kleonike
11.11.05, 15:55
Moj maz dojezdza do pracy ok 10 km w jedna strone.Oczywiscie samochodem a
same wiecie ile kosztuje benzyna.Tak sie zlozylo,ze od niedawna sasiad zaczal
prace w firmie tuz obok pracy meza.Godziny wlasciwie podobne wiec dogadali
sie,ze beda razem jezdzic.Sasiad to zaproponowal,ze niby taniej bo benzyna po
polowie bedzie.Powyliczali wspolnie,powiedzial,ze rozliczy sie co miesiac i
na tym sie skonczylo.Od 3 miesiacy nie dal ani grosza.Kiedys wspomnial,ze
firma sie spoznia z wyplata i tyle.Wczoraj rozmawialam z mezem ale on
twierdzi,ze glupio mu faceta poganiac,ze to przeciez nie taka duza kasa,ze i
tak musi jezdzic do pracy wiec nic nie traci.Moze i kasa nie taka duza ale
nie przelewa sie w domu,sa male dzieci i kazdy grosz sie liczy.Niby
powiedzial,ze pogada z sasiadem ale nie bardzo w to wierze.Jak mu za
korepetycje nie placili tez nic nie powiedzial.W ogole nie potrafi brac
pieniedzy od ludzi i ja przy tym wychodze na pazerna i zdzierajaca.