olim99
06.01.06, 09:32
Wiecie co opadam z sił. Mój mąłzonek nie pomaga mi w obowiązkach domowych.
Wczoraj wydzierałam się sto razy zeby wziął płaczące dziecko spod drzwi bo
się kąpałam. Synek płąkał bo chciał wejśc, ale nie mogłam pozwolic na to bo
zaraz pochlapałby się w wodzie.Doipero był sam po kąpieli, przebrany.
Mąłżonek sidział sobie przed komuterem i nic. Moje krzyki WEŹ DZIECKO , tylko
to krzyczałam doprowadziły do tego ze powiedział ty debilko.
Aż miałam chęc go za to strzelic w r...normalnie.
Od wczoraj nie odezwalam się juz słowem, on też.Wyszedł dzis do pracy
obrażony, ja nie zaczepiałam go , bo po tym słownictwie juz nie podejdę
pierwsza.
Co sądzicie o tej sytuacji? Obiadku żonka pod nos nie poda, kanapeczek nie
zrobi. Nie mam ochoty z nim się widziec.