...
od czego tu zacząć.
Ja nie o świętach, nie o małżeństwie i nie o niesfornym dzieciaku. Ja o
zyczliwych przechodniach

Wątek stary jak świat chyba, nie raz wałkowany ale... Ulewa mi się.
Idę z moim chłopaczkiem (2 latka) ulicą, i...
sytuacja 1)synek gdzieś się zagapił, stanął 3 kroki za mną ale mam go na oku.
Pochodzi życzliwa babinka, wyciąga do niego rękę i mówi - chodź ze mną!
Jestem przygotowana na takie akcje i zawsze mówię coś w stylu: "proszę mu nie
dawać ręki"... Spojrzała na mnie, zastanowiła się 3 sekundy i przyznała mi
rację. Uff!
sytuacja 2) stoję przy kiosku, młody gdzieś się obok pałęta, nagle, kątem oka
widzę, że KTOŚ GO TRZYMA NA RĘKACH! A kto? Koleś ok 35 lat, cuchnący
nieprzetrawionym alkoholem, trzyma małego i coś do niego gada... Prawie się
na niego rzuciłam "proszę natychmiast puścić moje dziecko!". A uprzejmy pan?
Baaaardzo się zdziwił, nie wiedział, o co mi chodzi, popatrzył, jak na
wariatkę, coś zaczął dogadywać myślałam, że wybuchnę. Powiedziałam coś o
nietykalności (ja pana nie dotykam a dziecko to nie własność publiczna) i
wkurzona wróciłam do domu
sytuacja 3) dzisiaj to samo, co w syt. 1 - jakiś pan wyciągnął rękę do mojego
dziecka z tekstem: "chodź ze mną"... Kurka, czy ich tego gdzieś uczą?
Powiedziałam to samo co tamtej pani i usłyszałam, że... Za dużo telewizji się
naoglądałam, i w ogóle, co ze mnie za matka...
Błeeeee.....
M A M D O Ś Ć !!!
No, może mi pomoże, jak się wypisałam.
To tylko 3 najświeższe sytuacje, było ich o wieeele więcej... Mam wrażenie,
że następnym razem nie wytrzymam i powiem więcej, niż powinnam i niż mi wolno
powiedzieć do obcych ldzi, którzy pozornie nic złego nie robią.
Czy dziecko nie może odejśc od matki na 2 metry, żeby ktoś nie chciał
go "zabrać"?
Czasami mam ochotę powiedzieć - dobra, to pan/i go bierze, ja odbiorę
dzieciaka za tydzień. Ciekawe, co by powiedział/a

Hehe... Próbuję znaleźć
w tym coś humorystycznego, bo nosi mnie...
A jak z tym u Was?