Dodaj do ulubionych

**** depresja poporodowa ***

30.06.06, 15:06
Cierpię na nią od ubiegłego roku, od urodzenia dziecka.. Było kropnie,
burza mózgu, cheć ucieczki, mysli samobójcze, bezsenność, łzy bez powodu..
Teraz jest lepiej bo zdecydowałam się pójsć do psychiatry po pomoc. Sama nie
dawałam już rady, już byłam zbyt zmęczona..
A najgorsze jest to że mąż kompletnie nie widzi problemu,
nie uznaje depresji, kłóci się jeszcze ze mną.. sad A tak potrzebuję jego
wsparcia.... i spokoju.. Nic nie wie o lekarzu i tabletkach. A jak to u Was
jest? Tez to was dopadło?
Obserwuj wątek
    • a.lenard Re: **** depresja poporodowa *** 30.06.06, 15:17
      to może czas najwyższy powiedzieć mu o lekarzu i o tabletkach. Małżonek
      powinien cię wspierć, a jak ma to robic, jak taisz przed nim prawdę?
    • ulla84 Re: **** depresja poporodowa *** 30.06.06, 15:22
      hej ja też miałam depresje Objawiała sie troche inaczej niż twoja ale też było
      koszmarnie Był nawet taki moment że chciałam oddać dziecko Jeśli nie masz
      oparcia w nmężu to pewnie jest jeszcze gorzej ale może mama Ja jestem sama
      ojciec mojego dziecka stwierdził że nie jest jeszcze gotowy na dziecko bo musi
      się "wyszumieć" Pozdrawiam gorąco i trzymam kciuki
      • depopo Re: **** depresja poporodowa *** 30.06.06, 21:46
        mama i siosrta wie. To one mnie rozumieją, pomagają. Wypchnęły do lekarza..
        Jemu nie chce mówić bo on nie widzi problemu, a w sytuacji gdy będziemy się tak
        kiedyś kłócić napewno mi wytknie iż jestem psychiczna, wariatka.. i takie tam.
        Niestety potrafi wykrzyczeć mi moje słabości, to co mu powiem czasami w
        zaufaniu... Bardzo mnie tym rani.
    • hony Re: **** depresja poporodowa *** 30.06.06, 23:23
      Musisz się skoncentrować na tym by zadbać o siebie i zastanów się czy czasami
      tą depresję nie pogłebia nie rozumiejący Cię mąż. Podejrzewam że on Cie
      poprostu nie rozumie bo boi się tej choroby, niestety ale nie wszyscy podchodzą
      do tego że to choroba , taka jak inne, jak angina, grypa itp i ją po prostu
      należy wyleczyć. Najlepiej się zdrowieje jak jest dużo miłości wokół nas, ale
      musisz wiedzieć też że nie wszyscy to rozumieją co nie oznacza że nas nie
      kochają. Porostu reagują tak jak potrafią, albo inaczej....nie potrafią
      prawidłowo zareagować. Dobrze że masz wsparcie u rodziny, jak już będzie lepiej
      inaczej spojrzysz na to wszystko, nawet na męża. On może się nauczy że to się
      leczy i że jesteś normalna. Być może żal pozostanie, ale może i on się czegoś
      nauczy. Pamiętaj że teraz musisz myśleć wyłącznie o sobie, może wyjedź do
      rodziny, zrób coś na co masz ochotę. Niestety jestem depresyjną osobą, trochę
      przeszłam w moim niedługim życiu i parę razy się konkretnie leczyłam. Byłam
      również na oddziale nerwic z bardzą ciężką depresją, po urodzeniu pierwszego
      dziecka, przy drugim było znacznie lepiej, tu miałam wsparcie męża.Wcześniej
      była ze mną moja mama i wygrałam! Życzę Ci tego!
    • yenna_m Re: **** depresja poporodowa *** 01.07.06, 00:07
      dopadlo, nawet dosc mocno dopadlo
      generalnie nie chce pamietac tego okresu
      i w sumie nie za wiele pamietam - widac jakies wyparcie zadzialalo

      nie myslalas, zeby dodatkowo pojsc do psychologa?
      bo leki podzialaja doraznie
      trzeba jeszcze przebudowac siebie - priorytety, sposob patrzenia na swiat, no n
      ie wiem, co Cię uwiera, ale pewnie jest jakis czynnik powodujący tę depresję -
      trzeba ten problem rozwiązac i rozprawic się z nim - inaczej depresja będzie
      wracac, a nie o to chodzi, by ciagle brac leki

      chodzi o to, żeby leki pomogly poczuc sie na tyle dobrze, zeby miec siłe zmiec
      cos w swoim zyciu i nauczyc się znow byc szczesliwym czlowiekiem

      sciskam Cię bardzo mocno i wierzę, że uda się wygrac z tym cholerstwem
    • lolinka2 Re: **** depresja poporodowa *** 01.07.06, 09:13
      Wszystkie problemy psychiczne, czy to 'tylko' pojedynczy epizod depresyjny, czy
      większe, bardziej rozbudowane problemy lubią się ujawniać w momentach przeskoków
      hormonalnych, a okres poporodowy wybitnie do nich należy.

      Ja mam tę akcję po raz drugi po porodzie - po Dużej okazało się ze mam
      zaburzenie afektywne dwubiegunowe i kilka lat z życia wyjętych na leczenie (w
      tym ponad 3 mies w klinice). U lekarza byliśmy oboje za każdym razem, Małż
      bardzo mnie wspierał w te klocki. Potem druga ciąża (jedyny niezły okres pod
      względem takich problemów) i pod koniec znów zaczęły się 'akcje'. Szybka
      indukcja porodu (ze wskazań psychiatrycznych) i znowu leki, ale karmię na
      szczęście nadal. Jest ciężko, ale przechodzę przez coś co znam.

      Na stronach angielskojęzycznych jest sporo fajnych materiałów o depresji
      postnatalnej i sposobach radzenia sobie z tym na codzień, oprócz leków które są
      nieodzowne. Wyczytałam tam m.in. że przy czymś takim niewskazane jest wstawanie
      w nocy do dziecka i ogólnie uwiązanie pt. karmieniena żądanie, bo chcąc wrócić
      do równowagi trzeba mieć możliwość wypoczęcia nieprzerwanie przez 6 godzin bądź
      wyjścia bez dziecka na jakiś czas. Stosuję się do tego w pełni świadomie
      (laktator) i faktycznie jest lepiej, przynajmniej rano jest nieźle, bo jestem
      wyspana. Ewentualne problemy pojawiają się popołudniu ale wtedy małż albo
      ordynuje mi drzemkę na godzinkę, albo wysyła na spacerek, albo gdzieś tam jeszcze...

      Powiem ci tyle: sama nie dasz rady. Wtajemnicz swego faceta, z książką w ręku
      najlepiej. Zapewne też ci ulży.
      • zonka77 Re: **** depresja poporodowa *** 01.07.06, 09:31
        Zaciągnij męża do lekarza. Nic tak nie działa na osobę "nie wierzącą" w depresję
        i nie wspierającą osoby bliskiej jak fachowa rozmowa, uświadomienie przez
        lekarza (tobie nie uwierzy!)
        Myślę że jeśli powiesz mu sama i na tym poprzestaniesz to dokładnie zrobi to
        czego się boisz - wykrzyczy Ci w najgorszym momencie że jesteś chora i wszystko
        to twoja wina.
        Wiem z doświadczenia że ludzie którzy nigdy nie doświadczyli depresji często NIE
        WIERZĄ w tą chorobę, uważają to za wymysły, lenistwo
        Kiedy taki człowiek kilka razy porozmawia z lekarzem który wytłumaczy mu
        dokładnie jak i dlaczego tak się dzieje i zapewni go że to nie żadne wymysły
        tylko realna choroba - to może pomóc!
        U mnie to pomogło, nie wierzył w moją depresję mój mąż i tata (kochany i dobry
        człowiek ale uważał że sie nad sobą użalam)
        Potem obaj mnie wsparli mocno i wyszłam z tego paskudztwa smile
        Pozdrawiam i powodzenia w leczeniu!!
        • lolinka2 Re: **** depresja poporodowa *** 01.07.06, 10:40
          Popieram.
      • anette72 Re: **** depresja poporodowa *** 03.07.06, 22:10
        lolinko2, czy mogłabyś podać namiary na te strony, o których piszesz? Ja mam
        zdiagnozowaną depresję (właśnie dziś byłam u lekarza) i chciałabym dowiedzieć
        się czegoś więcej.
    • depopo Re: **** depresja poporodowa *** 03.07.06, 14:47
      dziewczyny powiedzcie mi czy przy depresji nie ma się ochoty na seks.. To
      śmiałe pytanie, ale chcę wiedzieć, bo ja kompletnie nie mam.. nie mogę patrzeć
      na niego, wcale mnie nie pociąga, czasami zastanawiam się czy go kocham... Jest
      zupełnie odwrotnie niż przed porodem. Wtedy byliśmy jak pzylepy i króliczki...
      Mogłam to ciągle robić, nie mogłam chwili bez niego wytrzymać.. To normalne?
      • hony Re: **** depresja poporodowa *** 03.07.06, 18:15
        Tak, podczas depresji nie ma się ochoty na sex. Jak się wyleczysz to
        minie.Pozdr.
        • zonka77 Re: **** depresja poporodowa *** 03.07.06, 19:27
          potwierdzam, również miałam z tym problemy, wcześniej też mogliśy jak króliczki
          a potem...ja miałam duzy problem.
          Na pocieszenie: teraz znowu możemy jak króliczki big_grin
          Więc jedyna i najważniesza sprawa to się wyleczyć i wciągnąć małżonka w sprawe
          koniecznie z fachową pomocą!
          Powodzenia smile
          • depopo Re: **** depresja poporodowa *** 03.07.06, 21:25
            dzięki za infosmile od razu mi lepiej.. A jak długo wy dochodziłyście do siebie??
            brałyście jakieś leki? Kiedy mogłyście stwierdzić że jesteście "zdrowe"?? macie
            nawroty depresji? Tych boje się najbardziej... ze jak się unormuje, bedzie oki,
            wszystko wróci jesienią, jak dni krótkie, wieczory ciemne, zimne deszczowe, czy
            jakieś problemy w życiu podetną mi znowu nogi. Kiedyś byłam bardzo silna, dzis
            byle co mnie podłamuje..
      • lolinka2 Re: **** depresja poporodowa *** 04.07.06, 09:25
        przy depresji libido spada, przy manii wzrasta i dochodzi nawet do przypadkowych
        kontaktów seksualnych z nowopoznanymi osobami.
        • zrozpaczona11 Lolinka 04.07.06, 09:36
          Bardzo proszę, napisz jak radzisz sobie z chorobą i jak przeżywają to Twoi
          bliscy? Ja jestem w innej sytuacji, mój mąż przeszedł 3 lata temu przez tzw.
          zaburzenia schizotypowe. MA czasem momenty w których zachowuje się dziwnie, jest
          pobudzony a ja jestem przerażona tym, że choroba może powrócić...Wiem że to nie
          to samo, ale proszę, podziel się swoimi doświadczeniami.
          • lolinka2 Re: Lolinka 11.07.06, 11:24
            sorry, dopiero zauważyłam ten post...

            ano zyjemy jakoś, nie powiem że jest różowo i to codziennie smile ale jest jakoś,
            nienajgorzej chyba nawet. Mam kilka zasad które pomagają przy tym dośc mocno i
            maż też ma kilka.
            Z moich: 1) samodyscyplina 2) częsty kontakt z lekarzem 3) regularne branie
            laków 4) odpoczynek i wysypianie się (min 6 godzin bez przerw) 5) planowanie
            dnia z kartką w ręce
            Z małżowych: 1) odczytywanie sygnałów mojego samopoczucia (po stroju, napędzie
            itp) 2) pomoc i wsparcie 3) pilnowanie leków zebym brała regularnie 4) olewanie
            głupot które gadam i nie traktowanie ich jako osobistego afrontu 5) wysyłanie
            mnie spać w ciągu dnia 6) dopilnowanie zebym zrealizowała dzienny plan,
            załatwiła wszystkie bieżące i konieczne sprawy i zachęcanie do aktywności

            Ja sobie radzę tak, ze się pilnuję i generalnie mam to szczęście ze w moim
            przypadku intelekt panuje nad większością objawów (zauważa to sporo osób,
            włacznie z lekarzami, które na pierwszy rzut oka nigdy nie podejrzewałyby że coś
            mi jest) więc potrafię 'stanąć z boku' i w najgorszej schizie będąc chłodno
            relacjonować to co mi jest. Ale to jest też jednocześnie przekleństwo bycia
            'świadomym wariatem', nieświadomi zyją dłużej... Jak coś jest nie tak, to mam
            b.dobrego zaprzyjaźnionego lekarza który na telefon pomoże o każdej porze dnia i
            nocy, a w ciągu dnia również osobiście. No i praca mnie ratuje, im więcej do
            zrobienia tym mniej czasu na kombinowanie nad czymkolwiek...
        • zonka77 Re: **** depresja poporodowa *** 04.07.06, 09:40
          Leki: półtora roku, (pół roku wychodzenia z powolnym zmniejszaniem dawki bo
          miałam dość silną)
          Kilka razy depresja próbowała wracać, ale to były krótkie stany. Nie dałam się smile
          Mam wsparcie - sama nie dałabym rady. Długo wsparcia nie miałam i to był
          najgorszy okres w moim zyciu, mąż mnie dobijał zamiast pomagac - nie wierzył mi.
          Ale jak pisałam to się zmieniło i ja migiem zaczęłam wychodzićna prostą mając
          wsparcie męża i rodziców. Teraz czuję się super, problemy mnie nie załamują i
          nie boję się już powrotów. Załatwołam jednak w większości problemy które
          powodowały depresję. Leki owszem - pomogły się pozbierać. Ale same leki nie
          pomogą moim zdaniem. Zmienić się musi człowiek - rozwiązać problemy, nauczyć się
          "chcieć żyć" i czerpać radość. Dużo pisania smile
          Jak chcesz pogadać to pisz na priv - jak tylko będę mieć czas chętnie odpiszę smile
    • annamaus Re: **** depresja poporodowa *** 11.07.06, 11:56
      Nie zamartwiaj się na zapas.. teżto przechodziłam.. mnie dopadło tak w drugim
      tygodniu po porodzie.. organizm po prostu już nie wytrzymał nieprzespanych
      nocy, wstawania na każde kwilenie maluszka, w dodatku jeszcze przecież nie
      doszedł do siebie po porodzie.. Pamietam jak dzis - to był prawie rok temu,
      urodziłam 20-go lipa, same upały, po powrocie do domu duchota, powitrze się
      lepi że aż nie ma czym oddychać.. nie miała nikogo do pomocy oprócz męża , ten
      nawet się starał mi pomagać, ale przecież za mnie nie mógł się wyspać.., ani
      nakarmić dzidzi cycusiem.. Pierwszy tydzień bylismy więc w domu we trójkę:
      mama, tata i dzidzia.. W drugim tygodniu po porodzie mąż musiał już wracac do
      pracy, zostałam sama ze wszystkim..
      to wszystko tak się skumulowało że nie wytrzymywałam momentami.., wydawało mi
      się że tkwię w jakimś koszmarze, była totalnie bezradna, ryczałam po kątach,
      nie miałam momentami siły wstać do dzidzi, a ta chyba czuła moje zdenerowowanie
      i była niespokojna co dodatkowo nakręcało machinę zmęczenia..
      Zastanawiałam się czy to się zmieni, czułam się jak w pułapce.
      Ne mogłam zrozumieć co się ze mną dzieje- przecież tak bardzo pragnęlismy tego
      dziecka, wyczekiwalismy go razem przez 9 miesięcy, chodzilismy do szkoły
      rodzenia itd itd.. i przyznaję że przyszło mi nieraz do głowy - że to był błąd,
      że nie nadaję się na mamę, nie powinnam mieć dziecka...

      teraz patrzę już na ten czas z perspektywy roku i wiem że to co się działo
      wtedy ze mną wynikało głownie z potwornego zmęczenia....
      Super więc jesli można poprosić kogoś o pomoc przy szkrabie zwłaszcza w
      pierwszxym miesiącu po porodzie.., chociażby takie zabranie malucha na spacer
      po to zeby mozna było się troszkę przepsać i nabrac siły..to bardzo wiele..

      A piszę Ci o tym wszystkim żebyś wiedziała że nie tylko Ciebie dopładła
      depresja, to jest normalne zjawisko.
      Cieszę się że miałaś na tyle odwagi żeby pójść do psychologa, ja jej nie
      miałam, ale dzięki bogu udało mi się przetrwać ten ciężki czas..
      A teraz, teraz jest już całkiem inaczej - malutka rośnie jak na drożdżach, już
      zaczyna sama chodzić, nawet mówi już do mnie mamamamamamamsmile Nie chce mi się
      wierzyć że ten rok tak szybko minął, zobaczysz, Tobie też zleci nie wiadomo
      kiedy.. I wiesz co jeszcze? - Sama się sobie dziwię że tak szybko, ale marzę
      już o drugim dziecku.. - i to już teraz mimo że od tych ciężkich dni minęło
      dopiero kilka miesięcy...!!!smilesmilesmile
      Głowa do góry!!
      A rozmowa szczera z mężem chyba jest Ci potrzebna.., skoro narazie jeszcze nie
      chcesz mówić mu o wizycie u lekarza, to po prostu zacznij go bardziej angażować
      do pomocy przy maluszku, a czas ten wykorzystaj chociażby na sen, któego tak
      bardzo brakuje mamusiom zwłąszcza w pierwszych miesiącach po porodzie..
      Pozdrawiam
      Ania
      • depopo Re: **** depresja poporodowa *** 19.07.06, 13:20
        Masz rację Aniu. U mnie na początku było identycznie i chyba dlatego dopadła
        mnie depresja. Poza tym maż jeszcze na samym początku jak urodziłam mi
        dokładał, bo chyba też potrzebował czasu by odnaleźć się w roli ojca, że
        wszystko się zmnieniło. Kłóciliśmy się bardzo, nawet słyszałam że małżeństwo i
        dziecko to była pomyłka. A w moim stanie wyczerpania dzieckiem, niewyspania,
        gdy potrzebowalam wsparcie kłótnie i takie słowa tylko mnie dobiły.
        Syn ma teraz 1,5 roku. Mąż już się odnalazł,choć casami myslę że nie jest
        dobrym ojcem. Jest jak ma ochotę i humor, a częściej ignoruje dziecko, bo ma
        telewizor, komputer.. Nie widzę u niego tej fascynacji i miłości do dziecka..
        Czy to normalne, że oni się tak zachowują?
        ja nie chcę drugiego dziecka. Boję się powtórki, że mąż znowu tak się będzie
        zachowywał, nie chcę nieprzespanych nocy, krzyków, awantur. Czuję że nie
        dałabym rady. To mnie przerasta i swiadomie się na to niezdecyduję. Brak mi na
        to sił. Moje stosunki z meżem, wcześniej byłam zakochana po uszy, świata poza
        nim nie widziałam a dzis.. wszystko jakoś odeszło.. jesteśmy razem ale nic nie
        czuje. Jak bym miala sopel lodu zamiast serca. Boję się czy to uczuciwe się
        nieskończyło, choć pocieszam się że moze to wywołane jest przez depresję, albo
        jeszcze potrzebuję więcej czasu by mu zapomnieć to co mówił, jak mnie ranił
        takimi słowami. Ale boję się że nie zapomnę. Ze już nigdy nie bedę czuć tego
        ciepła na jego widok, bo dzis czuję .. obojętność.
        • diskus Re: **** depresja poporodowa *** 19.07.06, 23:40
          Chciałabym jeszcze wrócic do pytania o ochotę na sex. Brak tej ochoty moze być
          efektem ubocznym leków przeciwdepresyjnych. Wiele z nich ma niestety takie
          działanie. Zapytaj lekarza.
    • depopo Re: **** depresja poporodowa *** 26.09.06, 21:53
      myślę że z pomocą siostry, mamy, super fajnego synka, tablet od psychiatry
      depresja poporodowa zniknęła, ale niestety sytuacja z mężem nie jest dobra.
      Nie wiem co robić, jestem przez niego rozbita i chwilami mam ochotę to wszystko
      skończyć. Myślę o rozwodzie, choć nie chcę się tak szybko poddawać. Myślę że
      powinniśmy udać się do jakiejś poradni małżenskiej, bo nie umiemy ze sobą
      rozmawiać, on kłóci się o wszystko, jestem jego wrogiem numer jeden ,
      wyładowywuje na mnie swój stres, nerwy z pracy, ja jestem winna wszystkiemu,.
      Powodem do awantur jest chcęć zrobienia z domu muzeum, ma być czysciutko ład i
      prządek, a rozrzucone zabawki przez 1,5 roczne dziecko czy resztki jedzenia na
      podłodze, krople wody na zlewie są powodem do wyzwisk, ublizania mi,
      kilkudniowych kłótni. Nie moge się mu postawić bo szantażuje mnie psychicznie,
      że zrobi awanturę że nikt nie przyjdzie z mojej rodziny, chce rozwalać rzeczy,
      wyrywać kable ze ściany od telewizora... Twierdzi że to ja jestem nienormalna
      choć to chyba on powinien zasięgnąc porady spcjalisty... Nie wiem co robić...
      zle mi z tym. Czuje że po 1,5 roku tych katuszy jestem wypruta z uczuc, coraz
      bardziej się od siebie oddalamy, mało rozmawiamy... Trzyma mnie przy nim strach
      przes samotnością, uzależnienie finansowe, bo nie pracuję i jest 1,5 dziecko,
      Podpowiedzcie cos...Jakas terapia? Gdzie?Jesteśmy z Łodzi..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka