czekamnawiatr
21.08.26, 11:14
Przy mandacie z sąsiedniego wątku przypomniała mi się koleżanka z pracy. Ma męża, co samo w sobie nie jest dziwne. Mąż ma braci, co też nie jest kuriozumem. I ci bracia jej nie lubią. Oni są że wsi, ich małżonki także, te małżonki zajmują się domem ( absolutnie nie umniejszam, dla mnie to koszmarny i ciężki kawałek chleba). A koleżanka miastowa paniusia, pracująca za biurkiem - no po prostu chamstwo. Otóż podczas ostatniego spędu rodzinnego był temat mandatów. Ona jeździ ponad dwadzieścia lat i żadnego mandatu jeszcze nie ma. Ale mandaty na nią przychodzą, bo auta są na nią zarejestrowane. I za każdym razem wskazuje winnego, w tym męża. Twierdzi, że pierwszy mandat chce dostać za swoje grzechy. Przy stole podniosło się święte oburzenie : na męża donosi??? A jak przez nią straci prawko??? Olaboga!
Wczoraj dowiedziała się, że jeden ze szwagrów powiedział że jest " g...o nie żona". Ten sam szwagier kiedyś też psiocxyl, że jest nic nie warta, bo.... Taaaddddam - do auta szła jak " księżniczka" a jej biedny max niósł dziecko na rękach i torbę. Oraz jest rozrzutna , bo wydaje ( swoje) pieniądze na duperele.
Nie mam najgorzej. Czasem jest ciezko wytrzymać z moim prywatnym mężem i jego rodxina- ale mogłabym mieć takiego szwagra dupka, i byłoby jeszcze ciężej
Zastanawiam się, jakimi ścieżkami podążają myśli osób z tej rodziny. Serio branie na siebie mandatów i punktów karnych męża to obowiązek dobrej żony?
Ps. Należy dodać że ów maz płaci i podpisuje się pod mandatem bez gadania , normalny człowiek.