Hej!
Nie ma to, jak spojrzeć na siebie z dystansem. Teraz tak mogę patrzeć na
niektóre wyjatkowo obciachowe lubo żenujące sytuacje. Ale - coś w głebi
pozostaje, taki - niesmaczny osad.
Pozwólcie mi podzielić się moimi traumatycznymi obciachami

)))))
Niedawno robiłam zakupy w sklepie raczej nieelegenckim, mienowicie - w Lidlu.
Sięgałam ręką po słoiczek z marmoladą (tak na wypróbowanie - niektóre z ich
produktów oceniam jako jadalne). Pani stojąca tuż obok do pana, jej małżonka,
który zainteresował się tą właśnie marmoladą ("A może byśmy to
wzięli..."): "Daj spokój!!! To jest świństwo!!! Takie byle co...!" - bardzo
głośno.
Zrobiło mi się niewymownie przykro. (Swoją drogą, co taka wybredna pani
robiła w TAKIM sklepie?)
Najgorszy był chyba ten:
- ja przejazdem w Warszawie, na imprezie o specyficznie niskim (bardzo
niskim) standardzie zakwaterowania. Jak to jest zwyczajowo preaktykowane
podczas takich imprez, przyjezdni wpraszają się do miejscowych celem
skorzystania z powabów cywilizacji, inaczej mówiąc dokonania ablucji. Pewna
moja znajoma, mieszkająca wtedy z rodzicami, udzieliła mi gościny, z której z
chęcią skorzystałam w wiadomym celu - skorzystania z prysznica i przy okazji
wyprasowania kostiumów.
Wlazłam pod ten prysznic, umyłam włosy, odżywka, te rzeczy, wyszuszenie i
ułożenie - trochę to zajęło (wcześniej jesczcze plotkowałyśmy przy kawusi).
Opuściłam łazienkę, poganiana przez znajomą, która potrzebowała pilnie użyc
wc.
Po kilku minutach znajoma wyszła. I akurat wróciła z pracy jej mama, szykowna
businesswoman. Weszła do łazienki.
Moja znajoma powiedziała coś a la: "No, jeszcze nie wyszłyśmy, ale [Odalie]
dopiero co wyszła z łazienki..."
...a jej mama chwyciła za gumowe rękawice, odświeżacz do powietrza (który,
hmm, _był_ rzeczywiście potrzebny - psssyk, psssyk - oraz za szczotę i
domestosa...
...Myślałam, że się schowam pod dywan...