Dodaj do ulubionych

wątek emigracyjny

08.08.06, 11:09
tak sobie siedze i myślę coraz częściej czy by po prostu nie wziąść swojego
tyłka i nie emigrować za granice wraz z mężem i półrocznym dzieciaczkiem.Mój
brat siedzi w Irlandii i jakoś daje sobie radę.Żal mi męża, króremu aż się
mózg pali od myślenia gdzie by tu jeszcze dorobić.Mnie się nie usmiecha tyć za
biurkiem urzędniczym do końca swych dni.Wiem, pewnie nie będzie łatwo, ale
wierzę, że damy sobie radę. I tak coraz częściej o tym myślę...
Czy jest ktoś, kto sie też nad tym zastanawia?
Obserwuj wątek
    • weronikarb Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 11:14
      tak, ja i też do Irlandii. Brat planuje z początkiem roku i chyba bede go
      namawiac, aby cos naszykowal nam smile
    • mama.igora Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 11:15
      My wyjeżdżamy za miesiąc.
      • be.em Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 11:16
        a ja durna jestem sentymentalna baba, żal mi pól i bocianówwink
        • kayah73 Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 13:57
          be.em napisała:

          > a ja durna jestem sentymentalna baba, żal mi pól i bocianówwink

          Pola i bociany wystepuja rowniez poza Polska. wink
          • be.em Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 13:57
            ale ziemia inaczej pachniesmile
      • mamunia_to_ja heej 08.08.06, 11:49
        jestem ciekawa czy dlugo przygotowywaliscie sie do wyjazdu, czy macie tam kogos
        z rodziny, znajomych.Będę wdzięczna za odpowiedź smile)
        • vernalis1 Re: heej 08.08.06, 14:09
          no dobra. A pracowac będziecie w swoich zawodach czy jak popadnie?? Bo
          jechac,żeby klepac tak samo jak w kraju -ale tylko w Irlandii - to nie wiem czy
          tedy droga. tak pisze; bo mam w rodzinie taka sytucje:szwagier pojechła sam
          (ponad rok) i tez na poczatku plany-pojade, przygotuje-sciagne rodzinę.na
          miejscu "sie wyprostowało"on tam siedzi i pracuje,rodzina w Polsce, raz na
          miesiac przyjezdż i pieniążki przywozi. Pozył tam, pomieszkał i policzył- że z
          tej pracy co teraz tam wykonuje( a szans na lepsza nie ma- kwalifikacje -tzn
          brak itd) to nie wynajeli by mieszkania, nie utrzymali sie i dzieci do szkoły-
          tzn żyli by tam tak samo jak tutaj- czyli nijak.jesli masz dobry fach w ręku-
          ceniony i dobrze opłacany w irlandii- to czemu nie- warto pomyslec.Ale najpierw
          ekonomicznie.
          Pozdrawiam.
          • olimpia_b81 Re: heej 08.08.06, 15:56
            ja wyjechalam niecaly rok temu, w maju urodzialm tu (tj Walia) corke, nie
            pracuje , utrzymujemy sie z jednej pensji-wrecz najnizszej tutaj, mamy
            mieszkanko, samochod, ogolnie nam starcza , latwiej niz w kraju sie zyje-
            topewne,ale...teskinmy za Polska jak cholerasad(((

            poplakuje za rodzina, dobrym jedzeniem itd, chcemy wrocic tylko nie ma do czego
            i z czym jak narazie, ale wrocimy!!!
            • pesteczka5 Re: heej 08.08.06, 17:46
              A co będzie za parę lat, kiedy zaczniecie się widziec na tle kraju, w którym
              mieszkacie, za tę najniższą pensję? Chyba, że sa widoki na więcej. Dzieci pójdą
              do szkoły, dojdą zajęcia dodatkowe, wyposażenie mieszkania, ubrania, wakacje,
              leki... Trzeba bedzie rozszerzać niszę, wrosnąć...
              No i, jak niektóre z was zauważyły, na emigracji pieniędzy także nie rozdają, a
              duże, wydawałoby się, początkowo pieniądze nie wydają sie takie kuszące, jak
              sie je przyrówna do tamtejszych realiów.
              • olimpia_b81 Re: heej 08.08.06, 18:52
                latwiej sie zyje i temu nie zaprzeczam.jak masz wieksze wydatki-wiecej
                pracujesz.poza tym nie zamierzam zostac na tej najnizszej stawce-tu
                wyksztalcenie jest w cenie.
                ale chodzilo mi o cos innego-decyzja o wyjezdzie byla najgorsza jaka podjelam-o
                to mi chodzilo, i nie chodzi tu o pieniadze.
              • kraxa popieram vernalis i pesteczke 08.08.06, 18:58
                Dobrze sie zastanowcie, juz teraz brakuje miejsc w szkolach dla dzieci
                imigrantow, i spoleczenstwo zaczyna sie burzyc, bo nie chce placic wiecej
                podatkow na zasilki dala tych co przyjezdzaja. Jesli nie znacie dobrze jezyka,
                i nie jestescie specjalistami to beda wasze rodziny skazane na wegetacje. To
                nie jest el dorado, a ze polakow jest coraz wiecej stawki wynagrodzenia bardzo
                spadaja
    • lucasa Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 17:55
      mamunia_to_ja napisała:

      Mnie się nie usmiecha tyć za
      > biurkiem urzędniczym do końca swych dni.

      a co bedziesz robic za granica? odchowasz dzieci i zaczniesz tesknic za
      biurkiem (oby!) urzedniczym smile

      ale w ogole to zycze powodzenia,
      A
    • zuzanna56 Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 19:08
      Ja nie zamierzam nigdzie wyjeżdżać. Mam już 36 lat,lubię swoją pracę, mam
      mieszkanie, dobry samochód.
      Ale jak słyszę o młodych ludziach którzy po studiach zarabiają 1000 zł to im
      się nie dziwię ze wyjeżdżają. Czy będa mieli lepiej? Jeśli mają konkretny i
      poszukiwany na zachodzie zawód to pewnie tak. Jeśli będą żyli tam za najniższą
      pensję to im nie zazdroszczę. A chętnie usłyszę o osobach którym sie powiodło
      za granicą.
      • ada9611 Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 20:14
        hm,sama mieszakm w holandi,ale nie wyjechalam za chlebem tylko z mezem,wiec
        inaczej moze oceniam,maz caly tydzien pracuje ,nadgodziny ,itd.ja nie
        pracuje,jestem z dziecmi w domu,zyjemy normalnie to musze przyznac,ale zawsze
        patrze gdzietaniej zrobic zakupy,,tu tez ttzeba oszczednie zyc,.nienawidze
        jednego jak po przyjezdzie do polski,ktos mi zwraca znajomy uwage-a wy sobie
        mozecie pozwolic na wszystko.-.czy niektorzy mysla ze tu same pieczone golabki
        wpadaja do buzki za nic?
    • headonshoulders Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 20:42
      to zalezy jaka macie sile przebicia i wyksztalcenie. I jaka znajomosc jezyka.

      Ja wyjechalam z polski od razu jak tylko mialam szanse, pomieszkiwalam w roznych krajach, nauczylam
      sie francuskiego, szwedzkiego, troche wloskiego, wyszlifowalam na perfekt angielski, dostalam lekcje
      zycia i samodzielnosci.

      Sprobowalam powrocic raz, wytrzymalam 4 miesiace w Warszawie i wyprulam do UK znowu, w Wawie
      szaro brudno, nic ladnego oprocz Lazienek i starowki, ilez mozna. A poza Wawa malo sie dzieje.

      W Londynie mam polskie delikatesy niedaleko, mam polski chleb, mam polska nianie, swoja firme, nie
      musze myslec o pieniadzach, kosztuje zycia. To tylko 2 godziny samolotem, tanie linie sa tanie poza
      letnim okresem wiec widywanie sie z rodzina to zaden problem.
      • kraxa no ale mowimy wlasnie o tych, bez obrazy 08.08.06, 20:48
        "biurwach", i ludziach bez konkretnego wyksztalcenia, ktorzy sie chca zaczepic.
        W Uk maja dosc swoich biurw, potrzebuja jesli juz to wysokiej klasy
        specjalistow, albo pracownikow fizycznych, ale tych podaz przekracza popyt juz
        chyba
        • headonshoulders Re: no ale mowimy wlasnie o tych, bez obrazy 08.08.06, 21:02
          wierz mi na slowo, tych co tu przyjezdzaja dzieli sie na dwie kategorie , mialam wielu znajomych
          ktorzy przyjezdzali sie u mnie zatrzymac na jakis czas "dopoki pracy nie znajda" .

          Niektorzy szukali ze 3 dni, akcent mieli jak Borat z Kazakhstanu bo im sie nie chcialo podszkolic przed
          wyjazdem, pozniej siada w kacie po tych kilku dniach i beda mowic ze zadnej pracy nie znalezli i ze
          bez sensu i ze Angole to chamy. Po czym wracaja do domu.

          Byli tez tacy co sie uparli, jedna taka biurwa wlasnie sekretarka, ani piekna zbyt nie byla ( mimo
          wszystko ladniejsza niz wiekszosc angielek) ani juz super mloda bo 30, typowy singiel z
          podwarszawskiej miejscowosci , szukala, nie wychodzilo - wiec zmienila taktyke ( na co mialam duzy
          wplyw) - przede wszystkim totalny make over, fryzjer, gimnastyka, intensywnie z cd i sluchawkami na
          uszach uczyla sie wymowy i business english, pozyczone garnitury na interview, po 3 tygodniach
          wygladala duzo lepiej a dostala taki mega zastrzyk pewnosci siebie, ze znalazla prace po nastepnych 2.
          Akurat miala szczescie ze miala gdzie mieszkac te 5 tygodni i oswajac sie z GB, ale wielu moich
          znajomych wyjezdzalo po tygodniu, max dwoch.



          WSZYSTKO zalezy od nastawienia, Anglicy sa bardzo przyjaznym narodem. Prawda jest ze sie zmienilo
          od czasu otwarcia UE bo poprzyjezdzalo tyle ewenementow z polski ze mnie jest nawet nieprzyjemnie -
          ale wciaz osoba ktora dobrze bardzo zna angielski, madrze gada, prezentuje sie w miare dobrze i
          przede wszystkim nie poddaje sie od razu, ma ogromne szanse.



          ---------
          Good Girls Go To Heaven
          Bad Girls Go To London !
          • kraxa byc moze jakos nie sprawdzalam na miejscu 08.08.06, 21:38
            w polsce pracowalam w angielskiej firmie, tam poznalam niemalza i do niego
            przyjechalam. Nie pracuje bo nie ma takiej potrzeby, zreszta jestem w ciazy i
            mam w zwiazku z tym mega lenia wink na razie po zapierdielu w polsce cenie sobie
            odpoczynek, a jak kiedys zechce isc do pracy to sie raczej powinno udac- bo
            doswiadczenie "jak sie pracuje po angielsku" mam, w polsce bylam asystentka
            zarzadu, wiec doslownie wszystko nazlezalo do mnie. Ja tylko probuje studzic
            tych, co mysla, ze skoro "antka szwagra kobity bratu" sie udalo to znaczy, ze
            mozna leciec na oslep
            • headonshoulders Re: byc moze jakos nie sprawdzalam na miejscu 09.08.06, 17:13
              a to ty kraxa na "immigracji" tez jestes?
              londyn?
    • edorka1 Re: wątek emigracyjny 08.08.06, 20:54
      Zależy.
      Ja sobie pomieszkiwałam tu i tam i wróciłam bo tęskniłam...i głupia byłam.
      Jak się juz wyjedzie i przetrwa pierwsze trzy-cztery lata wracać nie należy. Wszystko tu jest wtedy szare i inne, człowiek też już jest inny i myśli inaczej.Wróciliśmy po siedmiu latach. Niby udało sie wskoczyc zawodowo i rodzinnie w Polskę, ale mam dystans do własnej Ojczyzny i bardzo często łapie sie na tym że nie do końca się z jej rzeczywistością utożsamiam. W zasadzie możemy wyjechać w każdej chwili, sama nie wiem co z tego wyniknie. Bardzo dużo zleży od kraju do którego się trafi. My mieszkaliśmy na krańcach emigracyjnych wyborów, w Grecji. Pieknie było. Niesamowicie pięknie i w niesamowicie pięknym miejscusmile)).
    • maggie231 wyjechać............. 09.08.06, 15:03
      ja bardzo chciałabym wyjechać, lub chociaż wysłać gdzieś mojego męża, który
      jest super mechanikiem, wkłąda w pracę dużo serca i roboty a charuje za marne
      groszesadja znam angielski, ale w ciemno nie pojadęsada w październiku pojawi się
      nasza fasolka......i co ja jej zapewnię?sad
    • izabela.bs Re: wątek emigracyjny 09.08.06, 16:20
      Mam to samo.
      Prawdopodobnie na jesieni wygonię męża na obczyznę (też chyba Irlandia),
      a my, tj. ja i córka (w pazdzierniku skonczy roczek) dołaczymy
      do niego potem.
      Ja od ponad roku nie pracuję, mam wrażenie, że wypadłam z rynku. Mąz i ja skończyliśmy nie byle jakie studia, doświadczenie w pracy jest, tylko ciężko tutaj z dobrze płatną pracą.
      Marzymy o własnym małym domku(działeczka juz jest). No i aby to zrealizować, chyba trzeba niestety wybyć. No, chyba, żebym wygrała w totka, na co specjalnie nie liczę..smile
    • oxygen100 Re: wątek emigracyjny 09.08.06, 17:17
      wyjechalabym na rok dwa na postdoca w jakies fajne miejsce ale nie sama a
      slubny nie chce i nie moze. Samej mi sie nie chce. Moze na 2-3 miesiace
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka