Dodaj do ulubionych

mój mąz mnie wk...wia

06.01.06, 09:32
Wiecie co opadam z sił. Mój mąłzonek nie pomaga mi w obowiązkach domowych.
Wczoraj wydzierałam się sto razy zeby wziął płaczące dziecko spod drzwi bo
się kąpałam. Synek płąkał bo chciał wejśc, ale nie mogłam pozwolic na to bo
zaraz pochlapałby się w wodzie.Doipero był sam po kąpieli, przebrany.
Mąłżonek sidział sobie przed komuterem i nic. Moje krzyki WEŹ DZIECKO , tylko
to krzyczałam doprowadziły do tego ze powiedział ty debilko.
Aż miałam chęc go za to strzelic w r...normalnie.
Od wczoraj nie odezwalam się juz słowem, on też.Wyszedł dzis do pracy
obrażony, ja nie zaczepiałam go , bo po tym słownictwie juz nie podejdę
pierwsza.
Co sądzicie o tej sytuacji? Obiadku żonka pod nos nie poda, kanapeczek nie
zrobi. Nie mam ochoty z nim się widziec.
Obserwuj wątek
    • mamulka-kubulka Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 09:35
      oj jak ja to znam smile niestety nic nie poradze bo sama nie potrafie dotrzec do mnswojego. Jedyne co to nie podchodz pierwsza bo pózniej powie Ci ze sama do niego przyszlas. Straszny typ
      • olim99 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 09:40
        ja nie podejdę do niego pierwsza, po tym jak powiedział ty debilko.
        nie będzie mnie poniżał.
    • mik5 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 09:53
      Obiadku i kanapeczek nie podawaj, ale z tą debilką to odrobineczkę,
      odrobineczkę go rozumiem, skoro się wydzierałaś. Synkowi się chyba nic nie
      stało, że troche poplakał, chyba że doszło do jakiejś histerii, też musi sie
      nauczyć że mama czasem gdzieś na chwilę odejdzie.
      Mam nadzieję, ze się pogodzicie niedługo, życze by mąż przyszedł z kwiatkiem!
      • emwu55 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 10:22
        mój mi pomaga, na punkcie syna ma świra i chętnie sie nim zajmuje i generalnie
        robi wszystko tylko trzeba mu powiedzieć, a czasami jak coś zrobi to siadam i
        płaczę. Najgorzej jest jak pomyśli, bo jak nie myśli to mu lepiej wychodzi.
        Ogólnie oferma jakich mało. Wykonuje polecenia, kompletnie bez samodzielności.
        Sama nie wiem co gorsze. Czasami to go leję ze złości i wrzeszczę używając
        słownictwa bo mnie nerwy noszą.
        • lolinka2 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 19:20
          emwu, ja wiem co przeżywasz bo mam podobnie, a jak zarządzi to czasem ręce
          opadają. Powiem ci tak- szanuj kazdy przejaw samodzielności i operatywności
          choćbyś musiała z zaciśnietymi zębami po cichu poprawiać, ciesz się tym, którego
          masz, bo sie okaże ze jakiejś potrzeba było wsparcia (ojca dla dziecka,
          kucharki, sprzątaczki, dofinansowania) i zaoferowała cielęcy zachwyt w zamian,
          to nie upilnujesz... I niestety mówię to z doświadczenia. Cięzko jest być
          przebojową kobietą, tzn błyskotliwsza od męża, bo wtedy najprzeciętniejszy
          wydaje się wyjatkowa ofermą. Doceń kogo masz, bo- poczytaj sobie- dziewczyny tak
          nie mają...
    • escribir Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 10:24
      A mój gotuje obiady- ale mam doooooooobrze!
    • oxygen100 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 10:27
      eeee... dramatyzujesz. Zawsze mogl powiedziec Ty pie..na dziwko
    • your_and Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 10:31
      Syneczek rozpieszczony jak mamusi do łazienki na chwilę nie pozwala wyjść...
      pewno mąż wogóle nieprzyzwyczajony żeby sie nim zająć bo uważasz że ty i tak
      wszystko robisz sama najlepiej.
      Krzykiem osiągniesz tylko to co osiągnęłaś, ściągniesz na siebie agresje.
      Obiadku, kanapeczek nie bedzie - kupi sobie na mieście , gorzej jak on w ramach
      rewanżu wypłaty ci nie przyniesie bo poszło "na to czego nie dostał w domu"
      • pampeliszka Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 10:38
        Your_and, czy Ty masz w domu niemowle? Bo chyba nie do konca wiesz, jak np.
        wyglada lek separacyjny...Wcale sie nie dziwie, ze sie dziewczyna chciala
        spokojnie wykąpac, bez wrzaskow, gdyby moj maz nie zareagowal i nie wziął małej
        w takiej sytuacji, tez bym sie wkurzyla. I nie przepraszala pierwsza, bo niby za
        co? Ze chciala, zeby sie zajal wlasnym dzieckiem?
        • olim99 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 10:41
          pampeliszka napisała:

          > Your_and, czy Ty masz w domu niemowle? Bo chyba nie do konca wiesz, jak np.
          > wyglada lek separacyjny...Wcale sie nie dziwie, ze sie dziewczyna chciala
          > spokojnie wykąpac, bez wrzaskow, gdyby moj maz nie zareagowal i nie wziął
          małej
          > w takiej sytuacji, tez bym sie wkurzyla. I nie przepraszala pierwsza, bo niby
          z
          > a
          > co? Ze chciala, zeby sie zajal wlasnym dzieckiem?


          no właśnie, łaski nie robi ze zajmie się swoim dzieckiem, tlyko niestety daleko
          ma do tego.
          Ja muszę wydzierać się , już niedługo zedre gardło, bo spokojnie on nie rozumie.
          A później muszę słuchaj wyzwisk, bo chciałam się wykąpac.
          • your_and Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 11:43
            > Ja muszę wydzierać się , już niedługo zedre gardło, bo spokojnie on nie rozumie
            > A później muszę słuchaj wyzwisk, bo chciałam się wykąpac.

            To że bedziesz wrzeszczeć głośniej wpłynie najwyżej że bedzie chciał sie
            wyprowadzić żeby mieć spokój. Osiągnieciu porozumienia i pomocy przy dziecku
            tylko zaszkodzi. I twojemu gardłu i nerwom przy okazji.

            > no właśnie, łaski nie robi ze zajmie się swoim dzieckiem,

            Jesteś na najlepszej drodze żeby stacił ochote na zajmowanie się. Bo hormonalnie
            w odróżnieniu od ciebie nie ma tego wpisane. Ciebie goni instynkt macierzyński
            i skręca cię jak dziecko płacze. On musi chcieć żeby sie zajął i czy bedzie
            chciał zależy to głównie od relacji miedzy wami.
    • scania81 i właśnie dlatego się rozwiodłam.... 06.01.06, 11:09
      miałam dość takich przepychanek, teraz mam normalne zycie z normalnym
      mężczyzną. mało tego: dzięki niemu ja tez wynormalniałam, zaczęłam czuc się
      kobieco a teraz rozwijam sie zawodowo.
      i mimo, ze tez mamy małe sprzeczki, to są tak błahe, że wręcz przyjemność mi
      sprawia godzenie sie z nim później...

      gdyby któraś z was juz sie zdecydowała na rozwód badż chociaż separację, zeby
      wasi "panowie" zrozumieli, ze tez jestescie istotami ludzkimi, ze swoimi
      uczuciami, marzeniami i nalezy wam się troszke luzu, chociaż zeby sie spokojnie
      wykapać, to mogę pomóc w pisaniu pozwów.

      mój nr gg 7272355.

      pozdrawiam i zycze duzo siły, cierpliwosci oraz wiary w siebie.

      Irena

      • wesolek11 Re: i właśnie dlatego się rozwiodłam.... 06.01.06, 11:16
        A dla mnie rozwód to ostateczność! Łatwiej jest się rozwieść, niż popracować
        nad sobą. Nie ma gwarancji, że następny związek będzie lepszy. Chyba, że
        faktycznie jest tragicznie, przemoc fizyczna, psychiczna, alkoholizm, itp.
        A takie tam porozrzucane skarpety, niepozmywanie czy siedzenie przed kompem i
        nie zajmowanie się dzieckiem, sprawy błahe, można pogadać i dojść do
        porozumienia.
        • scania81 Re: i właśnie dlatego się rozwiodłam.... 06.01.06, 11:22
          powiedz szczerze:
          ile znasz par, które potrzfiły się dogadać, bo to był tylko stres zawsze
          towarzyszący rodzinie z małymi dziećmi, a ile znasz osób po rozwodzie, które z
          innym partnerem ułozyły sobie zycie?
          myslę ze wyjdzie po połowie, wiec nie ma co generalizować.
          każdy chyba czuje czy nie da rady juz dłużej, bo zrobi coś głupiego, albo że
          jest jeszcze cień szansy....
          • wesolek11 Re: i właśnie dlatego się rozwiodłam.... 06.01.06, 11:49
            Znacznie wiecej znam takich, którzy dogadują się niz rozwodza. I w miarę dobrze
            żyją. I są to pary, które mają po 2 dzieci, razem pracują, wychowuję dzieci,
            nie w głowie im osobne wyjścia i imprezy. Przy małych dzieciach i pracy to cały
            tydzien jest tajfun i uwijanie się z robotą, a nie obwinianie jedno drugiego i
            obciązanie wszystkimi obowiązkami!
            Może ja żyję w takim otoczeniu, ale spotykamy się z fajnymi małżeństwami, są w
            nich sprzeczki, kłótnie, ale nikt o rozwodzie nie mysli.
    • olim99 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 11:25
      ja nie znam nikogo kto jest po rozwodzie. Ale znam dużo par po slubie
      szczęsliwych, ja też kiedyś byłma szczęsliwa.Ale nie zgodzę się ze jest po
      połowie.Nie prawda.
    • renia68 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 11:25
      mój też!
      • pampeliszka Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 11:30
        Z mojego otoczenia po rozwodzie jest jakies 50% par,w wiekszosci bez dzieci, na
        szczescie. Ja uwazam, ze mozna sie dogadac- sami mielismy przez jakies 2 m-ce po
        pojawieniu sie dziecka ciagly kryzys, na szczescie wyszlismy z tego i teraz jest
        ok, a cora niedlugo skonczy 10 m-cy...
        • olim99 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 11:31
          a u nas juz dziecko dużo większe i dalej kryzys
          • kazia212 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 11:48
            u mnie też dziecko starsze-prawie dwa latka- a kryzys rozwija się
          • your_and Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 11:51
            Była o tym dyskusja na etata. Starystycznie ponad połowa par która sie rozstaje
            robi to w wzajemnych zranień wyniesionych z kryzysu pierwszego dziecka i na
            wszystkich wypowiedziach psychologów terapeutów rodzinnych podkreślają że to
            najcieższy kryzys gdyż ani jedna ani druga strona nie widzi w nim krzyny swojej
            winy.
            • dzoaann Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 12:47
              u mnie po pierwszym dziecku było w miarę,zdażały się kłótnie,ale godziłiśmy się
              szybko i namiętnie.Po drugim dziecku,z dwoma maluchami w domu,trudniej było i
              doszło do prawdziwego kryzysu.Wyrzuciłam męża z domu,wniosłam sprawę o
              rozwód...to koszmarne przeżycie
              Ale dopiero wtedy mąż zauważył co traci.I mimo iż kłóciliśmy się potwornie to
              po dzieci zjawiał się reguralnie i zaczął mi pomagać w trudniejszych
              sytuacjach.Po okolo pół roku takiego zawieszenia zaczęliśmy rozmawiać,emocje
              trochę opadły i potrafiliśmy bardziej zrozumieć tę drugą stronę.Po roku
              zamieszkaliśmy znów razem.Znów musieliśmy się docierać,ale codzienne problemy
              przestały być takie ważne,zrozumieliśmy oboje,że ważni jesteśmy my
              Teraz po trzech latach cieszę się ,że jesteśmy razem,dzieci mają normalnego
              tatę ,a nie weekendowego i tamtego w ogóle nie pamiętają.
              Po wielu latach uzyskalismy jakiś kompromis,ale cena była słona
    • koralik12 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 12:11
      U mnie sytuacje są podobne. Też mnie to wkurza. Jak idę się wykąpać to wcześniej
      muszę z mężem negocjować że zajmie się dzieckiem tak żeby nie wyło pod drzwiami.
      Na jego tłumaczenia że dziecku nic nie będzie jak chwilę powrzeszczy, mówię że
      JA chcę chwili spokoju i relaksu w wannie. Wtedy się zajmie. Ale jakbym nie
      poprosiła i wytłumaczyła (n-ty raz) to byłoby jak u Ciebie. Czuję się często
      jakbym miała dwoje dzieci. Roczne i jakiegoś rozwydrzonego nastolatka z którym
      trzeba się użerać a nawet jak coś zrozumie i w duchu przyzna rację, to i tak coś
      pod nosem musi pomamrotać.
      I nie wiem co ci poradzić...
    • kalina_p skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:14
      kurcze, nie rozumiem - nagle po slubie stal sie chamem i prostakiem? A przedtem
      co, anioł?
      Nie wytrzymalabym z takim typem.
      • wesolek11 Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:15
        To samo pytanie chciałam zadać!
        • your_and Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:23
          A może to zwami nagle coś nie tak?
          Faceci zawsze pisza ze nie ma nic bardziej zakakującego jak kobieta zmienia sie
          po urodzeniu dziecka...
          • pampeliszka Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:33
            Wiecie co, moj mąz sie po urodzeniu dziecka odciął od problemow, nie mogl sie
            wyspac, nie mogl sie przyzwyczaic, ze juz nie jest dla mnie najwazniejszy, ze
            obiad bedzie albo jak mi pomoze, albo jak mala zasnie wreszcie. Problemem bylo
            dla niego podanie mi herbaty, kiedy karmiłam małą. I to nie byly jego normalne
            zachowania, bo wczesniej zawsze był uprzejmy i pomagał wszystkim staruszkom
            dookoła, nie tylko mnie. Ale pogadalismy kilkanascie razy (bez krzykow)i
            faktycznie to, co ja załatwiałam hormonami, on musiał chciec w sobie znalesc. I
            znalazł. Your_and nawet niegłupio mowisz, choc po pierwszej wypowiedzi
            pomyslalam, ze przeciwnie, sorki. A teraz Malgosie uwielbia, z wzajemnoscia zreszta.
            • your_and Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 13:34
              Dzięki pampeliszka. Panuje na tym forum oczekiwanie że mężczyżni powinni
              zachowywać sie zupełnie jak kobiety. To niemożliwe. To wy sie zmieniacie po
              urodzeniu dziecka i wasz stosunek do mężczyzn. Oni tylko czasem nie potrafią sie
              dostosować do nowej sytuacji...

              Najpierw słuchanie i próba zrozumienia innych dopiero potem staranie się by być
              zrozumianym. (7 nawyków szczęśliwej rodziny wg. S.R.Conveya)
              • olim99 Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 14:34
                your_and napisał:

                > Dzięki pampeliszka. Panuje na tym forum oczekiwanie że mężczyżni powinni
                > zachowywać sie zupełnie jak kobiety. To niemożliwe. To wy sie zmieniacie po
                > urodzeniu dziecka i wasz stosunek do mężczyzn. Oni tylko czasem nie potrafią
                si
                > e
                > dostosować do nowej sytuacji...
                >
                > Najpierw słuchanie i próba zrozumienia innych dopiero potem staranie się by
                być
                > zrozumianym. (7 nawyków szczęśliwej rodziny wg. S.R.Conveya)



                to może pomożesz zrozumiec, albo przetłumaczyć to mojemu mężowi.
                Jak ja mam do niego mówic?
                mówiłam "kochanie zrób mi herbatkę albo zajmij się synkiem"
                Było to około 5-10 razy za każdym razem kiedy grzecznie się odnosiłam.
                Ja za każdym razem proszę grzecznie, no ale jak za setnym razem dalej kupra nie
                ruszy, nie słucha mnie to co? lizać go ze szczęscia jak piesek?
        • koralik12 Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:28
          Nie powiedziałabym o moim mężu że jest chamem i prostakiem. Nie jest ideałem.
          Zawsze wiedziałam że jesteśmy zupełnie inaczej wychowani i mamy bardzo różne
          charaktery. Nie żałuję że za niego wyszłam. A że mnie czasem, albo nawet często
          wkurza w różnych sytuacjach, to nie zmienia faktu że w innych jest nieoceniony.
          Ma wady i zalety jak każdy.
          • agysa Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:41
            Ja uważam, że każdy człowiek ma wady i trzeba je zaakceptować a jak się nie
            umie to niestety ciągle będzie dochodzić do spięć.
            Któraś z Was pisze zdziwiona, że przed ślubem niby był ok a teraz zchamiał, to
            się często zdarza, faceci jak chcą zdobyć to są kochani, troskliwi a jak już to
            im się uda nagle zmianiają skórę. A ja bym Ci radziła porozmawiać z mężem na
            spokojnie o swoich odczuciach i przemyśleniach ale na spokojnie bo w razie
            czego to Ty będziesz górą i to On będzie Cię musiał przepraszać.
            Pozdrawiam
      • wieczna-gosia Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:35
        e tam kalina, nie wiesz ze to szczescie dla kobiety, jak moze obiadek podac,
        poprac i uprasowac? I poki jest nas tylko dwoje, to czlowiek spokojnie da rade.
        A pozniej mu reki zaczyna brakowac do prasowania, na twarz leci z niewyspania. A
        maz w szoku, no bo wczesniej bylo, a teraz nie ma.

        Moj maz tez ma tendencje do moszczenia sobie gniazdka. Nie ma natomiast
        warunkow, oraz nie posiada dobrego egzemplarza na zone smile))
        Chociaz i tak "wrabia" mnie w drobiazgi, szybko sie przyzwyczaja ze tak jest a
        ja czasami daje sie zlapac.

        Na przyklad caly poranny rytulal ablucji- przyzwyczail mnie ze to ja mu wlaczam
        wode rano, i szykuje skarpetki. I dlugo tez uklad funkcjonowal, ja bylam
        wkrecona nieswiadomie. Dopoki nie przestalam wstawac o 6 rano i on mnie kiedys
        obudzil zebym mu nalala wody i znalazla skarpetki- czujesz? Od tej pory
        skarpetek nie tykam wink) ale pewnie za jakis czas okaze sie ze jestem wkrecona w
        jakims innym drobiazgu tylko jeszcze nie wiem smile)))
        • kalina_p ;))) 06.01.06, 12:45
          moj sam skarpetki znajduje, ze szczęscie. Za to ja mu zawsze robie rano kawę,
          jak kiedys nie zrobilam, to zapytał "kawy nie mamy?", myślał, że się skończyla
          i dlatego nie ma, hehehe...
          Ja bardzo dużo robie sama i jemu - kanapki, obiady, czesto sama załatwiam
          zakupy, sprzatanie, spacery z psami, bo mam na to po prostu czas i ochotę (mam
          jedno tylko dzieckowink). Prasowac nie umiem - prasuje on.
          Ale mąz zawsze stara sie pomóc, zawsze jak poprosze, to i podlogi umyje a takie
          cos, jak zajecie sie dzieckiem w czasie, kiedy ja np. chce sobie wyjśc, czy
          nogi wydepilować, czy wejśc na forum to najnormalniejsza sprawa pod słońcem i
          nie wyobrazam sobie, żeby bylo inaczej.
          Nie wiem, czy i jak mogłabym żyć w jednym domu z facetem, który by nie
          współuczestniczył w "prowadzeniu domu", w wychowaniu dziecka i w dodatku po
          chamsku sie do mnie odnosil. Chyba bym zwiaławink
        • your_and Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:47
          wieczna-gosia napisała:
          > wink) ale pewnie za jakis czas okaze sie ze jestem wkrecona w
          > jakims innym drobiazgu tylko jeszcze nie wiem smile)))

          Mamusia pewno przyzwyczaiła. I jeszcze była szczęśliwa ze może synusiowi chociaż
          tak trochę nieba przybliżyć. Teraz ty jesteś mamusia i zobaczymy jakie
          oczekiwania we wkęcanie twój egzemplarz wyniesie w domu.

          Dopóki nie było dziecka, przygotowanie obiadku było przyjemnością (a mąz był
          jaki uprzejmy), teraz dla dziecka robi sie z przyjemnością, a dla męża z musu.

          I kto tutaj sie zmienił?

          (dobra, przepraszam za ironię)
          • koka04 Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:51
            Nie kto sie zmnienil, tylko sytuacja sie zmnienila. Tak dla niej jak i dla
            niego. Logiczne wiec jest, ze nie bedzie kobieta kolo faceta skakac bo
            obowiazkow ma wiecej. Logiczne jest rowniez, ze facet powinien pomoc bo to tez
            jego dziecko.
          • kalina_p o, przepraszam! U mnie odwrotnie 06.01.06, 13:26
            dla męża robie z przyjemnościa, a że dziecku przy okazji smakuje to, co mężowi -
            bardzo sie cieszę.
            I bardzo sie cieszę, że dziecko od urodzenia spi samo w swoim łóżeczku, że
            wieczory i noce dzięki temu mamy tylko dla siebie.
            Natomiast zgadzam się, że sporo kobiet po urodzeniu dziecka "odstawia" męża,
            niestety...
          • wieczna-gosia Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 13:41
            > Mamusia pewno przyzwyczaiła. I jeszcze była szczęśliwa ze może synusiowi chocia
            > ż
            > tak trochę nieba przybliżyć. Teraz ty jesteś mamusia i zobaczymy jakie
            > oczekiwania we wkęcanie twój egzemplarz wyniesie w domu.

            owszem zdaje sobie z tegfo sprawe, ze przyzwyczajenia moj maz wyniosl z domu. I
            on tez sobie zdaje z tego sprawe. I stara sie tych przyzwyczajen nie zmieniac,
            ale niestety nie trafila mu sie zona aniol i mozna ja co najwyzej w skarpetki
            wkrecic. Koszule zona mu uprasuje raz na rok.

            > Dopóki nie było dziecka, przygotowanie obiadku było przyjemnością (a mąz był
            > jaki uprzejmy), teraz dla dziecka robi sie z przyjemnością, a dla męża z musu.
            >
            > I kto tutaj sie zmienił?
            po pierwsze nie lubie gotowac niezaleznie od odbiorcy. Dla dziecka ogotwac wole,
            bo lubie robic nalesniki, a moj maz nie lubi nalesnikow smile Nigdy nielubilam i
            jesli cokolwiek sie w naszym zwiazku zmienilo w ciagu tych lat to:
            1. bezdzietna nie gotowalam w ogole albo raz na tydzien a teraz gotuje codzien
            bo mam neimowle w domu. Niemowle pojdzie do zlobka i skoncza sie domowe obadki-
            dzieci jedza w placowkach, moj maz je w pracy.
            2. zdarza mi sie uprasowac mu koszule. Kiedys mi sie nei zdarzalo.
            3. gotuje duzo bardziej zaawansowanie niz wtedy gdy mnie poznal.

            Czyli w przypadku mojego meza, jesli cops sie zmienilo to na lepsze.

            Nie zmienilo sie natomiast jedno- jestem takim klasycznym przykladem jedynaczki
            egoistki. Mam pewiem obszar osobisty w ramach ktorego lezy tylko pewna ilosc
            czynnosci wykonywanych dla kogos. Robie to ty chetniej im bardziej sa one
            spontaniczne. Jesli moj maz zaczyna zbytnio oczekiwac ich wykonania- staje
            okoniem, buntuje sie i rozdaje kopniaki. Poniewaz on tez jest jedynakiem
            egoista- nasz zwiazek jest bardzo harmonijny- poniewaz na fprmy przymusu
            reagujemy identycznie.

            Ot na przyklad zmywarka pojawila sie w moim domu wtedy gdy zarzadalam
            partnerstwa w kwestii zmywania smile))))
        • mamamonika Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 12:57
          Wiecie co - jesteście wcielone anioły, albo ja jestem totalnie wredna i
          niekobieca... Albo mam w domu mężczyznę a nie rozpieszczone bachorzysko wink
          P.s. - gdybym Mojemu Mężczyźnie nalała wody do wanny i przyniosła skarpetki,
          zaraz by podjechało pogotowie na sygnale w celu dostarczenia mnie prosto na
          tomografię komputerową big_grin
          • kalina_p hmmm a to nie jest zwykla uprzejmośc? 06.01.06, 13:32
            wiesz, ja np. lubie, kiedy ktos mi robi kawę czy nalewa wody do wanny na
            kąpiel. Ja to robie mężowi a on mnie.
            Takie mile gesty, przyjemne i świadczace o wzajemnej milości i trosce.
            • your_and Re: hmmm a to nie jest zwykla uprzejmośc? 06.01.06, 13:42
              > Takie mile gesty, przyjemne i świadczace o wzajemnej milości i trosce.

              Nie chciałem wyjśc na głupka, ale mi też moja miła nalewa wody do wanny... A
              innym razem, choć rzadziej nalewam dla niej ja. I staram się wtedy pamietąć o
              rozstawieniu i zapaleniu świeczek i miłym olejku po ręką...
            • wieczna-gosia dokladnie :))) 06.01.06, 13:44
              ja wstawalam o 6. I tak. Co miszkodzilo? Kiedy przestalam wstawac o 6 cos co
              bylo zwykla uprzejmoscia mogloby sie stac moim obowiazkiem. Ale sie nie stalo
              dzieki postawieniu sprawy jasno smile))

              Ja wbrew pozorom bardzo lubie czynic cieple gesty w kierunku meza. Nie lubie
              kiedy sa one oczeiwane. Mala roznica, ale jednak.
              • mamamonika Re: dokladnie :))) 06.01.06, 14:13
                Co innego uprzemość i chęć sprawienia drugiej stronie przyjemności, co innego
                procedura i oczekiwanie takiej "obsługi"... Też bardzo lubię robić
                miłe "niespodzianki", ale nie wyobrażam sobie, żeby ktoś z nas mógł tego od
                drugiego wymagać. Tzn wstawać bladym świtem, bo JA tak lubię. Tym bardziej
                doceniam, jak mój mąż wstanie, a on jak ja (a dla mnie wstawanie rano to
                naprawdę horror wink)
                Dużo lepiej smakuje, jeśli widać, że taka rzecz wychodzi z serca...
        • kasiulka25 ha, z tymi skarpetkami to cos musi byc... 06.01.06, 12:59
          ...bo mój też probował mnie wpakować w podawanie na rano to skarpetek, to
          tshirta, to koszuli, ale się nie dałamsmile po pierwszej prośbie wytrzeszczyłam
          oczka i zapytałam czy ma nagłą amnezję, że nie pamieta co gdzie leży. Odpuścił
          na kilka dni i znowu probował. Tym razem mu dokładnie i logicznie wyjaśniłam że
          przygotowywać rzeczy do ubrania to mogę dziecku, a nie dorosłemu facetowi - i
          nie wynika to z mojego lenistwa, czy braku chęci pomocy - po prostu uważam że
          samodzielne ubieranie to czynnosć na tyle prosta że prawie trzydziestolatek bez
          pudła sam sobie powinien poradzić.

          okazuje się że sam sobie radzi z ubieraniemsmile czasem tylko jak wieczorem idzie
          sie kąpać to wola żeby mu podać jakiś drobiazg typu większy ręcznik czy gatki


          --Kaśka--

          AtoAleks
      • olim99 Re: skąd Wy bierzecie takich facetów??? 06.01.06, 14:31
        on jest aniołem jak nie musi pomagac, przed śłubemprzecież nie mieliśmy
        obowiązków, był taki wspaniały, my dziecka nie mieliśmy przed śłubem, więc skąd
        miałam wiedziec ze będzie tak jak jest teraz? przewidziec?
    • agnes0101 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 13:32
      Reasumując, napiszę banał, nie ma ludzi idealnych, co tyczy się zarówno kobiet
      jak i mężczyzn. Od nas tylko zależy jak siebie wychowamy nawzajem. Bo to nie
      jest tak że tylko my musimy ustawić naszych mężczyn, my również musimy w
      pewnych kwestiach dojść do kompromisu. Do tego służą rozmowy, tłumaczenia,
      czasami owesz i kłótnia, ale konstruktywna bez zbęnych epitetów, bo nie
      wyobrażam sobie by mój mąż powiedział do mnie "spie..........alaj" czy temu
      podobne. Dostał by poprostu w twarz. Jeszcze jedno, co to znaczy że mąż nie
      pomaga przy dziecku? Dla mnie to niedopuszczalne, nawet gdy wyniósł to z domu,
      tzn. mamuśka wszystko na tacy podawała. Tak był wychowany mój mąż, jednak od
      samego początku naszej bliższej znajomości wiedział że ze mną nie będzie tak
      lekko. Po urodzeniu dziecka również początkowo się wymigiwał z różnej pomocy,
      ale ja akurat jasno stawiam sprawę i poprostu się nauczył. Nie jest oczywiście
      idealny, po często mnie wkurza i owszem ale kwestia zaangażowania w pomocy przy
      dziecku czy w domu mamy już przerobione na tysiąc razy i tu nie mogę narzekać.
      A ty dziewczyno zastanów się czy chcesz rzeczywiście coś zmienić. Jeśli tak to
      do roboty.
    • ula_max moze i tak... 06.01.06, 13:57
      moze masz męża nieroba, dwie lewe ręce i buraka który nie chce się zajmować
      WASZYM wspólnym dzieckiem. Zakładam ze był przy poczęciu.
      A moze nie. Nie będę oceniać. Ale napisze jedno. A nie da się tej chwili
      spokoju w wannie, z lampką winka, dobrą książką zorganizowac jak dziecko spi?
      No chyba ze w ten spokój odgrywasz się na mężu i ostentacyjnie IDZIESZ DO WANNY
      BO CHESZ MIEĆ CHWILĘ SPOKOJU (nie nie włączył mi się przez nieuwage caps lock).
      A dziecko służy do przepychanek i prowadzenia wojny podjazdowej. Naprawdę nie
      da się inaczej?
    • gruba_dynia Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 14:16
      Wg mnie kobiety popełniają błąd nadskakując swojemu mężowi od pierwszego dnia
      małżeństwa. Znam wiele kobiet na czele z moją mamą, która od wejścia ojca do
      domu stoi w pogotowiu: tu obiadek, tu gazetka itd. On tego nie docenia, ona
      czuje sie nic nie warta. Podobno w życiu powiela się to co wyniosło sie z domu
      rodzinnego, albo działa na zasadzie przeciwieństwa. U mnie wystąpiło to drugie
      zjawisko. Nie robię tego z premedytacją, nie jest to mój świadomie założony
      plan. Być może przez lata patrzenia na rodziców podświadomie się buntuję, zanim
      zdąże o tym pomyśleć. Mój mąż nie jest przyzwyczajony do obiadów na zawołanie
      ani innych usług gospodyni domowej. Gotujemy wspólnie, sprzątamy wspólnie.
      Lubie zrobić mężowi coś miłego, troche go porozpieszczać ale właśnie tak to
      jest przez niego traktowane, jako miła niespodzianka np. jak jest gotowa
      kolacja kiedy późno wraca z pracy. Dlatego uwazam że jeśli lada moment pojawi
      się dziecko, mąż nie odczuje boleśnie zmiany w domu. Nie poczuje się też nagle
      przygnieciony obowiązkami, bo dzielił je do tej pory równo ze mną.
      • mamamonika Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 14:24
        U nas jest dokładnie tak samo - nic dodać nic ująć big_grin
      • your_and Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 14:41
        Problem zaczyna się wtedy kiedy z przyjemnościa nadskakuje sie mężowi, a po
        pojawieniu sie dziecka całe nadskawiwanie przelewa się nagle na maleństwo...
        I ma sie jeszcze wielki żal do męża ze on dąsa sie że coś nie tak, mało nie chce
        w tym uczestniczyć, bo natura nie wyposzażyła go w odczuwanie z tego przyjemności...

        I potem narzekania, ale sie ten facet zmienił, abył taki miły, uczynny...
      • oneway9 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 14:59
        oj zebys sie nie rozczarowala, ale to dobrze ze jestes optymistka; mam chyba w
        porownaniu z wami bardzo duzy staz malzenski (16lat..), ale nigdy nie powiem,
        ze juz wiem co robic zeby bylo dobrze, zycie niesie tyle niespodzianek.. a jak
        ktos sie mnie pyta co robimy ze wygladamy na tak swietnie dobrany zwiazek -
        milcze i tylko uzmiechamy sie do siebie z mezem bo swiat nigdy by nie uwierzyl
        przez co przeszlismy i wlasciwie wciaz przechodzimy czasami, wystarczy, ze nie
        przespie kilku nocy; jedno co moge powiedziec- nie rozpamietuje juz awantur i
        tego co powiedzial on lub ja w gniewie, trzeba poczekac na nastepny dzien...
        • lila1974 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 15:14
          A ja nie czekam na drugi dzień.
          Nie położę się spać w gniewie, bo wtedy trudniej byłoby mi osiągnąć
          porozumienie. Nie rozpamiętuję, nie cedzę każdego słowa.
          Jesli coś mi leży na wątrobie to mówię to mężowi w miarę normalnie, bez
          skakania mu do oczu.

          Wieczorem, kiedy już nasze obowiązki śpią, mamy czas, by wytłumaczyć sobie
          ewentualne pretensje.
    • edorka1 O skarpetkach i nie tylko 06.01.06, 14:41
      E tam. Nie myśl ze są małżonkowie idealni. Jak ugotuje zupę i skarpetki ma gdzie trzeba (i wie gdzie) i dziecka przypilnuje gdy się kąpiesz to ma inne wady. ZAWSZE jest coś co wq...wi.
      A co do skarpetek, serio coś w tym jest.
      Mój M wie gdzie ma, ale już nie wie gdzie sciąga. Zostawia pod fotelem np a rano nowe bo jednodniowych nie nosi. A potem się dziwi że mu się odkurzacz zatkał smile. To mnie wkurza na maksa - te skarpetki - ale niereformowalne...
    • edyta28_04 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 17:04
      jestem mezatka od 3 lat. do dnia porodu wszystko bylo takie...poukladane.
      Spotkania ze znajomymi, czas tylko dla siebie, dla tego co sie lubilo i
      chcialo. Przy takim trybie zycia problemy jakos tak przechodza bokiem. Urodzila
      sie coreczka. Komu? Nam? Nie, tylko mi. Od poczatku wszystko musialam robic
      sama, wstydzilam sie za meza kiedy ten nie potrafil odpowiedziec na pytania
      znajomych (MEZOW kolezanek) o ktorej dziecko chodzi spac, ile wypija mleka...
      Takich rzeczy nie wiedzial!!!! I tak jest do dzisiaj. Mialam wybor albo
      odpuscic (w imie "mezczyzni sa z marsa kobiety z venus")albo wydzierac sie na
      niego godzinami co i tak sie zawsze konczylo wyzwiskami. Troche to przypominalo
      walke o swoja nie-zaleznosc. Moje zycie sie zmienilo. Nie ma mnie ,moich
      potrzeb. Jest dziecko i ono liczy sie ajbardziej. A maz to taki "wieczny
      kawaler" bez obowiazkow, problemow i strachu. Takim to dobrze cholera!!!!
    • ciociapolcia Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 18:32
      Przecudowny watek smile.
      U mnie podobnie, synek - wymarzony, ukochany itd., ale nie wie ile przy takim
      roboty, tzn. nie wie nic. A ja gderam, jestem zlosliwa i opryskliwa... No bo
      normalnie jeszcze sobie pedzelek w D wetkne i przy okazji "obowiazkow domowych"
      pokoj odmaluje wink.
      Feralne skarpetki... Tak cos w tym jest. Nie dosc, ze zazwyczaj zapomina zabrac
      z szafy w sypialni (ktora do tego jeszcze jest na pietrze, a schody to niczym
      K2 sie jawia wtedy), to brudne zostawia wszedzie. Po prosbie - wyrzuc do
      prania, wyrzuca... obok pralki... a pralka w kuchni, wiec leza takie apetyczne.

      Kryzys sie rozwija, do tego oszczednosci wprowadziliSMY (dodatkowy stres) bo,
      nie -SMY, tylko kto? No kto oszczedza? Na sobie rzecz jasna...

      Szkoda, ze grafik nie mozna zamieszczac, bo mam cos w temacie. Zacytuje wiec.

      Co zona powiedziala:
      Idz powies pranie, umow sie z dentysta na srode, poloz skarpetki na miejsce,
      odbierz dzieci ze szkoly i przedszkola, nic nie mow, nie zapraszaj kumpli na
      wieczor, zrob cos z kranem, bo cieknie.

      Co maz uslyszal: (czytac tylko to co CapsLockiem!!!)
      IDZ powies pranie, umow SIE z dentysta na srode, POLOZ skarpety na miejsce,
      odbierz dzieci ze szoly I przedszkola, NIC nie mow, NIE zapraszaj kumpli na
      wieczor, zRÓB cos z kranem bo cieknie.

    • ania.freszel Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 18:51
      I bardzo dobrze. Nie odzywaj sie do pajaca! Debilke se znalazl. ZADNYCH
      kanapeczek, obiadkow, prasowania gaci przez tydzien, o seksie nie wspomne bo
      wiadomo ze szlaban. I nie odzywaj sie do niego. Tak Ci pisze bo mnie moj tez
      dzis cisnienie podniosl. I tez bedzie kara
    • pampeliszka Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 18:53
      Ale czasem trzeba isc na kompromis. U nas tez te skarpetki nieszczesne sa
      wszedzie, ale ja je zabieram i wrzucam do brudnej bielizny i z glowy.Pranie tez
      robie ja, maz chyba nawet nie bardzo by wiedzial jak sie pralke ustawia. Za to w
      innych rzeczach mi pomaga- ja myje podloge, on odkurza, ja myje WC, a on wanne,
      ja gotuje, on zmywa.Na zakupy jezdzimy razem. Da sie. A za od czasu do czasu
      mnie wkurzy, to pewnie i ja jego tez...
    • lolinka2 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 19:36
      Dziewczyny, współczuję tej biedy której same sobie napytałyście biorąc takich...
      d**ków.
      Dodam, ze właśnie siedzę przed komputerem, młoda słucha Kota w Butach na
      magnetofonie, małż w kuchni produkuje mi kanapeczki ciesząc się ze zachciało mi
      się jeść, posprzątał dzisiaj mimo choroby całe mieszkanie, zrobił zmywanie i
      pranie, a wieczorem jak zwykle wykąpią sie z córcią i przeczytają ksiażeczkę. W
      wolnych chwilach doszkala się jak prowadzic moja firmowa księgowość, mimo ze
      pracuje w innym charakterze.
    • kontaminacja pochwala meza 06.01.06, 19:57
      Chyba jestem mezczyzna... Moj maz wstaje wczesniej i robi mi kanapki do pracy, w weekendy rano zajmuje sie dzieckiem, zebym mogla dluzej pospac. Zbiera rozne czesci mojej garderoby po calym mieszkaniu i szuka tych egzemplarzy, ktorych nie moge znalezc. On sprzata mieszkanie (ja myje okna, bo maz ma lek wysokosci). Ja piore i prasuje, gotuje obiady (zmywa zawsze on) i robie wieksze zakupy (codzienne, podstawowe on). Dodatkowo, a moze przede wszystkim, cala logistyka rodziny zajmuje sie ja. I nie do pomyslenia jest dla mnie to, ze dzieckiem mialaby zajmowac sie tylko matka. Moj maz o corce wie wszystko i spokojnie moglabym ich na dluzej zostawic samych w domu. Mam nadzieje, ze nasz podzial obowiazkow jest chociaz mniej wiecej po rowno smile.
    • teraz_asia Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 20:04
      Dlatego właśnie poinformowałam mojego ówczesnego chłopaka, że o ślubie nie ma
      mowy, dopóki nie pomieszkamy ze soba co najmniej roksmile) Z domu rodzinnego
      wyniosłam uraz do tych nieszczęsnych skarpet na podłodze i innych przejawów
      niechlujstwa męskiego. Ślub odbył się po rocznym teście, zdanym pomyślniesmile.
      Jesteśmy teraz trzynaście lat po ślubie, skarpetami nie rzuca. Tak na serio,
      odkąd siedzę w domu czyli od trzech lat, mój mąż nie robi w domu nic.Wraca tak
      późno, że prawdę mówiąc wolę, żeby tę godzinę czy pół spędził z dziećmi, a nie
      na zmywaniu garów. Cały ten domowy kierat traktuję po prostu jako ekwiwalent
      mojej pracy zarobkowej, dlatego z lekkim osłupieniem czytałam wcześniejsze
      wątki pod hasłem mąz mnie lekcewazy, bo nie zarabiam. Przedyskutowaliśmy to rok
      temu, kiedy zastanawiałam się nad powrotem do pracy, i zgodnie stwierdziliśmy,
      że dopóki sytuacja finansowa nie zmusi nas do tego, zostanę w domu z dziećmi,
      bo po prostu jest nam łatwiej żyć, tak jak teraz i on też docenia fakt, że
      odwalam wszystko to co spadało wcześniej na nas dwoje po powrocie z pracy. Ale
      to trochę nie na temat. Nie wiem jak akurat w tym przypadku, ale na przykład
      mój facet bardzo nie lubi czuć się postawiony pod ścianą (dlaczego ona
      koniecznie musi się kąpać akurat w momencie, kiedy ja muszę wysłac super pilną
      wiadomość?).Zazwyczaj obydwoje stosujemy system wcześniejszego powiadamiania
      (słuchaj, właże na godzine do wanny, rzuć okiem na potworki)i wtedy czujemy
      się usprawiedliwieni. Na debilkę... nie wiem jak bym zareagowała, bo nie
      bardzo wyobrazam sobie, że mój mąz mógłby się do mnie tak odezwać. Chyba bym
      zrzuciła z balkonu jego rzeczysmile))
      • your_and Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 20:24
        > Na debilkę... nie wiem jak bym zareagowała, bo nie
        > bardzo wyobrazam sobie, że mój mąz mógłby się do mnie tak odezwać. Chyba bym
        > zrzuciła z balkonu jego rzeczysmile))

        Jaki sens ma takie napuszczanie sie???
        Jak by facet na meskim forum napisał że daje na siebie wydzierać sie sto razy
        babie do zdarcia gardła "relaksującej" się w wannie to by mu sie dostało że jest
        skończonym pantoflażem i niemotą że se daje tak na łeb babie wchodzić,
        niezależnie o co poszło i że on dopiero powinien ją pogonić...
        Znając sytację tylko z jednej strony najgłupsze co można zrobić to namawiać na
        eskalację konfliktu. Poradzić coś w kieruku rozwiązania nic nigdy nie zaszkodzi...
        • pampeliszka Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 21:06
          a moze niech Twoj mąż przeczyta naszą dyskusje?
          • ciociapolcia Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 23:24
            Ja wlasnie swojego delikatnie namawialam, ze tu smieszne rzeczy sa, co tu zony
            pisza o mezach i co? Hahaha... "A czy ty wiesz co chlopy o swoich babach mowia?
            Czym ich wk? Wlos by ci sie zjezyl! To co tu baby pisza, to sa jakies
            pierdoly!"

            Na koniec wieczoru poklocilismy sie, oczywiscie zeszlo na co? Na sex...
            Boszszszzz! Co za przyziemnosc wink.

            I tak drogie kolezanki w niedoli facet odbiera kare "niech zapomni o sexie".
            Dziekuje, dobranoc wink.
            • edyta28_04 Re: mój mąz mnie wk...wia 06.01.06, 23:37
              Dziewczyny!co Wy z tymi skarpetkami...? A papierki po slodyczach? upatrzy sobie
              takiego cukiereczka, rozwinie a papierek spokojnie odklada. coz to sa kosze na
              smieci? temat rzeka...miliony przykladow.
              • edycia274 przestanmy narzekac na tych chlopow 08.01.06, 19:53
                W koncu wyszlysmy za nich za maz, mamy rodziny, czy pomyslalyscie ze maz tez
                moze miec zly dzien, moze miec "dola", tylko nic nie mowi, ze ma czasem dosc i
                dopada go depresja? a My tylko narzekamy i narzekamy, moj maz, pracuje od rana
                do poznego wieczora dzien w dzien, od 3 lat nigdzie nie wyjechalismy, pomaga
                przy dziecku, pierze, gotuje , sprzata, narzekam czasem ale na to, z ema dla
                mnie malo czasu, a teraz jak go przycisnelam dowiedzialam sie, z eon sie czuje
                pusto, ze ma dosc, ma dola i wogole jest smutny, facetom tez sie przyda troche
                naszego zrozumienia.pozdrawiam
                • marcik_k Re: przestanmy narzekac na tych chlopow 09.01.06, 11:18
                  Oczywiście że jak żadna z nas by nie miała problemów z własnym mężem wszystko
                  było by proste i nikt by nie narzekał ale niestety tak nie jest. Ja rozumiem że
                  mąż ma prawo być zmęczony po pracy, że może mu brakować czasu na swoje
                  zainteresowania że ma doła itp. Ale warnek jest jeden że on również mnie
                  zrozumie. Ja nie siedze w domu dla własnych przyjemności z ręką na sercu mówie
                  że wolałabym iść do pracy bo nie jestem osobą która jest przyzwyczajona do
                  siedzenia w czterech ścianach. Ale sytuacja jest taka że choćbym chciała to
                  narazie nie moge iśćdo pracy. To nieznaczy też że nic nie robie. Bo w domu
                  trzeba posprzatać poprać poprasować ugotować obiad pozatym nie można spuścić z
                  oka mojego rocznego szkraba który jest strasznie ruchliwy i łatwiej by mi było
                  wykonywać te obowiązki jak miał pare miesięcy niż teraz. Po całym dniu biegania
                  też chciałabym czasem usiąść i chwile odpocząć czy załatwić własne sprawy. I
                  oczekuje od niego że jak z pracy wróci zje obiad i oddychnie to posiedzi troche
                  z małym a tu nic. I jego gadanie że ja moge iść do pracy a on wtedy bedzie
                  siedział i się opiekował dzieckiem tylko że to nie jest takie proste w
                  rzeczywistości jak jemu się wydaje. Pozatym od urodzenia się nim nie zajmował
                  bo miał cięższą pracę teraz sytuacja się zmieniła bo pracę zminił więc nie jest
                  taki zmęczony jak wcześniej tylko że tak się przyzwyczaił. I to jest problem
                  nie wiem jak mam w nim obudzić jakiekolwiek instynkty ojcowskie. Potrzebe
                  spędzania czasu z dzieckiem itp.Jak kiedyś zostawiłam dziecko z nim i
                  pojechałam na zakupy to po przyjezdzie zastałam malucha w rękach teściowej
                  (przy czym tak nim sie zajęła że dziecko było chore przez następny tydzień).
                  Dlatego dziecka z teściami nie chce zostawiać bo oni się nie umieją nim zająć
                  chociaż pewnie mąż ma do mnie żal. Ale on tak samo to widzi tylko się nie chce
                  do tego przyznać nie wiem czemu.. Chciałabym żeby mi pomagał przynajmniej przy
                  dziecku reszty nie wymagam ale on woli pomyć gary czy posprzątać niż siedzieć z
                  małym. Moim błędem pewnie było że od początku go nie doganiałam do dziecka. Ale
                  może to da się jeszcze jakoś naprawić tylko ja nie mam pomysłu jak to
                  zrobić.Nie umiem mu tego przetłumaczyć nie da się tak jak by miał jakąś blache
                  w mózgu przez którą nic nie może do środka się dostać. Wszystkie rozmowy kończą
                  siętak samo.Może było by inaczej jakbśmy nie mieszkali z teściami wtedy
                  musielibyśmy polegać na sobie bo nikogo innego by nie było. Chociaż w takiej
                  sytuacji też by było to możliwe jakby teściowie zajęli się sobą a nie wtrącali
                  się i przyłazili non stop do nas bo to uciążliwwe.Powiem że doprowadza mnie to
                  do furii.
                  • edycia274 marcik_k 09.01.06, 12:15
                    Droga Marcik, rozumiem Cie, ja siedzialam cala ciaze w domu, nie moglam
                    pracowac,teraz musze siedziec z corka tez wdomu, nie moge isc do pracy
                    poniewaz ciagle z Nia odwiedzam kliniki, uwiez , z ejuz mam dosc siedzenia w
                    domu sama z nia od rana do poznego wieczora, mala jest w dodatku bardzo zywa
                    (podejrzewali adhd) wiec wogole mam czasmai dosc i zbiera mi sie na placz,nie
                    mam dla siebie czasu, nie mam kiedy isc na basen, czasem sie wyrwe z kolezanka
                    do pubu, o wyjsciu z moim moge pomarzyc bo nie ma co z Niki zrobic, i tak sie
                    zbiera , z e czasem rycze, dre sie itd, ale moj maz rozumie i pomaga mi tyle
                    ile moze, ale ja zapatzrona w swoje "doly" nie zauwazylam , z eon ma tez dosc,
                    tyraz dzien w dzien, nigdzie nie wychodzic ze mna, nigdzie nie mozemy wyjechac
                    w trojke, i dopiero teraz to mi powiedzial, ze czuje pustke i itd, wiec zanim
                    nie ktore mamy zaczna narzekac czasem z przesada niech spojrza na mezow czy oni
                    nie potzrebuja tez zrozumienia, pracujac kiedys na oddziale psychiatrii
                    wiekszosc pacjentow to mezczyzni!!!!!!!!!!z depresjami lub po probach
                    samobojzych ! oni maja slabsza psychike i tlumia wszystko w sobie, probujmy sie
                    z nimi dogadac..pozdr
                    • your_and Re: marcik_k 09.01.06, 12:44
                      > samobojzych ! oni maja slabsza psychike i tlumia wszystko w sobie, probujmy sie
                      > z nimi dogadac..pozdr

                      Przeważająca część tych nadwrażliwców to efekt wychowania nadopiekuńczych matek
                      w niepełnych rodzinach lub w rodzinach gdzie mężczyźni sie wycofali.
                      Psyhologowie o tym alarmują.
                      Dlatego dobre chęci żeby poświecić wszystko i dzieciom nieba przychylić zwraca
                      sie najczęściej przciw nim.
                      Nie ma lepszej inwetycji dla dzieci niż harmonijny związek, a to nie przychodzi
                      łatwo obu stronom...
                      Szczególnie w panującej tu admosferze mąż be! dziecko najważniejsze!
                  • your_and Re: przestanmy narzekac na tych chlopow 09.01.06, 12:19
                    Mieszkanie z teściami może sie skończyć dobrze jedynie wyjatkowo sprzyjajacych
                    okolicznościach. Nie ma chyba poradnika który radzi innaczej niż unikać takiej
                    sytuacji jak ognia.

                    Ralacje poziome w rodzinie(mąż żona) musza być jednoznacznie silniejsze i
                    zadbane niż pionowe (mąż - teściowa, matka - dziecko) żeby małżeństwo mogło
                    przetwać i być szczęśliwe.
                    Bo nic nie niszczy małżeństwa badziej od środka jak świadomośc żony że mąż
                    zawsze zajmie stronę swojej mamusi w konflikcie, a męża ze że jest bocznym torze
                    po dziecku.

                    A obiegowo (i religijnie) realacja matka-dziecko (wiec także w konsekwencji
                    mąż-teściowa) jest święta i niepodważalna, tyle tylko że nie idzie w parze z
                    trwałością związków małżeńskich...

                    Faceci też często narzekaja na etata na swoje żony. I nie chodzi o nieumyte
                    kubki i papierki po cukierkach tylko o budowanie sensu bycia razem i uczucia
                    jego braku... Dobrze zeby choć niektóre z was miały tego swiadomość...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka