Pomocy!!

10.06.05, 22:55
Jestem mamą dwulatka i mam to (nie)szczęście, że mieszkam u teściów. Teściowa
jest tradycjonalistką i co niedzielę musi być na obiad rosół. Ja nie bardzo
lubię, ale z grzeczności jem. Mój syn natomiast rok temu dawał się skusić na
parę łyżek. Niestety, dostawał potem wysypki. Lekarz dermatolog stwierdził,
że najprawdopodobniej chodzi o żółty barwnik zawarty w vegecie, którą
teściowa dodaje do rosołu. Próbowaliśmy jakoś to wytłumaczyć w domu, ale kto
to widział, żeby rosół szkodził, przecież to taka pyszna i pożywna zupa. Na
szczęście problem sam się rozwiązał, bo Młody zaczął reagować na wrzaskiem na
widok zup choćby tylko podobnych do rosołu. Niestety, w tym roku zmienił
kulinarne gusta i zajada aż mu się uszy trzęsą. Dziadkowie są szczęśliwi, ale
my nietety nie, bo wysypka pojawia się regularnie w każdy poniedziałek. Ledwo
ją wyleczę i znów jest niedziela i "pyszny rosołek". Zalazaliśmy z mężem,
tłumaczyliśmy dlaczego. Teściowa obraziła się na nas i albo głośno
komentuje: "babcia by ci dała, ale mama nie pozwala", albo daje ukradkiem.
Wiem, że daje, bo Młody ma momentalnie wysypkę. Czasem "uciekamy" z domu w
niedzielę, więc kochany wnusio dostaje rosołek w poniedziałek. I co mam
zrobić???
    • abit26 Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:06
      Współczuję! Niestety nie potrafię Ci poradzić co masz zrobić.
    • klarak Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:09
      moze wez tesciowa ze soba na wizyte do dobrego alergologa, ktory wytlumaczy co i
      jak? rosol i w ogole wywar z miesa wszelki jest wyjatkowo niewskazany dla
      alergikow. Mozna ugotowac zupe warzywna, a potem wkroic do niej mieso ugotowane
      osobno i odlane.
      czasem dobrze robi twarda rozmowa: "rozumiem, ze chcesz dla niego dobrze, czemu
      wiec powodujesz, ze ma wysypke i cierpi. chcesz, zeby go bolalo?" ja tak
      rozmawialam z moja mamam, bo mialam podobny problem, teraz mnie pyta, czy moze
      cos dac dziecku. tyle, ze ja nie mieszkam (na szczescie) z mama...
    • gagunia Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:09
      popros tesciowa, zeby odlewala dla dziecka do malego rondelka zanim wsypie
      vegete. daj jej tez do poczytania na torebce sklad tego "polepszacza" i powiedz,
      ze lekarz zabronil podawac produktow z koserwantami.
    • anek.anek Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:09
      A może sama zacznij gotoać w niedzielę? Niech to będzie rosół, ale bez vegety!
      Zapewniam, że ugotowany na dużej ilości warzyw i porządnej kurze wyjdzie dużo
      smaczniejszy niż przyprawiony vegetąsmile
      Nie widzę innego rozwiązania, jeśli żadne argumenty do babci nie przemawiają.
      Możesz ją jeszcze postraszyć, że alergie leczy się własciwie głównie poprzez
      odstawienie alrgenów, że taka chemia strasznie uczula, a nie leczona alergia
      może doprowadzić do astmy. U dzieci od pokarmowej siz reguły zaczyna. chociaż
      to pewnie razej nie alergia jako taka, tylko nadwrazliwośc, zła tolerancja tej
      vegety.
    • klarak Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:12
      ale jestes pewna, ze to ta vegeta? bo rosol sam w sobie jest bardzo uczulajacy.
      moze namow na rosol bez vegety, a jak wysypka nie ustapi, to trzeba bedzie i z
      rosolem powalczyc...
    • katarzyna11 Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:18
      Dzięki za wszystkie rady. Jestem pewna, że to od tej vegety, bo po "moim"
      rosole nic mu nie jest. Babcia sama ma wyimaginowaną alergię na produkty
      kosmetyczne o zapachu zielonego jabłuszka i takowych nie używa "bo ją swędzi",
      ale moje prośby i tłumaczenia jej nie przekonują. Ręce nam opadają. Do samej
      ziemi...
    • driadea Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:21
      Hmm, a może sama ugotuj rosół, bez vegety? Wyręczysz teściową (niech w tym
      czasie pobawi się z wnukiem), a mały nie będzie chorował...
      Pozdrawiam, Aga
    • mandara Re: Pomocy!! 10.06.05, 23:46
      Droga Kasiu bardzo dobrze to rozumiem...Ja też mieszkam z teściami i czasem
      zastanawim się czy na szczęście czy też może na moje bardzo wielkie nieszczęściesmile
      Dzięki Bogu moja mała Pati nie ma alergii na to co podaje jej teściowa..no ale ..
      Z teściową przeprowadziłam pewną jedną rozmowę...od kiedy Patunia może jeść
      wszystko a dodam że ma 1,5 roku to teściowa wpakowała by w nia wszystko co jej
      oczy widzą ..ale Ja twrdo ustaliłam warunki..to Ja jestem mamą a nie Ona,, i to
      Ja decyduję co ma jeść moje dziecko a nie ona!!!..Powiem Ci że było ciężko się
      zebrać do tej rozmowy ale było warto...teraz wie co może dawać małej a co
      kategorycznie niesmileJa zastosowałam jeden chwyt i podziałał ..kiedy nie stosowała
      się do moich zaleceń nie pozwalałam się jej bawić z małą..albo miałam je cały
      czas na okusmileWiem ,że czasami to jest jak wojna z wiatrakami..no ale życzę
      powodzenia i trzymam kciuki...smile
      • anka1 Re: Pomocy!! 15.06.05, 08:49
        nastrasz tesciowa : w vegecie jest glutaminian sodowy uszkadzajacy sluzowke
        zoladka. czy chce miec zdrowego wnuka ? czy sama chce byc zdrowa ? czy rodzine
        chce miec zdrowa ? moze to jej da do myslenia ...
    • joakal Re: Pomocy!! 15.06.05, 08:59
      Glutaminian sodu zawarty we wszystkich przyprawach typu "jarzynka" i nie tylko
      jest strasznie niezdrowy - zrobiono badania na szczurach i okazało się że
      ślepną po dłuższym podawaniu tego świństwa. Ja już oduczyłam rodziców od
      używania tego paskudztwa, można używać naturalnych przypraw (typu pieprz czy
      papryka).
    • amb25 Re: Pomocy!! 15.06.05, 09:25
      A ja bym wrednie odpowiedziała:
      "Bo mama chce żebyć był zdrowy i silny, a Babcia nie" i ew. dodałabym " i
      dlatego daje ci zupke z trucizną" bo dla niego to przeciez trucizna.
      Ja oduczyłam moją teściową (choć razem nie mieszkamy) dodawania weget i
      jarzynek do zup, które ma jeść moja rodzina (dziecko, ja i maż). Ale było to
      trudne i bez wsparcia męża byloby jeszcze trudniejsze.
      Po prostu gdy w jedzeniu była np. vegeta to nie pozwalałam tego jeść ani
      Dziecku (teraz ma 2,5 roku) ani mężowi (bo ma problemy z wątrobą).
      Konsekwentnie.I stało nie zjedzone. A na wizyte u alergologa szłam z Teściową
      (pod pozorem, że pomoc by sie przydała bo dziecko ruchliwe). Kiedy Teściowa
      podtykała Dziecku czekoladę (a mial zakaz) to po porstu mu zabierałam
      twierdząc, że pan doktor zabronił - zresztą o dziwo takie tłumaczenie go
      przekonywało, bo słyszal to od lekarza. A Teściowej tłukłam do głowy, że ma mu
      nie dawać czekolady. Twierdziła, że jej przykro - ale ja zawsze jej mówiłam "A
      chce mama, żeby mały za kilka lat nabawił się astmy przez tę czekoladkę?"
      Kiedyś Teściowa się prawie obraziła, bo zrobiła rosołek tłuściutki z Vegetą
      (pycha), ja dziecku zabroniłam a mąż powiedział jej , że on tego nie zje. Na
      to Teściowa - ale rosół jest zdrowy , pożywny itp. tonem nie znoszacym odmowy.
      Na to mój maż że to jego będzie boleć wątroba a nie ją więc on tego nie zje. I
      jak chce mu dac cos do zjedzenia to niech da mu cos po czym nie bedzie
      chorował. A jak chce chorowac to niech choruje sama a nie zmusza jego. I tak z
      bólami i nieprzyjemnościami, oduczyliśmy nasza Teściową dawania zakzanych
      rzeczy dziecku i mężowi.
      • ala67 Re: Pomocy!! 15.06.05, 22:55
        Ja w takich sytuacjach grzecznie, ale dosadnie mówię: a chce mama dziecku
        krzywdę zrobić? I gdzieś mam, że się obrazi. Zdrowie dziecka jest ważniejsze.
        A najgorsze, że też miewałam podobne sytuacje, choć akurat teściowa powinna
        mnie rozumieć, jak mało kto. Mój mąż to klasyczny przykład, czym się może
        skończyć nieleczona alergia.
        Jako dziecko był, jak to ujmuje teściowa, strasznym niejadkiem. Ale nie to, że
        jeść nie chciał - chciał, jadł, a potem wymiotował. Po kilka razy dziennie.
        Dziś od razu zaczęto by podejrzewać alergię pokarmową, ale wtedy? Wymiotował i
        dostawał wciąż to samo. Czyli mleko na przykład, bo jest bardzo zdrowe. Kto
        wtedy podejrzewał, że może być trucizną? Podobnie z tym rosołkiem czy wegetą.
        Jednym nic, inni wymiotują, inni dostają wysypki. Dlaczego te babcie są takie
        na wiedzę oporne? Kiedyś próbowałam podsunąć jakąś książkę, skoro mi nie
        wierzy. Ja tam i tak swoje wiem - usłyszałam. Ręce opadają...
        A mój mąż dziś walczy z bardzo silną pyłkowicą i astmą. Na szczęście dzięki
        wieloletniemu odczulaniu jest lepiej, ale astma rozwija się, niestety. Ataki są
        coraz częstsze. Mąż nie rozstaje się ze sprayem.
        Oczywiście wszystkiego się nie przewidzi, ale warto zrobić wszystko, aby temu
        zapobiec. Nawet, jeśli ma to urazić babcię.
        Pozdrawiam








































































































































































































































































    • weronikarb Re: Pomocy!! 16.06.05, 08:45
      Jesli jestes w domu lub mas zkogos nnego w zanadrzu do pilnowania gdy Cie niema
      to poprostu nie dawaj dziecka pod opieke tesciowej.
      Ja tak moja oduczylam szantazu.
      Gdy cos nie szlo po jej mysli to byl tekst: "jak tak to sie zajmujcie sami
      dzieckiem"
      Kiedys nie wytrzymalam po sporej awanturze, ktora wybuchla bo ona mieszala w
      moim malzenstwie, byl znowu ten sam tekst: "ze jak nie chce aby sie wtracala w
      malzenstwo, to mam sobie sama pilnowac dziecka" odpowiedzialam tylko: "dobrze".
      Nie nazucalam jej ze ma go pilnowac bo gdy decydowalam sie na ciaze to
      planowalam zlobek - tesciowa sie prosila aby pilnowac wnuka.
      No, ale po tej awnturze, synka odwozilam rano do mojej mamy i ona sie nim
      zajmowala.
      Tesciowa wytrzymala tydzien i poplakala sie mezowi, gdy mi to powiedzial,
      zeszlam do niej i powiedzialam: "zawsze mama mnie uczyla ze to co sie dzieje
      miedzy doroslymi nie powinno miec wplywu na niewinne dzieci, jesli my sie
      klocimy to my a nie nasz syn, teraz wroci wszystko do normy, ale to byl ostatni
      raz gy mama nas szantazowala dzieckiem" My tez w sumie patrzac
      zaszantazowalismy dzieckiem, ale inaczej sie nie dalo, bo nigdy nawet jak nie
      rozmawialam z tesciowa, to nigdy nie odsuwalam jej od wnuka
Pełna wersja