Cierpię na nią od ubiegłego roku, od urodzenia dziecka.. Było kropnie,
burza mózgu, cheć ucieczki, mysli samobójcze, bezsenność, łzy bez powodu..
Teraz jest lepiej bo zdecydowałam się pójsć do psychiatry po pomoc. Sama nie
dawałam już rady, już byłam zbyt zmęczona..
A najgorsze jest to że mąż kompletnie nie widzi problemu,
nie uznaje depresji, kłóci się jeszcze ze mną..

A tak potrzebuję jego
wsparcia.... i spokoju.. Nic nie wie o lekarzu i tabletkach. A jak to u Was
jest? Tez to was dopadło?