jasnoklarowna
13.07.24, 19:09
Oglądam reportaż, o tym jak rozbierane jest działające od kilku lat boisko miejskie z placem do gry w kosza, piłkę nożną i coś jeszcze.
I trochę wieszano psy na osobach, bezpośrednich sąsiadach, chyba 4, którzy pozwali miasto i wygrywając w dwóch instancjach doprowadzili do rozbiórki.
Chodziło o generowany hałas.
I teraz ja rozumiem, że dziesiątki dzieci grały, bawiły się tam. Korzystały. I nagle 4 się burzy i trzeba rozebrać. Ale te dziesiątki oburzonych dzieciaków, rodziców chyba nie zdawało sobie sprawy jakie to uciążliwe. Zapewne robiono pomiary hałasu i musiały być sporo przekraczane skoro nakazano rozbiórkę.
Ale chyba jestem jednak team sąsiedzi. Jak bym od lat mieszkała sobie spokojnie w jakimś miejscu i nagle postawiono mi za płotem boisko, na którym całe dnie, a latem i wieczory do późnej nocy słychać nie tylko hałas dzieciaków, wiadomo: krzyki, nawoływania, śmiechy ale i miarowe odbijanie piłki kopanej, kozłowanej, albo kilku piłek na raz to chyba bym zgłupiała.
Trochę wiem jak to wygląda, bo naprzeciw rodziców powstał kilka ładnych lat temu taki orlik, nie przeszkadza, bo jest po drugiej stronie drogi, oddzielony wysokimi drzewami pasem zieleni przerobionej na parking i jeszcze odsunięty od drogi w głąb. Nie słychać prawie nic, ale faktycznie do 22, 23 latem jest tam masa ludzi. W dzień dzieciaki, wieczorem młodzież. Tego się nie da po cichu. Tam akurat za płotem nie ma domów. Za to wydatnie zwiększył się ruch bo zjeżdżają tam też samochodami, czy podwożą i odbierają dzieci.
W przypadku moich rodziców miejscówka super, tam jeszcze w latach 70 było boisko, potem podupadło, teraz fajnie odnowione spełnia funkcję. Jest skatepark, plac zabaw dla dzieci, boiska a zimą lodowisko odkryte.
Ale w przypadku pierwszym, tym z reportażu chyba miasto nie przemyślało lokalizacji.