Dodaj do ulubionych

Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci

08.02.06, 10:48
Jak już pisałam w wątku "dlaczego mamy karmią w mieszany sposób", proponuję
napisać scenariusz serialu "Madonna z upadłym cycem", na kanwie naszych tutaj
emocji i butelkowo-cycowych przeżyć.
Może zapodam scenę pierwszą, a każda od siebie dopisze rozwinięcie? Może nawet
powstanie tasiemiec? Zyskami ze sprzedaży scenariusza Polsatowi podzielimy się
po równo.

Scena 1.
Szpital połozniczy. Porodówka.Cecylia Izdebska wije się w bólach porodowych.
- Już nie mogę! - krzyczy do stojącego obok bladego męża.
- Ja też - wyszeptuje mąż Kazimierz, po czym pada zemdlony na posadzkę.
Scena 2.
Ten sam szpital. Sala operacyjna. Elwira Pochrzęstna leży pod narkozą i rodzi.
Poród przyjmuje jej mąż, chirurg- położnik.
- Siostro, skalpel - prosi z namaszczeniem.
Po chwili słychać zmieszany głos siostry:
- Panie doktorze, to córka!
- Aronio - szepcze do siostry Zbigniew Pochrzęstny, chirurg - niech nikt się
nie dowie, że to nasze dziecko.
Scena 3. Znów ten sam szpital.Na izbę przyjęć trafia Kalina Marudna, 35-letnia
prawniczka.widzimy ją jak leży na fotelu ginekologicznym (kamera stoi przy głowie)
- Panie doktorze, już widać główkę!!! - gorączkuje się połozna - Musimy szybko
na porodówkę.
- Nie zdążymy - filozofuje doktor Szpryc - Przyjmiemy tutaj.
- Tutaj? - siostra Lukrecja mruga oczami zaskoczona autorytarnym zachowaniem
dr. Szpryca.
- Tak siostro. Nikto nie może się dowiedzieć, że to dziecko przyszło na świat
w naszym szpitalu.

Itd, itp... To kto ma ochotę rozwinąć?
Obserwuj wątek
    • trika13 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 11:24
      Widzę, że muszę bardziej rozwinąć:
      Scena 4.
      Cecylia Izdebska odpoczywa po porodzie.Jej mąż, Kazimierz, drożącymi rękoma
      podaje jej syna.
      - Trzeba go nakarmić - argumentuje.
      Cecyli z usmiechem przystawia potomka do piersi.
      Niestety, Kazimierz junior odmawia. Zamiast tego drze się jak opętany.
      Zbigniew oapda na fotel z głośnym westchnieniem.
      Scena 5.
      Chirurg Zbigniew myje ręce w towarzystwie siostry Aronii.
      - Jesteś pewnie Zbysiu, że Elwira nie ma pojęcia, że wszczepiłeś jej zapłodnione
      moje jao jak spała?
      - Oczywiście, ona nie wie, że to ty jesteś matką dziecka.
      Na twarzy Aronii maluje się ulga.Po chwili jednak zastępuję ją grymas.
      - Tylko czy ona będzie karmiła piersią? Nie zniosłąbym gdyby moje dziecko było
      na butli - zaczyna szlochać.
      - spokojnie Aruńko, zadbam o to - przysięga Zbigniew.
      Scena 6.
      Kalina Marudna przyciska do piersi córeczkę Lilianę.
      - No złap, musisz jeść, cyc jest cacy.
      Liliana nieudolnie chwyta ale po chwili wypuszcza.
      Nagle do sali wpada pielęgniarka laktacyjna.
      - No co pani wyprawia! - krzyczy - Jak Pani przystawia??? Jak tak można
      przystawiać! Źle, źle! Bliżej i szerzej, i nie pod język tylko na język brodawka!
      Scena 7
      Kalina ze smutkiem zerka przez okno.
      Dziecko pojechało na dokarmianie. Zabrałą je pielęgniarka laktacyjna.
      - U nas w szpitalu żadne dziecko nie będzie głodne - powiedziła odchodząc - A
      skoro pani nie umie nakarmić i nie przykłąda się, żeby umieć, zabieram - rzuca
      na odchodne.
      - Czy ze mną jest coś nie tak? - myśli Kalina - Dlaczego nie mam pokarmu?
      Dlaczego źle przystawiam?
      Z zamyślenia wyrywa ją telefon. To teściowa.
      - Cześć Kalino - słyszy w słuchawce młoda mama - Masz pokarm?
      Scena kolejna
      - Zbigniewie - Elwira wybudziłą się z narkozy i przyzywa męża - Zbigniewie!
      - Tu jestem - chirurg jest już przy jej łóżku - Przyniosę Ci małą do karmienia.
      - Do karmienia? - odpowiada zdziwiona żona - Ale ja nie chcę karmić! Dajcie jej
      butlę! - po czym zapada w sen.
      • trika13 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 15:51
        szkoda, że Wam się pomysł nie podoba sad
        • aga55jaga Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 15:54
          mnie sie podoba ale zdolności pisarskich nie posiadam sad
          • kina2006 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 15:55
            Pomysł świetny, ale nie mam takiej wyobraźni smile Jak coś wymyślę, to dopiszę,
            obiecuję!
        • alex_cz Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 16:03
          podoba się,kontynuuj - masz we mnie czytacza. Jak mi mózg pozwoli coś dopiszę z
          pewnością - dopiero co moja "trzecia noga" ucięła sobie drzemkę smile
          • trika13 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 16:18
            To co, mam sama pisać a wy będziecie czytać?
            • kina2006 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 16:20
              Pisz, pisz! Trzeba się czasem odstresować i serdecznie pośmiać smile)
              • zumaminka Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 16:30
                Pisz ja poczytam z miłą chęcia i dopiszę coś od siebie jak będę miała chwilę
            • paskowka1973 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 16:43
              Tak, tak, ty pisz, bo ja jedną i to lewą rękę nie za bardzo umiem ( prawa
              zajęta - huśtam wózek smile
              • trika13 Re: Ciąg dalszy ekscentrycznego scenariusza 08.02.06, 17:23
                Scena 9
                Widzimy jak dr Szpryc telefonuje z pielęgniarskiej dyżurki.
                - Krystyno, chyba nasz problem się rozwiązał – szepcze konspiracyjnie.
                Po drugiej stronie słuchawki słychać głośne „och!” i huk opadającego zemdlonego
                ze szczęścia ciała.
                - A niech to – myśli Szpryc – Zemdlała! Muszę tam jechać!
                Scena 10
                Widzimy Zbigniewa, chirurga, na klęczkach przed łóżkiem żony.
                - Elwiro, zlituj się na miłość boską! Serca nie masz, co Ci to biedne dziecko
                zawiniło, że je chcesz pokarać cyco-deficytem?
                Elwira przeciąga się rozkosznie i poziewuje.
                - Daj spokój, Zbigniew. Przecież Ci tłumaczyłam. Brzydzi mnie to, takie
                przyklejone usta, ciągnące, jak krowa bym się czuła, beee – drgnęła zniesmaczona.
                - Ale to takie niewinne dzieciątko, rozkoszne – przekonuje mąż – Potrzebuje
                Twoich przeciwciał...- prosi przymilnie.
                - A ja potrzebuję świętego spokoju! – wrzeszczy Elwira – Przeszłam operację
                cesarskiego rozcięcia, mam chyba prawo do odrobiny wypoczynku??
                - Oczywiści – wycofuje się z izolatki zmieszany mąż.
                Pod drzwiami, przyklejona poprzez ucho Aronia otwiera nóż w kieszeni.
                Scena 11
                Kalina po raz kolejny przystawia dziecko do piersi.
                Liliana ziewa. Jest dokarmiona sztucznym mlekiem przez pielęgniarkę i mało
                zainteresowana ciągnięciem.
                Scena 12
                Dr Szpryc podjeżdża Mercedesem McLarenem pod swój dom. Zdenerwowany zachowaniem
                żony nerwowo kręci klucz w zamku. Na szczęście żona wychodzi mu naprzeciw.
                - Pyszczku! – krzyczy uszczęśliwiony Szpryc i bierze w ramiona.
                Scena 13.
                Położna Aronia nerwowo spaceruje po korytarzu.
                - Co robić, co robić!!!??? – w głowie kłębią się jej najprzeróżniejsze myśli –
                Jak zmusić tą flądrę do karmienia, jak ona śmi nie karmić dziecęcia?
                Nagle przystaje w miejscu i ze złowrogą miną kieruje się do pokoju pacjentki Elwiry.
                Scena 14
                Doktor Szpryc siorbie herbatę zaparzoną przez żonę Izabelę.
                - Naprawdę, tym razem Ci się uda? – już po raz setny Izabela pyta o to samo.
                Szpryc wstaje ze skórzanej kanapy i nerwowo bębni palcami o szklankę.
                - Ta, myślę, że tam tym razem mi się nie wyśliźnie, dziecko jest już nasze –
                charczy przez nos.
                • saphaya Re: Ciąg dalszy scenariusza - wątek Kaliny 08.02.06, 18:08
                  scena15

                  Zrezygnowana i przygnębiona Kalina snuje się w stronę szpitalnej łazienki. Ze
                  ścian szpitalnego korytarza niczym upiór dopada ją propaganda: ulotki, tablice,
                  plakaty wszystko wrzeszczy jej wprost do głowy, że nie daje Lilianie tego co
                  powinna...zatrzymuje się przed wielkim plakatem na wprost zabiegowego (ujęcie
                  wzbierającej płaczem twarzy Kaliny i najazd na rzeczony plakat), ze zdjęcia z
                  dumą i potępieniem dla jej niemocy patrzy na nią przysadzisty, rumiany,
                  słowiański ideał macierzyństwa, z wyeksponowanym bez skrępowania, nabrzmiałym
                  od wartościowego, odżywczego, uodparniającego mleka biustem, przy czym jedna z
                  piersi zakończona jest dorodnym dwulatkiem zaś druga pulchnym i różowym
                  niemowlecięm. Z otchłani rozpaczy wyrywa Kalinę głos pani Zeni(oddziałowej-
                  superkobity-co-to-sie-niczego-nie-boi-bo-ból-i-zmęczenie-to-wymysł-cywilzacji)
                  - Dziewczyno! A czemu ty cyckonosza nie masz?? co ci sie tak te cycki majtają,
                  chcesz żeby ci się do ziemi wyciągnęły. Nie wiesz,że u matki karmiącej stanik
                  to podstawa??
                  Kalina machinalnie zawraca na salę i bezrefleksyjnie ubiera stanik. W końcu
                  dociera do upragnionej, choć jakże obskurnej łazienki (ale komu potrzebne na
                  porodówce zamykane toalety, lustro czy załona prysznicowa, tu się dzieci rodzi
                  a nie...). Po trudach wizyty w toalecie podejmuje mozolną szuraczkę z powrotem.
                  Już nikomu nie mówi, że boli bo przecież ma tylko trzy szwy i nie miała
                  krwotoku,nie trzeba było łyżeczkować ani macica jej nie pękła, to jaki ból??
                  Wymysły, histeryzowanie ot co! Tym razem stara się umknąć moralizatorskiemu
                  spojrzeniu babsztyla z plakatu, tym razem będzie dla siebie miła i nie będzie
                  się katować kontemplowaniem tablicy wyzłacanej sentencjami o zbawinności
                  karmienia. Nie teraz kiedy Liliana na noworodkach ssie morderczy NAN1, o nie.
                  Zamyślona wpada na pielęgniarke laktacyjną. Jest ona drugą zaraz po mężu osoba
                  najlepiej zaznajomioną z jej biustem.
                  - CZYŚ TY DZIEWUCHO DO RESZTY ZGŁUPIAŁA???? ŚCIĄGAJ MI TEN STANIK BO CI SIĘ
                  ZASTOJE ZROBIĄ I DOSTANIESZ ZAPALENIA PIERSI!!!! Boże jakie te dziewczyny
                  bezmyślne teraz...
                  Ale Kalina już nie słucha...próbuje sobie przypomnieć czy aby napewno ciąża i
                  poród to nie przestępstwo czy inna zbrodnia sankcjonowana przymusowym pobytem w
                  zakładzie zamkniętym...chyba była kiedyś prawnikiem...ale to musiało byc w
                  innym życiu.
                • saskiaplus1 Re: Ciąg dalszy ekscentrycznego scenariusza 08.02.06, 23:29
                  To może ja zmierzę się ze sceną szesnastą?
                  Scena 16
                  Do pokoju pacjentki Elwiry dziarsko wkracza siostra Aronia. Wyraz twarzy ma
                  nieodgadniony.
                  - Karmi dziecko? - pyta w przestrzeń
                  Elwira, lekko zdezorientowana zagapia się na siostrę.
                  - Jak nie karmi, to niech się przyzna - Aronia z lekkim uśmieszkiem wyciąga coś
                  zza pleców. Elwirze cierpnie skóra na świeżo wydepilowanych łydkach.
                  - Coś zaradzimy - kontynuuje siostra pojednawczo, machając Elwirze przed nosem
                  butelką z białą cieczą. Elwira oddycha z ledwo skrywaną ulgą. Aronia zabiera
                  dziecko i wychodzi. Na korytarzu rozgląda się nerwowo i przekonawszy się, że
                  nikt jej nie widzi, wpada z impetem do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi.
                  Tam natychmiast zabiera się do osobistego karmienia dziecka piersią dzięki
                  laktacji szczęśliwym trafem wywołanej nagłym wyrzutem adrenaliny do krwi.
                  Kamera kieruje się na zasłonkę prysznicową.
                  • mart44 Dalej dziewczyny, jesteście boskie!:) 08.02.06, 23:32
                    I co najlepsze znakomicie się uzupełniacie!smile
                  • saphaya Re: Ciąg dalszy scenariusza - SZPRYCIARZ 09.02.06, 02:09
                    Scena 16 – „Szpryciarz”

                    Dom Szpryców w dzielnicy willowej gdzieś na peryferiach miasta. Na skórzanej
                    sofie dominującej salon urządzony w stylu wiejsko-miejsko-paryskim (antyki
                    dębowe rodem z taśmy produkcyjnej, kryształowy żyrandol, imponująca dębowa
                    biblioteka zapełniona Harlequinami). Na sofie blada Szprycowa umalowana
                    cokolwiek nie na tę porę dnia znów bliska omdlenia. Szpryc, ze starannie
                    przybrana resztkami włosów łysiną wpija się zachłannie w dekolt żony
                    pochrząkując przy tym zadowoleniem.
                    - Kazek jak ty tak możesz….w tych okolicznościach…ten stres mnie wykończy…muszę
                    zadzwonić do kosmetyczki, bo z tego wszystkiego obgryzłam wszystkie tipsy –
                    Szprycowa zrywa się z sofy po komórkę.
                    - Nie denerwuj się perła – uspokaja żonę Szpryc rozsiadając się wygodnie na
                    kanapie – wszystko załatwiłem. Baba jest ugotowana na cacy, pamięta tylko
                    ostatnie 24 godziny.
                    - Kazek matko święta a jak ona sobie przypomni?? To straszne, co ja biedna
                    wtedy pocznę, będę musiała sprzedać samochód – obfity biust Szprychowej zaczyna
                    z przyspieszeniem falować, co oznacza wzbierający atak szlochu.
                    - Nie martw się Aldonko, przysięgam ci że to już koniec, nawet jeśli ta cała
                    Marudna odzyska pamięć, to tego sobie nigdy nie przypomni, słyszysz, ni-gdy!
                    - A jak się dowiedzą, że zrobiłeś jej zastrzyk?? Kazimierz zaaresztują Cię!!
                    Stracimy wszystko, za co ja będę żyyyyyć??
                    - No już dobrze, już dobrze – rozczulony Szpryc stara się objąć żonę, ta jednak
                    opanowawszy bezłzawy szloch odsuwa się aby nie zniszczyć makijażu – Uwierz mi
                    nikt nigdy nawet nie dowie się, że rodziła w moim szpitalu. Karty już dawno
                    podmienione, do końca trzymałem ją w gabinecie, więc nikt z personelu poza
                    siostrą Lukrecją nawet jej nie widział. Nawet jeśli będzie zachowywała się
                    dziwnie wszystko się zwali się na depresję poporodową, hormony, a zresztą przy
                    dzieciaku nie będzie miała czasu się wyspać a co dopiero sobie przypominać.
                    Pavulonium amnesicum działa przez dwa miesiące w tym czasie zniszczę wszystkie
                    dowody, księgowy już kompletuje nowe księgi i nic nie będą na nas mieli. A
                    potem perła pojedziemy na pielgrzymkę do Lichenia i kupię ci te kozaki ze skóry
                    węża, no co ty na to? – usta Szpryca rozciągnęły się w rubasznym uśmiechu.
                    - Kazek – Aldona Szpryc brzmiała jak zza grobu – a co jeśli siostra Lukrecja
                    zdradzi???
                    Doktor Szpryc spojrzał w głęboko wytrzeszczone oczy swojej żonie. Wciąż była tą
                    samą Donią, tą piękną blondynką, królową dyskotek, której zazdrościli mu
                    wszyscy koledzy i przez którą wyleciałby ze studiów, gdyby nie znajomość ojca z
                    mężem ciotki sekretarza, tak mu zawróciła w głowie. Przerwał jednak wspomnienia
                    o szalonej, beztroskiej młodości i z uwagą spojrzał na żonę szorującą resztką
                    tipsa po zębach i wciąż przeraźliwie bladą. W jego oku pojawił się błysk tak
                    przebiegły, że gdyby nie łysina Aldona przysięgłaby że odmłodniał o dwadzieścia
                    lat.
                    - Siostra Lukrecja będzie milczeć jak grób – powiedział powoli głosem pełnym
                    dumy i satysfakcji.
                    Aldona obdarzyła męża wymownym oczekującym spojrzeniem.
                    - Obiecałem podżyrować jej pożyczkę na zestaw wypoczynkowy z DVD – powiedział
                    puszczając żonie porozumiewawcze oko.
                    Wnętrze salonu obok morskiego zapachu z gustownego odświeżacza w kształcie
                    dzieła sztuki wypełniło pełne ulgi westchnienie Aldony Szpryc.
                    • saphaya Re: Ciąg dalszy scenariusza - INFERNO MATRIMONIUM 12.02.06, 04:35
                      Kalina owinęła się ręcznikiem i znieruchomiała by pomiarem słuchowym
                      stwierdzić, że nie musi pędzić Lili na ratunek. Spokojnie osuszyła więc ciało i
                      założywszy ręcznik na biodrach, sięgnęła po balsam. Nie jest źle, pomyślała
                      badawczo spoglądając w lustro.
                      - A co ty tam tak wcierasz jeszcze ci mleko prześmierdnie! Że tez się nie boisz
                      tak te wynalazki lać na siebie, potem się czyta kogo jakie choróbsko
                      wykończyło – Bożena Marudna patrzyła na córkę z niesmakiem.
                      -Mamo!!! Nie słyszałam żeby komukolwiek mleko w piersiach prześmierdło!!! Kto
                      ci – już miała na końcu języka coś o bzdurach, ale nie znosiła tych matki
                      opowieści o czasach gdy „mydło i woda uroku ci doda” czy innych bredni, więc
                      rzuciła pośpiesznie - zresztą to tylko oliwka żeby mi biust nie obwisł…
                      Phiii – prychnięcie matki zmaterializowało się na lustrze – a po co ci piersi
                      skoro nie karmisz?!?!?!
                      -Mamoo – Kalina już wpadała w ten swój odwieczny licealny ton-błagający-o-
                      zrozumienie, ale odbicie w lustrze przywołało ją do porządku – wiesz mamo seks
                      jest dla mnie w życiu ważny, a piersi….
                      Świst przeciął powietrze.
                      - Kalina bój się Boga dziewucho, czym ja zgrzeszyłam, że mnie tak pokarało...ty
                      chcesz już całkiem żeby mnie ludzie palcami wytykali, nie dość że panna z
                      dzieckiem, to jeszcze ladaco – Bożena Marudna z szyi podobna już była do indora
                      i z impetem wkraczała w fazę kipienia – już ja widzę jakiego oni ci prawa do
                      głowy nakładli na tych studiach i ten bezbożnik, szatanista już ja się na nim
                      poznałam, ty męża szukaj co cie teraz zechce a nie mi tu…dziecko będzie miało
                      kuratora w przedszkolu…..
                      Kalina przez moment nawet próbowała protestować, ale matka już gardłowała na
                      całego i chyba tylko ona sama umiałaby sobie wejść w słowo z tym że
                      niekoniecznie…zresztą Kalina musiała opuścić ten sąd ostateczny bo Liliana
                      mimo, że nie karmiona piersią jeszcze żyła i popłakiwała wyrwana ze snu…
                      ostrożnie wyjęła ją z łóżeczka…
                      - Chooodź do babci córuchna ty moja – matka porwała małą w ramiona nim Kalina
                      zdążyła cokolwiek powiedzieć i poczęła „chuźtać” – biedactwo ty malutkie,
                      cycunia byś chciała, ja wiem, babcia wie, biedactwo….o widzisz jak otwiera
                      usta, jak cycka szuka….biedactwo, co za głupoty… byś zacisnęła zęby to by się
                      przyssała, taak bidulko dobry cycus, a nie chcą ci dać, a nie wymysły jakieś…
                      żeby z cycka do butelki dawać!!
                      Kalina skuliła się w sobie i poczuła że oczy ją pieką od naporu łez…starała się
                      wykrzesać w sobie jakąś zlość, gniew powiedzieć coś…ale wobec matki i jej
                      słowotoków była bezradna, zaczęła więc na powrót oddychać i wyjąć mleko z
                      lodówki…czekała ją kolejna przeprawa…
                    • saphaya Re: Ciąg dalszy scenariusza - SZPRYCANOWA 12.02.06, 04:37
                      Kurcze...dopiero dziś zobaczyłam scenę z Izabelą Szpryc uncertain trudno...



                      Aldona Szpryc w pełnym rynsztunku zalegała na sofie oglądając w telewizji
                      nowinki ze świata. Doktor Szpryc energicznie zbiegł ze schodów i zaczął nerwowo
                      wzuwać pantofle szukając po kieszeniach kluczyków do swego Mercedesa McLarena.
                      - Kaaaaazeek?? A gdzie ty takim bladym świtem wychodzisz? Przecież pracę
                      zaczynasz za dwie godziny a to dopiero dwunasta??? Kazimierz ja mówię do
                      ciebie! Słyszysz mnie jak ja mówię??? KAAAZEK!!!
                      Dopiero krzyk szacownej małżonki wyrwał doktora z zamyślenia…
                      Eeeee – Szpryc poczuł że się poci – do szpitala jadę siostra Lukrecja
                      zadzwoniła, że jestem potrzebny na salę operacyjną.
                      HEHEHEHE – Aldona ryknęła dodaśmiechem – a po co?? HEHEHEHE – nagle urwała
                      zrywając się na równe nogi z sofy i ruszyła na męża.
                      - Kazimierz! Ty mnie zdradzasz – zawyrokowała – żądam domu i połowy pieniędzy!
                      - Ależ Doniczko kochana jakie zdradzasz – Szpryc roześmiał się z ulgą – i po co
                      ten rozwód zaraz??? Przecież ja…
                      - Kazimierz ja cie błagam zachowaj choć twarz!! Nie rób ze mnie ślepej idiotki
                      co nie umie dedukcji. Ty przez 25lat posady nie byłeś na sali operacyjnej
                      potrzebny….i teraz niby…tak nagle potrzebny….już ty mi nie łżyj i powiedz mi na
                      twarz kim ona jest…ha! Zresztą sama wiem że to ta zdzira pielęgniarska…
                      - Uspokój się Aldoniu na miłość boską…. – Szpryc zniecierpliwiony zerknął na
                      zegarek – toż Zbigniewa za pasem i Zbyszek Lancet na koniaczek mnie zaprosił, a
                      na salę bo operuje zaniedługo potem. Jestem spóźniony już…perła przecież ja bym
                      Cię…
                      Na twarzy Aldony odmalował się wykwit szczęścia
                      - Kaaaziuuuuuu, o ja durna….a ja myślałam, że ty mnie z jakąś….
                      -Pereła.
                      - Kaaziuuu
                      Szpryc ucałował żonę i pospiesznie wybiegł z domu. W samochodzie trzęsącą się
                      ręką wydobył komórkę…
                      - Halo Zenon to ja Kaz właśnie wyjeżdżam.
                      - Czekam Kaz czekam – Zenon Lewatywa odłożył słuchawkę i rozsiadł się w
                      fotelu, „Nareszcie!” pomyślał z euforią gdy z telewizora popłynęła melodia
                      zwiastująca „Modę na sukces”.
                      • saphaya Re: do mama-kubusia!! 12.02.06, 04:43
                        podrzucam inspiracjęwink
    • kajka29 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 22:16
      Fajny ten serial- szkoda, że nie mam talentu. Ale popieram!!! czekam na kolejny
      odcinek.
      • anka_mala Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 22:50
        Super!Chwile relaksu przed snem choć czasami to horrorem
        zawiało!Jestem jak najbardziej za!Dopisałabym coś,
        lecz moje mózgowie w tej chwili pracuje na zwolnionych
        obrotach.Gratuluję talentu i czekam na dalszy rozwój
        wypadków.Pozdrawiam Anka
    • aleks32 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 08.02.06, 22:52
      Ja tak samo jak i inne mamy z zapartym tchem śledzę losy poszczególnych
      bohaterów. I ze zniecierpliwieniem czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam.
    • jamile ktoś tu za dużo seriali ogląda 08.02.06, 23:37
      zamiast się dzieckiem zajmowaćbig_grinD
    • asia710 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 09.02.06, 04:36
      trika przyznaj sie co ty podpalasz?smile)
    • saskiaplus1 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 09.02.06, 11:59
      Wciągnęłam się... To może scena 18, bo Młody śpi przyssany do mnie (to odnośnie
      zaniedbywania dziecka wink.
      Scena 18
      Elwira Pochrzęstna lekkim, poporodowym krokiem szura do łazienki. W ręku
      pokaźna kosmetyczka, na drugim ramieniu gruby ręcznik w charakterze balastu.
      Otwiera drzwi.
      - Aaaaaaa! - wydobywa z siebie przeraźliwy krzyk, z rąk wypadają jej kąpielowe
      utensylia. Biegnie przez korytarz w rozwianym szlafroku. Z dyżurki nadciąga
      dostojnie acz pospiesznie personel medyczny w osobie siostry Europy.
      - Czego pacjentka wrzeszczy? - pyta z niewzruszoną godnością, pod którą kryje
      się odrobina zgorszenia - Chce pacjentka obudzić ordynatora?
      Elwira wrzeszczy nadal w sposób nieopanowany.
      - Wczoraj było Henryka i doktor musi odespać. Na pacjentki miejscu nie
      chciałabym być przez niego leczona jak jest... - siostra Europa lekko się waha -
      zmęczony.
      Elwira przechodzi w kolejną oktawę. Siostra krzywi się z ledwo skrywaną odrazą
      i wymierza jej leczniczy policzek. Elwira łapie oddech.
      - Ona tam... - sapie - siostra Aronia...
      Europa patrzy z nagłym zaciekawieniem.
      - Ona tam karmi piersią w miejscu publicznym!!! - jęczy rozdzierająco Elwira i
      osuwa się zemdlona na świeżo odkażone linoleum.
    • mama_helenki No to ja dorzucę tło społeczne 09.02.06, 12:08
      Tymczasem sytuacja na przedmieściach zaognia się. Jak donosi PAP, konflikt
      matek karmiących piersią i tzw. butelkowych wszedł w nową fazę. Płoną
      samochody, na domach pojawiły się obraźliwe napisy, a czasami wręcz pogróżki.
      Powszechne zaniepokojenie budzi w tej sytuacji fakt, że na popularnym forum
      internetowym poświęconym pielęgnacji noworodka pojawiły się posty zawierające
      instrukcje, jak z butelki antykolkowej z trójprzepływowym smoczkiem (firmy NUK)
      zrobić koktajl Mołotowa i z drugiej strony, jak zamienić laktator Avent Isis w
      miotacz ostrej amunicji.

      Nasi informatorzy donoszą, że za tymi zamieszkami kryją się działania wielkich
      zachodnich koncernów. Sprawą zajmie się ABW oraz specjalnie powołana w tym celu
      komisja, której obrady transmitować będzie na żywo telewizja Trwam.

      Przypomnijmy, że wszystko zaczęło się od graffiti przedstawiającego krowę
      karmiącą niemowlę. Motyw ten, inspirowany Wilczycą Kapitolińską i nazwany Krową
      Mokotowską, jak się okazało obraził uczucia matek, zarówno tych karmiących
      piersią, jak i butelką. Pierwsze uznały, że to atak matek „butelkowych”,
      wulgarnie zrównujący z krową kobiety karmiącej piersią. Te drugie natomiast
      (czyli „butelkowe”wink oskarżają matki karmiące piersią o autorstwo szablonu
      zrównującego ich dzieci, karmione modyfikowanym mlekiem krowim, z cielakami.

      Komendant Stołeczy Policji, nadinspektor Felicjan Chuderlawy apeluje do
      wszystkich matek, by do uspokojenia sytuacji nie karmiły swoich dzieci.

      Jeśli myślisz, że...
      1.
      Jest to wojna producentów odżywek dla dzieci z producentami akcesoriów dla
      matek karmiących – wyślij sms pod numer 7001
      2.
      Za tym wszystkim stoi ugrupowanie terrorystyczne Laktacja Polek Rozumnych –
      wyślij sms pod numer 7002
      3.
      Za graffiti odpowiedzialne są grupa Twożywo i Galeria Zewnętrzna AMS – wyślij
      sms pod numer 7003
      • trika13 Re: cd scenariusza 09.02.06, 13:46
        Ponieważ wątek Cecylii Izdebskiej nie spotkał się z zainteresowanem, rozwijam:
        Przy okazji, może podzielimy się wątkami i każda będzie kontynuowałą swój>? Ja
        mogę mieć te Kaziki.

        Scena ?
        Kazimierz Izdebski kręci się po korytarzu. Raz w lewo, raz w prawo, złowrogo
        zerka w kierunku pekatych mam, które targają przed sobą plastokowe wózki z
        niemowlętami.
        - Przepraszam - nagle zaczepia poczciwą blondynkę - Karmi Pani?
        - Blondynka wytrzeszcza oczy, ale już po chwili dumnie wypina nabrzmiały ptasim
        mleczkiem biust i tonem wyższaści odpowiada:
        - Oczywiście!
        - No tak... - mruczy Kazimierz i z głośnym "pafff" siada na krzesle. Rękami
        drapie czoło i intensywnie myśli: "Dlaczego Kazik junior nie je mamusinego
        mleczka? Przecież ja jadłem do 4-go roku, doskonale pamiętam jak ganiałem po
        łące wołając "cysia, cysia! Nawet w kościele krzyczałem "ce cysia!". A Kazio
        junior nic. Olewa. Za do dokarmiane je. Jakieś lepkie ochydztwo. Po kim on to
        ma. Pewnie Ceśki geny, na pewno".
        Zrywa się z miejsca i nerwowo przytupuje.
        - "Musze pogadać z mamusią, ona ma radę na wszystko, mamunia wszystko wie" -
        wzdycha zdenerwowany i wyciąga komórkę.
        - Mamcia?! - drze się na korytarzu - Tu Kazio. No, wszystko w porządku, tylko
        mały nie je cyca. Co? Mamusiu, nie mów, że to Ceski wina, bo jej przykro będzie.
        Ja wiem mamuś, wiem, że to coś z nią nie tak, że za mało mysli o karmieniu, bo
        psychika wtedy ważna. Ja jej mówiłem, tak , tak, ale ona nie słucha. Płacze
        tylko.Najgorzej, że Kazimierz Junior też płacze z głodu. Poradź coś mamuś. Co,
        przyjedziesz i przekonasz Cecylię? Jesteś nieoceniona, uwielbiam Cię!!!
        Zadowolone chłopisko zatarło ręce. - "Mamusia już ją zmusi do karmienia" -
        cieszy się idąc w stronę pokoju żony.
    • saskiaplus1 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 09.02.06, 16:37
      Scena 20
      Na szpitalnym korytarzu trwa histeryczna reanimacja Elwiry Pochrzęstnej.
      Włączono już środki trzeciej kolejności zastosowania. W reanimacji uczestniczy
      siostra Aronia, która przekazała nasycone już dziecię salowej Margarecie.
      - Siostro, proszę tu nie stać, zabiera siostra powietrze - krzyczy zdenerwowany
      doktor Pochrzęstny próbujący ratować małżonkę. Siostra Aronia przybiera chytry
      wyraz twarzy. Elwira chwilowo otwiera oczy i na widok Aronii wydaje z siebie
      zduszony jęk i ponownie opada jak mgła nad miastem.
      - Panie doktorze - zaczyna Aronia - Zbyszku - szepcze już ciszej do ucha
      Pochrzęstnemu - może ona po prostu jest słaba i nie przeżyje porodu?
      Doktor wytrzeszcza na nią oczy pełne niezrozumienia.
      - Jak to nie przeżyje? Już przeżyła! Od paru godzin ma się świetnie!
      - Świetnie? - szepcze jadowicie Aronia - Właśnie schodzi! Trzeba człowiekowi
      pomóc godnie umrzeć, doktorze. Zbyszku. Trzeba iść z duchem czasu.
      W oczach Pochrzęstnego zapala się wreszcie zrozumienie. Kamera pokazuje
      jarzeniówkę na suficie mrugającą coraz bardziej niepokojąco.
      • saskiaplus1 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 10.02.06, 20:44
        Scena 23 (jeśli dobrze policzyłam)
        Na szpitalnym korytarzu panuje martwa cisza. Elwira Pochrzęstna, pobladła jak
        śmiertelne giezło, spoczywa na linoleum. Jej były mąż, Pochrzęstny Zbigniew,
        zbiera aparaturę i sprzęty użyte do reanimacji. Siostra Aronia rozgląda się z
        niepokojem.
        - Gdzie Margareta? - pyta - Gdzie... - zwraca się nagle do Pochrzęstnego - jak
        właściwie ono się nazywa?
        Doktor Pochrzęstny mruga zaskoczony.
        - Kto jak się nazywa?
        - Nasza córka, Zbyszku - syczy zirytowana Aronia - O kim ja mogę mówić w takiej
        chwili?
        Pochrzęstny łypie na kręcącą się obok siostrę Europę. Wzrokiem pokazuje Aronii,
        że ma mówić ciszej.
        - Znikła nasza córka - denerwuje się Aronia coraz głośniej - Nie ma jej i nie
        ma tej głupiej torby Margarety!
        - Jakiej torby? - doktor, rozdarty wewnętrznie, ma problemy z percepcją. Patrzy
        na małżonkę, która zeszła była przed chwilą i nadal wygląda, jakby żyła i
        podsłuchiwała, jak to miała w zwyczaju. Ale Aronia już wyrusza na poszukiwania.
        Pusty korytarz szpitala wypełnia podenerwowany tupot jej drewniaków.

        Scena 24
        Elwira Pochrzęstna jest wywożona do szpitalnej kostnicy. W tle miejscowy
        pośrednik firmy pogrzebowej nie posiada się z oburzenia - doktor Pochrzęstny
        pośpiesznie zamówił własną firmę do pochowania małżonki i nie konsultował się z
        personelem prosektorium. Jako że nie jest w ogólnie przyjętym zwyczaju,
        anonimowo powiadamia policję, wietrząc zbrodnię. Po paru minutach przyjeżdża
        ekipa W11.
        (dopisek autorki: nie wiem, czy Polsat to nakręci... może to sprzedać TVN?
        Można by wykorzystać ekipę W11 dla uwiarygodnienia akcji).
    • malta20 Dziewczyny... :) 09.02.06, 16:48
      tak sobie czytam i czytam... Wy to na serio macie talent poetycki wink Może
      powinnyście się zająć tym zawodowo?!
      Pozdrawiam. Marta.
      • trika13 Re: Dziewczyny... :) 09.02.06, 17:26
        No to jedziem z Kazikami dalej:

        Scena 21.
        Widzimy na łóżku przygnębioną Cecylię, której wzrok jak pająk błądzi gdzieś po
        ścianach.
        Obok, na stołeczki, siedzi starsza pani w moherowym berecie, a w kącie pokoju
        "stłamszony" osobowością tejże starszej damy Kazek.
        - Cesiu, ty mnie wogóle nie słuchasz - zrzedzi teściowa - A przecież ja chcę
        tylko twojego dobra. No i dobra Kazimierza juniora oczywiście.
        Cecylia tylko kiwa głową, ale myslami jest gdzieś daleko.
        Teściowa tymczasem dalej swoje:
        - Ostrzegałam Cię jeszcze zanim urodziłaś. Izdebscy to wyjątkowa rodzina,
        wszyscy mężczyżni noszą imię Kazimierz i są obowiązkowo karmieni piersią. Nie
        urodził się jeszcze taki Izdebski, który na piersi nei był wykarmiony...
        - Mamo - słabym głosikiem przerywa Cecylia - Ale ja się staram, przystawiam go,
        ale on nie chce. Nie umie złapać, płacze...
        - Co za bzdury! - przerywa zdenerwowana teściowa - Łądnie to tak na dziecko
        zwalać? Przecież on jest taki malutki, niewinny, wszystkie ciosy przyjmie, ale
        żeby od matki? Dziś rano ojciec dyrektor w radyju wyraźnie mówił, że Chleb matki
        w płynie białym jak niebiesia zaśnieżone jest jedynie słusznym boskim pożywieniem.
        - Mama znowu radia słuchała, a prosiłem... - z kąta słychać brzęczenie
        Kazimierza seniora.
        - cicho Kaziu kiedy matka mówi - odwróciła się w tamtą stronę starsza pani - Jak
        Cię wychowywałam? Czyż nie w duchu powstańczych walk twego ojca i sanacyjnej
        tradycji twego dziadka?
        - No tak, ale co to ma do...- jeszcze ciszej odpowiedział Kazimierz.
        - Ty po mnie telefonowałeś czy ja po Ciebie? - zawrzasnęła teściowa - To siedż w
        kącie aż Cię znajdą!
        Zadowolona z siebie odwróciłą się do synowej, kontynuując:
        - Na czym skończyłam? A tak, Kazimierz junior musi dostawać mleko matki. Dlatego
        przyjechałąm. Żeby Ci doradzić, żebyś karmiła nieustannie.
        - Nieustannie? - z niedowierzaniem powtórzyła Cecylia.
        - A tak, nieustannie. Zapomnij o sobie, swoich potrzebach i wygodach, teraz
        Kazimierz najwazniejszy. Jak mawia nasz ojciec na radyju, Błogosławiene
        dziecęcie na boskim nektarze urosnięte.
        Tymczasem Kazimierz junior wył jak opętany w swił plastikowym łóżeczku.
        - płacze biedactwo, bo piersi nie dostało - nie ustawała w perswazji teściowa -
        Ale nie martw się Cesiu, mam tu coś dla ciebie. Kłębek kapustki. Obłozysz
        piersi, najpepiej śpij z nimi a pokarm najdzie w nie.
        - Najdzie w nie? Od kapusty - Cecylia jakoś nie mogła w to uwierzyć.
        Co więcej. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
        Przymknęła oczy wyobrażając sobie, że dryfuje gdzieś na tratwie w kierunku
        bezludnej wyspy. Zanim zasnęła usłyszała jeszcze jak teściowa mówi:
        - Teraz już nie ty się liczysz tylko Mały Kazimierek.
        • saphaya Re: Dziewczyny... :) 10.02.06, 02:24
          Jej, aż się spłakałam...big_grin Trika jak napiszesz kiedy jaką książkę to ja ją
          pierwsza kupię!!

          Przecież on jest taki malutki, niewinny, wszystkie ciosy przyjmie, ale żeby od
          matki?
          Jak Cię wychowywałam? Czyż nie w duchu powstańczych walk twego ojca i sanacyjnej
          tradycji twego dziadka?Ty po mnie telefonowałeś czy ja po Ciebie? - zawrzasnęła
          teściowa - To siedż
          > w
          > kącie aż Cię znajdą!

          po tym to już mi ekran się zamazał:
          Ty po mnie telefonowałeś czy ja po Ciebie? - zawrzasnęła teściowa - To siedż
          w kącie aż Cię znajdą!

          genialne!
    • joanna9920 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 09.02.06, 20:36
      podbijam,piszcie dalej.dla mnie bomba.gratulacje
      • trika13 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 09.02.06, 22:02
        teraz już idę spać, ale jutro rano dopiszę znowu Kazików. Dziewczyny od Elwiry i
        Szpryca, sprężcie się i też coś dopiszcie!!! Pozdrawiam i dobrej nocy
        • saskiaplus1 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 09.02.06, 23:01
          Jutro i pojutrze mam gości, więc nie wiem, czy będzie kiedy... ale obiecuję
          dalszą część losów Pochrzęstnych i spółki.
          • zabelka24 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 09.02.06, 23:13
            Oj czekam z niecierpliwoscia smile
    • mama_kubusia4 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 10.02.06, 01:27
      Całkiem nowa scena
      Nastał nowy słoneczny dzień i nic nie zapowiadało tragedii na oddziale
      ginekologiczno-położniczym w Sulejówku
      Około godziny 16.15
      Szpitalnym korytarzem biegnie zdenerwowana siostra Adela. Stukot jej
      drewnianych kląpi roznosi się szerokim echem po całym piętrze. Wpada zadyszana
      do pokoju lekarzy.
      - Doktorze Lewatywa, potrzebujemy pańskiej pomocy.... oddycha ciężko siostra
      Adela
      cisza....
      - Doktorze, .....doktorze Lewatywa... halo
      Doktor Zanon Lewatywa (50-letni siwiejący mężczyzna) siedząc w wygodnym fotelu
      z nogami na stole, z pilotem w ręku nerwowo odwrócił się w stronę siostry Adeli
      i wrzasnął w niebogłosy:
      -Czy ja nigdy w życiu nie nauczę Was pukania!!!!!!!!!!!!!
      -Aaaaaaa aaaalllllee doktooooorze-zaczeła bełkotać siostra Adela
      - Co doktorze, co doktorze, mówiłem żeby nie przeszkadzać mi między 16.00 a
      17.00!!!!!!!!!! wrzasnął rozwścieczony doktor Lewatywa, - Mówiłem czy nie?
      - Ano tak, przepraszam, zapomniałam że akurat wtedy leci "Moda na Sukces",
      tylko że trzeba pomóc pacjentce urodzić dziecko- wyraziła skruchę siostra Adela
      - Co????? Pomóc urodzić dziecko????? A w czym tu pomagać??? - dziwi się
      oburzony doktor.- Zwierzęta też rodzą same i nikt tym się nie przejmuje, a poza
      tym muszę wiedzieć czy Torn pocałuje Macy, a sama siostra wie że jak nie
      obejrzę jednego odcinka to potem nie będę już na bierząco. W dodatku nie ma
      powtórek!!!!! Pieprzona telewizja.
      - Rozumiem doktorze ale tak czy siak ktoś musi odebrać ten cholerny poród-
      niecierpliwi się siostra Adela. -Ja sama nie dam rady a siostra Euzebia idzie
      wieczorem na bal dla samotnych serc i żeby ładnie wyglądać pomalowała sobie
      paznokcie podwójną warstwą lakieru, więc szkoda żeby narobiła sobie zadziorów.
      - A żeby to cholera wzieła tą babę- denerwuje się doktor Lewatywa- nie miała
      kiedy rodzić!
      Po czym ospale ściągnął nogi ze stołu.
      Wstając przeciągnął się i rozprostował stare kości.
      - Na ile cm jest rozwarcie? - spytał siostrę Adelę idąc w stronę porodówki
      - Na 3cm - odpowiedziała siostra
      - Na 3cm, hmmm- zastanowił się doktor Lewatywa poczym zwrócił się stanowczo w
      stronę siostry- proszę więc powiedzieć pacjentce, że rozwarcie wynosi już ok 6
      cm- zaoszczędzimy w ten sposób na znieczuleniu zewnątrzoponowym. NFZ zmusza nas
      do oszczędności a bez dodatkowego wsparcia długo nie pociągniemy....
      • saphaya Re: zbrodnia Kaliny. 10.02.06, 03:42
        scena 21

        Kalina Marudna otworzyła drzwi swojego pustego mieszkania w centrum miasta.
        Liliana spała smacznie otulona becikiem. Odłożyła małą do łóżeczka i odetchnęła
        głeboko. Czuła się jakby wróciła zza grobu, do tego piersi bolały ją od nawału
        pokarmu. Liliana nadal odmawiała skorzystania z piersi z determinacją równą tej
        dzięki której Lepper dokonał cudu i stał się trzecim bliźniakiem mimo iż
        pierwotnie nie znalazł się w jaju. Kalina po raz ostatni skupiła wzrok na
        twarzy córki, jej twarz stężała. "Trudno, nie mam innego wyjścia" - pomyślała
        po cichutku wyjmując kufer ukryty w najgłebszych czeluściach szpitalnej torby.
        Zaciskając dłoń na kufrze poczuła nagły dopływ sił. Wciągnęła ze swistem
        powietrze i od tej pory pracowała w skupieniu i z właściwą jej prawniczej
        naturze pieczołowitością. I tylko co jakiś czas, metodyczne przygotowania do
        zbrodni, przerywały jej łzy napływające do oczu. Sama świadomość kwalifikacji
        społecznej czynu wzmagała i tak palący ból. Ale Kalina zdecydowała się i nie
        było odwrotu. Nic już nie stoi na przeszkodzie, kłębiło się w jej myślach, już
        tak wiele wycierpiałaś moja mała Lili, ale to już koniec, jestem matką, mam
        prawo...
        Skończywszy przygotowania uprzątnęła pośpiesznie zbędne elementy stołu i
        usiadła na krześle tempo wpatrując się w swoje dzieło. Cisza zdominowała
        pomieszczenie i słychać było tylko tykanie zegara.

        Z tempego odrętwienia wyrwał Kalinę rozdzierający płacz Lili. Poderwała się z
        taką żarliwością z jaką nikt nie spotkał się od czasu misji Ryśka z Klanu. Ale
        ta żarliwość nie miała nic wspólnego z krzewieniem nawyku mycia rączek w
        narodzie o nie! Widząc tę żarliwość naród by zamarł by w przerażeniu i nawet
        Rysiek z Klanu mimo niespotykanych zdolności aktorskich musiał by zmienić wyraz
        twarzy...w obliczu takiej zbrodni nic nie będzie już takie jak było (tylko
        Rysiek z Klanu pozostanie taki sam na wieki, bo to talent jeden na milion i
        aktorski geniusz opuścił go tylko na sekundę).

        Po chwili płacz Lili był już tylko wspomnieniem, mieszkanie znów wypełniła
        ciężka, dusząca cisza. Kalina siedziała w milczeniu na krześle. Skamieniała
        twarz nie wyrażała niczego, ale w Kalinie Marudnej ścierały się żywioły.
        Pomału, nieśmiało, poczucie winy bledło i w jego miejsce kiełkowało coś co
        Kalina gdyby miała odwagę nazwać nazwałaby....ulgą.

        - BOŻE DROGI KALINA!!! COŚ TY ZROBIŁA?!?!?!?!?!

        Krzyk obijał się o kuchenne szafki. Kalina powoli odwróciła się do swej matki
        ale nawet jej przerażone oczy wlepione w laktator i opróżnioną przez Lilę
        butelkę nie zdołały powstrzymać wzbierającej na sile ulgi.

        Kalina zmusiła matkę by spojrzała jej w oczy. Odwzajemniejąc jej świdrujące
        spojrzenie wycedziła:

        - To jest moja córka mamo, moje cycki i moja decyzja. Nie mieszaj się do tego!
        Nie mieszaj się bo inaczej nigdy więcej nas nie zobaczysz. Satysfakcja z
        bagna z Rafałem musi Ci tym razem wystarczyć. Dosyć. Już więcej nie dam się
        skrzywdzić.

        I gdyby ktokolwiek był świadkiem tej sceny mógłby przysiąc, że słyszał
        charczący oddech LordaWeidera dobiegający zza zasznurowanych ust Bożeny
        Marudnej.
        • trika13 Re: zbrodnia Kaliny. 10.02.06, 10:13
          Sapha, masz talent dziewczyno!
          • trika13 Re: dalsze losy Kazków 10.02.06, 10:29
            Scena następna
            - Ceśka, obudźże się, nie - marudził Kazik, mąż - Kazimierz junior głodny.
            Cesia przetarła oczy i westchnęła, bo przez chwilę wydawało jej się, że ma
            gorący romans z latynoskim piosenkarzem na tej bezludnej wyspie, do której
            dopłynęła.
            - A to nie jeździłeś z nim na dokarmianie? - ziewneła zrezygnowana.
            - Czyśty pogłupiała? - wytrzeszczył gały Kazik - MAmusia przecież tłumaczyła,
            żadnego szcztucznego cholerstwa. Kasio nie jadł od porodu, więc zrób coś z tym
            dziewczyno!
            - Jak to, nie jadł? - Cesia przekręciła się na drugi bok - Przecież miałą tu być
            pielęgniarka i zabrać go na dokarmianie.
            - Nie pozwoliłem! - Kazik dumnie wypiął zapadniętą klatkę - Powiedziałem babie,
            że po moim trupie.A mamusia to jej nawet pogroziła, że wkrótce media ojca
            dyrektora zainteresują się co się w tym szpitalu wyprawia - opowiadał zadowolony.
            - No i co my teraz zrobimy - zmartwiła się Cesia biorąc na ręce Kazimierza syna
            - Kaziu, spróbujemy dać cysia, dobrze? - łagodnie przemawiała do dziecka.
            Rozsunęła koszulę i przyłożyłą małe usteczka do krainy mlekiem płynacej.
            W tym czasie mąż stał nad nimi z zaciśniętymi pięściami i ustami.
            Ale mały Kazio, nieposłuszny łobuziak, wykręcił się od cyca i dawaj... w ryk!
            Nerwy puściły Kaziowi seniorowi.
            - No jak ty go przystawiłaś. Źle, źle, sam widziałem! - gorączkował się - Mama
            mówiła, że szeroko buźka, całą brodawkę chwyta, a nawet więcej!
            Cecylii łzy pociekły potwarzy.
            - Już nie mogę - zaczęła beczeć - Skoro tak to sam go przystawiaj! - wrzasnęła i
            uciekłą do łazienki.
            Kazimierz junior wył dalej. Kazimierz senior, blady, spojrzał podejrzliwie na
            swoje zapadnięte piersi i westchnął.
          • saphaya Re: zbrodnia Kaliny. 10.02.06, 11:52
            a skąd!! To pomroczność świętojebliwa mi się rzuciła na mózg...big_grin
            • joanna9920 Re: zbrodnia Kaliny. 11.02.06, 08:19
              podbijam,bo czekam na ciąg dalszy
        • trika13 Re: do Saphaya 11.02.06, 08:31
          Saphaya, a co ze Szprycami? Mieli Kalinie zabrać dziecko...
          • trika13 Dalsze dzieje rodziny Izdebskich, czyli Kazików 11.02.06, 09:02
            Ponieważ mąż i dziecko śpią, napiszę co u Kazików:

            Scena (pogubiłam się, nie wiem która już)
            Godz. 22. Kazimierz Izdebski taszczy wielką torbę na szpitalnym korytarzu.
            Widzimy, że jest przygnębiony, szary na facjacie, wypluty jakiś. Nagle przystaje
            i próbuje zapalić papierosa.
            Zauważa to siostra Papilota, która jednym zręcznym ciosem wytrąca mu truciznę z
            ręki.
            - Czyś Pan zgłupiał? Palić się zachciało? - rzęzi - A wynocha stąd! Tu dzieci
            małe śpią! - drze się aż ją na porodach rodzinnych słychać (3 piętra niżej).
            - Dobra, po co ta afera - próbuje załagodzić Izdebski - Już sobie idę.
            - A co pan tam ma? - podejrzliwie spogląda na bagaż siostrzyczka Papilotka -
            Może bomba jaka? Terrorysta? - Ptała zadziornie.
            - Zwariowała pani? Żonę wypisałem po południu, teraz zabieram ją z dzieckiem do
            domu - oburza się KAzio i nie odwracając się za siebie rusza w stronę pokoju
            Cecylii.
            Cecylia już tam na niego czekała. Ubrana, spakowana i spokojna kołysała w
            ramionach Kazimierza juniora, któy spał, żałośnie jęcząc z głodu przez sen.
            - Kaziu - odezwała się Cesia na widok męża - Myślisz, że małemu nic nie będzie?
            Przecież nie jadł już prawie trzy doby... - zmartwiła się Celina.
            Kazio postawił walizkę na podłodze.
            - Mama zawsze mówiła, że dziecko głodne prędzej czy później poprosi o jedzenie -
            odpowiedział zamyslony.
            - No ale jak on ma poprosić? Ja sie boję, że my go zagłodzimy - głos Cecylii
            zadrżał.
            - Nie zagłodzimy, nie zagłodzimy - przedrzeźniał żonę KAzik - Dasz mu piersi to
            w końcu coś zje. W domu na pewno się uspokoi. Mama już na nas tam czeka.
            - Mama? - wzdrygnęła się Cecylia - Jak to?
            - Prosiła, że chce z nami pomieszkać jakiś czas, pobyć z Kazimierzem juniorem,
            no to się zgodziłem - wzruszył ramionami Kazimierz.
            - Jakiś czas? - Cesia poczuła jak podnosi się jej ciśnienie - Bez konsultacji ze
            mna? - wyrzucała z siebie rozrżalona - To ja już się nie liczę, tak? Ty i mama
            decydujecie za wszystkich? - prawie się popłakała.
            - Ceśka, nie dramatyzuj - zdenerwował się Kazek - Marwi się kobieta o Kazimierza
            Juniora. Chce być blisko wnuka. Nie mogłem jej tego odmówić - tłumaczył się.
            Ceśka westchęła i odłożyła kwilącego przez sen Kazimierza juniora do
            plastikowego łóżeczka. Wzięła od męża walizkę i zaczęła pakować swoje rzeczy.
            Nagle odwróciła się w stronę męża.
            - Kaziu, może jednak kupimy małemu sztuczne mleczko? To dziwne, że płacze przez
            sen. Może on nie śpi tylko wyczerpany jakiś? Może nie ma siły płakać ani spać? -
            martwiła się Cecylia.
            - Daj spokój - machnął ręką mąż - Nie chce słyszeć więcej słowa "sztuczne". A
            Kazik to chłop jak dąb, 3800g, nic mu nie będzie.
            - 3800g to on ważył przy urodzeniu - wtrąciła się Cesia - Ostatnio jak go na
            obchodzie ważyli to miał już tylko 2560g. Dzieki Bogu pielęgniarka zostawiła na
            moment papiery u mnie w pokoju, mogłam przeprawić na 3560g, bo by nam Kazka nie
            pozwolili zabrać.
            - A niechby spróbowali! - zacietrzewił się Kazek - To już mama by aferę zrobiła
            jak stąd do Torunia!
            Tymczasem nagle Kazimierz junor zapadł w sen całkowity, bezkwilący.
            - No, zasnęło nareszczie biedactwo - ucieszył się KAziek - Odpocznie sobie, to i
            sił nabierze na dojenie z cyca - zatarł ręce z radości.
            Cesia przebrała śpiące dziecko w ciepłe ubranka i ułożyła w nosidełku.
            - Mozemy już iść - poinformowała męża.
            - Świetnie - ucieszył się Kazimierz - mama czeka na nas z rosołem i schabowymi.
            Musisz jeść, żeby był pokarm - tłumaczył biorąc do ręki nosidełko i walizkę.
            - Schabowe? O tej porze? - ja nie jem tak późno - zaprotestowała Cecylia.
            - Cesiu - Kazik spojrzał groźnie na żonę - Kazimierz junior tego potrzebuje. Nie
            zapominaj o tym, że jest teraz najważniejszy.
            Cesia spuściła głowę i powoli ruszyła za mężem.
            • mart44 Aaaaaaaaa, TRIKA ZRÓB COŚ!!!! 11.02.06, 23:02
              Nie możesz nas tak zostawiać, ja się boję, że Kazimierz Junior zejdzie z tego
              świata, nie rób mi tego, ja wrażliwa jestem!!
              Przeczytałam dopiero teraz, bo miałam gości i naczej interweniowałabym wcześniej!smile
              POzdrawiam!
              • trika13 Re: dalsze bujne losy Kazimierza juniora 12.02.06, 11:59
                Scena kolejna
                Nie zdążyli nawet zapukać - mamusia chyba stała cały czas przy wizjerze, bo
                otworzyła drzwi jak tylko pod nie podeszli.
                - Dacie szybko Kazimierza, bo zmarźnie - zaaferowana wyciągnęła swoje chude ręce
                w kierunku nosidełka.
                - Jak zmarźnie? - zdębiała Cecylia - Mamy lato, na dworze jest plus piętnaście...
                - Takie dziecko szybko wytraca temperaturę - odpowiedziała oburzona tesciowa -
                Trzech synów wychowałam to chyba wiem - wypomniała swoje bogate doświadczenie Cesi.
                Kazimierz senior podał matce małego, a sam ruszyl na balkon zapalić papierosa.
                - Tylko palisz i palisz - zrzędziła matka - Płuca sobie przepalisz, niedługo
                będziesz sikał na czarno - groziła palcem, ale Kazek już jej nie słuchał.
                Trzasnął drzwiami balkonowymi i zaciągnął się mocno.
                Cesia powoli rozpakowywała torbę ze swoimi i dziecka rzeczami.
                W tym czasie teściowa wyciągnęła małego z fotelika.
                - Co on tak pobladł? - spojrzała nieufnie w stronę synowej - Długo tak śpi? -
                dopytywał się.
                - No, już drugą godzinę - odpowiedziała Cesia.
                - A kiedy jadł?
                - No przystawiałam go przed wyjazdem - odpowiedziałą speszona młoda mama.
                - Aha - odetchnęła z ulgą tesciowa, po czym bez ceregieli zabrała małego do
                drugiego pokoju.
                Cesia poszła tam z ciekawości zapytać gdzie teściowa będzie spała.
                Ale pokój sam jej odpowiedział na to pytanie, bo wszędzie leżały teściowej
                rzeczy. Tylko jeden szczegół się nie zgadzał. Dziecięce łóżeczko.
                - Mamusiu, to będzie niewygodne przenosić łóżeczko w tą i z powrotem - użyła
                łagodnej perswazji.
                Teściowa przewijala własnie KAzimierza junora w tetrową pieluszkę.
                - Co nosić? Łóżeczko? A po co? Kazimierz będzie tu ze mną - odpowiedziała tonem
                nie znoszącym sprzeciwu.
                Cesia zdębiała.
                - Jak to, jak to z mamą? - zdenerwowała się - PRzecież to moje dziecko! -
                wrzasnęła - I będzie ze mną!
                Podbiegła do Kazimierka i złapała go na ręce.Myślała, że synek przestraszy się
                jej krzyku, ale nie, on ciągle spał. A najgorsze, że przelewał się jej przez
                ręce, jak szmaciana lalka!
                Natychmiast zapomniala o kłótni z teściową.
                - Mamo, on jest chyba nieprzytomny!- krzyknęła.
                Oczy teściowej zrobiły się okrągłe.
                - co ty bredzisz dziewczyno? - zaśmiała się - Ze śpiącego dziecka żartujesz. I
                ty chcesz, żeby dziecko było z Tobą? Śpi biedactwo, zmęczone głodem - usmiechała
                się łagodnie do wnuczka.
                Ale Cesia już była w przedpokoju, już dzwoniła po pogotowie.
                - Kazek, twoja żona zwariowała! - triumfalnie obwieściła starsza pani, jakby z
                satysfakcją - Dziecko jej śpi, a ona z tego powodu na pogotowie dzwoni ha ha -
                śmiała się z głupoty synowej.
                Kazek wyleciał z balkonu jak oparzony.
                - Ceśka, co się stało? - krzyczał.
                - Mały jest nieprzytomny. On, on chyba zapadł w spiączkę z głodu! - lamentowała
                Cesia.
                Dwadzieścia minut później w dumu była już ekipa ratownicza Jurka Owsiaka.
                Lekarze, po zbadaniu małego Kazka, potwierdzili diagnozę Cecylii.
                - Zużył wszystkie zapasy energii i teraz jest w śpiączce - wyjaśnili domownikom
                - Zabieramy go na ostry dyżur.
                - Śpiączka? Ostry dyżur? - ja chyba śnię - darła się tesciowa - Kazek jest
                zdrowym dzieckiem, zostawcie go, ja już go wypielęgnuję! - szarpałą za rękaw
                pielęgniarza.
                Ale nikt nie zwracał na nią uwagi. Lekarza połozyli Kazimierza juniora na nosze
                i tak jak stali - wyszli.
                Za nimi pobiegła Cecylia, a Kazek uspakajał matkę, która nie przestawała krzyczeć:
                - wWuka mi zabiła! Zagłodziła go! Nie daruję jej tego, piersi mu żałowała! - jej
                krzyki słychać było na całym osiedlu z wielkiej płyty.
                • trika13 Re: cd bujnych losów Kazimierza juniora 13.02.06, 12:29
                  Scena następna
                  Widzimy korytarz tego samego szpitala w którym urodził się Kazimierz Junior.
                  Kamera wjeżdza do pokoju z inkubatorami. Przy jednym z inkubatorów siedzi
                  zapłakana Cecylia. W środku lezy podłączony Kazimierz junior.
                  Przechodząca obok pielęgniarka spogląda pogardliwie na Cecylię.
                  Słyszymy jak szpecze sama do siebie:
                  - Jak można było doprowadzić do takiego stanu dzieciaka? - mruczy z dezaprobatą.
                  Cecylia skuliła się w sobie i ze wstydu schowała za inkubator.Strasznie się
                  obwiniała za to, że nie potrafiła przeciwstawić się mężowi i teściowej. Że byla
                  jak w jakimś snie i nie do końca zdawała sobie sprawę co grozi Kazimierzowi
                  juniorowi.
                  Nagle do pokoju weszły trzy pielęgniarki.chyba jej nie widziały, bo zaczęły
                  głośno mówić:
                  - Nieźle ta Izdebska zajmowała się dzieckiem. O mało go na tamten świat nie
                  wysłała - mówiła jedna do drugiej.
                  - Doktor mówi, że to depresja poporodowa, że psychika jej siadła. To mąż podobno
                  zawinił, Wiesia mówiła, że ją nawet przegonił jak próbowała małego na
                  dokarmianie brać.
                  - Taak? - zdziwiła się ta pierwsza - No, jak depresja to poważna sprawa. Moja
                  stryjeczna kuzynka dziecko z balkonu w depresji wypuściła. Całe szczęście, że to
                  był partek, a pod balkonem krzaki. Maly w becie przeżył i nawet nic mu nie było!
                  - opowiadała.
                  - No dobra - odezwała się ta trzecia - to która dziś fotografuje?
                  - mogę ja - zgłosiła się pierwsza.
                  Cesia, schowana w inkubatorze nie mogłą uwierzyć na własne oczy - pielęgniarki
                  wyciągnęły jakieś dziecko spod kroplówki i robiły sobie razem z nim zdjęcia.
                  Nagle podeszły do inkubatora Kazimierza, z zamiarem wyciagnięcia go na sesję.
                  Na to Cesia nie mogła pozwolić.
                  - A wara mi stąd! - wyskoczyła zza winkla - Wara od mojego synka! - wrzeszczała
                  jak opętana.
                  Pielęgniarki szybko pouciekały, każda w inną stronę, po drodze starając się
                  ukryć twarz.
                  Cesia odetchnęła z ulgą. Spojrzała na Kazimierza i...
                  - Kazimierz odzyskał przytomność! - wrzasnęła, bo Kazek otworzył właśnie oczy.
                  Szczęśliwa ruszyła w stronę pokoju lekarz.Właśnie wychodziłą stamtąd doktorka
                  opiekująca sie małym Kazkiem, więc szybko przekazała jej tą radosną nowinę.
                  - To fantastycznie! - ucieszyła się doktor Niezborna - Zbadamy go, a jak
                  wszystko będzie w porządku, podamy mu sztuczne mleko, żeby odzyskał siły.A pani
                  zgłosi się do naszej poradni laktacyjnej, postaramy się coś zaradzić, żeby i
                  KAzio i teściowa byli zadowoleni - zasmiałą się, bo Cecylia opowiadała jej w
                  nocy jak to się wszystko zaczęło.
                  • mart44 Z wdzięczności dla dr Niezbornej nieco romantyzmu 13.02.06, 21:05
                    Dr Maria Niezborna szła szybkim krokiem, uśmiechając się do siebie. Kolejne
                    dziecko uratowane od szponów teściowej, kolejne klapki laktacyjne zerwane. Marię
                    wypełniała duma, czuła się żołnierzem świętej wojny, wreszcie jej życie miało
                    sens, dla tego uczucia mogła nawet poświęcić swoje życie osobiste, zresztą co to
                    za życie, okazjonalne wyjście do teatru z tym miłym matematykiem z sąsiedztwa...
                    -Adam? - powiedziała niepewnie widząc szczupłą sylwetkę we fraku w dziwny sposób
                    poskładaną na krześle w dyżurce - ty jeszcze tutaj?
                    Mężczyzna podniósł głowę i otworzył odrobinę nieprzytomne oczy.
                    - Cóż, bez ciebie najpiękniejsza opera nie ma sensu... Uratowałaś to dziecko?
                    Wszystko już dobrze?
                    - Tak, przepraszam Cię, że zepsułam ci wieczór, powinnam była wyłączyć telefon ...
                    - Nie, nie powinnaś, bo to nie byłabyś ty - przerwał jej mężczyzna podnosząc się
                    i obejmując dr Niezborną - nie ta, którą kocham - powiedział zbliżając usta do
                    jej ust.
                    Maria patrzyła na niego zahipnotyzowana jego słowami i już miała zdecydowanie
                    odepchnąć intruza, jak na żołnierza przystało, ale zamiast tego poddała się
                    całkowicie rozkoszy pocałunku.
                    - Pani doktór! - dobiegło ją nagle spod drzwi. Żołnierz niechętnie podniósł
                    jedną powiekę.
                    - Pani doktór, ON NIE CHCE SSAĆ!!
                    • trika13 Re:Zaginięcie Kazimierza 13.02.06, 22:24
                      Kazków cd

                      Widzimy ciągle ten sam szpital ginekologiczno-położnczy.
                      W sali na 2gim piętrze Cecylia Izdebska tuli podłączonego do kroplówek
                      Kazimierza juniora. Mały jest zbyt słaby żeby jeść sztuczne(a tym bardziej
                      piersiówkę), dlatego otrzymał:
                      - kroplówkę w skroń na wzmocnienie;
                      - kroplówkę w kolano antyanemizującą;
                      - kroplówkę w łopatkę - dodającą skrzydeł z red bullem.
                      Cecylia bardzo się starała, żeby nie utracić żadnej z igieł.
                      Kazimierz, choć po ciężkich noworodkowych przeżyciach, uśmiechał się radośnie do
                      mamy i gaworzył gugu.
                      Cecylia, zaskoczona, że junior umie już gaworzyć, wytłumaczyła to sobie
                      kroplówką z tauryną.
                      Odłożyła go do łóżeczka i chwilę później obydwoje słodko spali.
                      Cecylia była właśnie w połowie wirującego sexu (czyli mamby) na parkiecie z
                      ekscytująco wymuskanym, przypominającym Pudziana latynosem.
                      Właśnie proponował jej do ucha spędzenie szalonej nocy, kiedy na parkiecie
                      zaczęło płakać dziecko.
                      - Kto tu przywlókł dziecko? - przyszło jej do głowy, ale już po chwili parkiet z
                      Latynosem odpłynęli gdzieś za horyzont, a Cecylii pozostał intensyfikujący się
                      dziecięcy wrzask.
                      Podniosła się z łóżka i sięgnęła po KAzimierza, zapominając, że podłączony jest
                      do karuzeli kroplówek.
                      Tylko, że.... tym razem cały szpital usłyszał nie wrzask, nie ryk ale wycie
                      Cecylii, która w łóżeczku znalazła zupełnie obce dziecko.
                      ------------
                      Doktor Szpryc odpalał silnik swojego Mercedesa McLarena, kiedy przez otwarte
                      szpitalne okna dobiegł go krzyk kobiety.
                      Raz jeszcze upewnił się, że dziecko jest dobrze przypięte, po czym ruszył przed
                      siebie z piskiem opon.
                      -----------
                      Aldona Szpryc, przyklejona do szyby w salonie, nerwowo obgryzałą tipsy, nie
                      mogąc się doczekać na powrót męża.
                      - Jak nic ma babę na mieście - złościła się miętosząc w ręce firankę wartą
                      18000zł za metr.
                      Nagle drogę podjazdową roświetliły błękitne reflektory i przed domem zatrzymał
                      się sportowy Mercedes.
                      Aldona wybiegła mężowi na przeciw, zrzucając po drodze ze stolika w przedpokoju
                      wazę z epoki Ming oraz swoje zdjęcie z nową prezydentową RP (spotkały się
                      przypadkiem na przyjęciu u ministra zdrowia w identycznych sukienkach, lepiej
                      nie wspominać...).
                      - Kochanie, jest? - zaczęła wołać od progu poedekscytowana.
                      Doktor Szpryc nie zdążył odpowiedzieć kiedy z ręki wyrwała mu nosideło z maleństwem.
                      - Nikt cię nie widział, wszystko załatwione? - dopytywała zdenerwowana,
                      rozbierając maleństwo.
                      - Tak, nic się nie martw - uspokajał dr Szpryc, sadowiąc się na skórzanej
                      kanapie i wywalając nogi na ławę.
                      - To ja przebiorę naszą Agnisię w ciuszki, które przywiozłam wiosną z Paryża -
                      Aldona pobiegła po schodach na piętro, po drodze postukując diamentowymi obcaskami.
                      W tym czasie dr Szpryc przeciągał się leniwie na kanapie, obserwując z
                      dwumetrowego dystansu swoją przybrana córkę.
                      Aldona wróciła już po chwili w ręku dzierżąc walizkę pełną dziecięcych ubranek.
                      Wyjęła śpiące dziecko z fotelika i położyła je na kocu rozłożonym na kanapie.
                      Powolutku, żeby nie rozbudzić, zdejmowała koszulkę i kaftanik.
                      - Skarbie, a co ona tak dziwnie pokłuta jest? - dopytywałą zaskoczona widokiem
                      śladów po igłach.
                      - Aaaa, traciła na wadze - wyjaśnił lakonicznie mąż - Ale już jest dobrze -
                      dodał, żeby uspokoić żonę.
                      Kiedy Aldona założyła dziecku paryskie ciuchy przyszło jej do głowy, żeby
                      zmienić małej pieluchę - taka była jakaś pełna i twarda.
                      - Pysiaczku, podaj pieluszkę - poprosiłą męża, sama odwijając starą.
                      Krzyk Cecylii Izdebskiej, gdy odkryła zniknięcie syna to był cichy jęk w
                      porównaniu z huraganem jaki wydobył się z płuc Aldony po tym jak odkryła, że jej
                      córka, Liliana Marudna jest chłopcem.
                      • saphaya Re:Tymczasem w mieszkaniu w centrum... 14.02.06, 02:57
                        Najazd kamery na przestronne, wypełnione spokojem wnętrze mieszkania Kaliny
                        Marudnej. W tle słychać miarowe ciamkanie. Po chwili kadr wypełnia zbliżenie
                        kamery i oto oczom widzów ukazuje się zbrodnicza scena w której mała Liliana
                        Marudna wbrew wszelkim prawom logiki, biologii i zaleceń Swiatowej Organizacji
                        Zdrowia z lubością i pasją wysysa smiercionośną zawartość butli. Uszy widzów
                        rejestrują niestosowne do sytuacji ciamkanie oraz pomruki bezwstydnego
                        zadowolenia niemowlęcia.
                        Kalina Marudna, którą widzimy po chwili, zdaję się nie pamiętać traumatycznych
                        przeżyć ostatnich dni. Radość na jej twarzy, cokolwiek niesmaczna w sytuacji
                        otruwania własnego dziecka mlekiem mody******nym, spowodowany jest absencją jej
                        matki Bożeny (którą Kalina ochrzciła w czasach buntowniczej młodości
                        LordemVaderem - a to za sprawą astmy i karo w miękkim).
                        Przeraźliwy dźwięk domofonu zbiega się z odgłosem potężnego beknięcia którym
                        Liliana podsumowała spożycie trucizny. Kalina pewna, że małą Lili wystraszył
                        dźwięk z zaskoczeniem stwierdziła że mała bezwładnie zwisa z jej ramienia i
                        pochrapuje. Odłożyła ja do łóżeczka i pobiegła otworzyć. Po kilku sekundach do
                        mieszkania wbiegła blada jak ściana siostra Wiesia zanosząc się szlochem.
                        - Wiesia?!?!?!Co się stało na miłość boską??? - Kalina potrząsała zanoszącą się
                        koleżanką z czasów szkolnych.
                        - Kalina, bo ja.......yyy....ja mam....zabrałam...one przeze mnie....yyy...ale
                        ja inaczej nie...ja nie...ty musisz...
                        - Wiesia spójrz na mnie! - zakomenderowała Kalina a gdy kolezanka podniosła
                        zapłakaną twarz Kalina ukróciła histerię wprawnym ciosem "z liścia".
                        -Auuu - Wiesia złapała się za policzek - pogięło Cię?!?!?!To bolało...
                        -ale przynajmniej nadal skutkuje - Kalina uśmiechnęła się do koleżanki i poszła
                        do kuchni zaparzyć kawę.
                        Wiesia wciąż rozcierając obolała szczękę nachyliła się nad łóżeczkiem Lili i
                        wymierzywszy jej soczystego całusa w czółko udała sie do kuchni. Z rzuconej na
                        kanapę torebki wysunęła się koperta.
                        ---------------------

                        Bożena Marudna sunąc na palcach by nie obudzić wnuczki wpełzła do jej pokoju.
                        Spojrzała z odrazą na pustą butelkę na stoliku i już miała wyjąć Lili w
                        celu "chuźdania" gdy jej wzrok dostrzegł dziwną kopertę. Z kuchni dobiegały
                        ściszone głosy pogrążonych w rozmowie kobiet.

                        ----------------------

                        Rozmowę Kaliny z Wiesią przerwał dobiegający z korytarza trzask zamykanych
                        drzwi poprzedzony energicznym kłapaniem i świstem, który Wiesia rozpoznała jako
                        charczący oddech Lorda Vadera i pomyślała, że musi wziąć Prozak bo ma omamy.
                        Kalina zmarszczyła brwi
                        -To pewnie mama czegoś zapomniała...-powiedziałą jakby sama do siebie. Po czym
                        poklepała Wiesię po ramieniu - Nie martw się, dobrze że przyszłaś z tym
                        najpierw do mnie. Złożymy zawiadomienie, wszystko będzie po cichutku...tak jest
                        dobrze, sama przyznasz że to mogło się źle skończyć.
                        Wiesia pokiwała w zamyśleniu głową.
                        - Daj mi te zdjęcia, zadzwonię zaraz do Ewy i umówię nas na jutro z Tomaszem,
                        możesz być spokojna, zatroszczymy się o Ciebie.
                        Wisia sięgnęła po torebkę:
                        - Oj zostawiłam w pokoju - obie z Kaliną udały się do śpiącej Lili.
                        Kalina pochyliła się nad mała z rozczuleniem i już miała powiedzieć Wiesi, jak
                        się cieszy że postawiła na swoim, gdy zamiast Wiesi ujrzała karpia przed
                        wigilijna egzekucją
                        - Co się stało?
                        - Nie ma zdjęć - wyszeptał z przerażeniem karp
                        - Jak to nie ma? To znaczy...
                        W tej chwili znów dał się słyszeć szczęk drzwi wejściowych i w drzwiach stanęła
                        charcząca ze zmęczenia ale przeogromnie zadowolona Bożena Marudna. Spojrzała na
                        Kalinę i karpia pzypominającego na powrót Wiesię po czym wydała dziwne
                        charknięcie i osunęła się na podłogę.
                        - Jezu Chryste mamo!!! - Kalina rzuciła się w stronę matki, ale Wiesia już
                        reanimowała panią Bożenę i kazała Kalinie dzwonić po pogotowie...

                        ---------------------

                        Dwadzieścia minut później Bożena Marudna odjechała karetką reanimacyjną do
                        szpitala i do końca swych dni nie dowiedziała się, że tylko obecność Wiesi,
                        która uparła się jechać z nią, uratowała ją przed strzykawką z Pavulonem na
                        której zaciśnięta była ręka lekarza dyżurnego Pawła O.

                        ----------------------

                        Tymczasem Kalina opanowując łzy zbierała rozrzucone w przedpokoju rzeczy matki,
                        trzęsącą ręką zgarnęła z podłogi pomadkę, portfel, modlitewnik i dożywotnią
                        bonifikatę na odbiór dziennika Fakt...W tym czasi mała Liliana otworzyła oczy i
                        uśmiechnęła się półgębkiem do wirującej bladożółtej plamy nad głową...
                        • saphaya Re:Podczas gdy w Sulejówku.... 14.02.06, 03:19
                          ....w gabinecie na oddziale położniczym Szpitala Miejskiego, doktor Zenon
                          Lewatywa po raz pierwszy od 1384odcinka(podczas którego myśli zaprzątała mu
                          nagła śmierć ukochanego kota Ramireza bestialsko, jak podejrzewał, otrutego
                          koktajlem z mleka i borygo)nie mógł skupić uwagi na twarzy Ridge'a Forestera
                          który podejmował życiową decyzję (a trzeba wiedzieć,że jako bohater romantyczny
                          podlegał on niezmiłowanemu fatalizmowi, więc każda z jego decyzji była
                          brzemienna) czy rozwieść się i ożenić czy też rozwieść się i uciec na swą
                          prywatną bezludną wypę w pobliżu Seszeli.
                          Zenon Lewatywa w osłupieniu analizował słowa siostry Adeli, która była już
                          wyszła zrobić mu kąpiel różaną do stóp...
                          "Panie doktorze, bo ...ten chłopczyk co go Pan doktór przywiózł ze stolicy i
                          kazał nie mówić Panu dyrowi...to on wcale źle nie miał się jak na pogrobowca po
                          tej no,,,,,no....
                          - Śpiączce Adelo, śpiączce-mruknął zniecierpliwiony Lewatywa
                          -spiączce własnie, no tylko...ja jak pieluche zmieniała...
                          -Adelo na miłość boską mówże o co chodzi!!!
                          -no mówie własnie ze on dzieczyna jest...
                          -???
                          -dziewczyna jak mame kocham panie doktorze..."

                          Ciemniało za oknem a Zenon nadal nie wstawał z fotela...w końcu sięgnął po
                          telefon.
    • z1mka całkiem nowy wątek. 12.02.06, 12:48
      Blade światło słonecznego poranka wdziera sie leniwie przez wąską szparę okienka
      poczekalni przychodni dziecięcej. Wokól ciasnego korytarzyka na krzesłach z
      uszczerbanymi oparciami rozsiadły się madonny... i nie wiadomo, która śpi, a
      która jest natchniona... gdzieniegdzie słychać tylko strzępy zdań:
      ...śliczna dzidzia
      ... na cycusiu
      ... butelka nie jest dobra
      ... smoczek trójprzepływowy
      ... próbowałam karmić...
      mnie to tak szczypało...
      piecze jak cholera...
      wsciec sie można
      ... wie pani...
      ja to nie rozumiem...
      no drze sie i drze...
      z cycka źle leci...
      no już nie dałam rady
      ... a który miesiąc...
      to za chudy jak na 5 miesięcy...
      karmi pani piersią...
      mleko za chude... nie dobre...
      no zagłodzi dzieciaka...
      trzeba dokarmiać...

      Promienie słoneczne wędrowały swobodnie i bezszelestnie muskając kolejne biusty
      madonn...
      W końcu zatrzymały się na lewej piersi Genowefy Gruzły... promień był w stanie
      objąć jedynie lewą pierś, gdyż płuca kobiety były slusznej pojemności...
      dodatkowo na płucach osadzone były nabrzmiałe buły mleczne...
      - a to wszystkie pani? - zagaiła kobieta, która od dłuższego czasu obserwowała
      światło słoneczka.
      Genowefa spojrzała na nią i podążyła swym wzrokiem po łuku spojrznia wprost na
      swoje piersi.
      - tak - odparła spokojnie, aczkolwiek w jej głosie brzmiał zimny stanowczy
      męski ton.
      - ehhhe - westchnęla głupkowato sąsiadka i zmieszana szybko dodała - chodzi mi o
      te dzieci, czy to pani...
      - moje, bo co?
      Bo zapomnieliśmy dodać, że Genowefa opatulona była dziećmi jak kwoka pisklętami.
      Na brudnej lepkiej podłodze z pcv bawił się 2 i pół letni chłopczyk, obok
      przyklejona łapkami, ufajdanymi od chrupek, do rozklekotanych drewnianych
      siedzeń próbowała się poruszać roczna diewczynka. Prawą pierś - tę
      nienasłonecznioną właśnie okupowała najmniejsza kruszynka płci nieznajomej.
      - A to chyba chłopczyk - sąsiadka probowała wybrnąć z niezręcznej sytuacji
      poprzez snucie głupawych ciotkowych spekulacji...
      - Nie! - odburknęła Genowefa, a w jej głosie, tak jak i w całej posturze czaiła
      się nieokiełznana dzika bestia. Zdawało się, ze jeszcze jedno nieopatrzne slowo,
      jeszcze jedno durne pytanie, jeszcze jeden wścibski oddech nad falującą pod
      naplywem mleka piersią, rozjuszy ową bestię i w szale dzikości wstanie, ciśnie
      dziećmi o dźwiękoszczelne drzwi pediatry, rozszarpie drewniane siedzenia i
      oparcia połamie jak skrzypeczki, powyrywa kilka plytek pcv i z półokrętki
      rozkruszy niewinną słoneczną szybkę wąskiego okienka poczekalni przychodni
      dziecięcej...

      cdn
      • z1mka Re: całkiem nowy wątek. 12.02.06, 13:20
        ... i wtedy wścibska kobieta zrozumiała, że popełniła błąd...
        najchętniej zapadłaby się pod podłogę z płutek pcv, lub przynajmniej przesiadla
        kilka krzesełek dalej... to niestety było niemożliwe...
        - w domu mam jeszcze czwórkę, więc lepiej niech mnie pani przepuści w tej
        kolejce... - burknęła twardo Genowefa...
        w tym samym czasie drzwi gabinetu doktora Bobra otwarły się i wyskoczyła z nich
        wdzięczna blondynka, z biustem prawie na wierzchu... jej wdzięczny chichot
        zharmonizował się z basem Genowefy, przez co poczekalnia na moment rozbrzmiała
        radosną kakofonią, wybudzając z mlecznego letargu kilka madonn.
        Owe madonny w jednym czasie przeszyła bolesna myśl: "Karmić, karmić", dreszcz
        niecierpliwości i dziwnego swędzocego niepokoju potrząsnął lewą i prawą pierś...
        Natychmiast zrodziła się druga myśl: "wstydzę się, wstydzę". Ich dzieci
        zaszlochały boleśnie...
        - Glodne są - mruknęła Genowefa - doktorowi się nie spieszy...
        Blondynka z biustem prawie na wierzchu i dzieckiem pod pachą bystro skomentowała
        spojrzenie moherowej pani rejestracji:
        - tak się noszę, żeby za piersią nie grzebać długo... a tu fik mik i gotowe...
        Owej informacji towarzyszyła krótka pezentacja. Fik mik i zaraz pierś znalazla
        się na wierzchu. Dziecko spod pachy ześliniło się tworząc mokrą plamę na
        posadzce. Niefortunnie na nią naślizgnęła się blondynka i wykonała szpagat.
        - O Panienko Przenajświętsza! - wykrzyknęły naraz wszystkie madonny, a wtórowł
        im donośny rechot dziecka spod pachy.
        - Co pani wyrabia! - fuknęła moherowa pani z rejestracji - Nie wie pani, że
        noszenie szpilek wstrzymuje laktację!!!!!!!!!!!!!!!
        Blondynka wyraźnie się obruszyła:
        - Po pierwsze nie jestem panienką, ani przenajświętsza też nie, zapytajcie
        mojego męża... a poza tym droga pani to są najnowocześniejsze szpilki
        laktacyjne... z ziołami które się wchłaniają przez stopy i wzmażają laktację!!!
        I przesunąłwszy zaślinione dziecko spod pachy na ramię wyszła dumnym krokiem
        podstukując szpileczkami na dowód właściwego użytkowania...
        • z1mka Re: całkiem nowy wątek. 12.02.06, 14:53
          Tymczasem...

          Synek Genowefy nagle oderwał się od podskubywania płytek pcv.
          Uniósł oczęta ku górze. Jego wzrok długo wspinał sie po masywie ciała matki, w
          końcu spoczął na szczycie o nazwie Pierś Prawa i dostrzegł obozująca na nim
          paszczkę najmlodszej siostry. Przeszedł po wąskiej przełęczy ku wzgurzu o nazwie
          Pierś Lewa... już dawno jej polanę opuściły promienie słoneczne... pogrążyła się
          w cieniu. Cień ów nie przeszkodził malcowi wdrapać się na siodło o nazwie Kolana
          Mamy i rzucić się z użyciem całej siły na podboj wzgórza... Krótko mówiąc
          zbombardował matczyną pierś z bani.
          - Zenuś! - krzyknęła Genowefa, ale jej krzyk był tym razem miękki i balsamiczny
          jak trzepot skrzydeł motyla i troskliwy jak buczenie krowy do cilątka.
          - Mama ja kceeeeeee!!! - Wrzasnął Zenuś - Ja teś kcieeeeeee, ja kcie, ja
          kcieeeeeeeee, daaaaa, mama daaaaaa.
          - Zenuś, cichutko - spokojnie mruczała genowefa - nie krzycz synku, bo ta pani
          Cię zabierze - tu błagalnym pełnym nadziei wzrokiem obrzuciła wścibską sąsiadkę.
          - Ja?! Ależ skąd!!! A po co mi toto!!!
          -Ja kcię, kcię, kcię, da mama cycuuuuu!!! - wrzeszczał rozdarciuch rzucając się
          na nieznajomą kobietę i rozrywając jedwabną bluzkę, z ktorej natychmiast
          wyskoczyły dwie wkładki powiększające, cztery wkładki laktacyjne i na końcu dwie
          małe perełki...
          - Hehehe - zaśmiała się rubasznie Genowefa - z czym do ludzi?!?! czymś takim
          miałaby dziecko wykarmić??? ludzie popatrzcie!!! Dobre, dobre, hehehe... Na
          pingponga idź nie dziecko karmić!!!
          Cała poczekalnia ryknęla żabim rechotem.
          Kobieta - właścicielka perełeczek splonęła haniebną czerwienią...
          - Ja chciałam karmić... - zaczęła nieśmiało snuć niezgrabne wytłumaczenie.
          - Daj już pani spokój... - wysączyła zwijając się ze śmiechu ruda pielęgniarka
          w obcisłym fartuszku - pierś jaka jest każdy widzi! I dziecko też!
          W istocie potomek kobietki z perełkami był chudy jak drzazga w palcu, czego nie
          mozna powiedzieć o rubensowskich dzieciach Genowefy... Z których właśnie
          najmłodsze wybudzone trzęsieniem mlecznego wulkanu, zaczęło płakać...
          - Choć Zenuś - rzekła do chłopca ocierając łzy śmiechu z policzka - mamusia
          da... da wam wszystkim i jeszcze jej zostanie...
          Zenuś z błyskiem w oku rozerwał mamusiną bluzkę i wbił z calym impetem małe
          ząbki w pulchny pączek Genowefy.

          Śmiech w poczekalni zamilkł...
          Grobowa cisza, ktorą z nienacka przerwał okrzyk:
          - OBRZYDLISTWO!!!
          i zaraz za nim posypały się jak pociski kłujące słowa:
          ...wstrętne...paskudne...ochyda...
          ...wiaderko... dajcie mi wiaderko...
          gdzie wanna?...
          szybko, szybko do łazienki...
          siostro... basen!!!
          ...chipsow dziecku dać i kokakoli!!!... kto widzial w tym wieku jesć pierś...
          ...Ludzie... ludzie!!! jawnogrzesznica!!!
          ukamienować... ukamienować...
          • joanna9920 Re: całkiem nowy wątek. 13.02.06, 10:24
            podbijam ,bo zapomnicie
      • z1mka Pogrom w przychodni - cd... 13.02.06, 11:27
        Raptem ziemia zadrżała i drzwi poczekalni rozchyliły się gwałtownie niczym wrota
        do obory przy silnym wietrze. Do środka wpadła ognista kula na krótkich nóżkach
        z kościstymi łapskami dzierżącymi mocno rozdarte niemowlę. Tuż za kulą wbiegła
        truchcikiem wysoka, szczupła dziewczyna.
        - Mamo, mamo, poczekaj...
        - Na co tu czekać u diaska - fuknęła kula - Jest doktor?! - rzuciła ni to w
        stronę rejestracji ni to w drzwi gabinetu doktora Bobra - Byle szybko!!!
        - Spokojnie pani, tu się pracuje!
        - Mamo, mamo...
        - Cicho!!!
        - Może ja go potrzymam - nieśmiało jękneła wysoka dziewczyna.
        - Cicho!!! Nie umiesz!!! - ryknęła nie spuszczając morderczego wzroku z okienka
        rejestracji.
        Pani po drugiej stronie okienka poczuła jak włosy z kolan, które zawsze
        złośliwie omijała maszynka do golenia, stają jej dęba...
        - Szybko do doktora!!! Bez kolejki, nie słyszy jak się drze!!! - żądała kula a
        dziecko na jej rękach zachodziło się od spazmatycznego szlochu.
        - Tu wszyscy się drą - oznajmiła rejestratorka gładząc się po kolanach.
        Palec wskazujący jej lewej ręki wskazał wgłąb poczekalni i dopiero wówczas nowe
        bohaterki zauważyły panującą tam sodome i gomorię:
        Rozpłakane dzieci, matki korzystając z zamieszania karmiące po kryjomu pod
        osłoną toreb na pieluchy... kilka zemdlałych ciał... drzwi do łazienki nie
        zamykające się na sekundę... tryskanie w siebie z butli, plask zderzających się
        piersi i mleko na podłodze... jak równierz komentarze na temat tego mleka: "to
        to widać, że za chude... a to jakieś takie zważone... to za tłuste.. to
        gorzkie... za słodkie..."
        - Cichooooooooooooo!!! Ryknęła kula - Nie słyszycie, że dziecko płacze!!??
        - Mamo, ja go wezmę...
        - Cicho, nie potrafisz!!! Swoją drogą, czemu on się tak drze!!! Bobu się znowu
        nażarłaś, czy co??!! Ja ci mówię, że ty za mało pijesz i mleko masz suche!!!
        Temu płacze! Powinnać pić herbatkę na rozluźnienie, nie miałby zatwardzeń! Mój
        Koraliczek tak nie płakał! Mleka nie pijesz! Ja piłam wiadro dziennie! I jaki
        koraliczek zdrowy! Silny! A ty?! Popatrz jak śmierć wyglądasz. Nic się to
        dziecko z ciebie nie naje! Albo nażresz się jakiegoś badziewia, popijesz winem i
        mały ma ADHD i alergię na twoje mleko...
        - Gdybym piła wino... - zaczęła stanowczo dziewczyna ale skuliła się czym
        prędzej w swej niedokończonej wypowiedzi, gdy kula któryś raz z kolei mocno
        potrząsneła niemowlęciem - moje dziecko... - westchnęła boleśnie
        - A twoje twoje, niby, ale powinno być moje!!
        - Mamo proszę daj mi go, u mnie przestanie płakać
        - Akurat!!! Niedoczekanie!!! Dopiero się rozwyje! Przecież ty nie potrafisz!
        Nigdy wcześniej nie miiałaś dziecka na rękach, a ja wynosiłam koraliczka i
        czwórkę jego rodzeństwa to potrafię!
        - Mamo, ale on chyba jest głodny... nakarmię
        - Ani mi się waż!!! Ty nakarmisz, dobre sobie już prędzej ja go powinnam
        nakarmić - z akcentem na JA i POWINNAM - szkoda, że już nie mogę pić mleka, bo
        bym miała i nakarmiła Teosia. Zostaw - szarpnęła dzieckiem, gdy matka wyciągnęła
        ku niemu delikatne dłonie - Nie potrafisz!!!!
        Ognista kula mówiła coraz głośniej i coraz szybciej a krzyk dziecka szedł łeb w
        łeb wraz z osiąganiem kolejnych punktów na skali decybelowej...

        Nagle tuż za plecami kuli wyrósł potężny cień i rozległ się głos jak grom z
        jasnego nieba.....................
        • z1mka Re: Pogrom w przychodni - cd... 13.02.06, 16:06
          Głos: ODDAJ DZIECKO MATCE!!!
          Była to Genowefa, która własnie ulżyła odruchom wymiotnym pozostałych matek
          odstawiając synka od piersi.
          Kula fuknęła: Co?
          G: ODDAJ DZIECKO MATCE!!! (głos złowrogi, głos skumulowanego milczenia nad cudzą
          krzywdą)
          Kula zaskrzeczała: Komu?! To ja powinnam być jego matką... - jej głos jednak
          spowalniał z każdym wyrazem zawieszając się na "...ką", z czasem jak kulka
          odkrywała potęgę postury Genowefy - Hm... a pani co do tego? - zapiszczała już
          całkiem cichutko.
          - A to!!! - huknęła Genowefa i trzasnęła kulkę "z liścia".
          Kula zatoczyła się, ale dziecka nie wypuściła.
          Gienia wrzasnęła potężnym basem:
          - MOCY PRZYBYWAJ!!!

          Nagle w drzwiach przychodni stanęły kamery telewizyjne, wokół budynku zbiegł się
          tłum gapiów, z których każdy chciał dotknąć wozu transmisyjnego i prowadzącego
          program - MARCINA W.
          Marcin W.: Nie dotykajcie mnie ludzie... sio z tymi łapami...
          Marcin W na wizji: Dzień dobry Państwu, dziś będziemy świadkami walki, walki
          brutalnej, walki mrożącej krew w żyłach, walki nieuczciwej, dlatego też
          postanowiliśmy interweniować... cała tragedia odbywa się za drzwiami tego budynku...
          Marcin W wchodzi do budynku, w ślad za nim podąża kamera...
          Marcin W.: Szanowni Państwo znajdujemy się w miejscu gdzie do niedawna każda
          matka z dzieckiem mogła czuć się bezpiecznie...
          Tu przerwał, gdyż pisk matek w szoku z racji kontaktu z gwiazdą, zagłuszył jego
          myśli.
          Marcin W. na offie: Noż cholera z tymi babami, zamknąć się tam wszystkie w kącie
          siedzieć i robić co każę!
          Marcin W. na wizji: Jednak dziś...
          zaczął pewnie i przerwał z nerwowym mlaskiem, próbując niezgrabnie odepchnąć
          jedno z niemowląt, które właśnie zabrało się za ssanie mikrofonu.
          Marcin W.: Jednak dziś ta sytuacja zmieni ła się brutalnie. Oto jedna z matek
          skrywająca od paru miesięcy swój problem.
          Kamera przejeżdża po twarzy hardej Gieni, zgłupiałej kulki i zatrzymuje się na
          niewinnej przerażonej twarzy chudej dziewczyny - Marceliny.
          Marcin W.: Ta kobieta od miesięcy walczy ze swoją teściową o własne dziecko, tak
          drodzy Państwo, o własne dziecko, czyż może być bardziej brutalna i bolesna walka???
          Chór Kur czyli matek w poczekalni: NIEEEE...
          Marcin W.: Zatem pomóżmy tej kobiecie odzyskać wiarę w podstawowe prawo, które
          nadała jej natura! W prawo do własnego macieżyństwa!!!
          Chór kur: TAAAAK!!!
          - Co się tu dzieje?! - kamera wykonuje szybki obrót w kierunku źródła dźwięku,
          czyli na drzwi doktora Bobra i na jego ponurą w tych drzwiach sylwetkę.
          Marcin W.: Wracaj do swego pasjansa doktorze, przecież masz drzwi
          dźwiękoszczelne, co tu tego kinola wtrącasz zasmarkanego...
          Doktor Bober: A to przepraszam...
          Skrył się w swej jamce czym prędzej. Dobrze pamięta ostre przejście z telewizją
          po swoich wczasach na Kaparach - zafundowanych przez firmę farmaceutyczną -
          dotąd mało na rynku popularną...
          Marcin W.: Ta biedna kobieta jest już tak wymęczona swoją walką, że zaczyna się
          poddawać, wraz z jej słabością, bezczelna babka rośnie w siłę!!! Przykleiła
          sobie niemowlę super glu do ramion i nikt nie jest w stanie go jej zabrać...
          Siła naszej telewizji jest jednak ogromna i dziś na oczach całego świata
          odmienuimy ciężki los pani Marceliny... Oddaj dziecko matce ODDAJ DZIECKO MATCE!!!
          Chór kur: ODDAć DZIECKO MATCE!!!
          Tłum gapiów przed budynkiem: ODDAć DZIECKO MATCE!!!
          Miasteczko R: ODDAć DZIECKO MATCE!!!
          Ulice wierzowce, domy towarowe, hipermarkety: ODDAć DZIECKO MATCE!!!
          Kraj P.: ODDAć DZIECKO MATCE, ODDAć DZIECKO MATCE!!!
          Małe ludziki na zielonej planecie: ODDAć DZIECKO MATCE, ODDAć DZIECKO MATCE!!!
          Inne planety i inne ludziki: ODDAć DZIECKO MATCE!!!

          Głos brzmiący jak dzwon, głos głęboki jak studnia, głos ostry jak bańka os,
          biegł nad pola łaki, lasy, urwiska, nad Ziemię nad drogę mleczną, nad układ
          słoneczny.
          Głos wyrywający gąbkę z siedzeń, głos zgrzytający zębami, głos przeszywający
          wysokim napięciem, głos zapoczątkowany przez wątłe piersi bezmleczne
          • z1mka Barbara Grzdyl 15.02.06, 12:32
            Głos ten ryczał także z 28-calowego telewizora w living roomie Barbary Grzdyl -
            tej samej blondynki z cycem na wierzchu, która wykonała szpagat w przychodni.
            Kamera pokazuje ujęcie telewizora poprzez różowe paznokcie u stóp Barbary - na
            pierwszym planie.
            Barbara: Ach misiaczku jakie to straszne, a ty wiesz, że ja tam dzisiaj byłam i
            nic nie zapowiadało tragedii...
            Głos z kuchni: Gdzie byłaś, jakiej tragedii?
            W drzwiach stanął się śliczny, zadbany mężczyzna ubrany w kucharski fartuszek w
            muchomorki.
            Barbara wskazała szpiczastą brodą na ekran i stęknęła z nieudawanym żalem: Ooooo
            - Faktycznie - zasmucił się mężczyzna (Krzysztof Grzdyl)
            Kwitnący, w zawieszonej przestrzennej ciszy, smutek przerwało kwilenie małej
            Kornelki...

            cdn
            • z1mka Re: Barbara Grzdyl i jej MĄŻ:) 15.02.06, 22:54
              Dreszcz wstrząsnął ciałem Barbary i dwie stopy z wściekle różowym zakończeniem
              palców wyrzuciły się samoczynnie ku górze...

              - Ja pójdę, ja pójdę - zafalował muchomorek na fartuszku Krzysztofa Grzdyla.
              - Nie, nie, misiaczku, ja pójdę...
              - Masz mokre paznokietki - Krzysztof machał rękami, z których odpadały
              glutowate sople ciasta na pierogi
              - Ufajdasz ją tym ciastem - Barbara stąpała na piętach, by nie uszkodzić ani
              milimetra wściekle różowej warstwy lakieru.
              - Myszeczko! Twój lakier!

              Krzysztof wyrzucił energicznie ramię w kierunku żony. Siła spowodowała nagłe
              odklejenie się sporego fragmentu ciasta. Przeleciało ono kilka metrów i osiadło
              z wdziękiem na kuśtykających stopach Barbary.
              - Aaaaa! - Krzyknęła Barbara.
              - Aaaaa! - krzyknął Krzysztof łapiąc się ciastolinowymi dłońmi za gęste,
              kruczoczarne włosy
              - Aaaaa...! - wrzeszczała niania elektryczna głosem pięciomiesięcznej Kornelki.
              - Aaaaa! - wrzasnęli wraz Grzdylowie wpadając na siebie z plaskiem, wytrzepując
              przy okazji dodatkową szklankę mąki przennej z torsu Krzysztofa.
              - Miażdzysz mi piersi!
              - Zostań - Krzysztof wydał komendę apodyktycznym tonem - Ja pójdę!
              - Ale po co? - warknęła Basia strzepując ze stopy kawałek ciasta - Przecież ona
              głodna jest, muszę nakarmić, ty jej nie nakarmisz przecież!
              - Czemu?! - zawył w bolesnej rozpaczy
              - No a jak niby? No jak ty byś to ją niby karmił? - rzuciła na odchodne, a
              raczej odlotne, gdyż wyleciała z living roomu jak motyl z oblepionymi mazią
              skrzydłami.
              - Misiu!!! Dlaczego???

              Ciastolinowy Krzysztof wybiegł za małżonką z pytaniem nie znającym ukojenia,
              roztrzaskującym się o sęki starej boazerii
              - Dlaczegooooo - odpowiadały drażniąco brązowe przetarte dywaniki na schodach
              - Dlaczegoooo - srogo kiwał wąsem dziad ze zdjęcia w mundurze strażackim, a
              jego srebrząca się tuba wchłonęła pytanie, bez zamiaru wypuszczenia odpowiedzi...

              - Bo tak! - usłyszał tylko zimne jak mosiężne wahadło zegara na półpiętrze
              słowa żony.
              - Tak - zabrzmiało niemal równocześnie słodkie przymigdalenie Basi do
              pięciomiesięcznej Kornelki.
              - Co się tak gapisz? Dawaj tego cycka! - wyszeptały delikatne chabry oczu
              niemowlęcia płci żeńskiej.

              - Misiu... - wpadł Krzysztof w pół chłeptu córeczki - przecież mógłbym...
              - Nie, niemógłbyś! Pamiętasz co położna na szkole rodzenia nauczała?!
              - Tak, pamiętam - mężczyzna skulił się w sobie - butelka jest do dupy... -
              sączył z przesadnym rozczuleniem wynikłym z obserwacji zasysanej raz po raz, za
              pomocą małego słodkiego pyszczka, brodawki Barbary.
              - Też bym tak chciał - otarł łezkę maleńkim glutem z ciasta na pierogi ruskie.
              - Ty się weź popatrz jak wyglądasz ty! - ofuknęła żona, a maleńkie chabry
              zaśmiały się i Kornelka zakasłała - Idź ty się do porządku doprowadź!

              Zaklapały smutne papucie Krzysztofa o lepką od mleka panelową podłogę...
              Nie mógł znieść bólu jednej beznadziejnej myśli. Szalała po jego mózgu czyniąc
              spustoszenie sieczkarnią wahadła zegarowego, dudniąc pustym rykiem srebrnej tuby
              dziada i stukając upiornie pazurem o sęki boazerii
              - Nie...nie...nie...nie...nie - nie mógł się z tym pogodzić.

              Dosiadł swojego małego atlasa w komórce.
              ...zgrzyt - góra... "przecież" ...zgrzyt-dół... "mógłbym"...zgrzyt-góra...
              "karmić"...zgrzyt-dół... "piersią"... zgrzyt-góra... "a po cholerę"...
              zgrzyt-dół... "ona myśli"... zgrzyt-góra... "że ja tak ćwiczę..." STUK!

              Rzucił lepkie drążki i pobiegł do kipiących pierogów.
              psss... "specjalnie"...psss "dla Kornelki"...

              - Miśkuuuu! - rozległo się wołanie po przestrzeni domostwa Grzdylów - Co z moją
              herbatką na karmienie?!
              - OOO i jeszcze piję te herbatki przecież - zagaił do pierogów na durszlaku -
              Odżywiam się zdrowo i racjonalnie.
              Łza spłukała z policzka Krzysztofa ślady mąki.
              Zalewając herbatkę koloru mamuciego moczu, dojrzał do odważnej decyzji wyznania
              żonie całej prawdy.

              - Misiu, przecież ja mógłbym karmić piersią!
              - Co?! - wrzasnęła Barbara, a Kornelka krztusząc się o mały włos nie wypsła się
              z matczynych rąk.
              - No tak - zaczął niezwykle przekonująco, niczym stary wyjadacz
              przedstawicielstwa handlowego - Pamiętasz, co mówiła położna: LAKTACJA RODZI SIę
              W GłOWIE! Moja głowa jest już pełna laktacji! Moja głowa jest jak bańka z
              mlekiem, jest tak pełna, że nie można domknąć dekielka, mam w głowie więcej
              mleka niż...
              - rozumu - skwitowała Barbara nieczule - tyś głupi jest, wiesz? Przecież ty
              cycek nie masz!
              - Przecież ćwiczę! Rozciągam - błędny wzrok szukający wsparcia osiadł na
              wciśniętych pod łóżko hantlach - Ja chcę karmić piersią! - tupnął nogą
              zakończoną rozchlapanym papciem oprószonym mąką...
              • saphaya Re: Barbara Grzdyl i jej MĄŻ:) 15.02.06, 23:55
                no to grubo big_grin
    • z1mka pobudka! terminy gonią 13.02.06, 10:30
      producent się niecierpliwi, niedługo rusza pierwszy odcinek a my nie mamy
      aktorów!!! Pospałyście? smile
    • saskiaplus1 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 13.02.06, 21:28
      Rany, jak mąż wróci i przejmie Juniora, to pociągnę kryminalny wątek
      Pochrzęstnych. Na razie nie mogę pisać, bo jedną ręką to strasznie wolno...
      • trika13 UWAGA!Połączyłam wątki KAzków i Szpryców!!! 13.02.06, 22:44
        Do wiadomości potencjalnych autorów dalszego ciagu wątku Kaliny i Szprycow
        • trika13 wkrótce cd KAzków 15.02.06, 09:31
          chwilowo umieram na migrenę (non stop od wczoraj w nocy), ale miłosnikom
          forumnoweli obiecuję niedługo kontynuować
          • joanna9920 Re: wkrótce cd KAzków 18.02.06, 15:47
            podbijam dla przypomnienia
    • joluch Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 18.02.06, 23:09
      podciagam jestescie fantastyczne, szczere wyrazy uznania
      • trika13 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 23.02.06, 22:50
        Saphaya i Saskiplus1, może napiszemy razem książkę? Jest właśnie jakiś konkurs
        Claudii. Wiem, Claudia nic ambitnego ale od czegoś trzeba zacząć smile Jeśli
        jesteście za, odezwijcie się na gg lub na trika13@hotmail.com.
        Przy okazji - dla wszytkich zainteresowanych - w piątek cd losów Kazków
        • saphaya Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 24.02.06, 12:20
          no ba...big_grin
        • saskiaplus1 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 24.02.06, 14:11
          Muszę się zmobilizować i coś dopisać, bo ostatnio ciągle miałam najazdy gości, a
          poza tym mąż pracował w domu i nie dopuszczał mnie do komputera... Może teraz
          będzie lepiej. Jestem pewna, że konkurs w Claudii byłby nasz smile Aż muszę tam
          zajrzeć i sprawdzić, co to. Jakby co, jestem chętna smile)
          • trika13 Re: Stwórzmy scenariusz, może Polsat nakręci 24.02.06, 17:12
            Saskiaplus1, możesz do mnie zagadać na gg? Musimy obgadać szczegóły. Z Saphayą
            już jestem w gg-kontakcie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka