chimba
08.07.06, 04:06
Jestem niewdzięczna - właśnie to przedwczoraj usłyszalam od księdza przy
spowiedzi... I wiecie co po raz pierwszy podczas spowiedzi chciało mi sie
płakać, bo ksiądz potraktował mnie jakbym była ostatnia... A ja będac w ciąży
(pod koniec) nie najlepiej się czułam więc odpuściłam sobie niedzielne Mszy,
ponieważ znając mój organizm wiedziałam, ze nie wyrobię godziny w kościele.
Geberalnie stwierdził, iż nie wierzę, a to co robię to jest rytualizm, tylko
szkoda, iż mnie nie zna, łatwo osądzać nie znając całości, kurcze myślałam, iż
ucieknę, że nie wytrwam do końca jego przemówienia. i własciwie nie wiem, czy
ta spowiedź jest ważna, bo się zdenerwowałam przy spowiedzi - powiedzmy sobie
ksiądz nie był miły. A ja przez 30 lat swego zycia wiele spedziłam godzin w
kosciele, a że chwilowo trochę mniej to już trzeba mnie zgnoić, mniej bo po
pierwsze cięzko mi było w ciąży pod koniec, poza tym jak się ma dwójkie
dzieciaków małych to nie zawsze jest jak iść do spowiedzi, czy na Mszę, bo
wiadomo, ze są w konkrretnych godzinach i nieczesto - mieszkam na wsi, więc
mam jeden kościół więc wybór żaden. Spowiednik stwierdził, ze nie ma w
zasadzie usprawidliwienia dla niebycia na Mszy w niedzielę, już chciałam dac
się w dialog, ale stierdziłam, ze nie mam czasu, bo i tak spowiedz trwała b.
długo. Ale miałabym co do powiedzenia. Ksiadz mówi, ze jestem niewdzieczna, ze
skończe jako niewierząca, a tak nie jest. Szkoda, ze oni są tacy do ludzi,
właśnie będąc - czekając u spowiedzi, a było to po Mszy, ludize zostali
wygonieni z kościoła i tylko Ci którzy czekają na spowiedź mogli być w
kościele, i to jest łatwy dostęp do kościoła, do Boga, kiedy ludzie są
wyganiani? A musze powiedzieć, że do spowiedzi nie było wcale tak łatwo się
dostać, bo w jednym kościle ksiądz mnie olał i z dwójka małych dzieci musiałam
gnać przez miasto, bo na wiosce o spowiedź zapomnij.
POzdrawiam