wirtualny_byt2
03.03.22, 12:14
Poczułam potrzebę założenia osobnego wątku, ponieważ razi mnie "świente" oburzenie i dulszczyzna 85% dyskutantów i nie chcę, żeby moja wypowiedź zginęła gdzieś tam w gałęziach drzewka.
Tak, jestem kobietą i byłam w ciąży, jestem za ochroną kobiet i macierzyństwa w ogóle, tyle tylko, że nie mogę zrozumieć toczących pianę i ciskających najgorsze inwektywy dyskutantów, którzy od dawna tą ochronę podważają.
Akceptacja antykoncepcji i zanegowanie małżeństwa zawartego w kościele jako sakramentu, który jest nierozerwalny to właśnie zlikwidowanie tej ochrony.
Nie da się zjeść ciastka i nadal go mieć. Owszem jest pełno bydlaków mężczyzn, ale nie oznacza to, że kobieta jest z definicji niezdolna do postępowania w sposób podły i wyrachowany.
Wszystkie te argumenty - to co on? nie wiedział skont się biorą dzieci? No nie wiedział, jak kobiety raz się zabezpieczają na wszystkie strony nawet wbrew prośbom męża o jeszcze jedno dziecko, a potem "ot tak znienacka" zachodzą w ciążę - w zależności od tego jak im pasuje - to mężczyzna kołowacieje i już nie wie, co jest nieuchronną konsekwencją współżycia - zdaje się, że nieuchronną konsekwencją współżycia jest widzimisię nosicielki jajników i macicy - a zapomniałam wspomnieć o szeroko popieranej tutaj aborcji też oczywiście to kobieta ma decydować, bo któżby inny.
Pani Opozda dość zaskakująco na tle całej znajomości obydwu zainteresowanych zaszła w tę ciążę, a trudno wykluczyć, że to ona parła do tego ślubu, bo fantastycznie na tym wygrała - jak dowodzi zresztą fala hejtu jaka się teraz wylewa na Królikowskiego i za którym nie powiedziała nawet jednego słóweczka w jego obronie - jednego - w obronie człowieka wciąż będącego jej mężem, któremu przysięgała przy świadkach, że nie opuści go aż do śmierci. Widać ten ślub to ona też traktowała jako taką ustawkę tylko, fokus na suknię, zdjęcie z koniem i całą pompę, a znaczenie tego wszystkiego w głębokim poważaniu. A co o wybaczaniu 77 razy? - przecież ci co takie ładne śluby z taką pompą dają to też o tym mówią. To trzeba było iść do urzędu - w dużo skromniejszej sukience i zaprosić na lampkę szampana.
Gdyby nie strzeliła Królikowskiemu 10 fochów, że teraz ma być ślub, to by została najwyżej jak idiotka, która nie wie, z kim zaciążyć, a tak to proszę - gościu jest zaszczuwany, a ona robi minę wcielonej niewinności i cierpiętnicy.
'W zasadzie całe świente oburzenie sprowadza się do tego, że za krótki był odstęp czasowy pomiędzy biologicznym procesem inkubacji dziecka a chęcią pana Królikowskiego uwolnienia się od popełnionego błędu życiowego.
No dla mnie to jest śmieszny argument w ustach osób dla których: ślub kościelny nie jest sakramentem, antykoncepcja sztuczna jak najbardziej, aborcja jak najbardziej.
Jeszcze raz powtórzę, to czemu nie rzucacie gromów na Bieniuka. Ten trzeba przyznać miał jaja i się po prostu nie ożenił - i ma święty spokój. Królikowski nie ma charakteru i fatalnie to rozegrał taktycznie to trzeba przyznać, trzeba było się nie żenić to po pierwsze, a po drugie rzeczywiście jakoś inaczej rozegrać ciąg dalszy. A ten głupi hejt to pewnie odchorowuje nieźle.
Królikowski nic nie mówi złego o Opoździe a pewnie wiele mógłby podetknąć tłuszczy opętanej nienawiścią pod oczy, żeby się wybronić. Na podstawie czubka góry lodowej w postaci inb odwalanych przez starego Opozdę wiele można się domyśleć.
A argumenty, że "Asia sobie rodziny nie wybierała" powiem tylko, że nikt sobie z nas rodziny nie wybierał, tylko dlaczego jesteśmy potem do niej tacy podobni? Wybrała sobie za to męża i to myślę miała być dla niej szansa na uwolnienie się od wielu rzeczy i promocję - to dlaczego nie jest wobec niego lojalna, dlaczego go wkęcała we wszystkie swoje rodzinne awantury, tylko dalej myśli głupia.... nie powiem co - tylko o sobie - bo tyle wynika z jej zachowania. Nie wybierała sobie swojej rodziny - wybierała właśnie swoją rodzinę nawet po ślubie, który miał jej dać inny status rękami innego człowieka.
Tak sobie myślę, że teraz czekam na wielkoduszne rozgraniczenie przez panią Asię Opozdę roli Antka jako męża od jego roli jako ojca i wspaniałomyślne ułatwianie im wzajemnych kontaktów. Przyjmuję zakłady za tym, że się okaże, że Vincent jest chory, musimy wyjechać, nie mogłam itp. itd. A akurat nic nie wskazuje na to, żeby miał być złym ojcem w tych utrudnionych warunkach.
I jeszcze dodam - albo zakładamy, że obydwie strony podejmują współżycie na równych warunkach, tj. wiedzą skąd się biorą dzieci, a ciąża nie oznacza uznawalnego roszczenia o zawarcie związku małżeńskiego. Gdyby miała pecha i trafiła na bardziej cynicznego faceta to by ją zabił śmiechem, no ale widać obydwoje się dobrali w korcu maku. To że ktoś ma śliczną buzię i tak malowniczo krzywi ją w podkówkę, nie oznacza jeszcze, że jest dobry.