu tak myślę?! Studentka
      naprawdę nie ma potrzeby mieszkać sama. To jest konfort. 2-osobowy pokój byłby
      trochę tańszy. Jeżeli chodzi o jedzenie na 1 osobę to 500zł moim zdaniem też
      kowta zawyżona. Przypomnijcie Sobie Wasze czasy studenckie! Przyrządzanie
      obiadu we własnym zakresie lub stołówka stud. ew. bar., jak brak czasu.
      Jedzenie częściowo dowożone z domu. Do tego, jak mieszka się z koleżanką, to
      wspólna kuchnia też trochę taniej. / Gdybyśmy liczyli po 500zł miesięcznie na
      jedzenie na każdego członka rodziny, to ile by to wyszło przy 4 osobach w
      rodzinie?! A gdzie jeszcze opłaty i potrzeby dzieci?!/ A agnielski 200zł
      miesięcznie?! Sorry, ale są przecież kursy, gdzie taniej. Także pomoc
      koleżeńska. Ja za swoich studenckich czasów też trochę dorabiałam. Studentka
      anglistyki może np. uczyć w przedszkolach. A jak ma dorabiać matka 2ki
      maluchów?! W dodatku przedszkolaki często chorują. Ja przy mojej 2ce - 7 i 3
      lata- wydaję miesięcznie na leki 200-400zł! DORABIANIE w takim stanie?! Ja
      sobie tego nie wyobrażam! Można, ale to b. trudne i, nie oszukujmy się, kosztem
      rodziny! Z drugiej strony Jula, Wasza sytuacja jest lepsza od przeciętnej, bo
      Twoje zarobki też, przynajmniej dla mnie, są wysokie!/Nie znalazłam informacji,
      ile zarabia mama studentki. To też istotne!Jak ma około 1000zł na rękę, to też
      trudno oczekiwać, że będzie w stanie dużo pomóc!/
      Sąd może wszystko! Ile teraz płacicie w ramach alimentów? Spokojnie podsumuj
      wszystkie Wasze wydatki i zastanówcie się, ile możecie naprawdę dawać. Jeżeli
      dojdzie do sprawy sądowej,to trzeba będzie uzasadnić swoje stanowisko i wykazać
      wydatki miesięczne. np. opłaty za przedszkole, wydatki na leki, opłaty za
      mieszkanie .....
      Uczę w szkole średniej i widzę, że wielu młodych ludzi ma zbyt wysokie
      wymagania i nie docenia pracy i poświęceń rodziców. Obecnie godzin na studiach
      dużo mniej niż kiedyś./Znowu te idoityczne oszczędności, co nie służy dobremu
      przygotowaniu studentów!/ z drugiej strony mają więcej czasu na swoje życie i
      indywidualną naukę. Uważam, że sami powinni trochę dorabiać do swojego
      utrzymania. Kraków to duże miasto o niższym bezrobociu niż inne regiony.
      Studentow opłaca się zatrudniać, bo..... Tak więc nie wierzę, aby młoda
      dziewczyna nie znalazła uczciwego zajęcia na godziny lub np. na weekendy!
      No cóż pewnie zostanę zdrowo skrytykowana za swoje poglądy, ale .... naprawdę
      tak myślę!
      • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 19:36
        >Przypomnijcie Sobie Wasze czasy studenckie! Przyrządzanie
        > obiadu we własnym zakresie lub stołówka stud. ew. bar., jak brak czasu.
        > Jedzenie częściowo dowożone z domu.

        Jesli panna bedzie przywozic z domu walowke, to raczej od matki a nie od ojca i
        macochy, tak cos czuje.

        >Sorry, ale są przecież kursy, gdzie taniej

        Znowu udowadnianie, ze da sie taniej.

        >w takim stanie?! Ja
        > sobie tego nie wyobrażam! Można, ale to b. trudne i, nie oszukujmy się,
        kosztem
        >
        > rodziny!

        Nie oszukujmy sie, ale praca na studiach odbywa sie kosztem studiow!
        • magret65 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 19:49
          Czy na pewno kosztem studiów?! A może kosztem wolnego czasu, którego studenci
          jednak trochę mają do dyspozycji?! Popatrz na nas, kobiety pracujące. Praca,
          dom, dzieci! Moje Kasiu są jeszcze małe, ale myślę, że w przyszłości nie będę
          miała oporów powiedzieć: " Chcesz więcej, dorób sobie!" Już widzę po moim 7-
          latku, który czasem z lekką pretensją w głosie pyta: "Mama, ale dlaczego nie
          kupiłaś więcej?!", lub "Czemu nie chcesz mi tego kupić?!" Niektóre moje
          uczennice pracują w marketach na promocjach, bo trzeba dorobić do studniówki
          lub na przyjemności, bo rodzice mają NA RĘKĘ 1200-2000zł, a w domu jeszcze
          rodzeństwo!Jak komuś zależy, to znajdzie trochę czasu na parę godzin pracy w
          tygodniu!
          • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 19:57
            magret65 napisała:

            > Czy na pewno kosztem studiów?! A może kosztem wolnego czasu, którego studenci
            > jednak trochę mają do dyspozycji?!

            Jest czas studiów, czas pracy, czas dzieciństwa i czas dorosłego zycia.
            Kazdy czas ma swoje prawa i obowiazki.
            Raczej nie podejmowałabym, na twoim miejscu, tematu wolnego czasu, bo kto jak
            kto, ale nauczyciele na ich brak nie narzekaja.
            • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 20:03
              > Jest czas studiów, czas pracy, czas dzieciństwa i czas dorosłego zycia.
              > Kazdy czas ma swoje prawa i obowiazki.

              Dokladnie. Dodam, ze student tez ma na studiach obowiazki.
              Rozumialabym natomiast opor przed finansowaniem "wiecznego studenta", ktory ma
              tyleee wolnego czasu, ze przeciaga sobie lata studiow z 5 do 10 lat, oczywiscie
              na koszt rodzicow a w rezultacie niczego nie konczy. Bywali tacy, bywali smile))
              • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 20:08
                kasia_kasia13 napisała:

                > > Jest czas studiów, czas pracy, czas dzieciństwa i czas dorosłego zycia.
                > > Kazdy czas ma swoje prawa i obowiazki.
                >
                > Dokladnie. Dodam, ze student tez ma na studiach obowiazki.
                > Rozumialabym natomiast opor przed finansowaniem "wiecznego studenta", ktory
                ma
                > tyleee wolnego czasu, ze przeciaga sobie lata studiow z 5 do 10 lat,
                oczywiscie
                >
                > na koszt rodzicow a w rezultacie niczego nie konczy. Bywali tacy, bywali smile))

                Osobiście miałam kumpla. który pamietał trzecie mistrzostwa swiata w piłce
                noznej na studiachsmile
                Jak była na 1-wszym roku-on był na czwartym, jak kończyłam studia (a miałam
                dziekankę bo się młody na 4-tym roku urodził) on pył na piatym, ale miał
                warunek z. czwartego rokusmile
                • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 20:11
                  > Osobiście miałam kumpla. który pamietał trzecie mistrzostwa swiata w piłce
                  > noznej na studiachsmile
                  > Jak była na 1-wszym roku-on był na czwartym, jak kończyłam studia (a miałam
                  > dziekankę bo się młody na 4-tym roku urodził) on pył na piatym, ale miał
                  > warunek z. czwartego rokusmile

                  Przynajmniej wiedzial, co studiuje i na ktorym jest roku. Ja znalam egzemplarz,
                  ktory juz sam tego nie wiedzial, byl w stanie jedynie, po glebokim namysle
                  i "obliczeniach", odpowiedz na pytanie, ile juz w sumie lat "studiuje" smile
            • magret65 Re: Alimenty dla studentki 31.01.06, 23:24
              "Nauczyciele na brak czasu nie narzekają"?! Wiesz, bardzo lubię mój zawód, ale
              widzę, że zupełnie się nie orientujesz, jak taka praca wygląda! To nie 18-24h
              tygodniowo, jak tak się większości wydaje!To przygotowanie kartkówek,
              sprawdzianów, sprawdzanie wszystkich papierów w domu, konferencje, posiedzenia,
              plany nauczania, plany wynikowe, wychowawstwo klasy, spotkania z rodzicami,
              indywidualne spotkania z uczniami sprawiającymi trudność /tych coraz więcej!/,
              wycieczki klasowe, a jak coś nie tak, to drążenie tematów: co pani zrobiła,
              aby ..... . Szum, hałas, nerwy. Twoja praca tak naprawdę nigdy się nie kończy
              za murami szkoły, bo ciągle masz przy sobie jakieś "zadania domowe" na jutro.
              Przychodzisz do domu, a tam Twoje dzieci nie rozumieją, że mama coś musi
              sprawdzić, przygotować, przeanalizować, pooddawać jakieś sprawozdania itp. Ty
              pragniesz spokoju i ciszy, a Twoje pociechy po prostu chcą się wyszaleć i mieć
              Cię dla siebie. Mają w nosie Twoje:"Muszę coś jeszcze zrobić!" Masz rację. Są
              też i plusy, których w innych zawodach nie ma. WAKACJE To jest to!Twoje dzieci
              mają wolne, to i Ty również. Nie potrzebujesz się martwić, co z nimi będzie,
              jak szkoła,czy przedszkole zamknięte.
              A wracając do okresu studiów. Rozumiem, że młodość ma swoje prawa, ale.....
              Zobacz ile 18-19latków zaczyna już, z różnych przyczyn, dorosłe życie i może
              tylko pomarzyć o studiach!
              Ja podczas studiów dawałam korepetycje, uczyłam na kursie dla dorosłych, a
              będąc semestr w Berlinie dorabiałam w fabryce żarówek przeważnie na nockach i w
              weekendy, aby pogodzić naukę z pracą. Stypendium wystarczyło na przeżycie, a
              chciało się jeszcze coś kupić i zawieść do domu, bo wtedy u nas nie było lekko.
              Pod koniec studiów pracowałam też trochę w bufecie.Teraz naprawdę na uczelniach
              nie mają aż tyle godzin nauki, jak kiedyś./Mam kontakt z uczniami, którzy
              poszli na studia/ Studia to nie tylko nauka książkowa. To też dobry okres
              wejścia w dorosłość, bo tak naprawdę nasi licealiści w domach rodzinnych tej
              dojrzałości w większości przypadków nie osiągają. Większość marzy o wyjeździe
              za granicę, bo za grosze nie chcą pracować. Może nasz świat się zmieni, ale na
              razie my dorośli musimy zaciskać pasa. Tym bardziej jak są dzieci! Jak więc
              student trochę popracuje i zobaczy, jak to normalne, szare życie wygląda, to
              nic mu się nie stanie!
              • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 01.02.06, 11:38
                magret65 napisała:

                > "Nauczyciele na brak czasu nie narzekają"?! Wiesz, bardzo lubię mój zawód,
                ale
                > widzę, że zupełnie się nie orientujesz, jak taka praca wygląda!

                A Ty sie nie orientujesz jak wygladaja studia na kierunkach innych niz Twoj. Ja
                mialam (na pierwszym roku) zajecia od 8 rano do 8 wieczor, z przerwa na obiad i
                czasem jednogodzinnym okienkiem (w ktorym nie da sie dorobic). Pracowac moglam
                tylko podczas wakacji, choc nie pracowalam calych, bo taka bylam rozpuszczona,
                ze za to co zarobilam w ciagu pierwszego dwoch miesiecy wyjezdzalam sobie
                odpoczac na dalsza czesc wakacji. Wiem, pewnie noz Ci sie w kieszeni otwiera,
                studentka i jeszcze odpoczynku jej sie zachcialo.
                • magret65 Re: Alimenty dla studentki 02.02.06, 02:13
                  Hej Kasiu,
                  nóż mi się w kieszeni nie otwiera! Sama podczas wakacji jeździłam prawie co
                  roku nad morze i też trochę za granicę /przede wszystkim kraje
                  niemieckojęzyczne, połączenie wypoczynku i przyjemności z dalszym
                  kształceniem / Było świetnie i nie żałuję wydanego grosza, bo teraz, mając
                  rodzinę, o takich wyjazdach mogę tylko pomarzyć! Nie zapominaj jednak, że nasza
                  studentka jest na anglistyce! Naprawdę teraz na filologiach jest mniej godzin i
                  MOZNA DOROBIC! Tym bardziej studiując angielski! To najbardziej przydatny i
                  modny teraz u nas w kraju język! Chce dziewczyna sama korepetycji?! Niech daje
                  je słabszym! Do uczenia początkujących i tych mających problemy z podstawami
                  języka /nie każdy uczeń jest urodzonym filologiem!/ nie trzeba wielkich
                  kwalifikacji, a to też dobra praktyka przed podjęciem decyzji, czy szkoła to
                  coś dla mnie!
                  • kasia_kasia13 Re: Alimenty dla studentki 02.02.06, 11:00
                    Chce dziewczyna sama korepetycji?! Niech daje
                    > je słabszym! Do uczenia początkujących i tych mających problemy z podstawami
                    > języka /nie każdy uczeń jest urodzonym filologiem!/ nie trzeba wielkich
                    > kwalifikacji, a to też dobra praktyka przed podjęciem decyzji, czy szkoła to
                    > coś dla mnie!


                    Dziewczyna daje korepetycje.
                    Margret, jej rodzicow stac na jej wydatki! W imie czego ma te wydatki
                    ograniczac?????? Bo macocha uznala, ze powinna za mniej zyc?
              • natasza39 Re: Alimenty dla studentki 01.02.06, 12:42
                magret65 napisała:

                > "Nauczyciele na brak czasu nie narzekają"?! Wiesz, bardzo lubię mój zawód,
                ale
                > widzę, że zupełnie się nie orientujesz, jak taka praca wygląda! To nie 18-24h
                > tygodniowo, jak tak się większości wydaje


                Akurat orientuje się doskonale.
                Kilka moich psiapsiółek jest nauczycielkami.
                I jakos dziwnym trafem one zawsze maja czas na ploty, a ja nie.
                Nawet mnie podejrzewaja, że cos kombinuje i wykręcam się.
                Acha, one tez robia sprawdziany i takie tam inne...
                Jedna nawet matmy uczy i bez przerwy robi sprawdziany, bo mówi, ze nie
                lubi "matołów" przy tablicy pytacsmile
                Zawsze sa wyspane, opalone w lecie, maja czas na aerobic, fryzjera, kosmetyczkę.
                Więc nie mów mi o "biednych" i "zapracowanych" nauczycielach, bo mnie szlag
                trafia, jak cos takiego słucham, czytam i nawet jak sobie o tym pomyslę!
                • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki 01.02.06, 12:51
                  Natasza, prosilas o niepodpieranie sie tylko wlasnym przykladem, a sama to
                  robisz.
                  Jak ktos jest nauczycielem (albo pracuje w oswiacie) i do tego chce zyc nad
                  odpowiednim poziomie, to o nadmiarze wolnego czasu nie ma mowy. Wiem, bo moi
                  rodzice to 'oswiatowcy wlasnie' - tata zasuwa na kilku etatach, 7 dni
                  w tygodniu, zeby moje rodzenstwo moglo pomyslec o studiach dziennych.
                  • maxxi26 Re: Alimenty dla studentki 01.02.06, 13:02
                    Za nauczycialami nie szaleję już od czasów szkolnych wink, ale żeby było gwoli
                    sprawiedliwości wklejam wątek na temat pracy nauczycieli, która mnie lekko
                    zaskoczyła...

                    wiadomosci.wp.pl/wid,8168469,prasaWiadomosc.html?ticaid=11016
                    • natasza39 erin i maxi! 01.02.06, 13:47
                      erin:

                      Nie twierdze, ze Twój ojciec nie dorabia.
                      wiekszosc, z tych co znam, nie dorabia, a napewno nie w hipermarkecie!
                      Co najwyżej daja korepetycje.
                      Tym niemniej nauczyciel mianowany czy dyplomowany (nie znam dokładnie tego
                      nazewnictwa, bo owszem wiem ze jakas "prace" pisza zeby to dostać i przy
                      tym "umordowani" sa strasznie i okrutasnie) zarabia na rękę ok 2 tys, jak ma
                      wychowawstwo, a ci co znam mają wszyscy.
                      Ponadto zarzucono mi, ze się "wogóle nie orientuje", więc stad te przykłady.
                      Sama nauczecielem bym tym niemniej, mimo wolnego czasu, nie była, bo bym obce
                      rozwydrzone bachory wyzabijała chyba, szczególnie te z "rozpyskanego" obecnie
                      pokolenia.
                      Od czasu do czasu mam zajęcia ze studentami, ale to jest juz przynajmniej
                      wersja "de lux" w porównaniu z gimnazjum np.


                      do maxi!
                      a mnie to wogóle nie szokuje.
                      Dlaczego niby nauczyciel nie moze dorabiac na kasie w hipermarkecie, co uwazam
                      za taczej nieszczególnie cięzka pracę?
                      Jak jest rewelacyjnym nauczycielem, to się do niego pchaja na "korki" drzwiami
                      i oknami.
                      Jak nie miałam pracy, zaraz po studiach, to zarabiałam w rózny sposób, równiez
                      praca fizyczna i korona mi od tego z głowy nie spadla.
                      • e_r_i_n Re: erin i maxi! 01.02.06, 14:03
                        natasza39 napisała:

                        > Nie twierdze, ze Twój ojciec nie dorabia.

                        Moj pracuje w zawodzie, ale ze za prace na etat zatabialby za malo, pracuje na
                        paru etatach. I nie napisalam, ze twierdzisz, ze moj tata nie dorabia, tylko
                        zwrocilam uwage na to, ze uwazasz, ze bycie nauczycielem to lekka i malo
                        czasochlonna praca.
                        A ze do tego perfekcjonista z niego, to nie tylko odbebnia lekcje wg schematow,
                        ktore sobie x lat temu przygotowal.
                        Moznaby powiedziec, ze kazdy, kto za biurkiem siedzi, tak naprawde nie pracuje
                        i sie nie przemecza smile Bo prawdziwa praca to tylko fizyczna wink.

                        > Tym niemniej nauczyciel mianowany czy dyplomowany (nie znam dokładnie tego
                        > nazewnictwa, bo owszem wiem ze jakas "prace" pisza zeby to dostać i przy
                        > tym "umordowani" sa strasznie i okrutasnie) zarabia na rękę ok 2 tys, jak ma
                        > wychowawstwo, a ci co znam mają wszyscy.

                        Nie pisza pracy - zbieraja dokumenty swiadczace o osiagnieciach.
                        Pracy przy tym sporo - chociazby przy przepisywaniu notatek. Osobiscie
                        poprzednie wakacje w duzej czesci na to poswiecilam, pomagajac mamie smile

                        Co do zarobkow, to uwazasz, ze 2 tys na reke to duzo??

                        BTW widzisz, jak latwo uogolniajace wnioski na podstawie tylko kilku przypadkow
                        wyciagac?
                        • natasza39 Re: erin i maxi! 01.02.06, 14:31
                          e_r_i_n napisała:

                          > Co do zarobkow, to uwazasz, ze 2 tys na reke to duzo??

                          Ja tyle w pracy nie zarabiam na ręke.
                          A mam 40 godzin pracy w tygodniu + nadgodziny (dyzury całodobe raz na 4
                          tygodnie), gdzie mi nikt za to nie płaci, tylko do odróbki, w razie czego.
                          A Tobie erin zyczę, abys miała etatowa za 20 godzin pracy w tygodniu pracę za
                          więcej niz 2000 zł.
                          Bo moze i 2 tys nie jest duzo, ale mało kto ma tyle za 20 godzin pracy w
                          tygodniu.
                          • e_r_i_n Re: erin i maxi! 01.02.06, 14:34
                            Nauczyciele nie pracuja 20 godzin w tygodniu. Tyle maja LEKCJI.
                            Reszte wyrabiaja dodatkowymi zajeciami, ktore musza udokumentowac.
                            Tygodniowa wycieczka to cały miesiac pracy w wymiarze 40 godzin...
                            • natasza39 Re: erin i maxi! 01.02.06, 14:41
                              e_r_i_n napisała:

                              > Nauczyciele nie pracuja 20 godzin w tygodniu. Tyle maja LEKCJI.
                              > Reszte wyrabiaja dodatkowymi zajeciami, ktore musza udokumentowac.
                              > Tygodniowa wycieczka to cały miesiac pracy w wymiarze 40 godzin...

                              A kto teraz jeździ na tygodniowe wycieczki erin?
                              Zgodnie z regulaminem nauczania mozna chyba tylko 2 dni w ciagu roku (godzin,
                              rzecz jasna szkolnych) poswięcić na takie siupy.
                              Wiem, bo mój młody licealista i ich wychowawczyni na takie wycieczki nie jeździ.
                              Góra to 2 dni.
                              Są nauczyciele co jeżdżą z dzieciakami w soboty i w niedziele, ale to pasjonaci.
                              Generalnie nikt nauczyciela do wycieczek nie zmusi.
                              Moje dziecko chodziło do paru szkół i tylko jednej wychowawczyni sie chciało z
                              nimi gdzies jeździc.
                              widac masz ojca z powołaniem.
                              Niestety wiekszosc przychodzi "odbebnic" swoje zajęcia z uczniami.
                              • e_r_i_n Re: erin i maxi! 01.02.06, 14:48
                                No moj tata wlasnie jezdzi. Co wiecej, szalony organizuje nawet wyjazdy
                                narciarskie w ferie i jada na nie dzieci nauczycieli + chetni uczniowie.
                                Ja w liceum tez bylam na jednej wycieczce, za to szesciodniowej.
                                Zreszta w moim liceum wlasnie taka jest tradycja - jedna wycieczka przez caly
                                okres nauki, ale porzadna.

                                Nauczycieli z powolaniem mialam szczescie na swojej drodze spotkac wielu.
                                Tak wiec ze zdaniem 'wiekszosc' sie nie zgodze, przynajmniej jesli chodzi
                                o nauczycieli ze stazem dluzszym niz circa 5 lat.
                                Bo ci, ktorzy teraz zaczynaja prace sa zazwyczaj bez powolania, a praca w
                                szkole jest ich jedynym wyjsciem, zeby cokolwiek zarobic. Niestety moje
                                rodzenstwo sie na kilku takich juz lapie (bo ci moi odchodza na emeryture).
                                I efekty widac.