Chodzi do 8 klasy, jest moim sąsiadem z 5 domów dalej...poznalismy się na fotelu, był moim pacjentem
od ok. 2-3 lat regularnie rozmawiamy, krąży po ulicy i jak widzi mnie to zawsze podchodzi (ja jestem w ogrodzie, na podjezdzie itp.) opowiada, o rodzinie, szkole, planach na przyszłość. Chłopak bardzo mądry, samodzielny, z konkretnymi i realnymi planami na przyszłość.
Jak miał 6 lat nagle zmarła jego mama, wychowuje go ojciec, pomaga babcia. Zadbany, nakarmiony, widuję do z kolegami i koleżankami, zaprasza ich do domu, ale widząc mnie zawsze też podejdzie i mi przedstawia.
Ojca i rodzinę znam z dziecinstwa, ale od lat nie rozmawiamy, od kilku lat ma kogoś, ona pomieszkuje z nimi.
Od tego roku zauważyłam, że on poluje na mnie

żeby ze mną pogadać, kilka razy dzwonił do drzwi, bo chciał "o coś zapytać" tak mówił mężowi.
Nie mogłam się powstrzymac i podpytałam go, czy ona jest fajna, czy tato jest dla niego dobry, jak babcia (może nie powinnam) - mówi, że tak, ale "ja z nimi nie mam o czym rozmawiać" dużo mi o całej rodzinie opowiada, nie ma tam nic niepokojącego.
Ja nieprzepadająca za dziecmi, nigdy nie byłam typem zagadującym, ciuciającym, nic mu nie daję, nie karmię.
Tak teraz to napisaam, bo własnie wyszedł z mojego ogrodu, jeszcze by siedział, ale powiedziałam mu, że jest mi zimno i ide do domu, a u niego w domu ojca urodziny - wymienił mi gości i znow stwierdził, że z nimi nie ma o czym rozmawiać.