memphis90
30.11.23, 19:00
Saga „życie zwierzaków domowych trwa”. Jakiś czas temu pisałam, że mała kocia znajda ma chyba (?)wszoły (widoczne paprochy - gnidy na sierści). Dostała frontline combo i przestała się drapać. Starszyzna rzecz jasna również odwszolowana profilaktycznie. Po miesiącu jeden z rezydentów znienacka wydrapał sobie dwie krwawe rany na szyi. Wystraszyłam się, że może złapał świerzb, hmmm… bezobjawowy u Kitku..? Albo niezależnie, przywlókł od kota sąsiadów, albo coś? W każdym razie minął miesiąc od frontline, więc cała trójca dostała czysty fipronil (na kark i po kropli do ucha). Tydzień po fiprexie przyuważyłam tajemnicze żyjątko w futerku u Kitku. Kupiłam więc gesty grzebień i wtedy prawda wyszła na jaw. Nie wszoly, tylko pcholy… Bardzo żywotne, skaczą wyjątkowo radośnie. Starszyzna też ma. Nie licząc dwóch krwawych dziur na szyi - towarzystwo niespecjalnie się drapie.
I co ja mam teraz zrobić? Fiprex był tydzień temu, a towarzystwo skacze zamiast zdychać. W zoologu zaproponowali fipronil w sprayu, ale nie chce zatruć kotów, to się przecież kumuluje… I ewidentnie nie działa… Poza tym koty zabiją mnie podczas próby użycia na nich sprayu… Czy konsekwentne czesanie futer wystarczy..?