Dodaj do ulubionych

Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmiecia

27.05.05, 12:08
Witam
Dwa tygodnie temu moja córeczka poparzyła się gorącą herbatą. W obecności
mojej i babci. Szklanka stała w miejscu, w którym mała teoretycznie nie miała
prawa jej sięgnąć. Na chwilę się odwróciłam, a córka wspięła się,
przytrzymała rączką, żeby wyżej sięgnąć i doszło do nieszczęścia. Od razu
wsadziliśmy ją pod zimną wodę i zaraz potem pojechaliśmy do szpitala. No i tu
się zaczęło. Najpierw sanitariusz zamiast od razu zabrać się za córeczkę
rzucił w moją stronę kilka uwag, jak to przez nieodpowiedzialną matkę teraz
dziecko cierpi itp. Mała dostała środek przeciwbólowy, zrobiono jej opatrunek
i lekarz zadecydował, że małą trzeba przewieźć do szpitala wojewódzkiego.
Zawieziono nas tam karetką na sygnale. Boże, jak to sobie teraz przypominam,
znowu ryczę. Naprawdę nie życzę żadnej z mam czegoś takiego. W szpitalu
pierwsze pytanie lekarza, który nas przyjmował brzmialo: "kto tego dziecka
pilnował", jakby to było w tej chwili najważniejsze. Kiedy dowiedział się, że
ja wtedy się zaczęło. Wyprosił mnie z sali, bo stwierdził, że już dziś
wystarczająco dla tego dziecka zrobiłam i robiono jej nowy opatrunek.
Słyszałam przez drzwi, jak moja córeńka w niebogłosy się wydzierała, wołała
MAMO!!!, a ja nie mogłam tam wejść. Cierpiałam w tej chwili bardziej od niej
i nie mogłam jej pomóc. Przecież czułaby się bezpieczniej, gdybym przy niej
była. Potem przyniesiono mi moje maleństwo i wskazano salę, na której
miałyśmy zostać. Leżałyśmy w tym szpitalu przez 11 dni. Cały ten czas, to
jeden wielki horror. Nikt o niczym nie chciał mnie informować, o wszystko
musiała się sama dowiadywać, biegałam jak głupia za tymi lekarzami i każdy
mnie zbywał. na każdym kroku słyszałam docinki "trzeba było wcześniej o tym
myśleć, zanim pani poparzyła dziecko". Takie było podejście całego personelu,
od salowej, do ordynatora. Nie zmieniło się nic nawet po telefonach innych
lekarzy, którzy dowiadywali się o moją córeczkę. W rodzinie mam kilku
lekarzy, wśród znajomych też. Nie wypisałam małej tylko dlatego, że oparzenie
naprawdę jest dość poważne, objęło 30%powiezrchni ciała, nie można wykluczyć
przeszczepu, a lekarz, który moją córkę prowadził ma opinię znakomitego
specjalisty. Przy czym dla mnie jest mega chamem i podejścia do dzieci nie ma
absolutnie żadnego. Od znajomych lekarzy dowiedziałam się z czasem, ze taki
podejście personelu do matek dzieci poparzonych jest normalne w większości
szpitali. Ludzie, szok!!! Czy naprawdę zbyt małą karą dla matki są wyrzuty
sumienia do końca życia, każdego dnia w szpitali patrzeć jak dziecko cierpi i
nie można mu pomóc, jak dostaje kroplówki, zastrzyki, czopki itp. Jakoś
musiała się trzymać, bo jestem w 10 tyg. ciąży i musiałam troszczyć sie
również o moje drugie dzieciątko, ale moja 15-miesięczna córeczka tak bardzo
cierpiała, a ja jeszcze musiała wysłuchiwać uwag tych potworów. Pewnie
pomyślicie, dlaczego nie zrobiłam im awantury. A więc od czasu do czasu jakoś
się im odcięłam, ale nie zrobiłam awantury, bo bałam się o moją córeckę. na
niektóre zabiegi zabierali ją samą i bałam sie, że mogą ją jeszcze gorzej
potraktować. Wiem, co piszę, naprawdę uprzedzili mnie o tym znajomi lekarze.
Najgorsze jest to, że to odbywa się za jakimś ogólnym przyzwoleniem.
Większość lekarzy o tym wie i nikt nic z tym nie robi. Wyszłam ze szpitala po
11 dniach. Od dwóch dni jesteśmy w domu. Moja córka w końcu zaczęła się
uśmiechać, jeść obiadki - w szpitalu nie zjadła żadnego obiadu przez cały ten
czas, potrafiła przez cały dzień zjeść pół parówki i kilka chrupków. Piła za
2-3 bobofruty dziennie. Bała się innych ludzi, uciekała od dzieci, chociaż do
tej pory w grupie dzieci to ona zawsze rządziła. Jeszcze jakiś czas minie,
zanim dojdzie do siebie, mam nadzieję, że z czasem mała zapomni o tym
strasznym doświadczeniu.
Dodam jeszcze, że odział był cały obwieszony plakatami "Szpiatl z
sercem" "Oddział przyjazny dziecku" i poprostu śmiać mi sie chciało jak to
czytałam.
Wiecie, jak do tej pory myślałam, że takie wypadki zdarzają się tylko tam,
gdzie dzieci nikt nie pilnuje, gdzie są nieodpowiedzialni rodzice, ale ja
naprawdę zawsze miałam świra na punkcie bezpieczeństwa dziecka. W domu na
schodach pozakładaliśmy barierki, na szufladach blokady, pochowane lekarstwa,
bezpieczny firmowy fotelik samochodowy, mała zawsze zapięta zarówno w
foteliku, jak i wózeczku itd. Naprawdę odstawiłam tę szklankę w bezpieczne -
wydawałoby się miejsce.
Teraz dojeżdżamy na zmiany opatrunków, byliśmy na konsultacji u innego
specjalisty. Nadal nie wykluczony jest przeszczep, okaże się to za kilka dni.
Modlę się ze wszystkich sił, żeby rana się ładnie wygoiła i żeby udało się
uniknąć przeszczepu.
Obserwuj wątek
    • krasnoloodek Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:15
      Takie gadanie lekarzy nic nie zmieni, to juz musztarda po obiedzie. Dziwi mnie
      to bardzo, chociaż nie pierwszy raz słyszę o takich "karach" dla rodziców ze
      strony personelu medycznego.

      Współczuję Twojej Córci i Tobie, życzę szybkiego powrotu do zdrowia!
      smile
      • krasnoloodek Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:21
        ja w wieku 12/13 lat złamałam drugi raz rękę. Sama poszłam do szpitala, było
        blisko no i wiedziałam już gdzie. Rodziców nie było w domu, więc niestety
        musiałam iść sama, poza tym nie uwazałam że to coś złego. Napisałam
        kartke: "mamo, nie martw się, jestem w szpitalu, złamałam rękę".
        Wyobrażam sobiee minę matki jak to przeczytała smile)
        Zaraz po prześwietleniu mama się pojawiła w szpitalu. Lekarz wydarł się na
        nią, "co pani robiła?!! dziecko rękę złamało, samo do szpitala przyszło!! co z
        pani za matka?? gdzie pani była???"
        a moja mamuśka "w pracy, panie doktorze. A pan wie co teraz robią pana
        dzieci???" no i doktorek się uciszył i znacząco zmiękł.
      • g.a.b.i Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:46
        Wspolczuje Ci bardzo.
        Moj syn rowniez sie poparzyl i takie same uwagi słyszalam w szpitalu, w moim
        miescie.
        Mały wspinal sie po samochodziku na szafke, gdzie stala dopiero co zalana kawa.
        Zabralam samochodzik i odwrocilam sie, zeby wypchnac go na przedpokoj. W tym
        czasie maly wspial sie po stalku i siegnal kubek . Oblal sobie twarz, szyje,
        brzuch, noge i reke- oblal sie w sumie ta kawa kilka razy bo trzachal raczka,
        ktora utknela w uchu kubka i za nic nie moglam mu jej wyjac sad

        Bylam glupia i nieodpowiedzialna matka, ktora skrzywdzila dziecko sad czulam
        sie jak jakas wyrodna matka, ktora wziela kubek kawy i wylala ja na dziecko,
        zeby je skrzywdzic, doslownie tak mnie potraktowano i to mi wmawiano.
        Przeplakalam cala godzinna podroz do Wrszawy a lekarka jadaca ze mna "pomagala"
        mi w tym caly czas komentarzami typu: nie wyj, przez glupote cierpi twoje
        dziecko, najpierw poparzyla dzieciaka a teraz to placze, trzeba sie bylo
        zastanowic zanim dzieciaka poparzylas. Bosz... koszmar!

        W szpitalu w Warszawie (szpital na Dzialdowskiej) zajeli sie nami jak nalezy.
        Nie usłyszalam ani jednego slowa krytyki, lekarka mnie pocieszala, malym zajeto
        sie od razu po przyjezdzie do szpitala. Zostalismy zabrani na sale operacyjna,
        na zrobienie opatrunku. Bylam caly czas przy synku, na dodatek opatrunek mial
        robiony pod narkoza a pani doktor pokazywala mi jak robic opatrunek. Z sali
        operacyjnej wynioslam go ja sama, na rekach- zasnal i obudzil sie w moich
        ramionach.
        Pielegniarki i lekarze byli bardzo mili, nigdy nie uslyszalam slowa krytyki a
        jeszcze dostalam od nich wsparcie "psychologiczne". Wszyscy zdawali sobie
        sprawe, ze to co sie stalo w mojej obecnosci, przez moja nieuwage i widok
        cierpiacego dziecka jest dla mnie wystarczajaca kara.

        Wspolczuje Ci bo wiem co przezylas sad

        Mimo, ze minelo juz od tego wypadku 2,5 roku to ja caly czas mam wyrzuty
        sumienia, codziennie patrzac na jego blizny sad
        caly czas sie zastanawiam co moglam zrobic zeby to sie nie stalo... I nie
        wiem.. Poparzyl sie bo chcialam, zeby sie nie poparzyl. Moglam zamiast wynosic
        samochod wyniesc kawe, moglam zamiast wynosic zamochod wyniesc synka, moglam
        nie robic wcale tej cholernej kawy....
        W sumie teraz to juz nie ma wiekszego znaczenia, czasu nie cofne....

        jedno co moge Ci poradzic to nie zadreczac sie tym co sie stalo a myslec jak
        pomoc dziecku. Nic innego nie poradze bo sie nie da..... Niestety....
    • anek.anek Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:19
      "Szpital z sercem" to czysta fikcja w wielu przypadkach.
      serdecznie współczuję Twojej córeczce i Tobie. Na przyszłość: nie przejmuj się
      uwagami. DZachowaj spokój i wyjaśnij, co i jak się stało. Nie daj się wyprosić
      z sali jeśli Twoja córka Cię potrzebuje: to wasze prawo!
      Jesli naprawdę to Cię mocno zabolało to złóż skargę u dyrektora placówki.
      Problem polega na tym, że pewnie 99 % urazów tak małych dzieci to wyłaćznie
      wina rodziców. w tym przypadku też tak było. I chociaż z jednej strony sama
      sobie mówię, że nie jestem wstanie mieć oczu naokoło głowy, to jeśli coś się
      synowi stanie w domu to będzie to wyłaćznie moja winasad Do szpitali
      przyjeźdźają dzieci, u których te urazy są powazniejsze niż guz na łowie.
      Lekarze mają więc bardziej drastyczne spojrzenie i wolą pewnie wp rzypływie
      emocji nawrzeszczeć i zmieszać z błotem niż spokojnie porozmawiać. Im też było
      szkoda Twojego dziecka.
      Robienie awantury nie miałoby sensu, ale na przyszłość poproś stanowczo, że
      chcesz być przy dziecku. oniec kropka. To jest Twoje i dziecka prawo! (chyba,
      że jest to niemożliwe ze względów mdycznych - na salę operacyjną raczej niktcię
      nie wpuści). A o uwagach zapomnij - to nie one, tylko cierpienie córki
      spowodują, że teraz będziesz tysiąc razy bardziej ostrożna.
    • moniek76 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:19
      Bardzo mi przykro, że Cię spotkało takie nieszczęście. Na prawdę wystarczy
      ułamek sekundy, żeby stało się nieszczęście i nie zawsze zdążymy zareagować.
      Przy mnie synek też kilkakrotnie miał drobne wypadki, chociaż wszystko robię co
      w mojej mocy, żeby w mieszkaniu było bezpiecznie. Niestety, czasem niektórych
      rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidziećsad
    • juska2 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:28
      Przede wszystkim strasznie Ci współczuje, bo nie ma nic gorszego od cierpienia
      dziecka i takich doświadczeń jak wypadki dzieci. Ja też miałam bardzo przykre
      przejścia w szpitalu po tym jak synek przewrócił się i uderzył w głowę i
      stracił na chwilę przytomność (w obecności 3 dorosłych opiekunów). Też mi
      zarzucano, że nie upilnowałam dziecka. Na szczeście u nas wszystko skończyło
      się na dużym strachu, ale swoje musiałam wysłuchać, miedzy innymi że to może
      skończyć się padaczką itp. W dodatku warunki do przebywania z dzieckiem były
      bardzo kiepskie, spałam na krzesle, a każdego ranka wszystkich opiekunów
      wypraszano na jakieś 3 h i musiałam słuchać rozdzierającego płaczu synka jak
      wychodziłam, a jak wracałam słyszałam go nadal. Do sali zabiegowej nie było
      wstepu dla rodziców. Najgorsze jest to, że nie tylko mnie tak nieprzyjemnie
      traktowano, ale np. mamę z noworodkiem po ciężkiej operacji serca również, zero
      otuchy zero pomocy, a ona nawet nie wiedziała czy to dziecko przeżyje.

      Jeszcze raz współczuję ci tego wszystkiego co musiałas przejść i życzę twojej
      córeczce dużo zdrowia i uśmiechu. Na pewno wszystko bedzie dobrze i wkrótce
      zapomni o złych chwilach. Pozdrawiam. J
      • mufka51 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:33
        Sama jestem ze służby zdrowia i na prawdę wstyd mi za to jak was
        potraktowano.Bogu dzięki nie wszędzie jest tak samo.
    • tynia3 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 12:53
      Serdecznie współczuję. Było na tym forum ostatnio kilka słow o oparzeniach -z
      tego co pamiętam, mamy pisały, ze nawet te poważniejsze blizny goją się i nie
      pozostawiają sladu, bo skóra dziecka się szybko regeneruje.
      Co do lekarzy - ja pisałam skargę na jednego - do dyrektor szpitala i do
      rzecznika praw pacjenta. Nie odpuszczam takich chamskich zagrywek, bo opieka i
      prawo do obrony przysługują mi - brzydko mówiąc - jak psu buda. W naszym
      przypadku lekarz gęsto się tłumaczył, na które to pokrętne tłumaczenie nie
      przystałam i pisałam sprostowanie. Przepraszał poźniej zgodnym chórem z dyr.
      szpitala. Już mu tam nosa przytarli. Wszysto sledził rzecznik. Nie odpuszczaj.
    • tynia3 mam link 27.05.05, 13:13
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=24280276
      • fruzia80 Re: mam link 27.05.05, 13:23
        Byliśmy przedwczoraj u bardzo dobrego specjalisty od oparzen dziecięcych i ten
        powiedział, że oprócz zmiany opatrunków i nakładania dziecku maści nie można na
        razie nic zrobić. Na buźce już się ładnie wygoiło, są jeszcze rany na szyi i
        klatce piersiowej. Jest jedno miejsce pod szyjką bardzo głęboko poparzone,
        widać martwą, białą skórę, lekarz powiedział, że być może w tym miejscu
        konieczny będzie przeszczep. W poniedziałek znów u niego będziemy, do tego
        czasu powinno już być wiadomo. Najgorsze jest teraz, że malutką bardzo swędzi
        rana, która się goi, a ja oprócz głaskania nie mogę jej pomóc.
    • babsee Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 13:26
      Bardzo Ci współczuję.Nie daj się.Ja swego czasu stałam na końcu kanapy, na
      drugim -mój mąż a na środku leżała nasza córeczka i nagle , wciągu ułamka
      sekundy odwrociła się na brzuch i spadła z kanapy!!!Nigdy ecześniej tego nie
      zrobiła,nie umiała sie jeszcze odrwacać.I na naszych oczach spadła.Na szczęście
      nic sie nie stało ale to dowód na to,że nie jesteśmy w stanie przewidzieć
      wszystkiego.Trzymaj się cieplutko.życzę dużo zdrowia dla córeczki.
    • olga50 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 13:43
      Wiesz co...współczuje Ci naprawde. Wyobrażam sobie co czujesz. Byłam ostatnio z
      synkiem w szpitalu (na pół dnia, bo miał mały zabieg) i tam była trójka innych
      dzieci w wieku 1,2m, 1,5m i ok.dwóch lat. Wszystkie te dzieci były poparzone.
      Dwóch chłopców na rączkach, a dziewczynka na buźce. Każda zmiana opatrunków
      była w znieczuleniu ogólnym (u twojej córeczki także?)Rozmawialam z jedna z Mam
      poparzonego dziecka, strasznie mi sie żaliła na personel, mówiła, że okropnie
      ich traktują, że zachowuja sie tak , jak by to była wina matki, a nie
      nieszcześliwy wypadek. Trudno było mi w to uwierzyć, bo dla mnie pielęgniarki,
      były w miarę uprzejme, a dla Matek dzieci poparzonych były opryskliwe i je
      ignorowano.
      Także to chyba nie tylko w Twoim mieście tak jet, ale i w innych również.
      To na prawde przykre.
      Jedyne co mogę ci powiedziec na pocieszenie to to, że mojej kuzynki córeczka
      mając przeszło roczek poparzyła sobie raczkę. Wygladało to straszliwie. Bidulka
      jak stała w łóżeczku to poparzoną rączkę trzymała w powietrzu, a rączka
      wygladała okropnie, aż serce sie krajało. Dziś dziewczynka ma 8 lat i ani
      jednej blizny na raczce, wszystko sie wchłoneło!!!Twoje dzieciatko tez jest
      malutkie, zobaczysz wszystko sie wchłonie i ładnie zagoi. Bądź dzielna i
      pamietaj o drugim dziecku, nie mysl o tych "draniach" lekarzach.
    • aleksandrynka NIE KOPIE SIĘ LEŻĄCEGO... 27.05.05, 13:45
      ...ale jakąż to czasem przyjemność sprawia i mściwą satysfakcję, prawda? sad Dla
      mnie skandal. Chciałabym tam być z Tobą, wesprzeć Cię, podtrzymać na duchu i
      powiedzieć tym ludziom kilka słów prawdy... Rzeczywiście, na pewno baaardzo to
      Twojej córce pomoże, że spotęgują Twoje poczucie winy i przegonią Cię jak psa.
      Tak, na pewno dziecko poczuje się lepiej samo w obcym gabinecie albo trzymając
      za rękę roztrzęsioną mamę.
      Dobra, nie dołuję więcej, zupełnie nie o to mi chodziło ale - jak wyżej. Nie
      kopie się leżącego. A lekarz to nie sąd ostateczny, tylko ma pomóc w
      nieszczęściu.
      Przydały by im się gruntowne szkolenia z zakresu psychologii zdrowia, na
      przykład...

      Tak sobie myślę, że w społeczeństwie tkwi jakiś szczególny rodzaj atencji dla
      lekarzy i służby zdrowia w ogóle, jakiś lęk pomieszany z szacunkiem,
      podziwem... W każdym razie prowadzi to między innymi do tego, ze ludzie dają
      sobą bezkarnie pomiatać. CHWILA CHWILA! Ten koleś to nie ucieleśnienie mojego
      sumienia tylko człowiek, jak ja! Z zaletami, wadami, swoim sposobem myślenia,
      jeżdżący na wakacje, stojący w kolejce do kasy, pijący na imprezach... Jeśli w
      ten sposób się o nim/jej pomyśli, to może uda się odczarować tą nierówną
      relację pacjent-lekarz i łatwiej będzie stawić czoła zwykłym, chamskim tekstom
      i zagrywkom. Bo to, że on jest pozornie górą (ma władzę bo ma środki, od jego
      pomocy wiele zależy) wcale nie znaczy, ze ma prawo bezkarnie mną pomiatać,
      docinać, dosrywać, ba, jego opinia na mój temat wcale mnie nie interesuje, on
      ma jakieś zadania do spełnienia i niech je wykona najlepiej jak potrafi.
      Koniec, kropka. Jesli spojrzysz na to w ten sposób możesz poczuć się lepiej -
      nie pomiatał Tobą wielki autorytet, tylko zwyczajny cham, jeden z drugim. A Ty
      nie potrafiłaś się obronić, bo w tej trudnej sytuacji miałaś obniżony próg
      odporności i cała byłaś nastawiona wyłącznie na myślenie o swojej cierpiącej
      córeczce. Nie poparzyłaś jej specjalnie i tego się trzymaj. A to, że ktoś Cie
      tak potraktował świadczy bardzo źle wyłącznie o nim. Teraz odetchnij, trzymam
      kciuki za małą i za Ciebie. A następnym razem nie daj się, pamiętaj, że lekarz
      nie jest nikim lepszym czy mądrzejszym i nie ma prawa tak Cię traktować,
      podobnie jak pracodawca, listonosz czy cieć.
      pozdrawiam serdecznie!
    • cocollino1 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 14:05
      Mojego brata corka jak miala 13 miesiecy, to bylo w sylwestra w poludnie,
      bylysmy w kuchni, moja mama, bratowa, ja, na podlodze stal wlaczony prodiż, i
      mala biegla i wpadla na prodiż, poparzyla rączki, w zasasdzie tylko dlonie od
      wewnatrz, trzy baby w kuchni, a prodiz na podlodze, wiem nierozwazne, ale
      patrzylysmy na nia, to byl ulamek sekundy, ale na szczescie dobrze sie
      skonczylo, zalozono jej opatrunki i zagoilo sie bez sladu. Wspolczuje Ci i
      malej, pocieszam, trzymajcie sie!!!!!!
    • lajlah Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 14:18
      To straszne , co tu czytam. Powiem Wam dziewczyny, że moj synek jak mial 3 lata
      wszedł na siatkę u cioci(byliśmy w święta u mojej siostry) i rozerwał sobie o
      jej brzeg całą dłoń. Pojechaliśmy z nim do małego szpitaliku w niedużym
      miasteczku, nawet nikt nie słyszał o akcji "szpital z
      sercem". Mimo, że były święta lekarz przybiegł po pięciu
      minutach, pielęgniarki użalały się nad synkiem i nikt nie powiedział złego
      słowa. Gdy chirurg szył rączkę, cały czas stałam koło synka i trzymałam go za
      drugą. Na koniec pochwalono mnie, że jestem super mamą , nie panikowałam i
      bardzo im pomogłam(rozmawiałam z synkiem w trakcie szycia i odwracałam jego
      uwagę od przykrych czynności).oby więcej takich ludzi, którzy rozumieją, że
      matka w trakcie zabiegu to pomoc i wyręka dla nich.
    • migotka2000 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 16:18
      Bardzo mi przykro, że Was to spotkało i życzę Malutkiej dużo zdrowia!

      Lekarze w Polsce mają całkowicie niuzasadnione poczucie wyższości nad
      pacjentami.
    • anek.anek Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 16:49
      Tak mi się przypomniało. Mój mąż miał kiedyś bardzo poważne rany twarzy (został
      napadnięty i bardzo dtlkiwie pobity). W państwowym szpitalu załozyli normalne
      opatrunki - gojenie się ślimaczyło, pomimo częstej zmiany opatrunków było coraz
      gorzej. Wezwaliśmy prywatnego lekarza do domu i ten założył "sztuczną skórę" na
      te najtrudniejsze rany. To też opatrunek, ale taki oddychający, nie zdejmuje
      się go, wygląda jak skóra.To było kilka lat temu, więc cen nie pamiętam (ale
      było drogie jak diabli), ale w tych miejscach gdzie to cudo było nie ma śladu
      po bliznach, chociaż momentami nie było tam całych fragmentów skóry właściwej
      (nie zdarty naskórek, tylko zdarte do żywego mięsa skóra). lizny zostały tylko
      tam gdzie były normalne opatrunki - chociaż zostały tylko na ranach mnieszych,
      które lepiej się goiły.
      Może poszukacie czegoś takiego? Oczywiście w przypadku powąznych oparzeń i tak
      może się nie obyć bez przeszczepu, ale może przynajmniej nie byłoby na dużej
      powierzchni?
      • mufka51 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 17:05
        W szpitalach też to mają,ale pochowane.
        • anek.anek Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 20:40
          Poważnie? Ja wiem, że nie każda rana lepiej się pod tym wygoi, ale takie
          pooparzeniowe są wyjątkowo chyba (?) trudne i często gorzej się goją - po co
          wydawać pieniądze na przeszczep jeśli częśc przynamniej miałaby większą szansę
          na lepsze gojenie? Kurczę, nigdy chyba tego nie pojmęsad(
      • lunarka Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 10:36
        Wiem, to się chba textus nazywa? Ponoć najlepszy w kraju opatrunek biologiczny.
        Czytałam gdzieś, że był poparzony w wybuchu człowiek, leakrze nei sądzili, że
        przeżyje, a on teraz ani jednej blizny nie ma.
    • jabw Moja też była poparzona 27.05.05, 20:47
      Moja córeczka jak miała 13 miesięcy ściągnęła na siebie herbatę. Tak jak stała,
      w ubraniu, wstawiłam ją momentalnie pod zimny prysznic. Ale mimo to na rączce i
      klatce piersiowej zszedł jej naskórek. W szpitalu traktowano nas chłodno (DSK w
      Białymstoku). Personel odpowiadał na moje pytania chyba tylko dlatego, że sama
      jestem lekarzem, ale na każdym kroku utwierdzał mnie w poczuciu winy, które i
      tak było ogromne. Pozwolono mi zostać przy małej całą noc, to na szczęście. Bo
      z drugiej strony przez całą noc pielęgniarka nawet nie przyszła i nie zobaczyła
      co z małą, ani ze starszą dziewczynką u nas na sali. Ponieważ do dyspozycji
      miałam tylko krzesło, prawie nie spałam - przez przeszklone drzwi na korytarz
      nie było widać, żeby pielęgniarki często chodziły do innych dzieci (a większość
      maluchów była bez rodziców). Ja wiem, że poparzenie było z winy mojego
      niedopatrzenia, ale samo cierpienie dziecka jest dla rodzica wystarczającą
      karą.
      Fruziu nie martw się, Dzieci szybko zdrowieją. Ale jakby trzeba było, nie bój
      się przeszczepu- pozwala uniknąć przykurczów i bywa niezbędny.
      • musia2002 Re: Ja tez sie dopisze. 27.05.05, 21:16
        Mialam 10 lat gdy w kwietniu zmarl moj ojciec,moja mama wtedy 29 letnia
        dziewczyna-wdowa z dwojka dzieci bo ja i moja 1.5 roczna siostra-ktora dwa
        miesiace pozniej tez zciagnela na siebie goraca herbate.Mama zostawila mnie
        sama w domu a pojechala do szpitala z malenstwem.Lekarze potraktowali ja tak
        samo a bylo to w 1984 roku.Kobieta w zalobie,chuda jak patyk z poparzonym
        dzieciatkiem a lekarz najpierw opieprzyl[delikatnie napisane] mame a potem po
        WYRWANIU dziecka mamie z rak powiedzial"A TERAZ PRZYGOTUJ SIE NA
        NAJGORSZE".Mama pamietam przyjechala dopiero wieczorem[bo z dzieckiem nie mogla
        zostac w szpitalu].To byl koszmar ja jako 10 latek pamietam to jakby to bylo
        wczoraj-mama jeszcze chudsza,starsza na twarzy-koszmar.Caly czas plakala a ja z
        nia bo tyle co stracilismy najwazniejsza osobe w domu a tu lekarz mowi,ze mala
        tez moze umrzec.To tak w skrocie.Dzisiaj moja siostra ma 23 lata i wlasciwie po
        bliznach nie ma sladu.Pisze to bo myslalam,ze od tamtej pory lekarze inaczej
        podchodza to takich sytacji ale widze nic sie w tej kwesti nie zmienilo-
        przykre.Moja tesciowa tez pracuje w szpitalu i kiedys sie z nia o to poklucilam
        bo ona twierdzi,ze to wina rodzica,ktory nie dopilnowal dziecka a ja wiem,ze to
        jest ulamek sekundy-ktos kto tego nie przezyl NIGDY nie zrozumie.Zycze corece
        szybkiego zagojenia ran a Tobie na pocieszenie-TO NIE TWOJA WINA.Pozdrawiam
        serdecznie.
    • lola211 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 21:17
      Moje dziecko uległo poparzeniu majac 5 miesiecy- przy mnie.Nie doswiadczylam
      zadnych , ale to zadnych przykrosci ze strony personelu medycznego.Zaopiekowali
      sie córka bardzo troskliwie, a mnie traktowano normalnie, zatem mysle ze mialas
      po prostu pecha.
    • musia2002 Re: Jeszcze cos 27.05.05, 21:31
      Moja mama zawsze mowila,ze my[ja i moja mama]po tym przypadku bedziemy miec
      oczy w d...e przy dzieciach.I tak zawsze bylo ale tez chwila nie uwagi-4
      dorosle osoby w pokoju a moj maly wypadl z wozka.Krew tryskala wszedzie i nie
      wiadomo bylo skad.Pedem na pogotowie i na szczescie jezyka nie trzeba bylo
      szyc,ale maly do dzis[bylo to 2 lata temu]ma dziurke w jezyku.I dlatego nie
      moge pojac jak ktos kto ma dzieci moze powiedziec,ze to matki czy ojca wina bo
      nie upilnowane.Oczywiscie,ze sie obarczam wina ale czy to pomoze-nie.Czlowiek
      uczy sie na bledach i dziwi mnie jak lekarz moze tak potraktowc matke-przeciez
      zadna z nas nie zrobila tego specjalnie.
    • pantera80 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 23:00
      Cos takiego, to musial byc brak profesjonalizmu. Rozumiem to. Jestem w
      zaawansowanej ciazy, a ludzie to olewaja. Ide ulica to czasem dostane kuksanca
      w brzuch od babki machajacej np.parasolem. Albo w tramwaju staje przy moim
      krzesle staruszka i chce zebym jej miejsca ustapila. Niech spada, bo ja
      przeciez moge np.oslabnac albo zaczac rodzic. Na szczescie sa jeszcze ludzie
      porzadni, po ktorych widac ze warto z nimi gadac, tacy ktorzy nie skrzywdza a
      pomoga. Malej minie dolegliwosc. Ja po upadku z konia w wieku 16 lat teraz mam
      tylko szrame a wtedy bolalo, oj bolalo. Pozdrawiam Was obie.
      • mufka51 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 27.05.05, 23:31
        To nie jest brak profesjonalizmu,to jest po prostu chamstwo.
    • evee1 Rada na swedzenie 28.05.05, 17:47
      Przede wszystkim nie czuj sie winna. To byl wypadek i chamskie reakcje personelu
      medycznego tego nie zmienia. Nie wszystkiemu jestesmy w stanie zapobiec, co nie
      oznacza, ze powinnismy sie czuc winni. Moj syn wsadzil kiedys reke pod wozek
      sklepowy, w rezultacie zerwal sobie paznokiec i skore w polowy dloni. Mial
      operacje plastyczna, ale i tak ma blizne i krzywy paznokiec. Taka jego
      uroda smile).
      A rada na swedzenie, to klepanie. Zamiast glaskac, to klepcie. To bardzo
      pomaga! My tak z corcia przeklepalysmy trzy noce, kiedy ssypalo ja przy
      ospie wietrznej. Chociaz cale plecy miala w strupkach, to nie ma po nich
      ani sladu.
    • enut Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 12:58
      Moj synek tez sie kiedys poparzyl - sciagnal na siebie szklanke watku. W
      szpitalu trafilismy na normalnych lekarzy i wszystko skonczylo sie dobrze.
      Ale nie o tym chcialam. W aptekach mozna kupic "aquazele" - taka wlasnie "druga
      skore". Wlasnie to nakladalismy na rany synka (a w kilku miejscach mial zywe
      mieso) i wszystko sie ladnie zagoilo. Polecam miec kilka w domu, wymiary nie sa
      wielkie. Przyjemnie chlodzi i usmierza bol.
      • ingeborga Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 13:06
        Przepraszam, ze bede taka wredna, ale czy nie nalezaloby kopii tego listu wyslac
        do tych, ktorzy daja tytul "szpital z sercem"? Moze gdyby spotkalyby ich jakies
        nieprzyjemnosci, troche by sie zastanowili nad tym, jak sie zachowuja?
    • kartaga Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 19:47
      Fruziu,doskonale Cięe rozumiem.Moje dziecko poparzylo sie 50ml gorącej wody-
      niosłam do wystudzenia,zrobilo mi się slabo,butelka wypadla mi z rak i
      poparzyła mojego synka.Od razu wlożylam go pod zimny prysznic,zawiozlam do
      szpitala i oczywiście na samym wejsciu usłyszałam "a pani paznokcie w tym
      czasie malowała?',od lekarza"co do cholery w tym czasie pani robila?",a potem
      slowa pielęgniarek do mojego dziecka,ze przeze mnie tak cierpi,"bo tak Cię
      mamusia urządzila".Szczyt chamstwa.Tak jakby rzecza najwazniejszą nie bylo
      opatrywanie ran tylko wyżywanie sie na matce.Nie zapomnę tego do konca zycia.A
      swoją drogą nie rozumiem rtych komentarzy.Jakim prawem ktoś tak mowi do mnie w
      taki sposób,poucza mnie,upokarza,zamiast zająć się do cholery swoją PRACĄ,ktorą
      jest udzielanie pomocy a nie udzielanie chamskich komentarzy.
      • renka14 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 21:48
        życzę szybkiego powrotu do zdrówka dla córeczki, wiem że poczucie winy Cię nie
        opuszcza, ale wypadki się zdarzają i nikt nie miał prawa Cię podobnie
        potraktować. ja do dzisiaj wyrzucam sobie, że moja córeczka spadła w wieku 6
        miesięcy z łóżka (50 cm) na plecy i tył głowy w tej sekundzie jak poleciałam po
        witaminy dla niej. Nie spadła tak po prostu, przekulała się wcześniej 2 metry
        (nigdy potem ani przedtem tego nie zrobiła), gdzie była położona w takiej
        dolince miedzy poduchą a kołdrą. Sądzę że przez tę odległość nabrała rozpędu,
        miała dwa duże guzy na czaszce i podejrzenie złamania, spędziłysmy 6 dni w
        szpitalu, dali jej jeden czopek i umieścili wenflona w główce, z którego ani
        razu nie skorzystali (taka procedura). Ona szybciutko dochodziła do siebie,
        niedaleko leżało dzieciątko z połamanymi rączkami, jego matce miał być
        postawiony zarzut przez prokuratora. A ja się całe sześć dni zastanawiałam na
        jakiej podstawie lekarze uważają, że ta matka zrobiła dziecku krzywdę, a ja nie
        ponoszę żadnych konsekwencji mojego niedopatrzenia, prócz oczywiście tego
        poczucia winy strasznego i zastanawiania się jakby tu cofnąć czas i pójść po te
        witaminy z malutką na ręku. Personel na samym oddziale był wobec mnie w
        porządku, ale panie z pracowni rentgenowskiej dały odczuć co o mnie myślą.
        Wyobraźcie sobie - ja z fotelikiem i plecakiem, bez męża który został w domu ze
        starszą córeczką, a pani wręcza mi zdjęcia, ja pytam o coś najbardziej
        istotnego dla mnie, jakie są wyniki, a pani na to "Lekarze pani powiedzą". Ja
        nie wiem jak się z tymi nogami z waty dostałam z powrotem na izbę przyjęć z
        dzieciątkiem w foteliku i bagażem, chyba na jednym wdechu stanęłam przed
        chirurgiem.
        Nie martw się, wszystko bedzie dobrze, najważniejsze, że Twoje dzieciątko czuje
        się już lepiej.
    • vinca Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 21:58
      No to ja powiem z drugiej strony - od strony dziecka jak to wyglada.
      Mój P. w wieku niecalych 2 lat ściągnął na siebie garnek z wrzącą wodą. Też
      niby nei miał prawa tam sięgnąć ale SIĘGNĄŁ i jest to wina rodziców że nie
      upilnowali tak małego dziecka. Dzis facet ma 28 lat, bliznę na całym udzie i
      częściowo na brzuchu. Mimo ze kocha swoich rodziców wie doskonale kto jest
      winny temu co mu się przytrafiło.
      Nie dziwię się lekarzom, że tak Ciebie potraktowali, tym bardziej ze od
      szklanki z herbatą nie uszkadza się 30% ciała, więc chyba nie piszesz nam tutaj
      całej prawdy.
      Troche pokory i przyznania się do chwili nieuwagi która będzie kosztować Twoje
      dziecko jeszcze wiele cierpień równiez z powodu blizn (zwłaszcza jeśli to
      dziewczynka).
      • umasumak Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 22:34
        vinca napisała:

        > Nie dziwię się lekarzom, że tak Ciebie potraktowali, tym bardziej ze od
        > szklanki z herbatą nie uszkadza się 30% ciała, więc chyba nie piszesz nam
        tutaj
        >
        > całej prawdy.

        Trochę wiedzy by się przydało. Właśnie jest możliwe tak rozległe poparzenie
        szklanką herbaty u małego dziecka. U dorosłej osoby będzie to np uszkodzenie
        dłoni i uda, a u kilkunastomiesięcznego dziecka 30%, albo i więcej powierzchni
        ciała


        > Troche pokory i przyznania się do chwili nieuwagi która będzie kosztować
        Twoje
        > dziecko jeszcze wiele cierpień równiez z powodu blizn (zwłaszcza jeśli to
        > dziewczynka).

        Nie wiem, czy zauważyłaś, że autorka postu ma ogromne wyrzty sumienia. Nie ma
        potrzeby już jej bardziej dołować. To, że nie udało jej się uchronić dziecka od
        tego wypadku, nie upoważnia nikogo do pastwienia się nad nią. Trochę pokory, bo
        Tobie też może się kiedyś przytrafić, że dziecko przy Twoim boku zrobi sobie
        krzywdę, a wtedy ostatnią rzeczą, którą będziesz chciała słyszeć, będą
        umoralniające gadki. Pzdr
        • procesor Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 22:53
          Vinca ty jak pewnien lekarz na pogotowu.. który mnie i kolegów opatrywał - tez
          nie wierzył ze sie tak moglimsy poparzyc herbata..tylko że on miał racje u nas
          to nie był kubek a GAR

          weź Vinca kubek zimnej wody i wylej NA SIEBIE - zobacz ile uda ci sie zamoczyć!
          teraz wierzysz?

          ja na szczęście blizn nie mam
          ale doskonale pamietam JAK mnie potraktowano na pogotowiu - FATALNIE
          zdecydowanie nie lekarzowi zawdzięczam brak blizn - tylko genetyce, bo
          odziedziczyłam taka "gojność "skóry


          oby dziecina szybko i bez powikłań zdrowiała
          a jej mama nie słuchała więcej takich ciężko poszkodowanych na empatii osobników
          jak ci ze szpitala i Vinca
          • mufka51 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 30.05.05, 23:09
            Same zezwalacie na takie traktowanie.Fruzia,czy zareagowałaś w jakiś sposób na
            chamskie zachowanie lekarzy?Powiedziałaś,że nie życzysz sobie aby się tak do
            ciebie odzywali?Lekarz,pielęgniarka,położna ,salowa nie mają prawa w taki sposób
            traktować pacjentów.Pacjent ma prawo do szacunku i jest to zapisane w karcie
            praw pacjenta.Personel medyczny jest dla pacjentów,a nie odwrotnie.Piszę to z
            ciężkim sercem,bo sama jestem pracownikiem służby zdrowia.Każdego dnia walczę z
            takim zachowaniem i w mojej obecności nikt nie ma prawa żle się odezwać do
            pacjenta.Nie ma znaczenia kto,lekarzy obowiązuja takie same zasady dobrego
            wychowania.Niedopuszczalne jest także głośne komentowanie zaistniałej sytacji.
            • umasumak Mufka 31.05.05, 08:45
              Teoretycznie masz racje. Ale o ile jestem wstanie zrozumieć, że zestresowana
              matka, nie bardzo ma głowę w danym momencie na ustawianie personelu
              szpitalnego, o tyle nie znajduję usprawiedliwienia dla tak karygodnego
              zachowania, o jakim czytamy w tym wątku.

              Sama kiedyś miałam utarczkę z pielęgniarką na oddziale położniczym, która
              myślała, że będzie mi ustalać godziny, w których mam karmić dziecko ("bo wie
              pani, małe już w wieku kilku dni musi wiedzieć co mu wolno, a co nie" ).
              Ponieważ była bardzo natarczywa i sugerowała, że nie potrafie samodzielnie
              podejmować właściwych decyzji, to zjechałam ją z góry na dół, a gdy to nie
              pomogło, poszłam na skargę do przełożonej. Ale widziałam jak inne
              indoktrynowane przez nią kobiety ulegały, bo po prostu nie miały siły na opór.
              Pytanie brzmi - czyja postawa była bardziej niewłaściwa? Tej pani, czy tych
              wymęczonych i zestresowanych dziewczyn?
            • gagunia Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 31.05.05, 08:58
              Wszystko zalezy od charakteru i osobowosci matki. Ja, podobnie jak uma, nie
              dalam sobie w kasze dmuchac i zdecydowanie zazadalam tego, co uwazalam dla mnie
              i mojego dziecka za sluszne (przeniesienie z sali na patologii ciazy, gdzie
              przebyywala chora - kaszlaca, kichajaca ciezarna). Puszczalam mimo uszu glupie
              uwagi poloznych. Nistety byly tez dziewczyny, ktore na sali narzekaly, ale zadna
              swoich uwag nie zglosila. Dlatego w pewnym sensie takie gadanie o zlym
              traktowaniu mnie troche drazni. Same jestesmy odpowiedzialne za to jak nas
              traktuja i ja dajemy sie traktowac.

              Podobaja mi sie osatnio te reklamy w tv o prawach konsumenta - "dobrze znac
              swoje prawa". Warto pozytac prawa pacjenta, prawa konsumenta i zaczac cos zmieniac.
    • fruzia80 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 31.05.05, 09:07
      Dziękuję ogromnie za wasze wsparcie. Mam świadomość tego, że nie od wszystkiego
      jesteśmy dziecko uchronić, ale jednak wyrzuty sumienia nie dają mi spokoju,
      szczególnie w tych momentach, kiedy moja córeczka najbardziej cierpi. Droga
      Vinco, tak masz rację, to była moja wina i naprawdę ta świadomość mi wystarczy.
      Poza tym córka wylała na siebie nawet niecałą szklankę herbaty i nie miałabym
      celu, żeby kogoś tu oszukiwać. jaki miałoby to sens. Ze swojej strony będę
      robiła wszystko, żeby blizna była newidoczna. Niestety raczej nie da się
      uniknąć przeszczepu. W środę jedziemy do szpitala, prawdopodobnie już tam
      zostaniemy i w piątek przeszczep. na bużce nie ma już śladu, na szyi też, na
      klatce piersiowej jest czerwona plama, która z dnia na dzień jest coraz
      bledsza, ale jest miejsce pod szyją ok. 2cmx4cm, które wygląda bardzo źle.
      Lekarz powiedział, że po przeszczepie być może wcale nie będzie blizny i
      gojenie potrwa króciutko, a bez przeszczepu rana będzie goiła się kilka
      miesięcy i nie da się uniknąć dużej blizny. Jestem całą tą sytuacją załamana,
      ale też wydaje mi się, że chyba przeszczep to najlepsze rozwiązanie.
      • mufka51 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 31.05.05, 09:50
        Życzę ci wytrwałości i pogody ducha.Jeżeli będziesz pogodna,wesoła to udzieli
        się to dziecku,które czekają ciężkie chwile.Pamiętaj,musiszbyć bardzo dzielna i
        nie dopuść do tego aby ktoś wywoływał u Ciebie poczucie winy.Trzymam za was kciuki.
    • amb25 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 31.05.05, 10:05
      Wiesz zawsze jest rzecznik praw pacjenta (powoli zaczynają być przy każdym
      szpitalu) i masz prawo wnieść do nich skargę lub żądać interwencji. Wydaje mi
      się, że jeśli nie jest to zabieg na sali operacyjnej, gdzie dziecko jest
      nieprzytomne to masz prawo byc przy nim. I tego bym żądała. Gdyby mój synek
      wołał mamusi to bym chyba staranowała drzwi.. Zresztą nie wiem.
      Ja wiem, że to wszystko niewiele pomoże, ale nie można zgadzać się na wszystko,
      także na chamskie traktowanie przez lekarzy bo jest to ciche przyzowlenie.
      Z drugiej storny nie dziwię się lekarzom, że źle traktują matki dzieci
      poparzonych. Przecież oni na codzień stykają się z ofiarami pobić przez
      rodziców, poparzeń czy powaznych wypadków przez zwykłą głupotę. Pewnie
      strasznie ich to wkurza bo wielu z tych tragedii można by uniknąć.
    • weronikarb Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 31.05.05, 11:26
      No niestety takie traktowanie to nie jest odosobniony przypadek.
      Sama trafilam z synkiem na oddzial z powodu nie poparzenia ale odwodnienia.
      Co ja sie nasluchalam w ten dzien, ze dziecko tak wycienczone, co ze mnie za
      matka ze do tego dopuscilam, ze dziecko w kazdej chwili moglo umrzec, ze
      niewiadomo czy wyjdzie z tego bez uszkodzen (np. nerek). Bylam z dzieckiem cala
      dobe przez 6 dni.
      Na trzeci dzien po przyjeciu dziecka poszlam do ordynatora na informacje.
      Ten zaczal tez mnie objerzzac.
      Nie wytrzymalam, poinformowalam go ze dziecko dostalo w czwartek o 12 w
      poludnie wymioty, ze ja po przyjezdzie z pracy pojechalam do przychodni i pani
      pediatra stwierdzila zapalenie krtani (dziecko cokolwiek wzielo do ust
      wymiotowalo), przepisala 2 antybiotyki (ten pediatra wierzy tylko w antybiotyki-
      na plesniawki przepisal mi kiedys 3) - to w nawiasie to moje komentarze dodane.
      Pojechalam z dzieckiem prywatnie bo doszla jeszcze biegunka. Maly byl z
      pediatra do ustapienia wymiotow i wtedy pojechalismy do domu. W piatek brak
      wymiotow - biegunka. Maly pil duzo i sporo elektrolitu wypil.
      W nocy n ie spalam co 10 - 15 min podawalam picie w niewielkich ilosciach aby
      nie wrocily wymioty.
      W sobote ranow yladowalismy w szpitalu. I byl pod opieka prywatnie pediatry
      CALY CZAS i nic to nie pomoglo.
      Od tamtego czasu nastawienie lekarzy i pielegniarek sie zmienilo - zrozumialy
      ze robilam wszystko co moglam i niestety nie udalo sie. Opieka przez reszte dni
      byla wspaniala, wszystko robione dziecku przy mojej obecnosci, caly czas
      informowanie o tym co sie dzieje z dzieckiem i jaki jego stan.
      Wyrzuty sumienia i tak pozostaly.
      Mysle ze warto porozmawiac czasami z lekarzem bo on tez czlowiek. On nie patrzy
      na jednostke tylko na calosc a podejrzewam ze przypadkow jest wiel etego typu.
      Zycze szybkiego powrotu zdrowia
      • ewa2233 Re: Córeczka cierpiała,mnie potraktowano jak śmie 31.05.05, 12:29
        A ja jestem tym poparzonym dzieckiem.
        W czasie I pielgrzymki do Polski J.P II, zebrali się u nas znajomi,
        by wspólnie obejrzeć uroczystości.
        Tato podawał kawę. Teoretycznie nie powinno się nic stać.
        Jednak cała taca z kawą spadła mi na nogę.
        Ja pamiętam to cały czas, ale nie jako wyrzut, ale jako anegdotę na temat
        pielgrzymek J.P.II (i ich wpływie na mnie) smile
        Tato pammięta też do dziś. Ale nie pytam w jakim kontekście.
        Na pewno nie "na wesoło" tak jak ja smile

        Żadnego znaku po rozległym oparzeniu nie mam.
        Przez bardzo długi czas oblewałam to miejsce ciekłą parafiną,
        by skóra była "miękka" i nie porobiły się blizny.
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka