odalie
16.07.05, 23:41
Mam teraz w pracy gorrrący okres albo inaczej ostry - za przeproszeniem uszu
szanownej publiczności - zapieprz. Wychodzę na siódmą-ósmą rano, wracam około
23-ciej albo i o 3-ciej w nocy. Mój gabinet ma okna po nasłonecznionej
stronie, mieści się na ostnim piętrze pod dachem. Klimatyzacji oczywiście
brak.
Nie muszę chyba pisać, że to o czym marzę w skrytości ducha przez cały dzień
pracy to chłodny prysznic.
Kilka dni temu poszłam się myć o 23.30. I pani sąsiadka, której sypialnia
ponoć przylega do naszej łazienki zaczęła walić w ścianę.
Pani generalnie od zawsze oburza się na używanie łazienki wieczorem. Kiedyś
nagabując męża, powiedziałą mu, że prosi aby nie puszczać wody po 24-tej. My
się staramy - chyba ze zbytniej grzeczności - nie korzystać z prysznica już
po 22-giej. Rzeczywiście, szum wody w rurach jest wyraźnie słyszalny, ale z
drugiej strony, nie jest to huk wodogrzmotów tylko typowy, "blokowy" odgłos,
który mieszkając w bloku powinno się, moim zdaniem, akceptować bez zastrzeżeń.
Ale do jasnej choleretki, w trzydziestostopniowym upale, po piętnastu
godzianch pracy, chyba mogę w własnym mieszkaniu wziąć kilkuminutowy prysznic?
Pytanie brzmi: co odpowiedzieć kobiecie, gdy mnie w końcu dopadnie i zaczepi?
(na razie wracam i wychodzę o dziwnych porach, więc mnie nie widuje).