Dodaj do ulubionych

Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długie

15.02.05, 14:40
Znowu Wam pozawracam ....
Dawno temu matka mojego męża (wtedy sie jeszcze nie znalismy) przepisała na
niego mieszkanie, a że pracował on w innym mieście to mieszkanie zajmowała
jego siostra z rodziną a on sam sobie wynajmował gdzieś tam. Mojemu mężowi
nieszczęśliwie udało się zaciągnąć dług w pewnej instytucji, kwota spora...
mieszkanko do zlicytowania. Wzięlismy wtedy ślub, pomysleliśmy - szkoda
mieszkania (kwota do spłacenia była mniejsza niz wartość nieruchomości).
Dostałam od swojej mamy kasę - takie jak to się mówi "wiano" (tak to sie
nazywa?) za którą to szybko spłacilismy mężowy dług i wprowadzilismy się
do "naszego mieszkania" bo akurat jego siostra kupiła sobie własne i się
wyprowadziła.
Rodzina się nam powiększyła i postanowilismy sprzedać je bo ciut przy małe
(kawalerka). Mimochodem wspomnielismy o tym mamie mojego męża, a ona na
to "mieszkanie jest moje, nie wolno wam sprzedać!" a do mojego męża "przecież
wiesz dlaczego je przepisałam, ono nie jest twoje".
Poczułam się wtedy jakby mi ktoś wymierzył policzek. Mąż sie nic nie odezwał,
wsiedlismy do samochodu i odjechaliśmy. Potem przyznał - "tak, mama
zastrzegała sobie prawo do mieszkania wtedy gdy je na mnie przepisywała".
Znów zrobiło mi się słabo, jeszcze teraz trzęsą mi się ręce z nerwów.
W tej chwili nie mieszkamy już tam, mieszkają za to moi rodzice, którzy nie
bardzo mają się gdzie podziać (inna to historia).
Chcemy teraz kupic mieszkanie, większe dla nas i moich rodziców (jest to dla
nas bardzo korzystne rozwiązanie).
Musimy wziąść kredyt ale nie muszę chyba pisać, że byłaby to o połowę
mniejsza kwota gdybysmy tamto mieszkanie mogli sprzedać. No ale jego mama nie
pozwala choć sama ma gdzie mieszkać.

Ja się czuję w tym przypadku bardzo pokrzywdzona. Na cho...rę ratowałam
mieszkanie, wpłacałam kupę kasy? przeciez gdybym wiedziała, że mieszkanie nie
będzie do końca nasze to bym olała i pozwoliła żeby je sobie bank czy tam sąd
zabrał. Wychodzi na to, że zostałam przez własnego męża oszukana (?). Teraz
zarządałam od niego żeby potraktował mnie jak tamtą instytucję - anuluję dług
ale zabiaram mieszkanie, jest moje bo za nie zapłaciłam! Ale on nie może
zrobić sobie wroga z własnej matki też (bo tak będzie jak sprzedamy
mieszkanie).

Rany! i co ja powinnam teraz zrobic? oddać mieszkanie bez walki, pogodzić się
ze stratą tylu pieniędzy? czy robic swoje, przekabacic męża, sprzedac
mieszkanie i wywołać wielką burzę? skłócic się z jego rodziną?
Obserwuj wątek
    • kawka74 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 14:59
      Hm... a czy mama męża wie, że kiedy spłacaliście dług ratując mieszkanie, Twój
      mąż nie powiedział Ci całej prawdy o przepisaniu? Że żyłaś w przekonaniu, że
      tamto mieszkanie jest Wasze (męża)? Nie wiem, czy to coś zmieni, ale może
      przydałoby się wyprostować sytuację.
      Kurczę, gdybym ja znalazła się w takiej sytuacji, w nosie miałabym dobre
      samopoczucie męża i jego relacje z mamą. Nawarzył piwa, to niech je teraz
      wypije. Włożyłam pieniadze w coś, co, jak się teraz okazało, nie jest moje,
      teraz chcę je odzyskać. Koniec, kropka.
      Może i jestem cięta i niesprawiedliwa, ale właśnie wróciłam od dentysty i
      jeszcze mnie szczęka boli wink
      • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:06
        Kawko droga, jego mama wszystko wie. Wie o tym też druga siostra mojego męża,
        która się w walkę o mieszkanie ze mną już mocno zaangażowała (nie podobało jej
        się, że moi rodzice tam zamieszkają na jakiś czas). Wykrzyczała mi w imieniu
        ich mamy, że cytuję "nie nasza sprawa jak wy sobie tam między sobą
        uzgadnialiście, mieszkanie było mamy i dalej jest!". No niby mają rację...
        Ale jak my z mieszkania zrezygnujemy to ja się chyba wścieknę! Szkoda mi i już.
        A mężowi już tak powiedziałam jak piszesz. On jest niezdecydowany, niby
        przyznaje mi rację ale gdyby mógł to by mieszkanie oddał.
        • kawka74 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:13
          no jasny gwint..
          najprawdopodobniej, jak znam siebie, powiedziałabym rodzinie swojego męża "nie
          nasza sprawa, jak wy między sobą uzgadnialiście, włożyłam w to mieszkanie
          sprzedać mieszkanie". Skoro ich nie obchodzi, to dlaczego Ciebie ma obchodzić?
          poza tym układ między mamą a mężem jest nieformalny. Formalnie, na papierze
          mieszkanie jest męża. I tego bym się trzymała w ewentualnej rozmowie.
          ech, ten dentysta chyba mi zaburzył postrzeganie świata, strasznie jędzowata
          się zrobiłam
          • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:23
            Z rodziną swojego męża nie za bardzo mam ochotę gadać ani cokolwiek uzgadniać
            bo od razu wiadomo jak się sprawa skończy - kłótnią, a mi się nie bardzo chce
            denerwować. Tylko ten mój nieszczęsny mąż - stoi teraz między młotem a
            kowadłem, z jednej strony matka, z drugiej zona. On też widać przemilczając
            sprawę własności mieszkania przede mną miał nadzieję, że matka nie będzie na
            tyle okrutna, że mu je odbierze zwyczajnie. No ale stało się inaczej. Teraz co?
            Pozostaje mi urabiac męża codziennie i wytrwale bo znając jego nie będzie
            chciał wroga we własnej rodzicielce.
            • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:26
              A najgorzej będzie jak się moja mama dowie co ja zrobiłam z całą kasą od niej -
              wpakowałam w błoto!
              • umasumak Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:34
                koleandra napisała:

                > A najgorzej będzie jak się moja mama dowie co ja zrobiłam z całą kasą od
                niej -
                >
                > wpakowałam w błoto!

                Nie darowałabym, chociaż ze względu na to, że pieniądze miałaś od mamy. Swoją
                drogą współczuje Ci tej sytuacji. Męza pozostaje Ci tylko "przekabacić".
                Trudno, sami się prosili o konflikt. Pzdr
            • kawka74 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:30
              Z rodziną to jednak najlepiej się na zdjęciu wychodzi. A mąż - no cóż, ponosi
              konsekwencje swojej łatwowierności. Faktycznie, teraz tylko go urabiać trzeba
              długo i namiętnie.
              Swoją drogą - wiesz, jakie plany ma rodzina męża wobec tego mieszkania, że tak
              się go trzyma pazurami i zębami?
              • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:36
                Tak, wiem jakie mają plany! Zamieszkać tam nie ma komu bo każdy ma gdzie
                mieszkać. Wynająć nikomu nie chcą bo się boją, że zostanie zniszczone i się ten
                ktos nie zechce wyprowadzić (jeśli już wynajmą to komuś znajomemu). Sprzedać to
                na pewno nie sprzedadzą. Siostra męża domaga się aby on jak najszybciej to
                mieszkanie spowrotem na swoją matkę odpisał (znaczy się, że też uważa sie za
                wspołwłaścicielkę ale zamieszkac tam nie chce). Matka męża nic nie mówi oprócz
                jednego zdania "pamiętasz jaka była umowa".
                Wychodzi na to, że nie mają żadnych planów. Psy ogrodnika - i tyle!
                • miska77 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 22:34
                  > Matka męża nic nie mówi oprócz
                  > jednego zdania "pamiętasz jaka była umowa".

                  jaka umowa ? moze przepisala na niego bo sama sobie dlugow narobila ?
                  Powiedzial Ci maz dlaczego matka na niego tak naciska ?

                  Ewa
          • madelaine6 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:34
            Ja bym sie strasznie wsciekla,no bo przeciez rodzice
            i tesciowie powinni miec tez na wzgledzie nasze dobro...
            Skoro ona ma gdzie mieszkac,to nie rozumiem czemu rosci
            sobie do tego mieszkania az takie pretensje?To po co
            przepisywala na syna???
            Ja bym pewnie odpuscila,bo jestem tchorz a poza tym nie lubie
            wojowac i sie klocic (a Twoja tesciowa z tego,co piszesz raczej
            nie jest sklonna do pokojowych rozwiazan).Mysle tez,ze w ta sprawe
            bardziej powinien sie zaangazowac Twoj maz-w koncu to byl jego
            dlug i to jego matka...
            • madelaine6 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:37
              A pieniedzy od mamy tak wyrzuconych "w bloto" bym nie
              przezyla.A moze sprzedajcie to mieszkanie,zabierz te pieniadze a reszte
              dajcie tesciowej-niech sie napasie...Przynajmniej czesc odzyskasz.
              • umasumak Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:38
                madelaine6 napisała:

                > A pieniedzy od mamy tak wyrzuconych "w bloto" bym nie
                > przezyla.A moze sprzedajcie to mieszkanie,zabierz te pieniadze a reszte
                > dajcie tesciowej-niech sie napasie...Przynajmniej czesc odzyskasz.

                O! To jest rozwiązanie. Pzdr
                >
                • kborz2 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 15:59
                  pies ogrodnika, sam nie skorzysta i innemu nie da - Twoja tesciowa. Znam ten
                  typ. Wsółczuję. Moi teściowie maja działkę dosyc sporą poza Warszawą,
                  mieszkanie trzypokojowe w którym nie mieszkają czasowo, a my czasowo zajmujemy
                  1 pokój z dzieckiem i posiadaja jeszcze mieszkanie kawalerkę które stoi puste
                  bo trzeba wyremontować i wynająć komus znajomemu ale nie nam. Czyli stoi puste
                  a opłaty oni robią ale po co dac synowi nie się tuła z rodziną.

                  Mieszkanie to miałobyc dla mojego męża - ta kawalerka- po znajomej przyszywanej
                  babci, do której to my jeżdziliśmy i opiekowalismy się z mężem, póżniej
                  zajmowalismy sie nią gdy była w szpitalu. To ona zaproponowała żeby mój mąz je
                  wykupił i żeby było dla niego.Całą sprawę załatwiała teściowa i powiedziała nam
                  jaka kwota będzie potrzebna na wykup. Zgromadziliśmy ją ale w urzędzie tuż
                  przed wykupem okazało si.ę że teściowa sie pomyliła i koszt wykupu jest
                  więksszy niż nam powiedziała. My byliśmy jeszcze przezd ślubem, ja się uczyłam,
                  mąż pracował i nie było dla nas łatwe skombinowanie takiej kwoty w krótkim
                  czasie. Tesciowie powiedzieli że nie pozyczą bo maja swoje inwestycje, a ja
                  swoich rodziców nie miałam śmiałości prosic bo wcześniej dali nam pieniądze na
                  nasz wspólny samochód. A potem teściowie w tajemnicy wykupili to mieszkanie,
                  które dotąd stoi puste. Współczuję sytuacji i współczuje rodziny. Trzymajcie
                  sie razem z mężem a będzie dobrze.
              • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 17:57
                No tak, tylko, że teściowa musi miec TO mieszkanie, w TYM miejscu i żadna kasa
                ją nie obchodzi. Dziwne to trochę bo jeśli byśmy z mężem chcieli tam mieszkac
                przez wiele wiele lat to ona nie ma nic przeciwko ale sprzedać? - nie!

                Ech.... ale dzięki temu, że się trochę wygadałam tu na forum to mi częściowo
                złość przeszła.
    • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 16:54
      Wiesz, wydaje mi się, że winić tutaj można tylko i wyłącznie Twojego męża.
      Jeśli miał umowę z mamą, że ona przepisuje na niego mieszkanie tylko na
      papierze, a faktycznie nadal czuje się jego właścicielką, to rozumiem, że teraz
      nie chce się zgodzić na sprzedaż i zainwestowanie tych pieniędzy tylko w Was.
      Ratowałaś to mieszkanie nie z powodu teściowej tylko własnego męża. Nie można
      teraz winić jej.
      Jeśli teściowa zgodziłaby się na sprzedaż mieszkania, oddanie Ci
      zainwestowanych w nie pieniędzy, to byłoby najlepsze rozwiązanie. Obawiam się
      jednak, że nierealne. Zapewne siostry tego dopilnują.
      I nie ma co wojować. Po złości niczego nie osiągniecie. Nie sądzę, że z czystym
      sumieniem mogłabyś mieć w nosie nieformalne umowy męża i jego mamy. Owszem na
      papierze to mieszkanie jest jego ale ...
      Gdybym znalazła się w podobnej sytuacji, wzięłabym kredyt na własne mieszkanie,
      a mężowi kazała spałacić dług wobec mnie. Miesiąc po miesiącu musiałby wpłacać
      na moje konto bodaj 50,- zł. Wiem, że to żadna różnica skoro to i tak wspólne
      pieniądze ale byłby to rodzaj kary.
    • katjuszka2 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 17:22
      Z własnego doświadzczenia wiem,że rodzina jest jak wzgórze-najlepiej się je
      ogląda z dalekatongue_out
      Moja rada taka-olej to mieszkanie,olej szwagierkę i olej teściową-wiem że
      cholera cię bierze bo tez miałam taką sytuację-ale uwierz mi tak będzie dla
      ciebie i dla twojego męża najlepiej.Urabianie go nie ma sensu,mu też jest
      pewnie teraz głupio(chociaż może się do tego nie przyznawać)-a ciągłe trucie
      dupy,marudzenie i stękanie o to mieszkanie tylko pogorszy stosunki między wami.I
      po co ci to?Żeby teściowa miała jakąś tam chorą satysfakcję?Skoro to jest jej
      mieszkanie zażądaj zwrotu pieniędzy które tam zainwestowałaśsurprised )
    • karola.v Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 17:24
      hmmmm
      A moze kredyt na nowe mieszkanie pod zastaw tego starego?
      kredyt w takiej wysokosci jak ten,który ty musiałaś spłacać za mieszkanie jak
      sie okazuje tesciowej.
      Potem to niech się juz dzieje co chce,niech sie martwi mamusia męża smile
      • miska77 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 22:43
        bardzo dobry pomysl z tym kredytem albo jak tesciowa nie ma kasy to wezcie
        pozyczke pod hipoteke mieszkania i niech splaca tesciowa w ratach

        Ewa
    • a_weasley Jedno nieformalne i drugie nieformalne 15.02.05, 18:25
      Jeżeli dobrze rozumiem, teściowa przepisała na syna (tzn. Twojego męża)
      obdłużone mieszkanie. Czyli formalnie ono Wasze, faktycznie coś tam sobie
      zastrzegała.
      Ty je faktycznie wykupiłaś. ALe formalnie nic nie dałaś.
      To zróbcie z mieszkaniem co trzeba, a teściowa niech spada. Mąż ma przede
      wszystkim zapewnić godziwy byt rodzinie, a dopiero potem troszczyć się o dobre
      samopoczucie mamusi.
      • koleandra Re: Jedno nieformalne i drugie nieformalne 15.02.05, 18:38
        Nie! przepisane mieszkanie było czyste! to mąz w międzyczasie narobił długów-
        znaczy jeden spory dług to był. Dług, którego nie spłacał. Zagrozili, ze jak
        nie spłaci to komornik zajmie mieszkanie. Ja pieniędzmi od swojej mamy
        spłaciłam dług męża ciesząc się, że udało sie uratowac nasze mieszkanie. Teraz
        teściowa rządzi sie tym mieszkaniem, nie pozwala go sprzedać a nam potrzebna
        kasa na większe mieszkanie.
        • minerwamcg Na to samo wychodzi 15.02.05, 19:25
          koleandra napisała:

          > Nie! przepisane mieszkanie było czyste! to mąz w międzyczasie narobił długów-
          > znaczy jeden spory dług to był.

          Mniejsza o to. Twoimi pieniędzmi zostało obronione. Jeżeli tylko formalnie jest
          Wasze/męża, to nie zawracajcie sobie głowy teściową.
    • libra.alicja Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 18:36
      Oddajcie mamie mieszkanie, a ona niech odda ci pieniądze, które wpłaciłaś, żeby
      je uratować.
      • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 18:39
        libra.alicja napisała:

        > Oddajcie mamie mieszkanie, a ona niech odda ci pieniądze, które wpłaciłaś,
        żeby
        >
        > je uratować.

        Jego mama sie nie zgadza bo niby skąd ma wziąśc tą kasę dla mnie jak mieszkania
        nie sprzeda za nic. To świętość jakaś dla niej jest - to mieszkanie. Mieszkać
        nam tam wolno ale ruszyć już nie.
    • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 19:22
      Czy tylko ja widzę, że teściowa jest tu niewinna?
      • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 19:50
        Nie no, to że tesciowa jest niewinna to i ja widzę... Winny jest tu tylko mój
        mąż bo zrobił dług i przemilczał sprawę kiedy ja kapuchę kładłam.
        Ale co? jakby mój mąz teraz nie postąpił tak poszkodowana będę albo ja albo
        teściowa i co za tym idzie jedna na drugą będzie krzywo patrzeć.
      • umasumak Lila 15.02.05, 19:50
        lila1974 napisała:

        > Czy tylko ja widzę, że teściowa jest tu niewinna?

        Zastanawiałam się nad tym samym, ale doszłam do wniosku, że jest winna, bo
        pozwoliła Koleandrze zainwestować te pieniądze, nie informując ją o stanie
        faktycznym. Owszem mąż też jej nic nie powiedział. Dla mnie to para oszustów -
        mamusia i synek. Oboje tak samo winni.
        Sorry Koleandro, ale tak to widzę sad(
        • koleandra Re: Lila 15.02.05, 19:54
          Tesciowa mnie nie powstrzymała bo myslała pewnie, że ja sie ze swoim męzem
          dogadałam i o ich umowie wiem.
          • lila1974 Re: Lila 15.02.05, 20:12
            Dlatego właśnie uważam, że ona nie jest winna... no może trochę.
            Ale zapewne sądziła, że on Ci o wszystkim powiedział.
            Przepraszam, że nie podzielam ogólnego nurtu ale trochę nie lubię
            niesprawiedliwości.
            Teściowa mogłaby oczywiście iść z Wami na jakiś kompromis ale ...
            Mężowi należy się bura. Usprawiedliwia go może tylko to, że wyznaje zasadę "co
            je moje to je twoje, co je twoje to je moje". Co oczywiście nie zmienia faktu,
            że o tak istotnym szczególe miał obowiązek Cię poinformować.
            Tobie faktycznie nie zazdroszczę, bo wpadłaś jak śliwka w kompot.
            • koleandra Re: Lila 15.02.05, 20:26
              Mężowi juz się bura dostała nie raz.... tylko nic z tego nie wyszło. A jak
              mieszkanie sprzedamy to ja będę ta jędza co w porządnej rodzinie namieszała sad
              Tu chyba nie ma wyjścia co by był wilk syty i owca cała.
              Teściowa tez ma rację bo miała mieszkanie aż tu nagle przyszła synowa i chce
              zabrać bo coś tam coś tam.
              Inna sprawa jest taka, że ja mając dorosłe dziecko i dając mu mieszkanie i sama
              przy tym mając gdzie mieszkać nie wyobrażam sobie żebym mogła
              powiedzieć "oddawaj bo to moje".
              • lila1974 Re: Lila 15.02.05, 20:38
                Jesli podarowała synowi to mieszkanie (i stąd przepisanie na niego) to
                faktycznie teraz postępuje brzydko. Odnoszę jednak wrażenie, że nie do końca
                tak było. Jeśli się mylę, to macie prawo zrobić z tym mieszkaniem, co chcecie.
                Nawet gdyby nagle mąż oprzytomniał i przestał się oglądać na rodzinę, to i tak
                wina spadnie na Ciebie.
                Zdaje się, że w tej historii swoj udział mają siostry męża.
                Salomon by się przydał.



              • ivia Re: Lila 16.02.05, 09:13
                Rozumiem, że gdybyś wiedziała, że to mieszkanie nie jest do końca Twojego męża
                to nie wpakowałabyś pieniędzy od rodziców w wykupywanie go z długów? Wtedy
                mieszkanie poszłoby pod młotek i nie byłoby go. Więc masz teraz do niego
                większe prawo niż teściowa z tytułu swojego "pamiętasz jaka była umowa". Jej
                umowa wygasła w momencie, gdy Ty wpłaciłaś kasę a ona nie kiwnęła palcem. Nie
                musiałaś ratować cudzego mieszkania. I moim zdaniem, nie ma znaczenia co ona
                sobie myślała o Twoim stanie wiedzy na temat własności mieszkania. W jej
                mniemaniu to mieszkanie zawsze należało do niej, więc oddłużałaś mieszkanie
                teściowej, i ona o tym wiedziała.
    • sakada Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 19:30
      Ja tam bym olała teściową i sprzedała mieszkanie. A na męża bym nawrzeszczała.
      Powinien był Ci powiedzieć o tej niepisanej umowie ze swoją mamą zanim Ty
      utopiłaś pieniądze.
    • aleksandrynka Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 22:10
      No dobra, ale dlaczego teściowa sama nie oddłuzyła tego mieszkania, skoro jej
      tak na nim zależało? Znalazła jelenia, czyli - przepraszam, Ciebie... Dlatego
      moim zdaniem jednak jest winna. I tutaj, jakby nie patrzeć, jest Ci winna
      pieniądze, bo gdyby nie Ty, to nikt by tego mieszkania nie miał, no, może
      komornik. Myślała, że tak się wspaniale z mężem dogadaliście, ze Ty zapłacisz a
      potem bez mrugnięcia okiem się wyprowadzisz i zostawisz jej mieszkanko?
      Przemyśl to, moim zdaniem honorowo by było, gdyby oddała Ci jednak kasę. W
      końcu włozyłaś ją w jej mieszkanie. Jeśli ona uważa inaczej, to niech się ma na
      baczności, bo umowa między nią a mężem jest tylko rodzinno-grzecznościowa i
      mieszkanie w każdej chwili możecie sprzedać. Niech się Wam dorzuci albo
      zgarniacie całą pulę, bądź też, jak ktoś powiedział, bierzecie Waszą sumkę a
      resztę oddajecie jej. Powtarzam jeszcze raz: ona wiedziała, że wkładasz własne
      pieniądze, kto przy zdrowych zmysłach wywalałby cały swój majątek w błoto?
      Jeśli na to liczyła, to się przeliczyła, mam nadzieję, ze jej to skutecznie
      uświadomicie...
      • tintaja Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 22:43
        Co do sprawy wlasnosci mieszkania sprawa jest jasna: ono jest Twoje i ty tylko masz prawo nim dysponowac. Twoja tesciowa juz raz byla blisko stracenia tego mieszkania na poczet splacenia dlugow twojego meza, bo z tego co rozumiem nie nie zrobila zeby mu pomoc finansowo i mieszkanie ocalic. Nie rozumiem dlaczego teraz taka zmiana.

        Jezeli twoj maz mysli ze ma zobowiazania wobec swojej mamy, ty masz w takim razie zobowiazania wobec Twoich rodzicow. Twoi rodzice, ktorzy pomogli wam finasowo, teraz potrzebyja twojej pomocy. A jezeli nie uda ci sie sprzedac tego mieszkania, nie bedziesz mogla kupic duzego mieszkania gdzie wszyscy znajdziecie miejsce.

        No i zostaje jeszcze kwestia lojalnosci i jasnego ustalenia czyje dobro jest dla Twojego meza wazniejsze. Powinno to byc dobro jego najblizszej rodziny czyli Twoje i waszego dziecka. Dla mnie sprawa jest jasna, i na Twoim miejscu postawilabym sprawe jasno - mieszkanie trzeba sprzedac, bo to jest najbardziej sprawiedliwe rozwiazanie w zaistnialej sytuacji.

        Pozdrawiam i zycze dobrego rozwiazania tej sprawy.
    • g0sik Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 22:39
      Koleandro nie zazdroszczę sytuacji, bo Twój mąż naważył niezłego piwa! Nie
      rozumię dlaczego to Teściowa ma spłacać długi swojego dorosłego syna? Jeśli
      przepisała mu to mieszkanie tylko formalnie (nie wiem z jakiego powodu to
      zrobiła) i zastrzegła sobie prawo do mieszkania ustnie a nie w akcie notarialnym
      to znaczy że wierzyła ,ze syn nie zawiedzie jej zaufania. Zrozumiałabym, że to
      Tesciowa ma płacić gdyby ten kredyt był zaciągnięty dla Niej (synek zapewne nie
      pytał ją o zgodę jak zaciągał dług). Jeśli tak nie jest, a Tesciowa nie
      powiedziała Ci wyraźnie gdy wykładałaś pieniądze na spłatę długu, że mieszkanie
      jest WASZE to jest to teraz sprawa między Tobą i mężem a nie Wami i Teściową.
      Teściowa pewnie też nie prosiła Ciebie o te pieniądze, a Twój mąż z premedytacją
      przemilczał fakt umowy z mamą bo wiedział, ze inaczej nie dasz kaski. Oszukał
      Ciebie, żeby nie stracić mieszkania bo wiedział że będzie nie w porządku wobec
      swojej matki. Chyba nie mie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji i rozumię Twoje
      rozgoryczenie, bo to Ty najwięcej na tym stracisz. A pomysł żeby mąż oddawał Ci
      pieniądze uważam za głupi, bo przecież to Wasza wspólna kasa i wyjdzie na to że
      spłacasz ten dług podwójnie.......
    • miedzymorze Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 23:05
      Ktos wyżej w wątku już poddał ten pomysł, ale go powtórzę i rozwinę.
      Sytuacja wyjściowa była taka:
      Jest mieszkanie którego formalnie właścicielem jest Twój mąż, ale nad mieszkaniem wisi komornik, który może je zająć za dług. Potrzebna jest kasa, którą wykładasz Ty --> mieszkanie jest 'uratowane'.
      Więc żeby wrócić do sytuacji wyjściowej, wzięłabym kredyt hipoteczny na to mieszkanie a kasę kredytu przeznaczyła na zakup większego mieszkania. Jeśli w akcie notarialnym jest tylko twój mąż, to nie musicie się przejmować żadnymi ustnymi umowami. Mąż mieszkania de facto nie sprzedaje, ale ... informujecie teściową, że jak jej tak zależy na tym mieszkaniu to niech spłaca kredyt. Jak nie, to mieszkanie przejmuje bank.
      Nie jest zbut eleganckie rozwiązanie, nie mam innego pomysłu na to, żebys mogła odzyskać swoje wiano, a skoro poszło ono na spłatę takiego długu, za który groziła egzekucja mieszkania, to raczej nie jest to kasa na którą się lekko macha ręką...

      pozdr,
      mi
      • koleandra Do Międzymorze 16.02.05, 10:10
        To by było jakies wyjście ale.... biorąc kredyt na większe, droższe mieszkanie
        nie mogę ustanowić hipoteki z mieszkania tańszego. Już tak chcieliśmy zrobić
        ale bank się na to nie zgadza. Normalnie kupując mieszkanie na kredyt ustanawia
        się hipoteke z tego kupowanego bo wartość jest OK.
        Jak to zrobić, żeby hipoteką było tamto mniejsze i tańsze?
        • miedzymorze Re: Do Międzymorze 16.02.05, 15:11
          Niestety nie jestem specem od kredytów hipotecznych...podejrzewam, że tak jak w przypadku wszystkich usług finansowych w róznych bankach jest różnie i trzeba szukać. Może dałoby się wziąć pożyczkę finansową pod zastaw tamtego mieszkania (w wysokości Twojego 'wiana' z uwzględnieniem inflacji) i wykorzystać te pieniądze jako tzw wkład własny przy zakupie nowego mieszkanie na którym bank ustanowi hipotekę ? Trudno mi coś szczegółowo doradzać, mój pomysł wziął się ze zdroworozsądkowej checi znalezienia optymalnego rozwiązania (bo dobrego to ja nie widzę). Tyle tylko że pożyczka kasy będzie najprawdopodobniej oprocentowana mniej korzystnie niz mieszkaniowa.
          A jesli to chodzi o wartosc mieszkan, ktora jest nierowna to moze szukajcie czegos 'niepelnowartosciowego' np. do remontu, albo za miastem ?
          Moze warto tez pogrzebac po portalach finansowych np expander.pl, moze tam coś Cię natchnie ?
          zycze powodzenia
          pozdr,
          mi
    • evee1 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 15.02.05, 23:56
      Nie wiem jakie byly okolicznosci przepisania mieszkania przez tesciowa na syna.
      Jezeli byla miedzy nimi jakas umowa typu "przepisanie tylko na papierze, ze
      wzgledow podatkowych", to w tej sytuacji winny jest tylko i wylacznie Twoj
      malzonek, ze w odpowiednim czasie nie powiadomil Cie o takiej umowie i Ty
      wplacilas te pieniadze, zeby ratowac jego d.... myslac, ze za to nalezy sie
      Wam mieszkanie.
      Sytuacja byla taka, ze maz narobil dlugow i do wyboru bylo, albo Ty splacasz
      jego dlug swoimi pieniedzmi (co sie faktycznie stalo), albo tesciowa je splaca
      z pieniedzy za sprzedazy mieszkania (tylko z jakiej racji ona mialaby splacac
      dlugi syna). Albo jedna, albo druga jest wyrolowana sad((. Prawnie, to Wy
      jestescie w lepszej sytuacji, bo prawnie miezkanie nalezy do meza i mozecie
      je sprzedac mimo prostestow tesciowej, ale honorowo, to maz powinien wziac
      dodatkowe fuchy i "splacic" Twoich rodzicow (ewentualnie przeznaczyc te
      pieniadze na nowe wieksze mieszkanie, jezeli Twoi rodzice dali Ci pieniadze
      na zawsze). Siostry w ogole nie powinny sie do tego mieszac, bo to sprawa
      mieszy synem i matka.
      A co mowi maz? Jak sie faktycznie umawial z matka w kwestii przepisania
      mieszkania? Czy w ogole zwracal uwage na to co tesciowa mowila?
      • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:02
        To było wszystko tak dawno... umowa była i mój mąż ją pamięta ale nie
        przypuszczał, że teściowa będzie aż tak bardzo konsekwentna. Także przymknął
        oko na ustną umowę i zagalopował się w zamiarach sprzedaży, w planach no i też
        pozwolił mi na spłatę tego nieszczęsnego długu.
        Jakie były okoliczności przepisania mieszkania? Chodziło o jakieś korzyści
        finansowe, z racji wybrania kasy z książeczek mieszkaniowych. Nie znam
        szczegułów. Wydaje mi się, że teściowa przepisała mieszkanie na mojego męża bo
        jemu najbardziej ufała, wiedziała ona i jest to pewne, że żadna z jego sióstr
        nie postąpiłaby nigdy uczciwiej niz on.

        Mąż przyznaje, że umowa była ale powiedział mi to dopiero wtedy kiedy oznajmiła
        teściowa w mojej obecności "pamiętasz jaka była umowa".
        Teraz mąż mówi tak do mnie "mieszkanie nie jest moje bo ja własnymi rękami na
        nie nie zapracowałem, nie mogę wymagać od swojej matki żeby mi cos dawała".
        A do teściowej mówi tak "mamo, mieszkanie kupiłaś ty, jest ono twoje, umowę
        pamiętam ale twój syn narobił głupot w zyciu (chodzi o niespłacony dług) i
        wyszło tak jak wyszło, że prawo do mieszkania może sobie rościc tez moja żona i
        ma rację".

        Prosiłam swojego męża, mówiłam i krzyczałam... Masz teraz rodzinę, musisz
        zapewnic mieszkanie swoim dzieciom bo im jest to bardziej potrzebne niz twojej
        matce. Wykrzyczałam w końcu niech traktuje mnie jak komornika od tej chwili,
        mieszkanie zabieram i robie z nim co chcę.
        Jak mam go jeszcze przekonywać?
        Dodam, że mój mąz wysłuchał wszystkiego, na koniec lekko przytaknął, później
        się nie odzywał. Teraz widzę, że chce kupić mieszkanie i broni się rękami i
        nogami żeby nie ruszać tamtego, nie sprzedawać. Tutaj znów moi rodzice są
        gotowi nam spłacić nowe mieszkanie za dożywocie u nas (mają po ok 70 lat)...
        Mama moja nie wie o wsadzonych przeze mnie pieniądzach, nie mam odwagi jej
        powiedzieć, nie chcę jej denerwować.
        Prędzej czy później dojdzie do konfrontacji z teściową bowiem mój mąż w
        rozmowie z nią musi zasłaniać się mną.
    • twinmama76 fajny ten twój mąż :-( 16.02.05, 09:35
      Ale w sumie jego działanie przypomina mi mechanizm wg którego działa czasem mój
      własny małżonek: naobiecywac obu stronom, co każda chce, nakłamać (albo raczej
      przemilczeć niektóre sprawy), wszystko zrobic tak, żeby samemu wyjśc na swoje,
      a tamci byc może sie nie połapią.

      Niestety się połapali, jak widać.
      POmysł z hipoteka uważam za bardzo dobry.
      Uwazam, że nie masz co odpuszczac w imię dobrych stosunkwó z tesciową. Twój
      małżonek nie powinien odczuć, że uszło mu to na sucho. Jesli namotał, to
      powinien teraz sprawe odkręcić.
      Jesli teraz tego nie załatwicie, to i tak nie będziesz miec dobrych stosunków z
      rodzina męża, bo zawsze będiesz patrzeć przez pryzmat tych _ukradzionych_
      pieniędzy.
      Na oszustwie i kradziezy nie da się budowac dobrych stosunków rodzinnych.
    • katjuszka2 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:08
      Odpuść mężowi nie ma sensu z nim się kłócić a próby przekonania do niczego
      dobrego nie doprowadzą.
      Bierz kredyt na mieszkanie i bądź ponad to,chyba nie chcesz się zniżać do
      poziomu swojej teściowej i szwagierki?Niech się udławią tym mieszkaniem.Mają ci
      zwrócić pieniądze które zainwestowałaś w mieszkanie i koniec.
      • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:23
        Katjuszko... a co mi to da, że ja zażądam oddania kasy od mojej teściowej? Z
        jakiej racji ona ma mi oddawać jakąś kasę której mi winna nie jest tylko winny
        jest mi mój mąż?
        Była już taka propozycja... ale teściowa kasy nie ma i żeby mi ją oddać
        musiałaby sprzedać albo dom (lub działkę koło domu - duuuży ogród) w którym
        mieszka albo to maglowane przez nas mieszkanie. Ani jednego ani drugiego nie
        sprzeda poniewaz tamten dom i tamten ogród to jest miłość jej życia, a
        mieszkanie też nie bo nie.
        Niby powiedziała "kiedyś tam sprzedam to Wam kasę dam" ale oboje z mężem wiemy
        na pewno, że nigdy nie sprzeda a jeśli juz to za ok 15-20 lat bo już ogrodu nie
        da rady wtedy doglądać bo będzie stara. My mieszkanie sprzedać potrzebujemy w
        najbliższej przyszłości (poł roku, rok).
        Ja tak sobie myślę, że kredyt na mieszkanie dostaniemy ale nie w takiej dużej
        wysokości żeby kupić duże mieszkanie bo nie mamy aż takiej zdolności kredytowej
        i wtedy przycisnę męża do muru, że niestety ale jedynym wyjściem jest sprzedaż
        tamtego mieszkania. No ale jeśli bank będzie tak dobry i udzieli pełnego
        kredytu? to wtedy nici z moich planów...
        • katjuszka2 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:37
          Hmmm ale dolina.Idąć na udry ryzykujesz zupełny brak kontaktów z rodziną
          męża.Ciebie może to tak nie dotknie,ale mu będzie ciężkosurprised(
          Nie wiem co ci doradzićsurprised(,ale wredna ta teściowa nic jej nie pasujesurprised(to chyba
          po złościsurprised(
          A może tak zrobisz:sprzedacie to mieszkanie,weźmiesz co swoje a teściowej oddasz
          resztę- z tego co pisałaś wnioskuję że to może być spora sumka.
      • g0sik Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:45
        Podsumowując całą historię:

        1. Mąż sam narobił długów.
        2. Pieniądze na spłatę tych długów pożyczyła mu Żona.
        3. Teraz pożyczkę ma zwrócić Teściowa.

        Za swą niefrasobliwość i przemilczenie umowy z Matką facet jest teraz między
        młotem a kowadłem.

        Jeśli sprzeda mieszkanie odda sprawiedliwość Żonie i zapewne na zawsze skłóci
        się z Matką i resztą rodziny (siostry już o to zadbają) Jeśli ma sumienie to
        wcześniej czy później przyjdą wyrzuty, że zawiódł własną Matkę. Winę zrzuci na
        Żonę (ona go zmusiła)

        Nie sprzeda mieszkania Żona będzie miała słuszne poczucie krzywdy, że utopiła
        pieniądze otrzymane od rodziców.

        Wniosek: Skrzywdzona zostanie Żona albo Teściowa

        Ciekawa jestem co zabrałby komornik gdyby mieszkania nie było. Mąż poszedłby
        siedzieć za długi czy może harowałby dzień i noc żeby spłacić własne
        zobowiązania?



    • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:35
      Rozumiem Twojego męża w kwestii nie ruszania mieszkania. Umowa to umowa.
      Chciałam Ci podpowiedzieć,że może mąż mógłby przekonać swoją mamę do sprzedaży,
      jeśli zagwarantuje jej, że odbierzecie tylko włożone przez Ciebie pieniądze, a
      resztę jej oddacie.


    • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:36
      Jeszcze interesuje mnie, jakie argumenty przytacza teściowa niezgadzając się na
      sprzedaż?
      • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:45
        lila1974 napisała:

        > Jeszcze interesuje mnie, jakie argumenty przytacza teściowa niezgadzając się
        na
        >
        > sprzedaż?


        Już odpowiadam. Teściowa najczęściej zapala papierosa i milczy, ale mniejsza z
        tym. Ona ma jednak dzieci troje a nie jedno i mieszkanie jest coby sobie któreś
        mogło w trudnej sytuacji życiowej tam zamieszkać - np. starsza siostra kiedy
        się pokłóci z mężem, młodsza mieszkała tam już kilka lat bo nie miała wcześniej
        gdzie no i w końcu mieszkalismy tam my (dwa lata).
        W końcu ona sama - kiedy nie da rady już pielegnowac swojego ogrodu i rozpalac
        sobie w piecu od centralnego to tam sobie ma zamiar zamieszkać na starość (ale
        nie już tylko za kilkanaście lat bo na razie jest młoda).
        • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:59
          Czyli nie jest jędzą, która robi na złość, troszczy się.
          Po tonie Twoich wypowiedzi domyślam się, że i Ty rozumiesz teściową, jedynie
          bardzo Ci przykro, że tak się wpakowałaś ze swoimi pieniędzmi. Też bym się
          obawiała własnych rodziców.
          A czy np. nie można tego mieszkania wynająć dopuki nikt go nie potrzebuje i z
          wynajmu Cię spłacić. Zabierzecie rodziców do nowego domu, a wynajmijcie komuś
          (w miarę znajomemu aby mieszkania nie zniszczył).
          • umasumak Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:05
            lila1974 napisała:

            > Czyli nie jest jędzą, która robi na złość, troszczy się.
            > Po tonie Twoich wypowiedzi domyślam się, że i Ty rozumiesz teściową, jedynie
            > bardzo Ci przykro, że tak się wpakowałaś ze swoimi pieniędzmi. Też bym się
            > obawiała własnych rodziców.

            Wiesz Lila, wszystko dobrze, ale ja na miejscu tej teściowej jednak nie
            patrzyłabym spokojnie, jak dziewczyna ładuje kasę w mieszkanie, nie znając
            sytuacji. To trochę nie za dobrze świadczy o tej pani. O jej synu już nie
            wpomnę, bo zbyt ciężkie słowa cisną mi się na usta.

            > A czy np. nie można tego mieszkania wynająć dopuki nikt go nie potrzebuje i z
            > wynajmu Cię spłacić. Zabierzecie rodziców do nowego domu, a wynajmijcie komuś
            > (w miarę znajomemu aby mieszkania nie zniszczył).

            To jest jakieś wyjście i być może powinniście iść w tym kierunku i negocjować z
            teściową ko9nieczność wynajmu. Powinna się zdobyć na pewną elastyczność, bo
            niestety sama nie jest całkiem bez winy. Pzdr
          • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:07
            Żeby mieszkanie komus wynająć trzeba już, w tej chwili (najdalej na następną
            zimę) wymienić w nim okna. Są okropnie stare, nieszczelne i się sypią. Ale kto
            ma to zrobić? My czy teściowa? Jeśli zrobimy to my to możemy znów utopić
            pieniądze a jesli pozwolimy na to teściowej to będzie znaczyło, że mieszkania
            się zrzekamy.
            Tak czy inaczej musi tu być rozmowa z teściową (czyt. kłótnia).
            • mama_szefusia Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 13:37
              Ale Koleandro,
              To mieszknie jest teściowej (chociaż nieformalnie) więc nie macie się czego na
              nią zrzekać. Gdyby je zlicytowano za długi Twojego męża to i tak powinien
              później oddać mamie równowartość utraconego mieszkania.
              Problemem nie jest tu mieszkanie jako takie, bo sprawa własności jest tu dla
              mnie jasna - należy do teściowej.
              Problemem są Twoje pieniądze wydane na spłatę długu męża. Tylko od niego możesz
              domagać się zwrotu.
              Natomiast z teściową możecie spróbować się jakoś dogadać żeby kupić nowe,
              większe mieszkanie - ale bez negowania jej praw do tego.
              Poza tym zważ, że teraz Twoi rodzice mieszkają w tym mieszkaniu więc poniekąd
              jest to już pomoc dla nich ze strony teściowej - nie sądzę żeby płacili jej za
              wynajem, pokrywasją zapewne tylko czynsz i opłaty. To też trzeba wziąć pod
              uwagę przy rozliczeniach.
          • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:11
            Wynajem mieszkania też mnie nie za bardzo grzeje bo nam jest potrzebna okrągła
            sumka na dopłatę do nowego mieszkania (mogą nam nie przyznać kredytu na całość,
            a na połowę to już luzik).
        • umasumak Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 10:59
          No dobrze, ale co teściowa na to, że Ty utopiłaś kasę w tym mieszkaniu? Czy nie
          widzi w tym okoliczność, które wskazywałby na to, że mieszkanie należy się WAM,
          a nie pozostałym dzieciom? Tym bardziej, że gdybyś znała faktyczny stan rzeczy,
          z pewnością ulokowałabyś pieniądze gdzie indziej, prawda?
          • g0sik Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:13
            umasumak napisała:

            > No dobrze, ale co teściowa na to, że Ty utopiłaś kasę w tym mieszkaniu?

            Pytanie powinno chyba brzmieć:
            Co Mąż na to, że to Ty utopiłaś kasę w tym mieszkaniu?

            >Czy nie widzi w tym okoliczność, które wskazywałby na to, że mieszkanie należy
            się WAM,

            Dlatego, że mąż spłacił zobowiązania które osobiście zaciągnął?

            > a nie pozostałym dzieciom?

            Jasne niech siostry spłacają długi brata!

            >Tym bardziej, że gdybyś znała faktyczny stan rzeczy, z pewnością ulokowałabyś
            pieniądze gdzie indziej, prawda?

            Z ostatnim zgadzam się jak najbardziej, chociaż kto wie czy nie ulokowałaby
            gdyby alternatywą było wysyłanie mężowi paczek do więzienia albo oddanie czegoś
            ze wspólnego dorobku...



            • umasumak Gosik 16.02.05, 11:17
              Jeśli cytujesz, to już całość oki? Napisałam wyraźnie, że o męzu Koleandry już
              nie wspominam, bo zbyt ciężkie słowa mi się cisną na usta. Ale jego rodzina też
              jest nie wporządku, bo WIEDZIELI, na jakiej zasadzie jest przepisane
              mieszkanie, a nawet nie zająknęli o tym, gdy Koleandra ładowała kasę. Wiec
              teraz powinni też nabrać wody w gęby i się nie wtrącać. Pzdr
              • g0sik Re: Gosik 16.02.05, 11:29
                Cytowałam wątek powyżej i tylko do niego się odniosłam (Twój wcześniejszy też
                czytałam)
                A o umowie to powinien się mąż zająknąc nie uważasz? To chyba on jest w
                pierwszej kolejności zobowiązany do szczerości wobec swojej Żony, a nie
                Teściowa?

                Nie mogłam się tylko zorientować, czy ten dług mąż Koleandry zaciągnął w
                trakcie trwania małżeństwa czy przed. Bo jeśli w trakcie trwania to Teściowa
                mogła uznać wkład finansowy Koleandy jako spłatę długu zaciągniętego na jakieś
                wspólne potrzeby małżonków i dlatego teraz nie poczuwa się do sprzedaży i
                oddania wkładu Koleandry.
                • umasumak Re: Gosik 16.02.05, 11:38
                  g0sik napisała:

                  > Cytowałam wątek powyżej i tylko do niego się odniosłam (Twój wcześniejszy też
                  > czytałam)
                  > A o umowie to powinien się mąż zająknąc nie uważasz? To chyba on jest w
                  > pierwszej kolejności zobowiązany do szczerości wobec swojej Żony, a nie
                  > Teściowa?

                  W tym rzecz, że odniosłaś się tylko do części mojego ostatniego postu, w którym
                  to właśnie napisałam, że o mężu Koleandry nie będę wspominać, bo zbyt ciężkie
                  słowa mi się cisną na usta, co miało wyrażać mój bardzo negatywny stosunek do
                  jego postawy, czyli (to na wypadek gdybyś nadal nie zrozumiała), oznaczało, że
                  jestem oburzona faktem, iź przemilczał fakt umowy z matką. Nie zmienia to
                  jednak faktu, że rodzina męża Koleandry też jest nie fair.
                  >
                  > Nie mogłam się tylko zorientować, czy ten dług mąż Koleandry zaciągnął w
                  > trakcie trwania małżeństwa czy przed. Bo jeśli w trakcie trwania to Teściowa
                  > mogła uznać wkład finansowy Koleandy jako spłatę długu zaciągniętego na
                  jakieś
                  > wspólne potrzeby małżonków i dlatego teraz nie poczuwa się do sprzedaży i
                  > oddania wkładu Koleandry.

                  Przecież o tym Koleandra pisała już w poście startowym. Dług mąż zaciągną
                  jeszcze przed ślubem.
          • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:17
            Teściowa mówi "a to moja wina jest, że ci mąż nie powiedział o naszej umowie
            sprzed laty? myślałam, że wiesz i z premedytacją spłacacie dług a skąd
            wzieliście pieniądze na spłatę to też mnie nie obchodzi".

            > z pewnością ulokowałabyś pieniądze gdzie indziej, prawda?

            No a jakże! wtedy pozwoliłabym żeby sobie komornik zabrał tamto mieszkanie a
            swoją kasę trzymałabym na nasze przyszłe mieszkanie. No cóż... wtedy mąż miałby
            problem. Ciekawe czy by się mamusia na niego obraziła, że
            mieszkanie "przehulał"?
            • umasumak Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:30
              Wiesz, to jest bardzo wygodne tłumacznie. Baba po prostu chowa głowę w piasek i
              tyle. Pzdr
    • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:27
      A gdybyście wzieli kredyt (ten sam) we 3: Wy + teściowa. Mieszkanie oczywiście
      od razu zapisać na Was. Może we 3 mielibyście większą zdolność kredytową. Jest
      taka możliwość (moi rodzice+moja siostra). Mieszkanie teściowej spróbować
      wynająć ze starymi oknami lub po połowie Wy i ona. Zyski z niego czerpać do
      chwili spłaty Twojego długu. Pomogłoby to spłacać Wasz kredyt hipoteczny.
      • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:39
        Eeee, nieeee.... teściowa zarabia najniższą krajową i nam się w kredycie do
        niczego nie przyda. To po pierwsze! A jakby nasza teściowa na tym wyszła gdyby
        musiała wziąść z nami kredyt i jeszcze mieszkanie nam oddać? wink
    • mama_szefusia Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:33
      Dla mnie oczywistym jest, że namotał tutaj Twój mąż. Teściowa jest zupełnie
      niewinna. Przeisała na własnego syna mieszkanie tylko formalnie na zasadzie
      dżentelmeńskiej umowy i nie ma tu nic do rzeczy czy chce tam mieszkać czy nie.
      Problem pojawił sie w chwili gdy zainwestowałaś w mieszkanie pieniądze twoich
      rodziców. I słusznie według mnie możesz domagać się rozliczenia, bo nie byłaś
      świadoma umowy męża z teściową.
      Ja bym usiadła z teściową i Twoim mężem na spokojnie i wszystko powiedziała tak
      jakby to była inwentaryzacja majątku - powiedz swoje racje, zapytaj się jaka
      była opcja w momencie gdy mieszkanie miało iść pod młotek (czy mąż na przykład
      chciał spłacić mamie mieszkanie, które by z jego winy przepadło) i spróbujcie
      coś ustalić. Szwagierkę należy odsunąć od tych rozmów i jeszcze opierniczyć za
      wtrącanie się w nie swoje sprawy.
      Nie myśl o uczuciach rodzinnych, o gniewie, o tym kto co powinien - myśl jakie
      rozwiązanie jest uczciwe dla wszystkich. Ty masz prawo domagać się
      zadośćuczynienia, teściowa ma prawo do swojej własności. Najgorzej wychodzi tu
      mąż, który nakombinował. W zasadzie najlepiej by było gdyby to on spłacił
      Ciebie ale w małżeństwie to trochę absurdalne rozwiązanie.
      Co do kredytu - jeśli zdecydujecie się na to rozwiązanie - to możecie wziąć
      jeden na mieszkanie teściowej w wysokości zaproponowanej przez bank i drugi pod
      zastaw nowego mieszkania do brakującej kwoty ale to nie jest najlepsze
      rozwiązanie, bo podnosi koszty kredytu.
      Pozdrawiam
      Ola mama Jasia
      która poznała z autopsji "uroki" rodinnych rozliczeń finansowych przy okazji
      sprawy spadkowej.
    • mattkapolka Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:47
      Koleandro, no masz to nieszczęście, że trafiłas na teściową swinię... I obawiam się, że wywalczyć cokolwiek możesz jedynie, jesli mąż murem stanie po Twojej stronie... A jeżeli tak, to obawiam się znowu, że czekałby Cie proces w sądzie, z ciaganiem świadków. I trwałby długo, ale wygrałabyś na pewno. Sprawa jkest oczywista. Czuję w kościach, że pozostanie pogodzić Ci się ze stratą. Tak to jest z finansami w rodzinie. Bardziej potrzebny jest papier w rodzinie niż z obcymi. Dośwaidczenie pokazuje, że na uprzejmościach dla rodziny wychodzi sie najgorzej, jak tylko można. To bardzo, bardzo boli...
      Mam nadzieję, że mąż stanie na wysokości zadania. Bo Ty jesteś najwazniejsza. I wierzę, że udałoby mu się zadziałac bez angazowania prawników. Pytanie tylko, czy będzie chciał...
      Trzymam kciuki Koleandro. A gdyby nie było widokow na takie wyjście - odpuść. Rodzina ważniejsza, niż pieniądze a synusiowie najcześciej tacy własnie są. I tu nie chodzi o to, że mamusia to mamusia i jest święta krową. Mamusi tez trzeba, psiakrew powiedzieć, że świnia jest i tyle!!!
      Pozdro, MP
      mattkapolka.blox.pl/html
      • g0sik Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 12:05
        mattkapolka napisała:

        ".....Tak to jest z finansami w rodzinie. Bardziej potrzebny jest papier w
        rodzinie niż z obcymi...."

        A nie uważasz, że teściowa mogłaby powiedzieć tak samo. Gdyby od razu w akcie
        notarialnym zastrzegła, że chce dożywotnio korzystać z mieszkania to komornik
        nie zająłby mieszkania bo zwyczajnie nikt by go nie kupił z lokatorem.

        Wtedy mąż Koleandry sam by musiał główkować jak spłacić swój dług. I pewnie tak
        czy tak spłacałby go razem z żoną....
        • mattkapolka Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 12:17
          GOsik, alez oczywiście! Trzeba było zrobić służebność. Tylko, że od kolegi komornika wiem, że juz teraz i mieszkania ze służebnościami tez idą pod młotek. Bo sprawdzane jest, czy dana osoba rzeczywiście tam mieszka i nie ma innej możliwości... Ale nie o to chodzi. Wszystko musi być po prostu na papierze, bo każdy pamieta to, co jest dla niego wygodne. Mnie tu w zasadzie martwi postawa męża Koleandry. Ale pamiętac tez trzeba, że wpisy na forum sa jakimś skrótem myślowym i nie wszystko da się tak po prostu wyjaśnić. Tak czy owak - paskudna sprawa...
          Pozdrawiam, gOsiku!
          • g0sik Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 12:44
            O tym, że takie mieszkania też już idą pod młotek nie wiedziałam! Ale ma to
            sens... Pozdrawiam smile))
    • mattkapolka Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 11:56
      I jeszcze jedno - ja teraz widze, że Twoja Mama nie wie, co się stało z jej pieniędzmi... Czy nie warto wyjasnić sprawę wspólnie??? Usiąść razem? twoja Mama na pewno tego nie podaruje. Jednak uratowałaś to mieszkanie przed komornikiem z pieniedzy, które nie należały do wspólnego majątku. Masz na to świadków. Pomijając to, że miszkanie jest formalnie na Twojego męża przepisane. podwójny mat dla tesciowej - uważam. A wspólna rozmowa być musi. Żeby teściowa nie myslała, że na frajerów trafiła. Ile lat temu by to nie było...
      • g0sik Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 12:22
        Chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby gdyby Teściowa zgodziła się na
        sprzedaż mieszkania, a pieniądze podzieliła między troje dzieci. Nie wiem czy
        1/3 wartości mieszkania wyrówna to co włożyłaś spłacając dług męża ale
        przynajmniej odzyskasz jakąś część. Z tego co napisałaś, że Teściowa chce
        traktować swoje dzieci równo.

        Jeśli w przyszłości teściowa ze względów zdrowotnych nie będzie chciała
        mieszkać już w domu z ogrodem wtedy może go sprzedać i kupić sobie małe
        mieszkanie.
      • mattkapolka Re: Odszczekuję to, co napisałam wczesniej 16.02.05, 12:32
        Koleandro, jeszcze raz przeczytałam wszystko.
        faktycznie - Twoja teściowa długów nie narobiła. Komornik zabrałby mieszkanie, ale za długi osobiste małzonka... Inaczej albo komornik by wisiał na Waszych pensjach, albo Teściowa straciłaby mieszkanie Twojego Męża (tylko na papierze) za jego długi. Czyli musielibyście i tak Jej te pieniądze oddać, prędzej czy póxniej. I pewnie by to było milsze, niż komornikowi z odsetkami.
        Odszczekuję więc, bo głupot napisałam nie doczytawszy się. W razie czego prawo jest teoretycznie po Waszej stronie, bo możecie to mieszkanie sprzedać bez wiedzy Tesciowej. Ale jesli była umowa to byłoby to co najmniej niehonorowe...
        Hmmm...
        Niniejszym hau, hau.
        mattkapolka.blox.pl/html
    • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 12:54
      Ale mnie ta historia wciągnęła.
      Właśnie rozgryzam ją z siostrą, która przyszła.
      Cieszy mnie, że co poniektóre koleżanki odszczekują swoje opinie.
      Całym sercem chciałabym pomóc, ale na każdą moją propozycję znajduje się kontra.

      Stałabym za wynajęciem mieszkania i czerpania zysków do odzyskania pieniędzy. O
      jaką kwotę chodzi, jeśli wolno spytać? Okna - rzecz do dogadania, a przyznanie
      teściowej prawa do mieszkania, jeśli to ona je wymieni - żadna łaska.
    • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 14:01
      Największym problemem w tej chwili jest mój mąż i jego postępowanie. To jest
      taki typ człowieka, który z nikim nie rozmawia, żadnych konkretów nie podaje,
      nikomu nic nie obiecuje, najwyżej lekko przytaknie coby jasnoście nie było a i
      tak swoje myśli...
      Nie wiem czy ktoś rozumiem o czym ja piszę. Już kilka razy tołkowałam z nim
      temat mieszkania, przekonywałam, on podawał swoje przeciw, nawet się
      kłóciliśmy, na koniec przestał się odzywac i myśl sobie babo co chcesz. Ja
      natomiast lubię konkrety i jasne sytuacje - pytam się "i co zrobimy?" a on "nie
      wiem" i od nowa polska ludowa...
      Matce też nic nie mówi, najchętniej o tym w ogóle nie rozmawia. Uważa, że to
      bez sensu. A broń Boże żadnego działania, najlepiej dla niego niech wszystko
      wisi w powietrzu. A ja się chodze i denerwuję, w głowie mi się gotuje ale się
      juz nic nie odzywam bo ileż można o tym samym gadac z takim samym rezultatem.

      Następna sprawa - to ja mu już troche przestałam ufać bo jakby na to nie
      patzreć raz mnie oszukał. Boję się, że któregos dnia wróci niby później z pracy
      i oznajmi mi "słuchaj, widziałem się ze swoją mamą, akurat mielismy trochę
      czasu to podpisalismy te papiery zeby to mieszkanie było spowrotem na nią".
      Jezuuu, czuję się jakbym siedziała na minie!

      Moim rodzicom na pewno nie powiem o tych pieniądzach. Nie mogę ich denerwować.
      Moja mama lekko się zdenerwuje i już trzeba karetkę wzywać, w tym przypadku nie
      mogę ryzykowac jej zdrowia.
      • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 14:34
        I tu właśnie jest pies pogrzebany.
        Chyba poszłabym do jakiegoś adwokata zapytać, jak mogę zabezpieczyć swój
        interes. Niestety trzeba liczyć się z ewentualnością, że mąż dla świętego
        spokoju odda mamie mieszkanie. Nie wiem, czy może zrobić to bez Twojej zgody
        ale dmuchałabym na zimne.
        Żadnych sentymentów względem męża, zabezpiecz się.
        • koleandra Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 14:48
          Dziewczyny, bardzo, bardzo dziękuję za zainteresowanie.
          W tym momencie pozostaje mi tylko czekać na jakiś rozwój sytuacji, może nawet
          wybuch. Na razie się nikt o nic nie pyta, każdy jest zajęty swoimi sprawami.
          Szukam teraz jakiegoś fajnego mieszkanka dla nas a jak już znajdę to wtedy się
          będziemy martwić. Już prędzej zmuszę swojego męża do harowania dzień i noc na
          dwie zmiany niż do walki z własną matką.
          Zabezpieczyć się? tylko jak?
          • lila1974 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 15:01
            Tego właśnie nie wiem i zapytałabym adwokata. Znam męża, którego żona musiała
            spłacać ciągle jakieś zobowiązania. W końcu zrobiła rozdzielność majątkową. Po
            7 latach okazało się, że słusznie - zostawił ją dla młodszej ale komorników (bo
            oczywiście on długi ma dalej)wyprasza z dziką satysfakcją. Nad swoim
            małżeństwem płacze ale przynajmniej nie spłaca długów.
            Oczywiście nie życzę Ci takich przeżyć.
            Wyraźnie widać, że nie jesteś pazerną harpią i rozsądzasz najsprawiedliwiej jak
            się da. Chyba wziełabym sprawy w swoje ręce, zamiast żyć w zawieszeniu.
            Oczywiście jak już znajdziesz najlepsze wyjście.

            • umasumak Koleandro 16.02.05, 15:54
              Lila poruszyła ważną kwestie, która nam tu umknęła. Chodzi o bezpieczeństwo
              finansowe, Twoje i dzieci. Jeżeli Twój małzonek raz narobił długów, może to
              zrobić znowu. Powinniście podpisać u notariusza rozdzielność majątkową, a nowe
              mieszkanie najlepiej niech będzie zapisane na Ciebie. Tak na wszelki wypadek.
              Nie wiem co uda Ci się uzyskać w kwestii mężowskiego (czy też teściowej)
              mieszkania, ale sprawę rozdzielności powinnaś załatwić JUŻ.
              Oprócz tego, na Twoim miejscu wprowadziłabym ostre ograniczenia mężowi. Popija
              piwko? Od dzisiaj koniec - piwo też kosztuje, z on ma dług wobec Ciebie. Pali
              papierosy? Też koniec. Po prostu wydaje mi się, że powinnaś się ostro za niego
              wziąść, bo on chyba takiem wiecznym chłopcem jest.
              Echh.... los kobiety jest czasem podły sad(. Pozdrawiam Cię cieplutko.
              • g0sik Re: Koleandro 16.02.05, 21:43
                Pomysł niezły, ale może to obniżyć ich zdolność kredytową, bo jeśli będą mieli
                rozdzielność majątkową i mieszkanie będzie tylko na Koleandrę, Bank może nie
                brać pod uwagę dochodów męża....Mieszkanie nie jego, długi żony też nie, więc i
                chęć do spłaty dla Banku nie musi być taka oczywista....
                • umasumak Re: Koleandro 16.02.05, 22:23
                  Może się mylę, ale wydaje mi się, że mozna wziąść wspólnie kredyt nawet po
                  podpisaniu rozdzielności majątkowej i nic nie stoi na przeszkodzie, aby
                  mieszkanie było na jednego z małżonków.
        • mysia.8 Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 23:30
          lila1974 napisała:

          > I tu właśnie jest pies pogrzebany.
          > Chyba poszłabym do jakiegoś adwokata zapytać, jak mogę zabezpieczyć swój
          > interes. Niestety trzeba liczyć się z ewentualnością, że mąż dla świętego
          > spokoju odda mamie mieszkanie. Nie wiem, czy może zrobić to bez Twojej zgody

          mieszkanie zostalo przepisane na męża Koleandry zanim oni sie poznali (przed
          ich ślubem), czyli jest jego wyłączną własnością i nie wchodzi w sklad
          wspolnego majątku; IMHO może je sprzedać bez zgody żony i przepisać powrotem
          na matkę również bez zgody koleandry
    • marudzik Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 15:39
      Jeśli zamierzasz rozejść się z mężem albo ustanowić odrębność majątkową po tym
      co zrobił i wyegzekwujesz od męża „swoje” pieniądze, to ok. W innym wypadku
      ściąganie Waszych wspólnych długów od niewinnej teściowej jest po prostu nieuczciwe.

      Mąż przeliczył się (pewnie nie chciał Cię oszukać), myślał że mieszkanie jednak
      będzie jego, można powiedzieć że chciał je sobie przywłaszczyć. Nie jest,
      trudno, nie można zmuszać rodziców żeby nam coś dali.

      Moim zdaniem tu w ogóle nie chodzi o mieszkanie i rodzinę, tylko o długi męża.
      Zapłaciłaś za jego długi tak jak to się robi w małżeństwie.

      Jeśli czujesz się oszukana przez męża masz dwa uczciwe wyjścia: wybaczyć mu
      błędy i przeboleć stratę albo rozstać się i odzyskać swoje pieniądze.

      Marudzik
      • bejoy Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 16:13
        Za długi męża zaciągnięte przed zawarciem małżeństwa TY nie odpowiadasz.
        Spróbuj jakoś dojść do kwestii udokumentowania Twojego wkładu finansowego, może
        to coś pomoże?
        A następna kwestia, która właśnie mnie "tknęła": czy przy przepisaniu mieszkania
        na męża teściowa uzyskała od pozostałych dzieci zrzeczenie się roszczeń wobec
        tego mieszkania w formie aktu notarialnego? Jeżeli nie, to chyba Cię trochę
        zmartwię: po jej śmierci mogą się domagać tzw. zachowku, a darowizna na rzecz
        jednegoz dzieci też jest podstawą do takiego żądania. Jedynie zrzeczenie się
        roszczeń rodzeństwa w formie aktu notarialnego chroni męża przed taką sytuacją.

        Spróbuj to sprawdzić, żeby wiedzieć cokolwiek więcej.
    • agata_to_ja Re: Problem rodzinno-mieszkaniowy... trochę długi 16.02.05, 17:11
      Ta historia zosatła juz chyba rozłożona na czynniki pierwsze, ale i ja chcę
      dołożyc coś od siebie.
      Piszecie tu, że Koleandra wpakowała pieniądze w mieszkanie męża i teściowej. A
      moim zdaniem tak nie było. Ona dała pieniądze na spłatę długu męża, a nie na
      mieszkanie. Załóżmy na chwilę, że teściowa nie przepisała nigdy mieszkania
      męzowi. Wówczas w przypadku długu komornik nie miałby czego zajmować, mąż
      koleżanki musiałby odpowiedzieć inaczej za długi, jeśli nie miałby środków z
      których możnaby je ściągnąć. Poszedłby siedzieć po prostu. A jak wszyscy juz
      wiemy, mieszkanie było przepisane przez mamę z jakimiś zastrzeżeniami. Nie
      wiemy chyba tak do końca, o co w tym chodzi, dlaczego w ogóle przepisywała,
      skoro była między nimi jakaś tajemnicza "umowa". Moim zdaniem więc należy te
      włożone przez koleandrę pieniądze potraktowac jako jej pomoc mężowi w wyjściu z
      długów, a nie ratowanie mieszkania. Dlatego teraz, jak sądzę, nie należy
      rozpatrywać jej praw do tego mieszkania z tytułu tych pieniędzy. W każdym razie
      teściowa na pewno nie ma obowiązku tak na to patrzeć.
      Koleandro, czy gdyby twój mąż miał długi i groziłoby mu więzienie, nie dałabyś
      tych pieniędzy? Czy dałaś je rzeczywiście po to, aby ocalić mieszkanie, czy aby
      wybawić męża z kłopotów?
      W każdym razie oczywiście mąż był bardzo nie fair wobec Ciebie, teściowa
      natomiast nie musi się godzić na sprzedaż mieszkania. Według mnie sprawa
      wygląda tak, że teraz twój mąż ma wobec Ciebie dług oraz wobec Waszych dzieci
      9czy dziecka, nie wiem). I powinien zapracować i oddać Wam te pieniądze. Nie z
      pensji, tylko jakoś inaczej.
      Oczywiście formalnie macie prawo do sprzedaży mieszkania, tylko czy jest to
      rozwiązanie honorowe?
      pozdrawiam
      agata
      • kasik751 do agaty 16.02.05, 23:06
        Agata to nie do konca jest tak. Koleandra przeznaczyła pieniadze od rodziców na
        spłate długów meza (o ile rozumiem przed slubem) bedac przekonana, ze nie
        ponosi wielkiego ryzyka, poniewaz ma zabezpieczenie w postaci mieszkania
        własnie. Zrobila to w konkretnych warunkach, dysponujac konkretnymi danymi na
        temat stanu majatku przed-meza. Nie mam pojecia co by bylo, gdyby nie było
        mieszkania do uratowania, ale niekoniecznie maz koleandry poszedlby siedziec za
        te dlugi. Moze wyjechalby na 2 lata za granice i je splacil, moze komornik
        zajalby mu pensje, moze koleandra by za niego nie wyszla tylko czekala az sie
        sytuacja wyjasni, albo nie czekala, moze matka zdecydowalaby sie mu pomoc
        sprzedajac mieszkanie. W kazdym razie raczej na pewno koleandra nie bylaby tak
        wtopiona jak w tej chwili.
        Wydaje mi sie, ze nie do ustalenia sa tu w sposob sprawiedliwy i zadowalajacy
        dla wszystkich prawa do pieniedzy lub mieszkania, poniewaz maz koleandry
        nawalil na calej linii i juz nie da sie zrobic tak, zeby wszyscy wyszli z tego
        calo, ale byc moze da sie znalezc rozsadny kompromis.
        Ze wszystkich propozycji mnie najbardziej podoba sie taki kierunek:
        porozmawiac z tesciowa jak z matka, bez roszczen i pretensji, ale poprosic ja o
        pomoc, bo niestety sytuacja wymaga jej udzialu. Byc moze po dobroci tesciowa
        zgodzi sie jednak na sprzedaz mieszkania (jest niepotrzebne, na starosc moze
        sprzedac dom z ogrodem i kupic sobie nowiusienkie i pachnace) oraz podział
        pieniedzy miedzy dzieci, cala trojke i czesc przypadajaca na meza chociaz
        czesciowo zrekompensuje koleandry wklad w to malzenstwo (finansowy rzecz
        jasna).To w koncu matka, moze zechciec pomoc synowi poprawic komfort zycia w
        nowym mieszkaniu i tylko tyle. Bez gadki o dlugach, kto co komu jest winien itd.
        W ostatecznosci - ale tu juz maz musialby wyjac glowe z piasku - powiedzialabym
        mamie, ze ogromnie mi przykro, ale mamy dwojke dzieci, niezbedne jest nam nowe
        lokum, wiem, ze mamie sie to wydaje nie do przyjecia, ale jestem zmuszona to
        mieszkanie sprzedac i oczywiscie rozlicze sie z rodzenstwem, ale tej 1/3
        potrzebuje natychmiast.
        Nie mam pojecia jak sie ma 1/3 tego mieszkania do wkladu koleandry, ale 100%
        wkladu bez ofiar pewnie nie da sie odzyskac iz tym sie trzeba pogodzic.

        Koleandra, ja cie tu czesto czytam, taka madra babka, gdzie ty mialas łeb, gdy
        wpłacałas te kase za dlugi?

        Pozdrawiam
        • evee1 Re: do agaty 16.02.05, 23:16
          kasik751 napisała:
          > Koleandra, ja cie tu czesto czytam, taka madra babka, gdzie ty mialas łeb,
          gdy
          > wpłacałas te kase za dlugi?
          Ech, Koleandra myslala, ze ratuje to nieszczesne mieszkanie sad(.

          Koleandra ja Cie rozumiem w kwestii meza, bo mam takiego samego. Jego siostra
          "przejela" jego ksiazeczke mieszkaniowa (ktora pomogla przy wykupieniu jej
          mieszkania) oraz czesc spadku po tesciowej. To znaczy nawet nie wiem jak sie
          sytuacja ma prawnie, bo maz nie chce o tym mowic, a juz bron boze nic nie
          baknie siostrze, a mnie krew zalewa, bo to jest jednak kilkadziesiat tysiecy.
          Tyle, ze my nie mamy noza na gardle (ale siostra meza tez nie) i te pieniadze
          nie sa nam potrzebne dzisiaj. Ale moglibysmy je zainwestowac na przyszlosc smile).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka