amariage
13.07.06, 18:58
Dziewczyny,świat mi runal na głowe. Nie mam sie komu wyżalić, proszę pomóżcie
i doradzcie co mam zrobić. Będe pisać chaotycznie, bo jeszcze podwpływem
wielkich emocji, wiec prosze o wyrozumiałośc dla moich błedów. Będzie tego
dość duzo, ale proszę przeczytajcie i pomóżcie....Wszystko co tu napiszę wiem
albo od samego męza albo z maili i smsów które sobie wysyłali (w rozpaczy
posunęłam się aż do skontrolowania jego komórki i komputera).
Od pewnego czasu nie było miedzy nami najepiej. Ciągle kłótnie i sprzeczki.
Ja mająca o wszystko pretensje, on juz mna znudzony, brak pieniedzy itp.
Pewnego dnia mąż postanowił wejść sobie na czat i kogoś poznać. Poznał kilka
mężatek z którymi rozmawiał na dość neutralnym gruncie, nic niebezpiecznego.
Jednak z jedną z nich 33 -letnią męzatką znalazł wyjątkowo wspólny jezyk. On
zwierzał sie jej ze swoich problemów w małżenstwie a ona ze swoich. Z dnia na
dzien stawali się sobie coraz bliżsi. Przegadywali po 8 godzin w pracy apotem
jeszcze pół nocy. Potem były telefony, smsy. No i wirtualny sex: i przez
telefon i przez gadu gadu. On wysyłał jej wiersze, elektorniczne kartki, ona
to samo. Jednak nadszedł dzien kiedy wszystkiego sie dowiedziałam . Czułam ze
jest coś nie tak, wiec wystarczyło zerknać do jego komórki i kompa aby
dowiedzieć sie wszystkiego. Przysiegam że mało wtedy nie zemdlałam, doznałam
takiego szoku, ze z bólu zaczeałam wymiotować... Myślałam ze śnie ,czytając
jakimi sformułowaniami ze sobą operowali. Skarbie, kwiatuszku, cukierku,
kochanie, to była norma.NO i ten sex... opis tego co by ze sobą robili....
Przsiegam ze czytając to chciałam umrzeć. .. Gdy powiedziałam mu ze juz o tym
wszystkim wiem zaczał sie tłumaczyc ze to nic takiego ze ona nie ejst dla
niego nikim waznym , ze po prostu dobrze im sie razem rozmaiwało bo ona go
rozumiała i akceptowała w 100% , ale ze bez problemu to zerwie, bo mnie kocha
i nie poswieci naszego malzenstwa dla kogost akiego jak ona. Obiecał ze to
koniec i ze zaczynamy wszystko od poczatku. Obiecaliśmy sobie ze wybacze mu
wszystko i zaczynamy na nowo na czystym gruncie. Uwierzcie mi , ze byłam taka
szczesliwa, wrecz latałam pod niebiem. Uwierzyłam w jego zapewnienia, nawet w
pewnym momencie dziekowałam Bogu ze to sie stało, bo dzieki temu bylismy jak
nowonarodzeni, jak przed ślubem. Miłosć i szczescie buchało z nas . Tak
niestety było około 2 tyg. Potem juz nam trochę przesżło i życie zaczeło
wracać do normalnosci, zaczeły sie nawet drobne sprzeczki jak zwykle o
pierdoły. Jednak kobiety mają coś takiego jak intuicja... I ona własnie nie
dawała mi spokoju. Wiedziałam że coś sie dzieje. Dziwnym trafem komórki jego
były wyłaczone, tak jakby coś ukrywał. Pare dni pózniej stalo się. Zapomniał
wyłaczyć komórki i co tam znalazłam? Smsy do niej. Pisał do niej , ze cała
noc snił o niej ( leząc koło mnie) że jest jego kochaniem... W drugim smsie
umawiali sie na spotkanie w polowie drogi ( dzieli icj ok 250km). Myślałam ze
umrę. Pokzałam mu to , a on jak to kałamca doskonały zaczął sie wykrecać itp.
Wiec zadzowniłam do niej. Nieczego sie nie wyparła. Powiedziała : nie krec
już, przyznaj sie żonie o nas. .... Zemdlałam.... Ocuciłam sie na łóżku
dopiero rano. Był przy mnie, przepraszał, prosił o wybaczenie, pytał czy
zbudujemy na nowo rodzine. Powiedział ze musze sie zastanowić i wszystko
dokładnie przemyslec. Z pracy napisał jej maila o pożegnaniu, napisal ze
wybiera mnie , ze znajomosc z nia nie jest warta stracenia rodziny, ze było
wspaniale itp ale on moze zbyt duzo stracić. Dziwnym trafem wysłał to na
błędnego maila, nie wiem czy niechcąco czy przez przypadek. Ona zadzwoniła do
mnie pytając jak sie czuje ( !!!!!!!). Zapytałam czy dostala maila z
pozegnaniem,powiedziała ze nie. Potem maz wysłał jej ponownie a ona odpisała
ze rozumie, ale nigdy i tak go nie zapomni, ze nigdy nie dojdzie do sobie po
tym , ze był dla niej aniołem,że liczyła ze razem coś zbudują ( !!!!!!!).
Powiedziała ze sie nie żegna ale ze rozumie jego wybór. Mąż przesłał mi tego
maila chcąć być ze mna zupełnie szczery. Zapytałam go czy nie bedzie miał nic
przeciwko jak zadzwonie do niej i ostatecznie powiem jej zeby sie od niego
raz na zawsze odczepiła i zeby nie niszczyła naszego małżenstwa. Nie był zbyt
przychylny ale powiedział ze jak to ma mi pomoc to moge dzwonić. No i
zadzwoniłam, i zaczał sie ciag dalszy mojego horroru. Powiedziała mi wszytko:
że to on nakrecał znajomosć, ze po tamtym przyzeczeniu ze z nią zrwya wrecz
błagął ją żeby znowu nawiązali znajomość ( wtedy kiedy pierwszym razem mi
przyrzekł ze z nia kinczy), mówił jej że ją KOCHA !!!!!!!!!, że nie moze bez
niej żyć, powiedziała ze wysłał jej do domu róże... Dziewczyny serce mi
pekało, przysiegam gdyby nie dziecko juz by mnie dzisiaj nie było.
Zadzwoniłam i powiedziałam mu ze wiem juz zupełnie wszystko. Nie wyparł sie
niczego. Stwierdził tylko ze to były puste słowa, ze jak on mógłby kochac
kogoś kogo zna przez internet, kogo nigdy nie widział, twierdził ze tylko
mnie kocha a jej tak mówil bo ona tez powiedziała ze go kocha. Róze to nic
takiego wg niego, twierdził ze chciał jej zrobić przyjemnosc ... Powiedział
ze drmatyzuje ze nic takiego sie nie stało ,że nie potrzebnie płacze i robie
afere. Powiedział ze chce zaczac wszystko od poczatku, przeprosił mnie itp.
Zapytał czy ma wracać do domu. Powidziałam ze niech robi co chce ale jak
wórci niech nie oczekuje ode mnie juz niczego. Na co on odpowiedział ze
jezeli on ma stac z boku i nie bedzie mógł sie do mnie nawet zblizyć to nie
ma po co wracać. Powidział ze chce zeby było tak dobrze jak kiedyś.Żebyśmy
zamkneli ten rozdział i tak z godziny na godzine zaczeli wszystko na nowo...
To śmieszne, bo kazda zdradzona kobieta wie ze tak sie nie da....
Ja to wszystko nazwałam zdradą, choć fizycznej zdrady nie było ( choć 100%
nie dam ze jednak sie jakos nie spotkali...) . Dla mnie zdradą jest
poświecanie sie przez ponad 2 miesiace innej kobiecie dbanie o nią, wysłanie
jek kwiatów, pisanie caly bozy dzien smsów , dzwnonienie nawet i po 2 godziny
naraz, mówienie że kocha ( k...wa , to boli najbardziej) . Dla mnie to jest
zdradą. DLa niego nie. Dodam jeszcze ze przez cały ten czas po tym pierwszym
przeczeniu był dla mnie dobry, czasem przynosił kwiaty, spaliśmy ze sobą...
Nie bylo własnie tak ze odtrącił mnie, wiec naprawde komuflował sie idealnie.
Z jego kłamstwami i krętactwem mam problem od kiedy go znam. Ale nigdy nie
było aż tak poważnie, nigdy nie bylo mowy o innej kobiecie. Dziewczyny!!!!!!
Powiedzcie co mam robić ??????? Wybaczyć po raz kolejny czy odejsć ????
Zostać z nim dla dziecka z zaciśniętymi od bólu ustami , czy kazać mu odejść?
Czy warto jest z nim być? Czy warto cos budować? Skad mam miec pewnosc ze nie
wróci do niej??? Wydaje sie być w niej zakochany, choć oczywiscie zaprzecza,
jednak czytałam ich pożegnalne maile. Po prostu jak pożegnanie romantycznych
kochanków, pełne żalu , ale z uzasadnieniem że tak trzeba... Dziewczyny
poratujcie mnie !!! Co ja mam zrobić ? Czy warto jeszcze raz zaufać ? I jak
wymazać z pamieci te wszystkie słowa które do niej wypowiedział , a które do
tej pory były zarezerwowane tylko i wyłacznie dla mnie. Pomózcie !!!