staram się właśnie napisać maila do wykładowczyni z moich studiów. kretynizmy
mi wychodzą takie, że chyba tego nie napiszę.
"dzień dobry, tutaj A.F...." - brzmi głupio
"witam, mówi A.F...." - jak telefonicznie (mówi??? pisze???)
"nazywam się..." - mam z tą kobietą mniej oficjalny kontakt, a to jest jakieś
takie sztuczne i wytwarza się spory dystans do rozmówcy...
ja już nie wiem jak zacząć

a do tego kobieta ta jest filologiem,
językoznawcą, wykłada gramatykę opisową, współczesna polszczyznę, semiotykę i
pragmatykę i cholera wie co jeszcze.... więc siedzę praktycznie ze
słownikiem, żeby żadnej głupoty nie napisać.... (ocenę ma mi wystawiać w
czerwcu i uważa mnie za mądrą dziewczynę, wolę żeby tak pozostało

)
dodzwonić się nie mogę, a muszę się z nią skontaktować, bo mnie nie dopuszczą
do egzaminów niedługo przez nieboecności...
już mam dość. studiowania, mailowania, internetu, książek, wszystkiego mam
dość, wrr...
chyba napiszę po prostu "nazywam się tak i tak...", chociaż będzie głupio.
cokolwiek napiszę będzie głupio, wrrr...
aga