rodzic10
01.02.06, 17:35
------------------------------------------------------------------------------
--
Witam.
Jestem tatą 13 - miesięcznej dziewczynki.Od niedługiego czasy posiadam dostęp
do internetu.W pewnym momencie natrafiłem na fora dyskusyjne, w tym także na
niniejsze.
Po kilku tygodniach wahań postanowiłem pójść w ślady innych forumowiczów i
podzielić się moją sytuacją z prośbą o Wasze uwagi i komentarze.
Zawsze marzyłem o córce.Po ślubie dwa lata czekaliśmy na nasze maleństwo.W
trakcie ciąży miałem swoje różne strachy, tj. żeby poród się powiódł, żeby
żona i córka były zdrowe, żeby odpowiednio przygotować dom na przyjęcie
nowego mieszkańca, żeby samemu nie zawieść i jak najszybciej przestroić się
na nową sytuację i wiele innych związanych z tym ogromnym świętem w naszym
życiu.
Okazało się jednak, że prawdziwego problemu nie przewidziałem. Chodzi o
dziadków - tj. naszych rodziców.
Dotychczas, a jesteśmu od ślubu na swoim ( w odległości około 30km ) nie
mieliśmu problemów z rodzicami. Widzieliśmy się raz kiedyś i raczej zawsze w
miłej atmosferze.Po urodzeniu małej dziadkowie się zmienili. W naszym
odczuciu na gorsze tzn. np.
- nawet nam nie pogratulowali dziecka, tylko się cieszyli, że mają wnuczkę i
rozgłaszali tą wiadomość po rodzinie i znajomych;
- nigdy nie pochwalili zony za dzielną postawę podczas porodu i w trudnych
okresach po nim;
- robią małej masę zdjęć i obnoszą je po znajomych
- maja dla nas tysiące rad, często przestarzałuch i głupich odnośnie
opiekowania się małą
- po rozmowach z nimi czujemy się jak nieudolni smarkacze ( w rzeczywistości
żonama ma 24 a ja 32 lata ), i traktują nas tak jakbyśmy tylko fuksem jakoś
jeszcze utrzymywali to dziecko przy zyciu
- mają bogate plany co do jej przyszłości
- każde z nich chce być przez nią najbardziej kochane i widzi ją na swije
podobieństwo
-gdy nie widzą jej trochę to wsiadają nam na sumienie, żebyśmu ich
odwiedzili, co z małym dzieckiem często nie jest proste.
I wiele jeszce inych rzeczy. czyli nie są to zachowania wyrodne i
niebezpieczne dla dziecka, ale zupełnioe nie leżąnam, jego rodzicom. A
zwłaszcza ja się boję, że będzie systematycznie osłabiana moja pozycja jako
ojca i że babcie i dziadkowie będą wchodzić na mój teren.
Te ich zachowania nas wkurzają i naruszają naszą władzę rodzicielską.Ale jak
stawiamy jakieś veto to jedni się obrażają, inni ( teściowa ) płaczą i mówią
że jestesmy wyrodne dzieci i chcemy ich odizolować od wnuczki.
Co robić? Mam już tego dość, czuję się ubezwłasnowolniony, a co małej po
takim tacie. Z drrugiej strony to nasi rodzice. Czy oni przsadzają, czy my
mamy zbyt mało pokory wobec nich. Jak to jest. Proszę o radę. Co o tym
sądzicie. Na ile oni mogą ingerować w wychowywanie małej, kiedy powiedzieć
dość.