paulinka32
08.06.05, 13:18
Jak czytam te wszystkie posty to czuję się taka pusta w środku. nic mnie nie
cieszy, zero optymizmu, mam ochotę wyć. Do niedawna bylismy z mężem bez
pracy, pomagali teściowie. Choć jestem po studiach nie wierzę, że dostanę
pracę. Kiedyś byłam wesoła, optymistyczna, a teraz nie wierzę w nic, nie
wierzę nikomu, nie lubię ludzi, wszystko mnie wkurza. Czasem myślę, że to
wina tabletek antykoncepcyjnych, za duzo męskich hormonów. Nie lubie nawet
siebie, czuję się winna, jak mały zakaszle, jak jest chory. Nie cierpię swej
teściowej (bo chce pokazać jaką jest idealną matką). Szlag mnie trafia, jak
mówi, że moje dziecko jest za chude, choć chodze za nim z każdą łyżeczką.
Nie widzę światełka w tunelu, który da mi nadzieję. Mam super męża i synka.
Gdyby nie moje dziecko nie widzę sensu życia. Mam dośc siedzenia w domu, nie
mogę patrzeć jak ludzie wyręczja się dziadkami, może zazdroszczę? nie wiem.
Ale z drugiej strony obydwie babcie moim zdaniem są nieodpowiednie do
wychowywania wnuczka. Dziękuję Bogu, że pójdzie od wrzesnia do przedszkola,
może wtedy ja pójdę do pracy, może znowu jak kiedyś, jak wy forumowe mamy,
będę optymistką i będę sie cieszyć życiem. Teraz żyję dla synka.