20.07.05, 01:03
czytam tak Was sobie i czytam po długiej przerwie od cywilizacji i aż nie
wiem czy pisać - ale jak się powiedziało A... test DNA prawdę wypowiedział na
pśmie i niepodważalnie,że to mój M jest ojcem, prawdę mówiąc nie zaskoczyło
mnie to a jednak ciężej mi się na duszy zrobiło.Widziałam zdjęcia Małej i
bardzo boleśnie uderzyła mnie jej "obcość".Jak to wszystko wyjaśnić naszym
dzieciom???Tak po strusiemu korci mnie,żeby może nie mówić. Jak jest łatwiej?
i komu?
Obserwuj wątek
        • joanna-walencja Re: hmm zamieszało się w życiu... 20.07.05, 14:45
          ale opowiadać o tym dzieciom?? A może napisz czemu mało by to służyć??

          sytuacja jest naprawde trudna, ale podoba mi się, że innuit nie zakłada od razu
          najprostszego wyjścia - czyli zamiecenia smieci pod dywanik i udawania ze jest
          czysto... nie czuje się na siłach, żeby coś doradzić, napiszę Ci, Innuit o
          historii mojej koleżanki - jej ojciec miał nieślubne dziecko, młodsze od mojej
          koleżanki o parę lat. płacił regularnie alimenty, ale nie utrzymywał żadnych
          kontaktów ani z dzieckiem, ani z jego matką - pełna separacja, zdaje się że
          było to wyraźne żądanie jego żony, a matki mojej koleżanki. moja koleżanka,
          jako dorosła osoba zwierzyła mi się kiedyś, że bardzo tego żałuje, bo chcialaby
          poznać swoją bądź co bądź siostrę. o ile wiem, nigdy do tego nie doszło...
            • innuit Re: hmm zamieszało się w życiu... 21.07.05, 01:49
              wybaczcie, ale dopchać się do komputera w domu pełnym nastolatków... już
              przypominam w dużym skrócie-mój mąż ma malutką córeczkę z inną kobietą a ze mną
              dwóch synków w okolicach przedszkolnych.demona zdrady jakoś(odpukać)udało nam
              się zadeptać ale to temat na zupełnie inny post.najważniejsze teraz to jak tą
              całą sytuację poukładać bo możliwości jest całe morze. na razie nikt o niczym
              nie wie. Mama Małej mówi ,że nie będzie ani utrudniać kontaktów ani się ich
              domagać.z trudem przechodzi mi to przez gardło ale wydaje się być rozsądną
              kobietą(lepiej póżno niż wcale?).nie przedstawiła żadnych konkretnych rozwiązań
              czemu trudno się raczej dziwić.M będzie płacił alimenty- to jedno jest
              pewne.Mała ma nazwisko matki (tak zadecydowała sama-nie Mała oczywiście)no i
              teraz:
              ma jeżeli będą sie kontaktować ożna być tatą-bankomatem i nie utrzymywać
              żadnych kontaktów co ma swoje plusy- nasze dzieci o nczym nie wiedzą więc się
              nie martwią i nie są zazdrosne(ale tracą możliwość poznania siostry-a niby
              dlaczego skoro to JEST ich siostra,a jak wiadomo z życia i seriali i tak się
              kiedyś dowiedzą)Mała nie tęskni za konkretnym tatą bo go nie zna(ale przecież
              tęsknoty za jakimkolwiek nie da się uniknąć) no i unikamy shame& scandal inna
              family co mnie akurat obchodzi najmniej ale z kolei może boleśnie dotknąć dzieci
              (szkoła sąsiedzi, wkurzone babcie etc)ale najważniejsze jest to,że nie wierzę
              że można tak zupełnie wymazać własne dziecko z życia, nie myśleć o nim, nie
              chcieć wiedzieć jakie jest ja bym tego nie wytrzymała i nigdy nie mogłabym tego
              komuś zabronić mimo nie wiem jakiej wściekłości i zazdrości.M boi się ze w
              rzeczywistości te ewentualne spotkania będą najbardziej bolesne dla mnie, ja
              też się boję jak cholera ale to nie może być powód!Jeżeli jednak Mała ma
              wiedzieć że to ten tata to jak mają się spotykać w tajemnicy?w masce w parku? a
              ja będę oszukiwać dzieci,że tatuś pojechał do pracy?uff
              • innuit Re: hmm zamieszało się w życiu... 21.07.05, 02:02
                i jeszcze jedno-jeżeli powiemy dzieciom ,że mają siostrzyczkę i będziemy żyli
                długo i szczęśliwie to przecież jako dorośli faceci mogą uznać że wierność nie
                ma sensu, albo całe życie będą mieć żal do ojca że zdradził a do mnie że na
                to "pozwoliłam".jeżeli nie powiemy -no to wiadomo i kółko się zamyka.powtarzam
                na wszelki wypadek-wiem,że nie da się zaplanować życia,daleko mi do takiego
                myślenia ale coś przecież trzeba postanowić bo samo się nie rozwiąże.macie
                pomysły ,kochane macoszki?
                • ania_rosa Re: hmm zamieszało się w życiu... 21.07.05, 09:54
                  Przepraszam, że out of topic, ale chciałam Ci napisac, że podziwiam Twój
                  rozsądek i mądrość życiową. Nie każdą kobietę w takiej sytuacji byłoby stać na
                  postawę, jaką prezentujesz. Mam nadzieję, że Twój mąż to docenia, bo inaczej
                  byłby ślepcem.

                  Wracając do tematu: myślę, że poznanie chłopców z siostrą (czyli utrzymywanie
                  kontaktów) plus jednoczesny komunikat o wartości rodziny i więzów rodzinnych nie
                  powinien im namieszać w głowach od strony wierności, uczciwości itd.
                  Ostatecznie zalezy nam na tym, aby przekazać dzieciom pozytywne wartości i
                  wyrobić w nich tzw. kręgosłup moralny i etyczny. Uzywam liczby mnogiej, bo chyba
                  każdemu rodzicowi na tym zależy. Pytanie tylko, co rozumiemy przez ten
                  "kręgosłup". Dla jednych ludzi takie wyrażenia jak "autorytet" nierozerwalnie
                  wiążą się z "nieomylnością", tymczasem życie pokazuje, że jest wręcz odwrotnie.
                  Rodzic, który popełnił błąd, umie się do niego przyznać i wytłumaczyć, dlaczego
                  było to błędem, może wiele zyskać w oczach dziecka. Po pierwsze przestaje być
                  papierową postacią, a żaden autorytet nie może być papierowy. PO drugie wysyła
                  informację, że popełnienie błędu nie musi być wyrokiem, które to przesłanie
                  dzieci zaczynają doceniać w okresie dorastania. PO trzecie pokazuje, że
                  uczciwość czasem kosztuje drogo, ale warto zapłacić tę cenę, bo inaczej wpada
                  się nie w uczciwość, a w hipokryzję. Natsolatki są szczególnie czułe na punkcie
                  rozróznienia między hipokryzją, a uczciwością, więc ten komunikat jest bardzo
                  cenny. Dzieci wybaczają nam błędy, ale nie wybaczają kłamstw. PO czwarte
                  pokazuje, że istotą miłości jest wybaczenie i dążenie do kompromisu. To oznacza,
                  że dzieci dostają pakiet miłości "pomimo", a nie "z powodu". Czyli "kocham cię
                  pomimo wszystko", a nie "kocham cię z powodu świetnej figury". I myślę, że
                  rozpatrując to z punktu widzenia osoby dorosłej, ta postawa ma o wiele większą
                  wartość niż romantyczne teorie, w których nie ma miejsca na dramaty życiowe. A
                  dramat zyciowy prędzej czy później spotka każdego.
                  Spójrz na to od strony dzieci. Widzą rodzinę, która jednak przetrwała- Ty
                  wybaczyłaś ojcu, ojciec ma odwagę powiedzieć, że noga mu się obsunęła na pewnym
                  etapie zycia. Nie sądzisz, że taka sytuacja ma duży walor moralno- dydatktyczny?
                  Większość rodziców zdaje się wychowywać dzieci w przeświadczeniu, że życie
                  rodzinne sprowadza się do maksymy "zyli długo i szczęśliwie". Potem dzieci
                  dostają od życia zimny prysznic, bo -jak wszystkie tutaj wiemy- ta maksyma jest
                  banalna, a małżeństwo składa sie głownie z kryzysów. POkazanie dziecku, że
                  kryzys można przezwyciężyć i własnie ta walka jest sednem, jest szczególnie
                  cenne. Pozbawia złudzeń, ale daje dużą nadzieję i siłę do walki.
                  Myślę, że może być to cennym wianem. Po prostu Wasze dzieci dostaną od Was nie
                  zbiór bajek, a solidną powieść psychologiczną wink W ostatecznym rachunku ta opcja
                  wygrywa, bo nie ma nic wspólnego ze szklanym kloszem i zamiataniem brudów pod
                  rodzinny dywanik.

                  Rosa
                  • innuit prywata w stronę ani_rosy 22.07.05, 01:55
                    aniu-roso dzięki za wszystko co napisałaś.czytałam Twoje wcześniejsze
                    wypowiedzi na forum i to ja-wybacz że towarzystwo wzajemnej adoracji tu wcisnę-
                    zawsze podziwiałam Ciebie za trafne i obiektywne opinie.i tym bardziej się
                    cieszę,że ze wszystkim co napisałaś o mojej sytuacji zgadzam się całkowicie
                    choć w całym tym zamieszaniu nie potrafiłabym pewnie tak jasno tego wyrazić..co
                    z kolei dało mi do myślenia więc znikam na kilka dni zupełnie SAMA żeby nie
                    myśleć właśnie.bardzo serdecznie pozdrawiam
                • joanna-walencja Re: hmm zamieszało się w życiu... 21.07.05, 10:11
                  "rodzina" przynajmniej w sensie biologicznym Twoich synow już się powiększyła i
                  nic tego faktu nie zmieni. Jeżeli jakiejś sytuacji nie da się zmienić, trzeba
                  się do niej dostosować - na pewno Ciebie też rodzice uczyli, że najgorsza
                  prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. Ja bym stawiała na prawdę -
                  myślę, że Twoi synowie jako dorośli ludzie bardziej docenią to, że ich nie
                  oszukiwałaś. I że mimo wszystko będziesz w stanie ich nauczyć, że wierność
                  popłaca. Każdy popełnia błędy i powinien być gotowy do ponoszenia ich
                  konsekwencji (to od Twoim mężu, nie o Tobie) ale także powinien mieć prawo do
                  odkupienia swojej winy i wybaczenia najbliższych - to jest ważna lekcja, jaką
                  możesz przekazać swoim synom, ale powinnas im wytłumaczyć, że jest różnica
                  między "pobłażaniem" a "wybaczaniem".
                  • innuit Re: hmm zamieszało się w życiu... 22.07.05, 02:22
                    no właśnie-niby to oczywistość ,że dzieci wyczuwają natychmiast najmniejszy
                    fałsz i że trudne doświadczenia z reguły bardziej pomagają niż szkodzą(sama się
                    o tym przekonałam przecież) a jednak w jakimś atawistycznym odruchu chciałoby
                    się zagarnąć skrzydłem pisklaki...wszystkie-niestety?na szczęście? A Mała- o
                    ile my, starzy czegoś nie spieprzymy czy będzie w stanie zaakceptować to,że
                    tatuś i bracia mieszkają daleko a mamusia z ciocią jakoś za sobą nie przepadają?
                    ranyboskie co krok to zagadka,chyba rzeczywiście powinnam odpocząć. ale z
                    niecierpliwością czekam na Wasze przemyślenia.
                    • natasza39 Re: hmm zamieszało się w życiu... 22.07.05, 09:51
                      innuit, nie katuj sie tak wszystkim!
                      Ty sobie w tym wszystkim jeszcze dokładasz mysli co pomysli sobie mała, że
                      ciocia za mama nie przepada?
                      Sorry, ale ona pomysli sobie dopiero za lat kilka, do tego czasu może być ci
                      owa kobieta całkowicie obojetna i mała nie bedzie wyczywać niechęci.
                      Po co sobie zaprzatać tym głowę teraz?
                      Teraz najwazniejsze jak powiedziec o tym dzieciom Twoim. A oni juz myslą.
                      Małej na razie wystarcza pampersy, odxywki i oliwki.
                      Ja jednak uwazam, że o wszystkim powinien powiedzieć Twój mąż waszym dzieciom.
                      Ty najwyżej możesz powiedzieć, o tym że rodzina jest podstawą, że można
                      przebaczyć błędy i starać sie je naprawić.
                      Przed Toba jednak wielkie zadanie, zadanie które wraz z mezem musisz
                      zrealizować.
                      Jak ustrzec sie na przyszłość reakcji dzieci, które zrobia coś złego i bedą się
                      domagac wybaczenia, na zasadzie: Jesli ojcu przebaczyłaś, to nam tym bardziej!
                      Dlatego to właśnie Twój mąż, a nie ty powinien im wyjasniać jak wielka jest
                      cena za przebaczenie i ile kosztuje to, że zawiedliśmy kogoś zaufanie.
                      Ty możesz opowiedzieć o tym czy warto przebaczac, ale on o tym czy warto płacić
                      za przebaczenie.
                      I zgadzam się z moimi przedmówczyniami.
                      Dzieciom nalezy mówic prawdę. Kłamstewka i kłamstwa dużego kalibru wypaczają
                      dzieciaki. Dzieci sa z natury prostolinijne, wiec kłamstw nie przebaczaja.
                      A ponadto jak sie ich skłamie, to nie mozna potem wymagac, aby same mówiły
                      prawde.
                      Zyczę Ci spokoju ducha i troche dystansu do sprawy.
                      To piwko nawarzył maż, nie ty.
                      A zatem niech on spija główna piankę. Ty dałaś mu szansę przebaczając to co
                      zrobił, ale odbudowa zaufania, walka o rodzine i normalnosć całej sytuacji
                      powinna być teraz jego, a nie Twoja walką.
                      • elf28 Re: hmm zamieszało się w życiu... 22.07.05, 10:07
                        Dodałabym tylko, że to Twój mąż powinien pokazać chłopakom, że o przebaczenie
                        trzeba się starać, że nawet jak przebaczono, to winy "trzeba odkupić", i że
                        związek to nie takie "hop siup" - to ciężka praca.

                        Innuit Ja Cię szczerze podziwiam, masz wielkie i dobre serce.
                        Sama tak bym chyba nie umiała...
    • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 10:08
      Tak po strusiemu korci mnie,żeby może nie mówić


      To nic nie da. Jeśli to ukryjesz to i tak w końcu chłopcy się dowiedzą, gorzej,
      gdy będą wtedy dorośli i z zaskoczeniem stwierdzą, że do spadku po tatusiu jest
      jeszcze jedna osoba.
      A tak a'propos kasy. Jak rozumiem jesteś mężatką. Nie chcę się wtrącać, ale na
      Twoim miejscu - jeśli pracujesz zrobiłabym intercyzę, aby właśnie nie pomnażać
      majatku wspólnego, bo z każdej Twojej złotówki jakaś część od dnia narodzin
      tamtej dziewczynki - jej w spadku po ojcu (majątek macie wspólny) się należy.
      Chyba, że to Ci nie przeszkadza. Chodzi o to, by z Twoich pieniędzy korzystali
      Twoi synowie, a nie dziecko obcej kobiety. Do tego lepiej kasę zabezpieczyć, bo
      alimenty Twój mąż płacił będzie i dobrze by było by tylko ze swoich. To taka
      moja sugestia, oczywiście decyzja należy do Ciebie.
      • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 10:20
        no własnie!
        Przebaczanie, przebaczaniem, prawda, prawdą, ale problem kasy trzeba rozwiazać.
        m-m-m ma racje. Musisz również i o tych kwestiach pomysleć.
          • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 10:43
            Elfiku, dopóki dzieci są nieletnie - nie można ich wydziedziczyć, a pominięte w
            testamencie mają prawo do wyższego zachowku niż dzieci dorosłe. Tak są w prawie
            zabiezpieczone interesy małoletnich dzieci.
            Gdy będa dorosłe - też rozwiąznie to jest połowiczne, bo jesli nawet rodzice
            dadzą im darowiznę, to osoba w tej darowiźnie pominięta (a której np. należałby
            sie spadek po darczyńcy z ustawy) moze przez 10 lat te darowiznę podwazyć (jak
            i testament po śmierci). Dlatego uważam, że najważniejsza jest intercyza, by
            nie dokładać się do cudzego dziecka.
            • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 10:47
              No widzisz MMM! Ja z prawem na bakier jestem wink
              Intercyza - to w tym przypadku oczywistość. Ale tak się zastanawiałam - jeśliby
              mąż przepisał cały majątek na innuit, to wg prawa nie miałby nic. Czy wtedy też
              córka mogłaby domagać się spadku po ojcu?
              • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 10:52
                Elfiku ja się znam na prawie z autopsji (nie z zawodu), ale przepisanie majatku
                na zone to tez darowizna - i konsekwencje jak w wypadku darowizny - osoba
                pominieta ma 10 lat na jej podważenie.
                Ale tu jeszcze jest kwestia aktualnych i przyszłych poborów za pracę, one też
                wchodzą do majątku wspólnego, a intercyza je rozdziela - niech szanowny
                małżonek sam płaci ze swoich na wszystkie swoje dzieci.
                  • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 10:57
                    ...i dziennikarka też nie wink))


                    Tak, jak najszybciej powinna takie konsultacje odbyć, chyba, ze chce pracować
                    na cudze dziecko.
                  • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 10:59
                    Elf.. Ja rzoumie ze innuit - powinna chronć swoj majatek - w koncu to nie jej
                    dziecko.
                    Ale powiedz mi czemu uwazaszze to dziecko nie ma prawa do majatku ojca w takim
                    samym stosunku jak dziec z zwiazku????

                    Nie chodzi o kłunti , chciałabym poznac argumentacja.Napisze rozumiem innum i
                    rozumime zechce rozdzielnosci - w koncu tio co wyptacuje winno byc dla jej
                    dziec. Rzoumeim , ze moze chciec podziału majatku - zeby jej cześc majatku tez
                    była tylko dla jej dzieci - ale nie rozumiem czemu ocjiec dzieci ma oszukiwac
                    swoje dziecko z innego zwiazaku????

                    • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 11:17
                      Pytanie było do elf, ale pozwól, że ja Ci odpowiem....
                      Majatek wspólny jest owocem związku dwojga ludzi, tak jak dzieci zreszta.
                      Jesli jest nawet intercyza, to zarabiajacy facet nie działa w prózni.
                      To żyjąca z tym facetem kobieta, codziennie stwarza mu te warunki do tego aby
                      mógł pracować i ten majatek pomnażać.
                      Jesli zwiazek jest zdrowy, to ona go opiera, przynosi talerz zupy goracej na
                      stół po pracy, prasuje mu koszulę aby mógł się w tej pracy pojawić.
                      A zatem, w normalnym domu ten facet ma normalne warunki do pracy a co za tym
                      idzie motywacje do pomnażania pieniedzy, czyli gromadzenia majatku.
                      W tym czasie tamta strona sie w niczym nie przykłada do owego majatku. Nie dba
                      o jego pomnażacza, nie karmi go, nie opiera etc, itd.
                      Z zatem ma prawo do biezącej alimentacji, w sensie ogólnospołecznym, moralnym i
                      prawnym.
                      Ale do owoców z "sadu", który de facto uprawiają ini ludzie praw nie ma,
                      przynajmniej w sensie moralnym.

                      Odwracajac sytuacje...
                      Facet jest w zwiazku, w którym jest mu żle. Czuje sie zaniedbywany,
                      uciemieżony, nie kochany. Przekłada sie to na wyniki w pracy. Wynik
                      przyczynowo-skutkowy i fact na skutek błednie podjetej decyzji, podyktowanej
                      zła atmosfera w sferze prywatnej rujnuje rodzine i robi długi. Jest np.
                      maklerem na giełdzie i wkurzony po kolejnej awanturze z życiową partnerka
                      podejmuje złe decyzje i trzeba za to zapłacić.
                      Po owym fakcie strzela sobie w łeb, a rodzina zostaje z długami.
                      Czy uwazasz, że dziecko z innego zwiazku, tez powinno płacic owe długi?

                      Reasumując, czy dzicko z innego związku ma tylko prawa czy również obowiazki.
                      Jesli przyznasz, że w takiej sytuacji owo dziecko powinno solidarnie płacić
                      długi po ojcu, to ja przyznam, że w takim razie solidarnie powinno czerpac
                      owoce z sadu, do dbania którego się w najmniejszej mierze, ani ono, ani jego
                      matka nie przykłada.

                      • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 11:24
                        Czy uwazasz, że dziecko z innego zwiazku, tez powinno płacic owe długi?
                        >
                        > Reasumując, czy dzicko z innego związku ma tylko prawa czy również obowiazki.
                        > Jesli przyznasz, że w takiej sytuacji owo dziecko powinno solidarnie płacić
                        > długi po ojcu,


                        Nataszo, tu nie ma dywagacji, co kto sądzi. Za długi spadkobiercy odpowiadaja
                        solidarnie i spłacić je muszą, tak jest w prawie.
                        • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 11:27
                          My m-m-m nie mówimy o tym co w prawie, bo prawo mówi jednoznacznie na ten
                          temat, ale o kwestiach moralnych.

                          Ponadto w takim przypadku jak tu opisany długi) istnieje mozliwość odmówienia
                          przyjęcia spadku (to nie jest wcale obowiązkowe przyjać spadek), ewentualnie
                          przyjąć spadek do wartości wierzytelności - wiem bo osobiscie ów temat
                          przerabiałam.
                          Tym niemniej chodzi mi nie o kwestie prawne, a ludzkie m-m-m.
                          • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 11:36
                            Tym niemniej chodzi mi nie o kwestie prawne, a ludzkie m-m-m.





                            No widzisz po to jest prawo "kodeksowe", bo to moralnie różnie jest
                            interpretowane, co dla jednego jest moralne, dla drugiego niekoniecznie. To
                            nawet Mojżesz dostał 10 przykazań SPISANYCH, by nie bylo watpliwości (a z
                            religii w przeciwieństwie do prawa - cienka jestem).



                            Ale nie obrażaj się na mnie, że piszę o prawie spadkowym jakby personalnie do
                            Ciebie. To forum czytają też tacy, którzy nie orientuja się w zawiłościach i
                            właściwie ta informacja była do Ciebie, Nataszko i no jakby to ująć - nie do
                            Ciebie, a do wszystkich czytajacych wink))


                            • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 11:39
                              m-m-m napisała:
                              Ale nie obrażaj się na mnie, że piszę o prawie spadkowym jakby personalnie do
                              > Ciebie. To forum czytają też tacy, którzy nie orientuja się w zawiłościach i
                              > właściwie ta informacja była do Ciebie, Nataszko i no jakby to ująć - nie do
                              > Ciebie, a do wszystkich czytajacych wink))


                              E tam... ja do obrażalskich nie nalezę. Nawet mi to do łba nie przyszło!
                      • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 11:26
                        OK. Rozumiem Ona wypracowuje majatek- dla mnie jasne..
                        Jasen jest dla mnie ze chce swoja czesc. Probia intercyze i podział majatku .
                        Tak aby On amiała to co wypraował..
                        I pytanie dalej. On jednak też cos wypraował. W mniejszej lub wiekszej cześci..
                        Prawda???
                        Wiec czemu dziecko z inego zwiazku nie ma miec prawa chocby tylko do tej
                        częsci???
                        To jest po tym podziela juz tylko jego częśc..

                        Mysle ze majatek do podziału to raczje cała cześc i nikt nie bedzie pytał
                        dziecka czy chce długi tylko zostana mu przyedzielona tak jak i reszczie. A
                        wierzyciel bedzie sciagął od tych spadkobiercow od ktorych szybciej sciagnie..

                        A jak juz tak sobie snujemy rozne wizje , to moze. Facet zaciaga mase długów.
                        Ma z tego kupe kasy - która pprzepisuje na dzieci i maochce , a długi zostawia
                        jako spdek- czy dzieci z innegozwiazku winne uczestniczys w spłacaniu tak
                        pozostawioneg majatku..
                        To sa wizje . Mozna je snuc duzo i w roznych kierunakch...
                        Mysle ze to raczej kwestai sumienia kazdego człowieka .
                        Ale wobec tego co przedstawiłas Nataszo . To facet odchodzac i zostawiaj cały
                        majatek zonie i dzieciom nie robi nic nadzwyczajnego . W koncu wypraował go gdy
                        był przyniej i to była tez jej nalezna czasci dizeci... Przemaiwa za tym cała
                        argumentacja której tu uzyłas... smile
                        To by było na tyle.
                        Pozdrawaim
                        • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 11:36
                          Ja rozumiem co chcesz powiedzieć megan. Myślę jednak, że tutaj mówimy o nieco
                          innej sytuacji. Facet kocha swoją rodzinę: żonę, dzieci a jednak na boku ma
                          dziecko z inną. Pytanie dotyczy kwestii moralnych: czy takie dziecko ma moralne
                          prawo do jakiejś części majątku ojca. Nie mówimy o związku M-Macocha, z którą
                          ten mężczyzna się związał formalnie, i z którą ma dziecko.
                          • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 11:45
                            >>czy takie dziecko ma moralne
                            >
                            > prawo do jakiejś części majątku ojca.
                            Powiedz mi dlaczego takie dziecko nie ma morlanego prawa do jakieśc częsci
                            majatku ojca?????

                            Czy Ten ojciec powołał go do życia????
                            Nie został zgwałcony , wiec czemu to dziecko ma byc inne niz ine dzieci . Tez
                            jest Jego!
                            Same udowoadniacie ze fakt iz ktoś kogos zdradzi to nie winna tylko tej kobiet
                            z która zdradził, ale i facte , ale i samej zdradzonej.

                            A odrzucajac tu pojecie zdardy.
                            W czym to dziecko zawiniło i jest "gorsze" , ze ojciec ma je traktować
                            inaczej????
                            Pozdrawaim
                            • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 11:59
                              Megan, ale to też chodzi o żoną i dzieci z obecnego małżeństwa. Dziecko z
                              romansu dostaje pełne alimenty. To dziecko nie jest gorsze i w niczym nie
                              zawiniło. Ale jeśli jużtak pytać, to w czym zawiniły jego dzieci i żona?
                              • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 12:02
                                Dzieci tez w niczym - a zona - no coz To ty kiedys mi udowadniałs ze za zdrade
                                meża odpwoaida rozniweż zona . Czemu ten przypadek miałby być inny.
                                A w czym zawiniło tamto dziecko ze ma byc trakotwqane iczej...
                                Nie jest jego dzieckiem ?? Co zawinily dzieci- powinny postawić takie pytanie
                                ojcu - czemu im to zrobił??
                                tamto dziecko tez powinno mu zadać takie pytanie...
                                Ale to on decydawł !!!
                                • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 12:14
                                  Megan, widzę, że moje posty przekręcasz tak jak Ci pasuje. Ale OK. Mówimy tu o
                                  sytuacji konkretnej kobiety, czyli innuit, która ma gołębie serce.
                                  To, że dzieci powinny zadać takie pytanie ojcu, to jedno. Innuit już pewnie
                                  zrobiła. Ja się zastanawiam jak w tej konkretnej sytuacji powinien wyglądać
                                  podział majątku. Tyle. A prawo i tak jest prawem.
                                  • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 12:22
                                    Ej je ej.. Pamietam do dzis jak ja twierdziłam, ze za fakt zdarady i za sam
                                    czyn zdarady odpwoida facet i ososba z która zdradza , a Ty twierdziłas ze
                                    rozniwęz zoba afcte - bo w koncu cos musiała byc nie tak...
                                    Czy nie tak było. Mozna pogrzeba w archiwach..

                                    I dalej nie rozumiem czemu On ze swoje i tylko swoje czesci majatku nie
                                    pwienie z załozenie zosatwić temu dziecku nic ???
                                    ELF CZEMU?? Nie jego dziecko?? Zle widzisz problem. Ja uwazam ze kobita ta
                                    spotkała krzywda i swietnie sobie radzi i z przebaczenim itd..
                                    Ja nierozumiem czemu TY uwazasz ze to dziecko powinno byc traktowane inaczej.

                                    Nie zabieram Tej kobiecie WILEKIEGo i SERCA I ROZUMU . Bow w tak trudnej
                                    sytuacji nie wiem jak ja bym sie zachowała.
                                    • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 12:35
                                      Oj Megan, ja się z Tobą kłócić nie chcę. Doskonale pamiętam co napisałam: że za
                                      rozpad związku odpowiadają obie strony, a jeśli powodem jest zdrada - to owszem
                                      coś musiało się wcześniej niedobrego w związku dziać.
                                      Ale ten wątek chyba nie o tym smile
                                      Tak jak już pisałam: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I jeszcze to,
                                      co napisała natasza na samym początku. Generalnie sytuacja bardzo trudna. Sama
                                      nie wiem co bym zrobiła. To nie kwestia tego co się temu dziecku należy, tylko
                                      kwestia tego jak tą sytuację rozwiązać, żeby w miarę było sprawiedliwie. A
                                      sprawiedliwie, nie znaczy po równo.
                                      • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 12:42
                                        Watek nie o tym , ale jesli kobieta by sie teraz z facetme z powowdu tej zdrady
                                        rozeszła - to qw jakims sensi była winna zdradzie- jesli nie , to nie była???

                                        Widziesz ja wole czystrza wersje. Co do rozpadu zwiazku - nie bede sie
                                        wypowaidac - bo w kazdej sytuacji jest to problem zupełnie inyy i nie ma
                                        jednoznacznych sasd i regól , i reguła oboje winni tez nie zawsze rpwdziwa..

                                        Natomiast Zdrada jako zdrada- jest dla mnie bradzo jednoznaczana .
                                        I tak samow wypowiadałam sie kiedyś
                                        • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 13:18
                                          megan58 napisała:

                                          > Watek nie o tym , ale jesli kobieta by sie teraz z facetme z powowdu tej
                                          zdrady
                                          >
                                          > rozeszła - to qw jakims sensi była winna zdradzie- jesli nie , to nie była???
                                          >
                                          > Widziesz ja wole czystrza wersje. Co do rozpadu zwiazku - nie bede sie
                                          > wypowaidac - bo w kazdej sytuacji jest to problem zupełnie inyy i nie ma
                                          > jednoznacznych sasd i regól , i reguła oboje winni tez nie zawsze rpwdziwa..
                                          >
                                          > Natomiast Zdrada jako zdrada- jest dla mnie bradzo jednoznaczana .
                                          > I tak samow wypowiadałam sie kiedyś


                                          zdradzie seksualnej jest winny tylko i wyłącznie zdradzajacy, chyba, że partner
                                          z którym ta osoba jest zaniedbuje, go/nia od dłuższego czasu, bez żadnego
                                          ważnego powodu.

                                          Za rozpad zwiazku natomiast sa odpowiedzialne OBIE STRONY! Zawsze i wszędzie
                                          OBIE.

                                          A ponadto źle tutaj wyjełaś to co elf kiedys powiedziała, bo dotyczyło to
                                          sytuacji kiedy facet ODCHODZI do tej drugiej NA ZWAWSZE.

                                          Jesli sobie skoczył w boczek i na nieszczescie z konsekwencjami w postaci
                                          dzieciaka, ale zona mu przebaczyła, to w aspekcie ich zwiazku jest wszystko ok.
                                          Związek się NIE ROZPADA!

                                          Jasli natomiast w konsekwencji ROZPADU ZWIĄZKU facet idzie w diabły, to on
                                          nawet nie chce tego przebaczenia, bo on nie zdradza z nudów tylko szuka innego
                                          układu.

                                          Oczywiscie sa przypadki posrednie kiedy facet sam nie wie czego chce i chciałby
                                          miec i zone i kochanke ale to juz jak dla mnie nawet do dyskusji temat nie
                                          jest.
                                          • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 13:22
                                            Widzisz i tu sie roznimy. Bo dla mnie zdrada czy facet odchodzi na stałe czy
                                            czasowow od zwiazku jest zdarad.. I nie odpwodiada azania facet.
                                            Za rozpad zwiazku 0 tu rzecz do dyyskusji i w kazdej sytuacja inna.

                                            Ale to tylko nasze poglady.Ty masz takie ja inne. A słusznie wyciaganełam. Bo
                                            dskutowałam z elfa o zdradzie wyraznie zaznaczałam ze odcinam zdrade od
                                            rozstania ..
                                            Ito by było na tyle.
                          • nangaparbat3 Re: [ ??] 22.07.05, 13:13
                            elf28 napisała:

                            > Ja rozumiem co chcesz powiedzieć megan. Myślę jednak, że tutaj mówimy o nieco
                            > innej sytuacji. Facet kocha swoją rodzinę: żonę, dzieci a jednak na boku ma
                            > dziecko z inną. Pytanie dotyczy kwestii moralnych: czy takie dziecko ma
                            moralne
                            >
                            > prawo do jakiejś części majątku ojca. Nie mówimy o związku M-Macocha, z którą
                            > ten mężczyzna się związał formalnie, i z którą ma dziecko.


                            Na miłość boską! Czy to dziecko miało jakikolwiek udział w decyzji o swoim
                            poczęciu? Dlaczego dziecku odmawiasz moralnego prawa do spadku? Czy dziecko
                            postąpiło nieetycznie, bo dało sie począć?
                            • joanna-walencja Re: [ ??] 22.07.05, 13:21
                              Erin napisałą: Ja na przyklad w tej chwili rozdzielnosci nie mam, bo nie ma po
                              co - skoro nie pracuje.

                              czy to troche nie brzmi jak: co jest Twoje to nasze, a co moje to moje???
                              • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 13:25
                                Troche tak.
                                Ale tu nie chodzi o dzielenie sie z mezem, tylko o spadek. I skoro na razie
                                tylko on pracuje - to wszystko nalezy sie tak samo nam (mi i naszemu dziecku),
                                jak i dziecku mojego meza. A gdy zaczne ja sie dokladac do wspolnego dorobku,
                                to chce, zeby moja czesc przypadla tylko mojemu dziecku. Chyba nie ma w tym
                                niczego zlego?
                                • nangaparbat3 Re: [ ??] 22.07.05, 13:54
                                  Nie ma, pod warunkiem że zrobicie to uczciwie. tak piszę, bo juz gdzies w tym
                                  wątku ktoś pisał o mozliwości wykazania, że mąż żadnego własnego majatku nie
                                  ma. Ale Ciebie jakos nie podejrzewam smile
                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 14:00
                                    W moim przypadku rozdzielnosc ma zapewnic mojemu dziecku to, na co ja pracuje,
                                    a nie odebrac dziecku mojego meza przyslugujaca mu czesc. Odpada przepisanie
                                    calosci majatku na mnie - chce, zeby bylo tak, ze kazde z nas ma proporcjonalna
                                    do swojego wkladu czesc.
                                • kasia_kasia13 Re: [ ??] 25.07.05, 16:47
                                  > Ale tu nie chodzi o dzielenie sie z mezem, tylko o spadek. I skoro na razie
                                  > tylko on pracuje - to wszystko nalezy sie tak samo nam (mi i naszemu
                                  dziecku),
                                  > jak i dziecku mojego meza.
                                  >A gdy zaczne ja sie dokladac do wspolnego dorobku,
                                  > to chce, zeby moja czesc przypadla tylko mojemu dziecku. Chyba nie ma w tym
                                  > niczego zlego

                                  Dopoki tylko Twoja maz pracuje, syn z poprzednniego malzenstwa ponosi finansowe
                                  konsekwencje Twojego niepracowania. Twoj maz utrzymuje go razem z byla zona.
                                  Oprocz tego ma obowiazki alimentacyjne w stosunku do Ciebie i Twojego dziecka,
                                  ktore utrzymuje calkowicie, placac zarowno swoja jak i "twoja" dole.
                                  Z jednej strony rozumiem, ze mozesz nie chciec dzielenia sie z pasierbem
                                  zarobionymi przez siebie i tylko siebie pieniedzy (ktorych jeszcze nie
                                  zarabiasz, ale juz sie martwisz komu one przypadna smile, ale widze, ze bardzo
                                  chetnie obciazasz go kosztami swojego niepracowania (bo czytalam niedawno Twoj
                                  wpis, ze Twoj maz nie placil alimetow, poniewaz musial utrzymywac Ciebie i
                                  swoje nowe dziecko).
                                  Czemu nie wprowadzisz rozdzielnosci juz teraz? Bo teraz taka rozdzielnosc
                                  bylaby dla Ciebie niekorzystna? Twoje postepowanie przypomina mi zasade "Co
                                  twoje to nasze a, co moje tego nie rusz".
                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 25.07.05, 16:49
                                    kasia_kasia13 napisała:

                                    > Czemu nie wprowadzisz rozdzielnosci juz teraz? Bo teraz taka rozdzielnosc
                                    > bylaby dla Ciebie niekorzystna? Twoje postepowanie przypomina mi zasade "Co
                                    > twoje to nasze a, co moje tego nie rusz".

                                    A co w tej chwili dałaby rozdzielność? Poza papierkiem - całe nic.
                                    Sytuacji by w ZADEN sposob nie zmienila.
                                    • elf28 DO KASI 25.07.05, 16:54
                                      Kasiu, to forum to nie jest miejsce dla pasierbic i pasierbów - jak sama nazwa
                                      wskazuje? Co sprawiło, że się tu pojawiłas?
                                      • kasia_kasia13 Re: DO KASI 25.07.05, 16:59
                                        > Kasiu, to forum to nie jest miejsce dla pasierbic i pasierbów

                                        Jesli uwazasz, ze nie powinnam zostac tu wpuszczona, napisz w tej sprawie do
                                        adminki.

                                        > - jak sama nazwa
                                        > wskazuje?

                                        Pisuje tutaj rowniez wiele samodzielnych matek i nikt ich nie wyrzuca. Widze
                                        tez watek "jak byc dobra pasierbica" i jego zalozycielki-pasierbicy tez nikt
                                        nie wyrzucal.

                                        >Co sprawiło, że się tu pojawiłas?

                                        Od dawna czytam sobie Wasze forum i zapragnelam zabrac glos, zwlaszcza, ze
                                        wiele z poruszanych problemow jest mi bliskich.

                                  • jayin Re: [ ??] 25.07.05, 17:18
                                    kasia_kasia13 napisała:

                                    > Twoje postepowanie przypomina mi zasade "Co
                                    > twoje to nasze a, co moje tego nie rusz".

                                    A jest inaczej?smile
                                    Facet niech popracuje na siebie, żonę, dziecko nr1 (z żoną obecną) i dziecko nr2 (z żoną zaprzeszłą). tak już mu się ułożyło.

                                    Ale ta sama żona popracuje już wyłącznie na faceta, dziecko nr 1(swoje) i na siebie. nie widzę powodu, żeby włączać do "jej finansów" dziecka nr2 (męża i jego zaprzeszłej żony).

                                    Więc jak najbardziej: Co twoje, to NASZE (w sensie "żona i dziecko"), co moje - to nie rusz (W sensie "facet-jego dziecko). To, że facet utrzymuje żonę, lub ona jego - nie ma dla mnie zupełnie w tym przypadku znaczenia. Może, ale nie musi. Widać, tak sobie ustalił taki facet (lub żona, jeśli to ona na niego zarabia) - i jego problem, jakie to ma konsekwencje dla dziecka (z poprzedniego związku).

                                    Facet pracuje-jego żona nie. Więc dziecku z poprzedniego małżeństa to szkodzi (w sytuacji, gdy facet ze względu na NOWĄ RODZINĘ nie płaci alimentów) - ale ile przypadków znacie, w których Sąd mu na to "pozwolił"?wink Bo ja... ani jednego. A tylko dwa, kiedy alimenty były obniżone. O 30 zł w jednym przypadku (przy kwocie wyjściowej 800 zł na dziecko) i o 100 zł w drugim przypadku (przy kwocie 600 zł - paradoksalnie).

                                    Równie dobrze można by było założyć, że jak facet pracuje i jego żona również - to powinno się podnieśc alimenty na dziecko z p.m. - no, bo facet ma lepsze warunki dzięki żonie. Nie?
                                    A to zupełnie dla mnie bez sensu. Jako dla "next" smile Facet ma dziecko. Niech więc jego - facetowe, zarobki będą brane pod uwagę. I WSZYSTKIE jego zobowiązania. Także wobec nowej żony, nowych dzieci, rodziców, banków itd itp.
                                    Next nie ma zadnych zobowiązań wobec dziecka z p.m. swojego męża (no, poza tą jakąs tam kolejką w "alimentacji" - ale to dośc odległa pozycja w rankingu - i działa w obie strony zresztą) I nie powinno to nikogo obchodzić, czy ona nie pracuje, czy tez pracuje i zarabia tyle, że ją stać na kupienie mężowi lexusa i układanie laptopów zamiast glazury w łazience. Kwestia standardu życia rodziców to dla mnie MOŻLIWOŚCI ZAPEWNIENIA TEGO standradu. Tak jak szeroko ogłaszane wszem i wobec MOŻLIWOSCI ZAROBKOWEsmile A nie to, że facet mieszka np. w domu Next i korzysta z jej 13 samochodów i wyżywienia rodem z kuchni Makłowicza. Bo to jej sprawa, co facetowi sprezentuje na co dzien, czy decydujac sie na zycie z nim - da mu prawo do WSPOŁKORZYSTANIA z tego, na co sama zarabia w lwiej części. A facet zarabiając w tym samym czasie 500 zł - nie byłby w stanie zapewnić ani sobie, ani dzieciom takich warunków. MOZLIWOSCI ZAROBKOWE i STANDARD ZYCIA ojca, jaki jest on sobie w stanie zapewnic. a nie - jaki zapewni mu Next, sąsiadka, czy kolega z pracy. Oczywiście ja w takiej sytuacji nie miałabym zupełnie NIC na przeciw temu, ze dziecko M bywałoby u nas, a nawet mieszkało, jeśli by chciało - i podczas tej obecności korzystało do woli z tych "moich" luksusów. Nawet sama bym ich obu do tego namawiała i zapraszała. Ale to nie znaczy, że w swoim domu (u matki) musiałby syn M mieć taki sam standard jaki ma jego ojciec, mieszkajac ze mną i żeby KONIECZNE i SŁUSZNE byłoby np. przy wszelkich rozmowach o pieniadzach "dla dziecka" na forach publicznych branie pod uwagę MOZLIWOSCI ZAROBKOWE Nexi?...wink Noo.. Dajcie spokój... Z jakiej racji niby?

                                    Ja wiem. Wszystko mozna wytłumaczyć i do wszystkiego teorię dorobić.
                                    Zwłaszcza jak można na tym skorzystać, a nie stracić.
                                    To zupełnie... LUDZKIE.
                                    wink

                                    To facet ma zobowiązania. I to on powinien się zastanawiać, czy go stać na nowe czy nie i jak rozwiązywać wszystko, zeby zaspokoić wszystkie zobowiązania finansowe, jakich się podjął. Next rownie dobrze moze wzruszyc ramionami ipowiedziec: "nie moje alimenty, nie moje dziecko, jego sprawa" - i to będzie jak najzupełniej normalne. Bo czy nie jest tak? A tu wszędzie ta Next jest mieszana w rózne koniugacje i deklinacje dziwne... Ech wink
                                    • kasia_kasia13 Re: [ ??] 25.07.05, 18:36
                                      > Facet pracuje-jego żona nie. Więc dziecku z poprzedniego małżeństa to szkodzi
                                      (
                                      > w sytuacji, gdy facet ze względu na NOWĄ RODZINĘ nie płaci alimentów) - ale
                                      ile
                                      > przypadków znacie, w których Sąd mu na to "pozwolił"?wink Bo ja... ani jednego.

                                      Niedawno wlansie e_r_i_n pisala, ze jej maz nie placil alimetow, gdyz mial na
                                      utrzymaniu ja i ich dziecko.
                                      • jayin Re: [ ??] 25.07.05, 18:39
                                        kasia_kasia13 napisała:

                                        > Niedawno wlansie e_r_i_n pisala, ze jej maz nie placil alimetow, gdyz mial na
                                        > utrzymaniu ja i ich dziecko.

                                        Doczytałam. Ale ja ich nie znam osobiście aż tak dobrze i nie wczytywałam się
                                        w to, czy nie płacił bo sobie sam tak postanowił, czy nie płacił, bo złożył wniosek do sądu o zawieszenie (??) alimentów i sąd mu przyznał taką "karencję" jakąś, czy cuś.
                                  • jayin Re: [ ??] 25.07.05, 17:29
                                    kasia_kasia13 napisała:

                                    > Z jednej strony rozumiem, ze mozesz nie chciec dzielenia sie z pasierbem
                                    > zarobionymi przez siebie i tylko siebie pieniedzy (ktorych jeszcze nie
                                    > zarabiasz, ale juz sie martwisz komu one przypadna smile, ale widze, ze bardzo
                                    > chetnie obciazasz go kosztami swojego niepracowania

                                    To nie ona obciąża tamto dziecko.
                                    Tylko DECYZJA OJCA DZIECKA ma taki skutek.
                                    Uważasz, ze e_r_i_n zmusiła go do zgody na jej "niepracowanie", trzymając go na muszce, czy jak?...wink


                                    > (bo czytalam niedawno Twoj wpis, ze Twoj maz nie placil alimetow, poniewaz musial utrzymywac Ciebie i swoje nowe dziecko).

                                    NIE MUSIAŁ.
                                    Mógł stwierdzić: "Sorry, nie stać mnie na to, zebyś siedziała w domu. Oddajemy dziecko do żłobka, a ty idź do roboty, a nie studiuj".

                                    Jego decyzja.

                                    > Czemu nie wprowadzisz rozdzielnosci juz teraz? Bo teraz taka rozdzielnosc
                                    > bylaby dla Ciebie niekorzystna?

                                    Oczywiście. Dlaczego ktokolwiek miałby robić coś, co jest dla niego niekorzystne? Zwłaszcza finansowo? Nie rozumiem.
                                    Altruiści "wsteczni" to jeszcze gdzieś żyją?smile
                                    • kasia_kasia13 Re: [ ??] 25.07.05, 18:30
                                      > To nie ona obciąża tamto dziecko.
                                      > Tylko DECYZJA OJCA DZIECKA ma taki skutek.
                                      > Uważasz, ze e_r_i_n zmusiła go do zgody na jej "niepracowanie", trzymając go
                                      na
                                      > muszce, czy jak?...wink


                                      Powinnam zapamietac te wypowiedz. Niejednokrotnie czytalam tutaj negatywne
                                      teksty o niepracujacych z powodu lenistwa w czasie malzenstwa bylych zonach.
                                      Jakos nikt nie pisze wtedy, ze widocznie tak odpowiadalo obu stronom.


                                      > Oczywiście. Dlaczego ktokolwiek miałby robić coś, co jest dla niego
                                      niekorzystn
                                      > e? Zwłaszcza finansowo? Nie rozumiem.

                                      To sie nazywa uczciwosc. Albo rozdzielnosc majatkowa albo majatek wspolny. A
                                      nie rozdzielnosc tylko jesli mi sie to akurat w danym momencie oplaca.

                                      • jayin Re: [ ??] 25.07.05, 18:46
                                        kasia_kasia13 napisała:

                                        > > To nie ona obciąża tamto dziecko.
                                        > > Tylko DECYZJA OJCA DZIECKA ma taki skutek.
                                        > > Uważasz, ze e_r_i_n zmusiła go do zgody na jej "niepracowanie", trzymając
                                        > go na muszce, czy jak?...wink
                                        >
                                        >
                                        > Powinnam zapamietac te wypowiedz. Niejednokrotnie czytalam tutaj negatywne
                                        > teksty o niepracujacych z powodu lenistwa w czasie malzenstwa bylych zonach.
                                        > Jakos nikt nie pisze wtedy, ze widocznie tak odpowiadalo obu stronom.

                                        To musiałaś czytać też moje - i inne -że każdy ma tak jak sobie pościele - w sensie "umowy" miedzy partnerami - co do pracy współmałżonka/partnera smile
                                        A konsekwencje tego później też należą do ich "zysków".

                                        > To sie nazywa uczciwosc. Albo rozdzielnosc majatkowa albo majatek wspolny. A
                                        > nie rozdzielnosc tylko jesli mi sie to akurat w danym momencie oplaca.

                                        To nie ma nic wspólnego z uczciwością. Przecież to zgodne z prawem. I chyba logiczne? Dbanie o WŁASNE interesy. I do tego prawo ma i Next i Ex jak najbardziej. Dlaczego komuś tego odmawiać?

                                        Najlepiej jest robic to, co się w danym momencie opłaca. To dośc zdrowe podejście.

                                        Pasuje mi - to robię to. Nie pasuje - nie robię. Zyskam na tym - to robię. Nie zyskam - w ogole sie tym tematem nie zajmuję. Proste. Dla mnie.
                                        • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 20:14

                                          > Najlepiej jest robic to, co się w danym momencie opłaca. To dośc zdrowe
                                          podejśc
                                          > ie.
                                          >
                                          > Pasuje mi - to robię to. Nie pasuje - nie robię. Zyskam na tym - to robię.
                                          Nie
                                          > zyskam - w ogole sie tym tematem nie zajmuję. Proste. Dla mnie.
                                          >

                                          Dla mnie nie. Robie to, co uwazam za uczciwe, niezaleznie od tego, czy mi sie w
                                          danym momencie "oplaca".
                                      • e_r_i_n Re: [ ??] 25.07.05, 19:39
                                        kasia_kasia13 napisała:

                                        > To sie nazywa uczciwosc. Albo rozdzielnosc majatkowa albo majatek wspolny. A
                                        > nie rozdzielnosc tylko jesli mi sie to akurat w danym momencie oplaca.

                                        Zadałam Ci juz to pytanie, ale odpowiedzi sie nie doczekałam, wiec powtorze:

                                        co zmieniłaby rozdzielnosc w tej, konkretnej, dzisiejszej sytuacji?
                                        To, ze kupione przeze mnie waciki za MOJE STYPENDIUM byłyby tylko moje, a nie
                                        wspolne?
                                        To nie tak, ze w tej chwili mi sie nie oplaca rozdzielnosc.
                                        Ona po prostu w tej chwili NICZEGO NIE ZMIENI. Wiele par tak robi -
                                        rozdzielnosc podpisuje nie na wstepie, tylko na przyklad w momencie kupna domu.
                                        Bo wczesniej ona ani dobrze, ani zle wspolmalzonkom nie robi. Jak nie trzeba
                                        recepty, to sie jej na zapas nie wypisuje. Prosciej nie potrafie wytłumaczyc
                                        tych 'kontrowersyjnych' decyzji.
                                        • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 20:15
                                          > Najlepiej jest robic to, co się w danym momencie opłaca. To dośc zdrowe
                                          podejśc
                                          > ie.
                                          >
                                          > Pasuje mi - to robię to. Nie pasuje - nie robię. Zyskam na tym - to robię.
                                          Nie
                                          > zyskam - w ogole sie tym tematem nie zajmuję. Proste. Dla mnie.
                                          >

                                          Zmieniloby. Pieniadze, jakie wydaje na Ciebie bylyby Twoim dlugiem wobec niego.
                                              • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 20:24
                                                Ze stypendium na przyklad.

                                                Poza tym rozdzielnosc zawiera sie po to, zeby rozdzielic raczej dobra
                                                materialne nabywane w czasie trwania malzenstwa, nie serki i jogurty.
                                                Tak wiec przykro mi, ale nie udowodnilas mi, ze ja nie zawieram rozdzielnosci
                                                teraz, bo mi sie to nie oplaca. I podtrzymuje - ona w tej chwili niczego by nie
                                                zmienila.
                                                • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 20:28
                                                  e_r_i_n napisała:

                                                  > Ze stypendium na przyklad.

                                                  Za malo na przezycie.

                                                  > Poza tym rozdzielnosc zawiera sie po to, zeby rozdzielic raczej dobra
                                                  > materialne nabywane w czasie trwania malzenstwa, nie serki i jogurty.

                                                  Rozumiem, ze teraz NIC nie kupiliscie?

                                                  > Tak wiec przykro mi, ale nie udowodnilas mi, ze ja nie zawieram rozdzielnosci
                                                  > teraz, bo mi sie to nie oplaca. I podtrzymuje - ona w tej chwili niczego by
                                                  nie
                                                  >
                                                  > zmienila

                                                  Moim zdaniem by zmienilo.
                                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 20:30
                                                    kasia_kasia13 napisała:

                                                    > Za malo na przezycie.

                                                    A skad wiesz, jakiej wysokosci stypendium dostawalam?

                                                    > Rozumiem, ze teraz NIC nie kupiliscie?

                                                    Z rzeczy materialnych do podzialu? nic.

                                                    > Moim zdaniem by zmienilo.

                                                    Co - konkretnie.
                                                  • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 20:42
                                                    e_r_i_n napisała:

                                                    > kasia_kasia13 napisała:
                                                    >
                                                    > > Za malo na przezycie.
                                                    >
                                                    > A skad wiesz, jakiej wysokosci stypendium dostawalam.

                                                    O ile rzeczywsicie studiujesz na SGH to wiem smile

                                                    > Moim zdaniem by zmienilo.
                                                    >
                                                    > Co - konkretnie

                                                    Juz Ci napisalam, nie ma sensu pisac w kolko tego samego. Do niczego nie
                                                    dojdziemy.
                                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 20:45
                                                    kasia_kasia13 napisała:

                                                    > O ile rzeczywsicie studiujesz na SGH to wiem smile

                                                    Maksymalne stypendium naukowe - 600zl, maksymalne socjalne - 550.
                                                    Razem mozna miec calkiem nizla kase.

                                                    Co do rodzielnosci - napisalas, ze mialabym dlug wobec meza.
                                                    Poprosze o argumenty, ktore pozwalaja na takie wnioski. Przepisy KRiO czy
                                                    innych ustaw.
                                          • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 23:05
                                            kasia_kasia13 napisała:

                                            > Zmieniloby. Pieniadze, jakie wydaje na Ciebie bylyby Twoim dlugiem wobec
                                            > niego.

                                            Jeszcze do tego - mimo rozdzielnosc mialby wobec rodziny (czyli tez mnie) takie
                                            same obowiazki, jak bez rozdzielnosci. A wiec mialby obowiazek mnie utrzymywac
                                            i nie bylby to moj dlug wobec niego. Wiec znowu - argument nietrafiony.
                                      • e_r_i_n Re: [ ??] 25.07.05, 19:41
                                        kasia_kasia13 napisała:

                                        > Powinnam zapamietac te wypowiedz. Niejednokrotnie czytalam tutaj negatywne
                                        > teksty o niepracujacych z powodu lenistwa w czasie malzenstwa bylych zonach.
                                        > Jakos nikt nie pisze wtedy, ze widocznie tak odpowiadalo obu stronom.

                                        Jak to nikt? Prawie wszystkie samodzielne o tym pisza smile.
                                        A ja na przyklad WIEM, ze zdarza sie, ze takich umow nie ma.
                                        Tobie tez zadam pytanie, ktore zadalam kiedys bodajze Peladze: jak ma maz
                                        zmusic do pracy niepracujaca zone, ktora na prosby o poszukanie pracy nie
                                        reaguje?
                                        • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 20:13
                                          > Tobie tez zadam pytanie, ktore zadalam kiedys bodajze Peladze: jak ma maz
                                          > zmusic do pracy niepracujaca zone, ktora na prosby o poszukanie pracy nie
                                          > reaguje?


                                          Cytujac jayin:

                                          "Mógł stwierdzić: "Sorry, nie stać mnie na to, zebyś siedziała w domu. Oddajemy
                                          dziecko do żłobka, a ty idź do roboty, a nie
                                          studiuj".

                                          Jego decyzja."

                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=26680351&a=26914513
                                          A powaznie- nie moze zmusic. Tylko dlaczego gdy byla zona nie pracuje, to
                                          dlatego, ze jej sie nie chcialo mimo iz maz wolal, zeby poszla do pracy, a w
                                          pryzpadku next jest to podobno dobrowolna umowa miedzy malzonkami? W kazdym
                                          razie takie mam wrazenie: niepracujaca ex=len, niepracujaca next=gospodyni
                                          domowa, studentka itd.
                                          • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 20:17
                                            kasia_kasia13 napisała:

                                            > W kazdym razie takie mam wrazenie: niepracujaca ex=len, niepracujaca
                                            > next=gospodyni domowa, studentka itd.

                                            To zle masz wrazenie. Sa i na tym forum takie next, ktorych facetowie dogadali
                                            sie w swoim pierwszym malzenstwie, ze kobieta nie pracuje i teraz z pelna
                                            odpowiedzialnoscia ponosza konsekwencje tej decyzji.
                                            Ale sa i takie, ktore nie pracuja, bo im sie nie chcialo i nadal nie chce.
                                            Macoch niepracujacych jest tu jak na lekarstwo.
                                            A ja studentka JESTEM i az taka super elastyczna nie jestem, zeby godzic studia
                                            dzienne na dwoch kierunkach z wychowaniem dziecka i jeszcze praca. Przykro mi.
                                            • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 20:23
                                              > A ja studentka JESTEM i az taka super elastyczna nie jestem, zeby godzic
                                              studia
                                              >
                                              > dzienne na dwoch kierunkach z wychowaniem dziecka i jeszcze praca. Przykro mi.



                                              Kwestia wyboru. Nikt Ci nie kaze studiowac. Jesli kogos nie stac, mozna od razu
                                              isc do pracy smile))
                                                  • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 20:46
                                                    e_r_i_n napisała:

                                                    > kasia_kasia13 napisała:
                                                    >
                                                    > > Twojego meza stac na Twoje studiowanie
                                                    >
                                                    > Mnie stac na moje studiowanie.



                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=26206692&a=26298588
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=26206692&a=26300544
                                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 20:52
                                                    No i? Wyciagnelas mi jakies watki, bo co? Bo napisalam, ze sie sama nie
                                                    utrzymuje? Nigdzie niczego innego nie napisalam.
                                                    Stac mnie, bo mam kogos, kto mi to finansuje. Dobrowolnie smile
                                                  • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 21:00
                                                    e_r_i_n napisała:

                                                    > No i? Wyciagnelas mi jakies watki, bo co? Bo napisalam, ze sie sama nie
                                                    > utrzymuje? Nigdzie niczego innego nie napisalam.
                                                    > Stac mnie, bo mam kogos, kto mi to finansuje. Dobrowolnie smile

                                                    Ale sama nie na to nie zarabiasz. Ale jak tylko zaczniesz, to od razu
                                                    rozdzielnosc majatkowa. Piekne.
                                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 21:03
                                                    kasia_kasia13 napisała:

                                                    > Ale sama nie na to nie zarabiasz. Ale jak tylko zaczniesz, to od razu
                                                    > rozdzielnosc majatkowa. Piekne.

                                                    Nie od razu. Jak bedziemy sie szykowac do zakupu mieszkania smile Bo dopiero wtedy
                                                    bedzie miala znaczenie ta rozdzielnosc, prawda?

                                                  • kasia_kasia13 Re: [ ??] 05.08.05, 21:29
                                                    > Nie od razu. Jak bedziemy sie szykowac do zakupu mieszkania smile Bo dopiero
                                                    wtedy
                                                    >
                                                    > bedzie miala znaczenie ta rozdzielnosc, prawda?


                                                    Alez oczywiscie. To bedzie mialo znaczenie dopiero wtedy, jak zaczniesz
                                                    zarabiac. Dopoki to Twoj maz Cie utrzymuje, nie ma to dla Ciebie znaczenia.
                                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 22:21
                                                    Tak sobie tłumacz, jesli Ci tego potrzeba smile

                                                    "gadaj se, gadaj, ja swoje wiem" - ze zacytuje moj ulubiony ostatnio film
                                                    ("Epoka lodowcowa" - polecam).
                                              • leeya Re: [ ??] 05.08.05, 20:30
                                                Kasia, ile Ty masz lat?? Bo chyba nie 13smile Moja siostra ma 16 i raczej tak nie
                                                kojarzy i nie pisze bez bledowsmile

                                                Erin: Ja studiowalam i od 3 semestru pracowalam. Fakt, dziecka nie mialam, ale
                                                jak widzisz, da sie polaczyc te dwie sprawy. W miedzyczasie jakos
                                                stan "zaludnienia" mieszkania mi sie o siostre wtedy 12 letnia powiekszyl. I
                                                tez dalam rade. Takze jak sie chce to sie moze. (a moze raczej jak sie musi to
                                                sie moze, bo ja musialam, przynajmniej w moim mniemaniu)

                                                Pozdrawiam,
                                                Leeya

                                                kasia_kasia13 napisała:

                                                > > A ja studentka JESTEM i az taka super elastyczna nie jestem, zeby godzic
                                                > studia
                                                > >
                                                > > dzienne na dwoch kierunkach z wychowaniem dziecka i jeszcze praca. Przykr
                                                > o mi.
                                                >
                                                >
                                                >
                                                > Kwestia wyboru. Nikt Ci nie kaze studiowac. Jesli kogos nie stac, mozna od
                                                razu
                                                >
                                                > isc do pracy smile))
                                                • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 20:32
                                                  Moje dziecko nie ma lat 12, tylko 4 - teraz. A wczesniej bylo jeszcze mlodsze.
                                                  12-latke latwiej sama w domu zostawic, niz male dziecko, prawda?
                                                  Gdybym dziecka nie miala, na pewno pogodzilabym studia z praca. Ale majac
                                                  dziecko, priorytetem byla opieka nad nim.
                                                  • kai_30 Re: [ ??] 05.08.05, 20:44
                                                    Potwierdzam, ze jak sie musi, to sie da. na pierwszym i drugim roku tylko
                                                    dorabialam - z koniecznosci, rodzicow bylo stac tylko na oplacenie mi stancji
                                                    (wychodzilo taniej niz akademik), od trzeciego zaczelam pracowac, na piatym
                                                    urodzilam dziecko. A potem, z dwojka dzieci w wieku lat odpowiednio 2 i 4
                                                    zostalam sama, wiec tym bardziej musialam pracowac. Nie mialam wyjscia,
                                                    priorytetem bylo przezycie.

                                                    Tak na marginesie, teraz znow studiuje smile
                                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 05.08.05, 20:45
                                                    Jakbym urodzila dziecko na piatym, to przez poprzednie tez by pracowala
                                                    zapewne. Ale moze na piatym zaczne pracowac? Jak mi sie bedzie chcialo smile
                              • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 13:37
                                joanna-walencja napisała:

                                > Erin napisałą: Ja na przyklad w tej chwili rozdzielnosci nie mam, bo nie ma
                                po co - skoro nie pracuje.

                                czy to troche nie brzmi jak: co jest Twoje to nasze, a co moje to moje???

                                To nie jest akurat typowe dla next, a raczej dla wiekszości bab.
                                Pierwsze żony przy rozwodzie uważają bardzo często, że wszystko co było
                                dotyczczas ich wspólne jest teraz jej tylko i wcale sie nie zastanawiaja czy w
                                tym czasie pracowały czy nie, wiec jaki problem?




                                • joanna-walencja Re: [ ??] 22.07.05, 13:53
                                  ale ja wcale nie napisałam, że to NEXT tak myślą - ja właśnie uważam że
                                  większość ludzi (nie tylko kobiet, o nie) ma tak, że łatwiej im zabiegać o
                                  wspólnotę w sytuacji, kiedy sami dokładają się do tej wspólnoty w mniejszym
                                  stopniu, albo wcale... a swoją drogą to niektóre z Was układają takie misterne
                                  plany majątkowe, jakby miały bóg wie ile do pozostawienia SWOIM dzieciom...
                                  Osobiście zgadzam się z Tobą, Nataszo, że lepiej wszystko przepić za życia bo
                                  nikt inny nie wyda moich pięniędzy, tak dobrze jak ja to zrobię... i nie będę
                                  się musiała martwić, że jak umrę przed M, to pośrednio po nim część MOJEJ
                                  krwawicy trafi do JEGO kochanych dzieciaczków. Ha, ale z drugiej strony jak
                                  eksia i dzieciaczki zejdą wcześniej niż M....
                                  • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 14:02
                                    joanna-walencja napisała:

                                    > a swoją drogą to niektóre z Was układają takie misterne plany majątkowe,
                                    > jakby miały bóg wie ile do pozostawienia SWOIM dzieciom...

                                    Wiesz, nawet jakby chodzilo o malutkie mieszkanko, ale kupione przede wszystkim
                                    z moich srodkow, to chce zabezpieczyc moje dziecko przed koniecznoscia szukania
                                    kilkudziesieciu tysiecy na splate innego spadkobiercy.

                                    A poza tym zazwyczaj jest tak, ze im dluzej czlowiek pracuje, tym wiecej ma.
                                    Ja wole sie zabezpieczyc od razu, a nie budzic sie z reka w nocniku.
                                    • joanna-walencja Re: [ ??] 22.07.05, 14:13
                                      ok, Twój mąż ma obowiązek łożenia na dzieci i Ciebie, niepracującą żonę.
                                      Wyobraż sobie 2 scenariusze:
                                      1. macie malutkie mieszkanko, kupione głównie za Twoje pieniądze - przepisujesz
                                      je na dziecko, bo macie z mężem rozdzielczość majątkową. Mąż zostaje z niczym
                                      2. zamiast malutkiego mieszkanka, macie duże mieszkanie, kupione za "wspólne"
                                      pieniądze, bo macie wspólnotę majątkową, chociaż Ty nie pracujesz. Mąż umiera,
                                      zostawia Ci połowę mieszkania, bo drugie pół dostaje dziecko
                                      Ja wiem, że mąż w przeciwieństwie do dziecka to prawie obcy człowiek, ale
                                      przecież Ty jako żona powinnaś się poczuwać do zabezpieczenia JEGO,
                                      męża,interesów w takim samym stopniu, jak oczekujesz tego od niego. I albo
                                      robimy rozdzielczość od razu, albo wcale, a nie czekamy jak mi się zacznie
                                      lepiej powodzic...
                                      • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 14:18
                                        Nie doczytalas mojej odpowiedzi do nangaparbat. Rozdzielnosc w naszym
                                        przypadku, wg mnie, powinna polegac nie na tym, ze wszystko jest moje, meza
                                        nic, tylko kazdy z nas ma proporcjonalnie do swojego wkladu. Maz zarabia duzo -
                                        jego jest mieszkanie, moj samochod. Ja zarabiam wiecej - jest odwrotnie.

                                        Natomiast drugi przypadek jest dla mnie niezrozumialy.

                                        • joanna-walencja Re: [ ??] 22.07.05, 14:33
                                          e_r_i_n napisała:

                                          > Nie doczytalas mojej odpowiedzi do nangaparbat. Rozdzielnosc w naszym
                                          > przypadku, wg mnie, powinna polegac nie na tym, ze wszystko jest moje, meza
                                          > nic, tylko kazdy z nas ma proporcjonalnie do swojego wkladu.

                                          ale wczesniej napisalas, ze nie macie rozdzielczosci, bo po co, skoro nie
                                          pracujesz... A wiec w sytuacji braku rozdzielczosci, kiedy mąż zarabia, a Ty
                                          nie, wszystko jest wspólne, nie ma żadnej proporcjonalności...
                                          • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 14:40
                                            Oczywiscie. Natomiast moje niezarabianie jest przejsciowe, a gdy sie juz
                                            skonczy, to wtedy bedzie sens ustanawiac rozdzielnosc. I nie bedzie to, tak jak
                                            pisalam, zapisanie wszystkiego na mnie (wiec nie mozna mi zarzucic nie dbania o
                                            meza).
                                  • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 14:06
                                    joanna-walencja napisała:
                                    Ha, ale z drugiej strony jak eksia i dzieciaczki zejdą wcześniej niż M....

                                    Ja akurat nie mam takich problemów...
                                    Moja zasada: Cudzego nie chcę i na nic mi niepotrzebne (to w sytuacji "zejścia
                                    exi i dzieci")
                                    Ale! cześć dalsza mojej zasady...
                                    OD MOJEGO TEZ SPADAĆ!!!!

                                    Nie nalezę do ludzi, którzy żreja po żywych i umarłych. Wszyscy ode mnie bez
                                    przerwy pozyczaja pieniadze, dla mnie nie ma problemu, kupowac równiez
                                    dzieciakom M extrasy.
                                    Może dlatego że osobiście na cudze nie patrze sama mam co mam.
                                    Problem tylko w tym, że to ja muszę chcieć DAĆ i nienawidzę jak sie mi mówi, że
                                    ja coś MUSZĘ!
                                    • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 14:09
                                      natasza39 napisała:

                                      > Problem tylko w tym, że to ja muszę chcieć DAĆ i nienawidzę jak sie mi mówi,
                                      > że ja coś MUSZĘ!

                                      Otoz to.
                            • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 13:30
                              nangaparbat3 napisała:
                              > Na miłość boską! Czy to dziecko miało jakikolwiek udział w decyzji o swoim
                              > poczęciu? Dlaczego dziecku odmawiasz moralnego prawa do spadku? Czy dziecko
                              > postąpiło nieetycznie, bo dało sie począć?

                              Dziecko nie postapiło nieetycznie.
                              Nieetycznie postapili Ci którzy przyczynili sie do tego poczęcia.
                              Społeczeństwo karze dzieci za nieetyczne postepowanie rodziców.
                              Tzw. bastardów, czyli potomków królów i ksiażąt nie mysmy współcześni
                              wymyslili, lecz historia pokazała, że odsuwanie nieprawych potomków od
                              dziedziczenia było słuszne, bo nie powodowało wewnetrznych konfliktów.



                              To dziecko choć obciazane niemoralnym zachowaniem rodziców jest obciazone od
                              urodzenia pewnymi społecznymi prawami, z którymi własnie tu polemizujemy.

                              • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 13:34
                                Natasza napisała:
                                Dziecko nie postapiło nieetycznie.
                                > Nieetycznie postapili Ci którzy przyczynili sie do tego poczęcia.
                                > Społeczeństwo karze dzieci za nieetyczne postepowanie rodziców.
                                > Tzw. bastardów, czyli potomków królów i ksiażąt nie mysmy współcześni
                                > wymyslili, lecz historia pokazała, że odsuwanie nieprawych potomków od
                                > dziedziczenia było słuszne, bo nie powodowało wewnetrznych konfliktów.
                                >


                                Ha ha Ha.. No cóz pytania ktore dzieci sa teraz "basardami" z Pierwszych
                                zwiazków czy kolejnych ????

                                No to mama y teraz dyskusje z zarysem historycznym.
                                • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 13:35
                                  Megan, udajesz? Mam nadzieje smile

                                  My nie rozmawiamy o dzieciach ex i next, tylko o sytuacjach takich, jak Innuit.
                                  Widzisz roznice?
                                  • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 13:38
                                    ERIN. Teraz pto juz rozmawiam y ogoleni na temat dziedziczenia - jeszcze z
                                    zarysem historycznym. smile)))

                                    Ja tam jestem za roznowsica wszystkich dzieci , ale jesli zaczynamy sie
                                    powowływać na historie...

                                    smile))))))))))))
                                    Nie no myslałam ze swiat idzie do przodu a nie cofa sie.Widzisz erin chodzi mi
                                    o to ze jesli hoistoria ma recje w jednym przypadku to czemu nie w drugim??
                                    • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 13:43
                                      megan58 napisała:
                                      > Ja tam jestem za roznowsica wszystkich dzieci ,

                                      heheh czyżby????
                                      A czy to nie ty pisałaś kiedyś, że jak się pojawia na świecie drugie dziecko z
                                      następnego związku, to nie ma co obniżać alimentów, bo temu perwszemu sie
                                      należy jak chłopu ziemia!!!

                                      A może mi sie pomieszało wtedy sorry.
                                      No bo jak uważasz że wszystkie dzieciaki powinny być równo traktowane, to chyba
                                      tak właśnie powinno byc, no nie?
                                    • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 13:45
                                      megan58 napisała:

                                      > Nie no myslałam ze swiat idzie do przodu a nie cofa sie.Widzisz erin chodzi
                                      > mi o to ze jesli hoistoria ma recje w jednym przypadku to czemu nie w drugim??

                                      Ale naprawde nie widzisz roznicy miedzy sytuacja Innuit, a sytuacja macoch?
                                      W pierwszy przypadku to nadal oni sie dorabiaja razem, tworza rodzine,
                                      a dziecko jest jest wlasnie z nieprawego loza. W przypadku macoch powstaje nowa
                                      rodzina i nie ma dzieci z nieprawego loza, ktore maja uczestniczyc w dorobku
                                      innej, obcej rodziny.
                                • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 13:40
                                  megan58 napisała:

                                  megan nie myl pojęć!

                                  W omawianym przypadku nie ma drugiego związku!
                                  Jest bastard, czyli dziecko "króla z nałoznicą".
                                  Król ma się dobrze i królowa również.

                                  A Tobie sie megan pokićkało z Henrykiem VIII.
                                  Ten jak brał nową żonę, to te pierwsze były bastardami.
                                  • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 13:47
                                    Oj nic misie nie pokrećiło.
                                    Bo widzisz terz historycznie powinnismy spojrzeć na temat kiedy uznawano
                                    zakonczenie małzenstwaitd..
                                    Dlatego wyciagniecie tu histori troche wyamiałam - n bo uwazam ze no coz jesli
                                    bawić sie historycznie to prosze bardzo.
                                    jak zmarł henryk VIII to ustalona była nastepujac kolejka do tronu :
                                    1.Edawrt - syn - z zony Joanny , Pierwszy bo Facet smile) ( ci To zawsze mieli
                                    lepije)
                                    2. Maraia - z zony katarzyny Arganoskie -
                                    3.Elzbieta .
                                    itd..
                                    Mimo iż rozwodził sie. Widszi rola "basardow"tez nie była jednoznaczna ,,
                                    dzlczego bo w zaleznosci od polisty jak prowadził Henryk - roznie było z tymi
                                    łaskami...
                                    Zaleząło to tez w duzej mieze od NEXTsmile)
                                    Jedne wiesza przychylnoscia dazyły marei inne elzbiet w zalenzosci tak naprawde
                                    w jakim ugrupowaniu były ..

                                    • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 13:58
                                      megan58 napisała:


                                      Edward, nawet jak byłby Edwardą tez byłby pierwszy, bo Heneiek Joaśkę
                                      najbardziej ze wszystkich żon kochał, po prostu.
                                      A Kaziu nasz Wielki, choc do historii jako bezpotomny przeszedł, miał
                                      dzieciaków z nieprawego łoża ok 20.
                                      I gdyby któreś z bękartów na tronie zasiadło, nie milibysmy wielkiej dynastii
                                      Jagiellonów.

                                      Ale najwazniejsze było w historri, czy dziedzic był ze związku ślubnego, czy
                                      od "nałożnicy".

                                      I tutaj własnie cały czas próbuję Ci wytłumaczyć, że tobie sie myli dziecko
                                      uznane przez ojca (obojetnie czy przed slubem, czy po slubie z małzonką) od
                                      dziecka z nowego również ślubnego związku.
                                      Po prostu dla Ciebie wszystkie dzieci, poza dziećmi z 1-go małżeństwa są taka
                                      samą miara traktowane, bez względu na to jaki cywilny zwiazek i zobowiazania
                                      łaczą ojca z ich matkami.

                                      JA bym tu rozrózniła jednak poszczególne sady i jabłuszka i wzajemne prawa do
                                      dziedziczenia po ogrodnikach.

                                      • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 14:04
                                        Co by było gdyby.. To nie wiesz bo Henrykiem VIII nie byłas .. Wiec gdybanie i
                                        polemike w tym temacie mozemy sobie posoztawic - bo to co piszesz nie sa fakty
                                        historyczne a jedynie Twojea interprescacj..
                                        Naptomiast ja odnosze sie do wszystkich dzieci uznanych przez ojca tak samo.
                                        Ale zwróc uwage , ze mimo uznania zarówn Elzbiety jak i Marii _ marai maiła
                                        pierwszeństwo do tronu , a wynikło to za starszenatwa ( i kolenosci zon)
                                        I nie mowi mi tego co nie mowie badz nie mysle. - tylko dlatego ze Ty uwazasz
                                        ze ja tak mowie badz mysle.
                                        • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 14:08
                                          A wg. Napisałm o tym ze nie ma sensu odwoływac sie do historii.
                                          Choodziło mi o to ze jesli odwołujesz sie juz do czegos takiego to zastanow sie
                                          czy warto???

                                          Bo ja osobiscie zasad panujacych w dajmy na to erze kamienia łupanego nie
                                          chciałabym przenosci do terazniejszych czasów. I myśle ze cywilzacja poszłana
                                          przód. I nie ma znaczenia czy dziecko jest czy nie uznanne i jak to kiedys było
                                          tylko jak z morlanego i teycznegio punktów widzenia bycpowinno.

                                          Etyke i morlae kazdy ma własne i to juz dalej nie podelga dyskusji.
                                          To wszystko co maiłam do pwoeidzenia w tym temacie.
                                          Zastanawi mnie do czego jeszcze bedzieci zdolne sie posunać byle tylko
                                          udowodnic , ze tej małehjj od ojca nic sie nie nalezy.
                                        • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 14:12
                                          megan58 napisała:

                                          > Co by było gdyby.. To nie wiesz bo Henrykiem VIII nie byłas .. Wiec gdybanie
                                          i
                                          > polemike w tym temacie mozemy sobie posoztawic - bo to co piszesz nie sa
                                          fakty
                                          > historyczne a jedynie Twojea interprescacj..
                                          > Naptomiast ja odnosze sie do wszystkich dzieci uznanych przez ojca tak samo.
                                          > Ale zwróc uwage , ze mimo uznania zarówn Elzbiety jak i Marii _ marai maiła
                                          > pierwszeństwo do tronu , a wynikło to za starszenatwa ( i kolenosci zon)
                                          > I nie mowi mi tego co nie mowie badz nie mysle. - tylko dlatego ze Ty uwazasz
                                          > ze ja tak mowie badz mysle.


                                          Moja droga nie masz racji.
                                          Nie wynikało to ze starszeństwa zon.
                                          Małżeństwo Anny (matki Elzbiety) z Henrykiem zostało po prostu uznane za
                                          niewazne, czyli Elzbieta w mysl prawa stała się bastardem.
                                          Dlatego była na końcu "łańcucha pokarmowego"
                                          Jesli chodzi o resztę informacji na temat małzeństw Henia, to nie sa to tylko
                                          moje interpretacje, tylko wiedza oparta na licznych esejsch i opracowaniach
                                          które przeczytałam w tym temacie.
                                          To po prostu mój konik jest
                                          • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 14:20
                                            Widzis zja tez mam duzoa wiedze na temat henryka VIII. To nie do kon catak ja
                                            k piszesz.
                                            Ja tez czytała ogrom literatury o Heniu...
                                            I pytanie na które nie jest w stanie tak naprawde opdpwiedziec zaden historyk
                                            czy wielka miłosc- aobdażąl nia kaza nowa zone przetrawąłby gdyby dziecko nie
                                            okzało sie chłopcem????

                                            Daltego tO jest Twoja inetrpretacja - tak jak z rozna interpetacja historyków
                                            mozna sie zetnkać. Jtro napisze jak to było dokładnnie z małzenstwiem
                                            klatrzyany. Ale wiem ze nie chał dać rozwodu - czyli uniwaznienia małzenstwa
                                            papierz- dlatego henyrk założ ł własne kosciól i tu musze sprawdzić czy wział
                                            rozwód czy unieważnił małzenstwo. Natomiast musz etęż sprawdzicczy rozwód czy
                                            uniewqanien był kres małzentwa z Anna - bo z tego co pamiteam to droge do
                                            poslubienia innej dąło mu tak naprawde usmiercenie ANNY
                                            Ale jak mowie.To sprawdze napisze jutro .
                                            Natomiast - twierdzenie ze jakbu - toby . Na temat histori to jest gdybanie...
                                            Bo historia zna tylko fakty i zadne esej tego nie zmiena...
                                            • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 14:26
                                              Sprawdź, ja tez sprawdzę. Osobiście najbardziej lubie w tym temacie Zweiga,
                                              więc poszukam u niego.
                                              Z tym nowym kosciołem Henia to mu nie tylko o nowe dupy chodziło, jak o
                                              położenie łapy na majatku koscielnym i wkurzało go to ze papiez ma nad nim
                                              władzę,.
                                              A tak nawiasem to chyba najwartościowszy z tych dzieci był właśnie bękard Elka,
                                              a nie powalona na mózgu Kaśka (podejrzewano ja o guza na mózgu, a pewne jest ze
                                              na raka umarła), która zrobiła dla Angli więcej złego niz dobrego.
                                              • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 14:35
                                                Z tego co sprawdziłam . Obie były basardami.
                                                Małzenstwo katrzyny uznano za niwazne. Jej dziecko zostało uznane z Basarda -
                                                onoa za księzno .

                                                Małzenstwo kóla z Ann anulowana a jaskazno za cudzołustwo i kazirodztwo.
                                                Mnie tylkozastanwai fakt , ze została skazan z cudziłustwo skoro nie była
                                                zona.. Na ale .Chciałsie jej pozbyc.

                                                Zawsze najbardziej lubiałam Anne ze wszystkich jego zon. A ulubionym moim jego
                                                dzieckiem była Elzbieta.
                                                maria i katarzyna nie potrzenbnie zaciseniły swoj siwat do nienawisci.
                                                Drugoa moja ulubian - druga zona kochanka jest Cate Hupburn - nie wiemczy
                                                dobrze napisałam.

                                              • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 14:38
                                                Co do katarzyny - zgadzam sie z Toba. Wiesz toche złagodziłam swja krytyke do
                                                niej - jak niedawno czytałam dośc duzo o niej. Ogólnie jej nie lubie. Ale
                                                uwazam ze nie potrzebien zaciesniła sobie swiat i nie pozwoliła rozwinac sobie
                                                skrzydeł , ani swojemu dziecku . Przekazując mu cąła swoja gorycz i ninawisc.
                                                Gdyby namacghneła łapkana henryjk I pokazał piekna i wiedze jaka ma jako
                                                ksieżan i przekażłto swoje córece ... Ciekawie by mogło byc..
                                                Ale gfakt faktem - Najelpsza była Ela !!!
                                              • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 14:39
                                                Zweiga,
                                                więc poszukam u niego.



                                                Zweig popełnił kilka biografii zbeletryzowanych, jakoś nie wydaje mi się do
                                                końca wiarygodny historycznie, acz pióro miał lekkie i przyjemnie jego dzieła
                                                się czyta.
                              • nangaparbat3 Re: [ ??] 22.07.05, 14:00
                                Społeczeństwo karze dzieci za nieetyczne postepowanie rodziców.
                                > Tzw. bastardów, czyli potomków królów i ksiażąt nie mysmy współcześni
                                > wymyslili, lecz historia pokazała, że odsuwanie nieprawych potomków od
                                > dziedziczenia było słuszne, bo nie powodowało wewnetrznych konfliktów

                                Daj spokój. Najlepiej od razu połowę ludzi po prostu usunąć, bo powodują
                                konflikty.
                                A to, ze społeczeństwo tak postępuje, jest głęboko nieetyczne. Zawsze takie
                                jest zrzucanie konsekwencji na najsłabszego.
                            • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 15:27
                              Ja nikomu do niczego prawa nie odmawiam. Głośno się zastanawiam i dyskutuję. I
                              powtórzę raz jeszcze: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a w tej
                              konkretnej sytuacji rozmawiamy o innuit a nie ogólnie o tego typu sytuacjach.
                              Nie można tej samej miarki przykładać do wszystkiego, bo to nie o to chodzi.
                              Jak już napisałam, będąc na miejscu innuit pewnie chciałabym dla swoich dzieci
                              jak najwięcej, a na miejscu tego dziecka uważałabym, że mam prawo do spadku po
                              ojcu.
                        • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 11:36
                          To facet odchodzac i zostawiaj cały
                          > majatek zonie i dzieciom nie robi nic nadzwyczajnego . W koncu wypraował go
                          gdy
                          >
                          > był przyniej i to była tez jej nalezna czasci dizeci... Przemaiwa za tym cała
                          > argumentacja której tu uzyłas... smile


                          Mój facet tak własnie zrobił.
                          Swoja cześć zostawił dzieciom.
                          Teraz jest w nowym związku i pracuje na już inny sad.
                          A zatem z tego sadu jabłka bedą dzielone juz tylko według zasług, a nie głupio
                          pojetej zasady dziedziczenia.

                          Gdybym miała wiecej dzieci, to wcale nie uważam, że słusznym byłoby dawanie
                          wszystkim po równo.

                          Moja śp. babka miała majatek (i to duzy do końca) i do końca mówiła, że
                          przepisze temu co na końcu oczy jej zamknie.
                          Dotała jej synowa, z która darła koty całe życie, bo ona jedna przy niej robiła
                          jak leżała obłożnie chora.
                          I choć reszta ciotek i wujków protestowała, taka była wola babki i uważam, że
                          nic komu do tego.
                          Wola tylko i wyłacznie tego co ma komu daje,
                          Gdyby w przyszłości mój syn okazał sie jełopem nie wahałabym się przepisac
                          majatku na wnuki, synową czy pasierbów, gdyby te okazały się dla mnie ludźmi
                          A pod przymusem i pod murem, to we mnie rodzi bunt i tyle.
                          Pokaż, że jestes człowiekiem dla tego ojca, czy matki, czy macochy, a nie "daj,
                          daj, bo ja mam prawo".
                          Rozumiesz?
                          • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 11:43
                            Podpisuję się pod tym co napisałaś w 100%
                            Tak jest, mój tato też wspomina mojemu bratu, że jak dalej tak będzie
                            rozpuszczał kasę na prawo i lewo, to cały swój ciężko wypracowany majątek na
                            mnie przepisze, bo ja to pomnożę a nie rozmienię na drobne.

                            Poza tym tak sobie myślę, jakbym ja zrobiła gdybyśmy z M dziecko mieli. On cały
                            swój majątek zostawił przy dziecku i Eks. Dlatego oprócz rozdzielności
                            majątkowej chciałabym aby nasze dziecko dostało wszystko to, co M za naszego
                            związku dla siebie i dla nas wypracował. Jeśli za tamtego związku zostało mu
                            mieszkanie, to niech to mieszkanie w całości tamte dzieci dostaną.
                          • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 11:44
                            Nataszko, znowu do Ciebie-ale nie do iebie.

                            Tak "wyrolować" bym się babce nie dała. Testament babki podważyłabym z mety. A
                            dobrze "ustawione" podważenie zawsze "przechodzi" i moralne oceny nie maja
                            znaczenia.
                          • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 11:50
                            Widzisz. Tak Oczywiscie masz prawo dzielić majatek jak chcesz. Mnie nic do tego.
                            Pytałam czemu juz na poczatku - gdy nie wiadomo jakie to dziecko bedzie - ono
                            sie dopiero narodziło - ojciec ma je trakotwać inaczej..
                            Widzisz tu wyszło traktowanie przez ojca dzieci inaczej- gdy wogole nie ma
                            jeszcze problemu relacji i jakie sa..


                            Co do konczenia, zostawian , odzielania..
                            Kazdy robi w zyciu jak chce. To jego morale. Czy słuszne ???
                            Nie nam oceniac.
                        • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 11:51
                          megan58 napisała:

                          A jak juz tak sobie snujemy rozne wizje , to moze. Facet zaciaga mase długów.
                          > Ma z tego kupe kasy - która pprzepisuje na dzieci i maochce , a długi
                          zostawia
                          > jako spdek- czy dzieci z innegozwiazku winne uczestniczys w spłacaniu tak
                          > pozostawioneg majatku..


                          A co do tego fragmentu, to jest to dla mnie przykład zgnitego moralnie faceta,
                          który wogóle nie powinien mieć dzieci.

                          I nie mnózmy tu przykładów podłości wszelakiej, bo mozna to mnożyć w
                          nieskończoność i istnieja takowe przypadki po obo stronach.
                          Ot chociazby niespłacone długi ex małzonek, które musi spłacać pozostawiony M
                          na spółke z next. Też są takie przypadki i to tu na tym forum.

                          Wogóle uważam, że za dużą rolę przykłada sie w naszych dyskusjach do tematu
                          majatków.
                          W niektórych kulturach jest tak, że dzieci dostaja od rodziców wychowanie,
                          wykształcenie, żarcie, spanie i kopa w dupę na nowa droge życiową, ewentualnie
                          tzw. krzyzyk na droge.
                          I nic do tego nikt nie ma.

                          Ja i mój M postanowiliśmy nie gromadzić żadnego majatku wspólnego.
                          Wydamy wszystko za zycia na pdróże i na siebie.
                          Przynajmniej nikt nam na grób pluc nie będzie.
                          No ale to jest moja folozofia.
                          • m-m-m Re: [ ??] 22.07.05, 11:57
                            Wogóle uważam, że za dużą rolę przykłada sie w naszych dyskusjach do tematu
                            majatków.



                            No, nie Nataszko, tym razem tylko do Ciebie smile, autorka wątku sama podejmie
                            decyzję, ważne by wiedziała, że taki problem istnieje, a co z tym zrobi - jej
                            prywatna sprawa. Dlatego warto pisać na ten temat, bo dużo macoch nie wie jak
                            to naprwdę wygląda, a z tego forum moga się dowiedzieć.
                            Dla Ciebie i dla mnie te sprawy są oczywste, ale np. Elfik, która nigdy się nie
                            spotkała z prawem dziedziczenia - nie wiedziała, jak to wszystko przebiega. I
                            temu te dyskusja służą.
                          • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 11:58
                            Natasz ale probelm ktory ja poruszyła nie tyczy sie isci tylko majatku..
                            Ja uwazam ze rodzice z majatekim moga zrobic co chca. i wogle moga zsoatwic
                            naschronisko dla zwierzat..
                            Ale problem jak dla mnie jest juz przy starcie innego traktowania dziecka. O to
                            pytam.
                            Dlaczego - nie da sie powoałc na relaje miedzy nimi - bo dziecko dopiero co
                            narodzone - nawołujecie do innego traktowania przez ojca tego dziecka????
                            DLACZEGO od staru ma je oszukiwac???
                            Przeciez to dziecko nic mu nie zrobiło, a ze powsało z inngeo zwiazku - no
                            coz.. chyba wiedział , ze nie spi z zona????
                            Wiec dlaczego???
                            • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 12:03
                              megan58 napisała:

                              > Natasz ale probelm ktory ja poruszyła nie tyczy sie isci tylko majatku..
                              > Ja uwazam ze rodzice z majatekim moga zrobic co chca. i wogle moga zsoatwic
                              > naschronisko dla zwierzat..
                              > Ale problem jak dla mnie jest juz przy starcie innego traktowania dziecka. O
                              to
                              >
                              > pytam.
                              > Dlaczego - nie da sie powoałc na relaje miedzy nimi - bo dziecko dopiero co
                              > narodzone - nawołujecie do innego traktowania przez ojca tego dziecka????
                              > DLACZEGO od staru ma je oszukiwac???
                              > Przeciez to dziecko nic mu nie zrobiło, a ze powsało z inngeo zwiazku - no
                              > coz.. chyba wiedział , ze nie spi z zona????
                              > Wiec dlaczego???


                              No coż, tu się muszę z Toba megan zgodzić. Nie można zakładać, u niemowlaka
                              jeszcze takich sytacji.

                              Mea culpa, ja może z dywagacjami za bardzo pofrunęłam, a teraz biorę się juz za
                              robote, coby na te potrzeby wspólne i majatek wspólny zarobić. hehehehe
                            • elf28 Re: [ ??] 22.07.05, 12:04
                              Wiesz megan, ja myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                              Patrząc od strony tatkiego dziecka - w pełni się z Tobą zgadzam.
                              Patrząc od strony żony tego mężczyzny - walczyłabym jak lwica o więcej dla
                              moich dzieci.
                              Patrząc od strony dzieci, chyba czułabym się trochę pokrzywdzona...
                              Ale wszystko zależy jakie relacje między tymi ludźmi by panowały. Tak jak
                              napisała poxywka smile
                              • megan58 Re: [ ??] 22.07.05, 12:11
                                ELF- i tu sie z TOBA zgadzam . Jak i z Natasza jak i z Poxywka..
                                Chodziło mi tylko ze rozumiem nawoływani wasze i zwrocenie tej koniecie uwagi
                                na słuszan sprawe , ze winna zadabc o strone finasowa nie tylko emocjaonalna...
                                I Ja radze rodzielnosci majatkowa + podział dotychczas wspolnego majatku - to
                                moga zrobic bez sadu.
                                Ale z nawoływaniem do w jakięs mierze "oszukiwania" tego dziecka wstrzymałabym
                                sie i raczej pozwoliła rozwinac sytuacji a wtedy mysle,ze oni sami bede umieli
                                podjać własciwe kroki.
                      • poxywka Re: [ ??] 22.07.05, 11:29
                        jesli to prawda, chociaz chyba nie zawsze bo czesciej negatywnie wplywaja
                        warunki pracy na sytuacje w domu niz odwrotnie, to nadal ten mezczyzna ma
                        odpowiednie warunki dzieki zonie a nie dzieki dziecku; mataka jego
                        pozamalzenskiego dziecka nic nie odstanie wiec ok; jedynie dziecko, ktore
                        niczemu nie zawinilo i zabezpieczenie jego przyszlosci jest po prostu
                        obowiazkiem i ojca i matki; jest to kolejny bolesny punkt dla zony, ktora
                        przebaczyla mezowi i pozostaje sie tylko z tym jakos pogodzic; czytajac posty
                        innuit widac ze sie stara
                        zreszta Wy macoszki tez sie chyba na to godzicie w swoich zwiazkach; zdaje sie
                        ze nawet nie wszystkie maja te rozdzielnosc

                        pozdrawiam
                        poxywka
                        --
                        "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
                          • poxywka Re: [ ??] 22.07.05, 11:56
                            no nie dziwie sie - ja byc moze tez bym miala w takim przypadku;
                            sytuacje w ktorej jest innuit ciezko mi sobie wyobrazic wiec nie chce sie
                            zarzekac co bym zrobila, ale wydaje mi sie, ze jesli przebolalabym ten caly
                            wystepek malzonka, to zarowno staralabym sie miec dobry kontakt z tym dzieckiem
                            jak i nie ograniczac mu spadku z czesci ojca; latwiej zarowno placic alimenty
                            jak i zostawic spadek komus, kogo sie zna i lubi niz temu, kto byl nam jedynie
                            niechlubna skaza na pieknym zyciorysie
                            pozdrawiam
                            poxywka
                            • natasza39 Re: [ ??] 22.07.05, 12:00
                              A jak juz tak sobie snujemy rozne wizje , to moze. Facet zaciaga mase długów.
                              > Ma z tego kupe kasy - która pprzepisuje na dzieci i maochce , a długi
                              zostawia
                              > jako spdek- czy dzieci z innegozwiazku winne uczestniczys w spłacaniu tak
                              > pozostawioneg majatku..


                              No jest zagryzka, to fakt!
                              Tym bardziej będzie boleć, jak to dziecko, w przyszłości okaże się wstrętne, a
                              i tak będzie mu sie nalezało.
                              tak, tak, m-m-m mówi cały czas o prawie, a ja mówie o kwestiach moralnych i
                              ludzkich.

                              Dlatego lepeij chyba nie gromadzić. Wydawać na bieżąco, bawić się i mieć w d...
                              co sie stanie z tymi majatkami gromadzonymi za zycia po naszej śmierci.
                        • e_r_i_n Re: [ ??] 22.07.05, 13:12
                          poxywka napisała:

                          > zreszta Wy macoszki tez sie chyba na to godzicie w swoich zwiazkach; zdaje
                          > sie ze nawet nie wszystkie maja te rozdzielnosc

                          Ja na przyklad w tej chwili rozdzielnosci nie mam, bo nie ma po co - skoro nie
                          pracuje. Ale jak najbardziej planuje ja w przyszlosci - bo to, czego sie
                          dorobie, ma byc dla mojego dziecka.

                          Pomijam juz fakt, ze wszystko, czego dorobi sie moj maz, bedzie tylko
                          i wylacznie w czasie zwiazku ze mna.
                          • kasia_kasia13 ??? 05.08.05, 20:51
                            > Pomijam juz fakt, ze wszystko, czego dorobi sie moj maz, bedzie tylko
                            > i wylacznie w czasie zwiazku ze mna.

                            Jestes wrozka?
                            • e_r_i_n Re: ??? 05.08.05, 20:54
                              Nie. Czlowiekiem logicznie myslacym. Nawet jak sie rozstaniemy, to wszystko,
                              co w momencie rozstania bedziemy mieli, bedzie skutkiem naszej pracy.
                              Nie napisalam, ze wszystko, czego sie w zyciu dorobi. Juz moze przestan tak na
                              sile czepiac sie slowek - bo nie sadze, zebys nie rozumiala, co napisalam.
      • leeya Pytanie do dziedziczenia:))) Zlosliwe:))) 22.07.05, 12:39
        No dobra. Zalozmy sytuacje:

        Jest sobie rodzina, rozpada sie, facet odchodzi w przyslowiowej jednej koszuli
        na grzbiecie. Dogaduja sie z nexia, ze On jej wszystko zostawia, ale Ona nie
        bedzie kladla juz lapy na jego majatku wypracowanym "po". Alimenty placi. W
        ogole jest OK uklad. Facet zaklada nowa rodzine. Pracuje, przecuje, dorabia sie
        od poczatku wszystkiego. I nagle.... 6 w totka z najwieksza w historii wygrana.
        I jak teraz?? Jako, ze facet i exia sie dogaduja, to musze w tym momencie
        usmiercic facetasmile bo pewnie sam z wlasnej nieprzymuszonej woli podzielilby
        sie "manna z nieba" z dzieckiem z poprzedniego zwiazku. Wiec facet pada na
        zawal po wygranej (ktora zdazyl odebrac i przelali mu juz na JEGO konto), z
        nexia ma intercyze. Czy w takim wypadku "moralne" jest, zeby exia w imieniu
        dziecka domagala sie naleznej dziecku czesci? Czy ma nie ruszac, bo umowili
        sie, ze Ona do owocow jego pracy "po" nic nie ma?? A z drugiej strony czy 6 w
        totka to owoce pracy??

        Tak mnie naszlo jak czytalam. Ciekawa jestem Waszych opiniismile)

        Leeya