arletta.wagner
14.09.05, 12:39
w niedzielę sa chrzciny mojej córci.do poniedziałku rodzina potwierdzała nam
swoją obecnośc.zamówilismy przyjęcie w restauracji. dzisiaj do mojego męza
dzwoni jego bratowa ( która mówiła ze nie przyjdzie) i mówi ze do kościoła
sie nie wybiera ale na obiad i owszem. mój maż stwierdził ze albo i jedno i
drugie albo ,,tej pani dziękujemy".a ona na to ze nie widzała ze kościł jest
obowiązkowy! mąz-ze spotykamy sie na chrzcie dziecka,przyjęcie jest tylko
dodatkiem.powiedziała ze skoro tak to nie przyjdzie wogóle i oczywiście zaraz
zadzwoniła do teściowej ze jestesmy podli.
trzymajcie mnie bo uduszę te larwę !!! dodam ze niepójście do kościła to
fanaberia-nie jest chora ani w ciązy ani niewierząca.