pimpusia77
19.01.06, 15:01
Wróciłam ze szpitala z nazwijmy to baby bluesem, ale już takim na skraju depresji. synek ma 11 dni
a mój stan nie mija. Na początku syn zafundował nam sielankę: spał po 2-3 godziny, budził się na
karmienie, trosze się pobawił i zasypiał. A ja głupia jeszcze się doszukiwałam zmartwień, że na
przykład zasypia przy piersi. Od wczoraj ma strasznie odparzoną pupę. Smarowałam cały dzień i
wnocy sudocremem, ale nic nie pomogło. Dzisiaj smaruję linomagiem. Wiem, xe powinnam wietrzyć
mu pupę, ale on strasznie płacze kiedy leży z gołym tyłkiem. Zawiązałam mu więc pieluchę tetrową-
zasikał momentalnie i płacz. Zmieniłam pieluchę- kupa i płacz. W przeciągu 15 minut w ten sposób
poszły 4 pieluchy! Pluz zafajdane wszytsko dookoła, bo naturalnie pieluchy przesiąkły... Do tego
synek już nie śpia tak jak przez ostatnie dni, tylko budzi się co pól godziny- godzinę z płaczem i nic
nie jest go w stanie uspokoić tylko pierś. Przy tym ma straszne gazy i ewidentnie bóle brzucha...I nie
wierzę, że jest głodny kidy jadł przez 20 minut, przysnął przy piersi i za 30 minut budzi się z
płaczem i znów pierś przez 20 minut...
Ja zwariuję... czuję, że mój baby blues przeradza się w depresję. Płaczę, że nie da się wrócić do
życia, które miałąm kiedyś. Bardzo bym chciała pokochać mojego synka tak jak na to zasługuje, ale
czuję, że moje uczucia są stłumione jakimś żalem i złoscią...
Co robić???!!!!!
Pomóżcie mi!!!!