Jeść tylko to, czego się nie lubi, to wtedy zje się mniej?
Chyba ona, ale nawet jeśli nie, to na mnie to zdecydowanie nie działa. Będę "głodna", dopóki nie dostanę tego, co lubię, albo tego, na co aktualnie mam ochotę.
Przykład z dzisiaj. Na śniadanie miałam szejka truskawkowego z płatkami owsianymi, mlekiem sojowym, łyżką czy dwiema jogurtu greckiego i z chia, a na jakby lunch chleb (czerstwy iczywiscie

) z Philadelphią i salami, a do tego słoiczek cukinii z chili i czosnkiem (domowa robota 😍). I zasadniczo lubię tego szejka, ale zdecydowanie mój mózg najpierw domagał się tej cukinii🤤
Gdybym wypiła tego szejka najpierw, to mimo że byłabym pełna, to i tak za chwilę dopchałabym się pod korek tą kanapką i cukinią, bo mózg by mi gadał, żem głodna 😂 Co z tego, że wiedziałabym, że nie, jak i tak nadal chciałabym jeść tę konkretną cukinię 🤷♀️ (to dla niej głównie ta kanapka

)
no wiec do brzegu

zgadzacie sie z ta rada?
i czy to rada Chmielewskiej :
i co macie dzis na obiad ?
i jaka pogoda?