Dodaj do ulubionych

Kukułka i kwoka

IP: *.* 11.06.01, 20:22
Chcę Wam opowiedzieć świeżą historyjkę z życia. Bylismy w niedzielę na rodzinnym spacerze na Rynku Staromiejskim - małżonek stanął sobie obok ratusza i oglądał zawody w siatkówce plażowej, a Miś krążył wokół bujanego samochodu, a ja z nim. Naszła mnie nieprzeparta ochota na papierosa, więc zaciągnęłam malucha do taty - zaciągnęłam, bo nie chciał iść. Oczywiście, kiedy odbierałam papierosa od męża i czekałam na ogień, nasz trzylatek wyrwał się i uciekł. Mężowi zatrzęsły się ręce - "goń go !", a ja byłam absolutnie spokojna, bo do najbliższych samochodów bardzo daleko, ludzi niewiele i można dziecko swobodnie śledzic wzrokiem, cel wyprawy malucha też znany i niedaleki. Znam moje dziecko, ja chodzę z nim na spacery i staram się poszerzać mu granice wolności - co prawda, jeszcze nigdy nie miałam odwagi sprawdzić, jak daleko pójdzie beze mnie, ale nie widze powodu, żeby w bezpiecznym miejscu musiał być w promieniu 4-5 metrów ode mnie. Zdziwiła mnie reakcja mojego męża, bo zachował się dosłownie jak kwoka, która trzęsie się nad pisklęciem. Fakt, że on woli posprzatać całe mieszkanie, niż wyjść z nim na dwór, więc właściwie nie zna zachowania Misia w plenerze, ale zawsze myślałam, że ma wiecej spokoju w sobie. Czy wobec tego ja jestem zbyt swobodna ? Ale chciałabym wychować syna na człowieka, który będzie umiał sam podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje; chciałabym, żeby był ciekawy świata - i jest, a ja staram się pozwalać mu na zaspokojenie tej ciekawości, pozwalam na rózne eksperymenty, asekuruję, ale staram się nie pomagać, kiedy wydaje mi się, że sobie poradzi. Wychodzę z założenia, że nic się dziecku nie stanie jak się przewróci i widzę, że takie podejście służy mojemu dziecku, bo rzadko upadek jest przyczyną płaczu, zazwyczaj tylko drobnym, niewartym uwagi opóźnieniem osiągniecia celu, nawet śmiesznym. Ponadto uważam, że dziecko jest po to, aby się wybrudziło, wyszargało, bo inaczej jak miałoby dokonywać prób i eksperymentów ?Ale moje swobodne podejście też ma swoje granice - jeżeli jednak dziecko płacze, to całuję, a jak widzę, że gruchnęło naprawdę mocno, to nawet sama podchodze i sprawwdzam, czy wszystko w porządku. Nie pozwalam jeść brudnymi łapkami na dworzu - albo idziemy do domu umyć rączki, albo czekamy z kosumpcją do powrotu.Czy lepiej mieć podejście kukułcze i pozwalac dziecku działac na własną rękę, czy kwocze i chronić je przed wszelkimi przykrosciami ? I czy ja jestem kukułką, czy normalną matką ? Tytuł mojego posta pochodzi z ksiązki Gertrud Teusen "Pierwsze dziecko zmienia wzystko", czytałam ją kiedys i chyba znowu przeczytam, bo to dobra lektura - którą i Wam polecamZ pozdrowieniami - Mika :benetton:
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Kukułka i kwoka IP: *.* 12.06.01, 06:46
      cześć:-)Czytałam tę książkę, jest faktycznie dobra, mądra i taka normalna - pokazuje macierzyństwo takim jakie jest naprawdę, z trudami, depresjami, załamaniami, "rozmemłaniem" , a nie, jako heroiczną rolę matki w społeczeństwie, matkę wiecznie uśmiechniętą,łagodną i bez nerwów.Czytałam ją chyba ze trzy razy, podsuwałam tez mężowi, ale twardziel z niego, nie dał się namówić. Szkoda.Przeczytałam Twój post bardzo dokładnie - doszłam do wniosku, że jestes jak najbardziej normalną matką. Ja postępuję podobnie - pozwalam Ali (11 m-cy) poznawać świat własnymi siłami, własnymi doświadczeniami. Staram się jej nie wyręczac, kiedy coś tam mozolnie próbuje, robię to wtedy, gdy widzę, że naprawde nie może czegoś zrobić, sięgnąć, etc. Nie pilnuję, żeby była czysta jak łza, ma prawo się ubrudzić, upaćkać - po to ma górę ubranek, żeby je wykorzystać. Jeszcze nie chodzi na spacerach, więc nie mam na tym polu doświadczenia. Kiedy się przwróci (ojjjj, bardzo często), nie lecę do niej z wyciągniętymi rękami, zazwyczaj są to plaśnięcia, które nie bolą, skoro nie płacze, tylko podnosi się i dalej robi swoje. Jeśli zaboli i zapłacze, utulę i ucałuję. Podobnie jak Ty, chciałabym , żeby była śmiała dziewczynką, ciekawą świata, chętną do doświadczania rzeczy nowych. Poza tym, inna myśl przyszła mi go głowy. Nie wydaje Ci się, że KAŻDA matka jest po trosze kwoką?? To w sumie naturalne, że drży sie o swoje pisklaki. Przegięcie jest oczywiście złe, w szczególności w przypadku matek synów, z których czasami wyrastają .. no sama pewnie wiesz...:-(Jeszcze jedna refleksja, tym razem na temat artykułu z ostatniego numeru "Dziecka", który mnie dośc zatrwożył ( echhhhhhh, jednak kwokowatość??!!??, hhahah)Jak uchronić dziecko do złego, tzn od złych dorosłych? Jak je nauczyć, żeby nie poszło nigdzie "oglądać kotki" lub takie tam inne, cukierki z narkotykami..?Jak to zrobic,żeby jednocześnie nie było człowiekiem nieufnym wobec całego świata? Ten artykuł dał mi wiele do myślenia. Czytałaś go??Pozdrawiam Cię serdeczniesmileignis (troszeczkę kwokowata, co tam, przyznaję się):-)
      • Gość: guest Re: Kukułka i kwoka IP: *.* 12.06.01, 11:11
        Mika,mysle,ze jestes jak najbardziej normalna matka. Ja tez bym tak chciala. Niestety jesli sie jest swiadomym,ze najblizszy pediofil(ten o ktorym wiadomo napewno,ze jest pediofilem - nie mowie o tych o ktorych sie nie wie) mieszkaw promieniu 10 kilometrow i ze nie jest to bynajmniej wyjatek w tym kraju, nie udaje mi sie jakos wyluzowac i odkwoczyc. Moj maz jest z tego powodu jeszcze wieksza kwoka.Zaklina sie,ze udusilby gagatka gdyby go tylko spotkal a o ryzyku nie ma mowy. Marzy mi sie mieszkac gdzies gdzie dzieci moglyby naprawde swobodnie sobie brykac i odkrywac granice swoich mozliwosci.Niestety to nie tutaj.Wiem,ze nawet i w sprzyjajacych warunkach nie zawsze i nie na wszystko mozna pozwolic ale napewno na wiecej niz niektorym sie wydaje. Nasza niespelna 2-letnia niunia smialo wspina sie za siostrami na najwieksza (bo taka 10metrowa)zjezdzalnie w parku, po czym zjezdza w dol w stylu dowolnym-czyli a to na pleckach a to glowa w dol a to i jedno i drugie. Ludzie czasem na to patrza jak na ufo ale w koncu znamy swoje dzieci i wiemy mniej wiecej na ile je stac, czy pewnie sie trzymaja na nozkach,jak zachowuja rownowage itd, itd.Niestety nie da sie i nie mozna chyba takim samym zaufaniem obdarzyc jakiegos typa,ktory nie potrafi sie kontrolowacsad((Zazdroszcze Wam jak nie wiem co. Korzystaj z tego jesli mozesz a dziecku to napewno nie zaszkodzi. Wrecz przeciwnie. Jak to moja tesciowa mawia-pare guzow i zarazkow tylko wyjdzie im na dobre-nie posadzilabys jej o tego typu poglady oceniajac po samym wygladziewinkBogusia
    • Gość: guest Re: Kukułka i kwoka IP: *.* 12.06.01, 09:01
      Komentarz Ignis jest wyczerpujący, więc tylko dodam krótko coś od siebie. Ostatnio powiedziano mi, że na naszym osiedlu, obfitującym w małe dzieci i oczywiście mamusie, ja i inna koleżanka jesteśmy najbardziej zwariowanymi mamusiami na punkcie swoich dzieci. Zwariowane są pewnie wszystkie, ale ta druga, o której mowa powiedziała: faktycznie, ty i ja jesteśmy takie kwoki, że to czasem może być aż śmieszne. Nie wiem, czy dokładnie miała na myśli tę "kwokowatość", o które mówicie. Mam nadzieję, że jeśli jestem kwoką, to tylko w wymiarze naturalnym, właściwym każdej matce. Daję Szymkowi (13,5 miesiąca) dużo swobody i razem z mężem nie robimy tragedii, jeśli zaliczy jakiś mniej przyjemny kontakt z podłożem. Kwoką to raczej jest jego babcia (a moja teściowa), która powiedziała, że dziecko nie może mieć dostępu do szuflad, szafek, balkonu i w ogóle najlepiej, żeby siedziało w kojcu lub u babci na rękach. Przeciwko takiemu podejściu wszystko się we mnie buntuje. To chyba nie taka znowu ze mnie kwoka, co?
      • Gość: guest Re: Kukułka i kwoka IP: *.* 12.06.01, 09:55
        Oj, agata, muszę Ci powiedzieć, że chyba wszystkie babcie takie są. Moja mama też. Zastanawia mnie, czy w stosunku do nas, swoich dzieci też były tekie. Raczej wątpię. Na przykład moja mama ciągle coś by Ali wpychała do jedzenia, "bo może głodna" ciągle ją za cienko według niej ubieram, Alcia nie ma nawet prawa zakwilić, bo od razu leci do niej... chyba starsze pokolenie uważa,że szczęśliwe dziecko to za przeproszeniem "nażarte"do bólu i bardzo ciepło ubrane. Na szczęście moja teściowa to jakiś wyjątek, bardzo mądrze postepuje z małą, kiedy ja jestem w pracy, zresztą chętnie czyta "Dziecko" inną prasę dziecięcą a nawet te wszystkie nowe książki o wychowaniu i pielęgnacji. Jestem z niej dumna.Pozdrawiam ignis
        • Gość: guest Re: Kukułka i kwoka IP: *.* 12.06.01, 11:21
          ignis napisała/ł:> Oj, agata, muszę Ci powiedzieć, że chyba wszystkie babcie takie są. Moja mama też. Zastanawia mnie, czy w stosunku do nas, swoich dzieci też były tekie. Raczej wątpię. Na przykład moja mama ciągle coś by Ali wpychała do jedzenia, "bo może głodna" ciągle ją za cienko według niej ubieram, Alcia nie ma nawet prawa zakwilić, bo od razu leci do niej... chyba starsze pokolenie uważa,że szczęśliwe dziecko to za przeproszeniem "nażarte"do bólu i bardzo ciepło ubrane. Na szczęście moja teściowa to jakiś wyjątek, bardzo mądrze postepuje z małą, kiedy ja jestem w pracy, zresztą chętnie czyta "Dziecko" inną prasę dziecięcą a nawet te wszystkie nowe książki o wychowaniu i pielęgnacji. Jestem z niej dumna.> > Pozdrawiam > > ignisHej,czy my przypadkiem nie mamy tej samej mamy???????........i..... tej samej tesciowejwinkMame mam daleko (czasem na szczescie a czasem mi jej brakuje) ale gdy bylismy w Polsce z kilkumiesieczna Gloria doszlo do tego,ze babcia Basia ja ubierala w rozne sweterki czapeczki z nausznikami( w srodku lata) a my za drzwiami9bo nie chcialam sie z nia wylkocac - w koncu dawno jej nie widzialam) rozbieralismy dziecko do samej pieluszki i bluzeczki- w koncu tak byla przyzwyczajna i zeby jeszcze chorowala, ale gdziez tam - ma 4 latka i nie wie co to antybiotyk. No to chyba nie jestem taka zla matka ,co?Bogusia
          • Gość: guest Re: Kukułka i kwoka IP: *.* 18.06.01, 09:20
            Cześćc Bogusia,Czytając twój post nasunęła mi się refleksja z mojego pobytu w lutym tego roku w Anglii - gdzie byłam z moja sześciomiesięczną córką. Ona - opatulona, jak na polskie zwyczaje przystało w sweterek,ciepły kombinezon, spiworek. A dzieci "tubylców" - w śpiochach, cienkim polarze, tenisówkach (!) i bez czapki -tak na oko półroczny bobas. Przy minusowej temperaturze. To moja kolejna wizyta w tym kraju i przyznam, ze za kazdym razem mnie to szokuje. Jak to jest? Dzieci nie chorują?PozdrawiamM.
            • Gość: guest Re: Kukułka i kwoka IP: *.* 18.06.01, 09:40
              Hihihi,Mysle,ze rzeczywiscie sa zahartowane. Ja tez na poczatku nie moglam uwoerzyc a juz gdy po narodzinach Glorii przyszla do domu moja lekarka by ja zbadac i zwrocila mi uwage na zbyt wysoka temperature w pokoju ((???))to zupelnie mnie zbilo z tropu.Dzidzia w krotkim rekawku a ona twierdzi,ze 20 stopni to zbyt duzo. Tesciowa tez cos o tym wspomniala po czym poszla kupic termometr ze wskaznikiem odpowiedniej temperatury dla dzieci (16-17C)!!!!!!No i tak sie dziecko przyzwyczailo. Czapki nie nosza wogole-co najwyzej kapelusik na slonce. Ja i tak jestem w tyle jak na tutejsze warunki bo zima dzieci maja przynajmniej skarpetki i buciki- czasem widze bable na gole stopki a dzieci chodza zima do szkoly w podkolanowkach. Pewnie,ze nie wszytkie ale chodza. Musze przyznac,ze dziewczynki chyba sa zahartowane bo rzeczywiscie nie choruja. Nie mialy jednego antybiotyku (tylko raz przez pomylke lekarz przepisal go Glorii na kaszel ale drugi to anulowal). Przeziebiaja sie wtedy gdy sie przegrzeja na co bardzo uwazam juz teraz. No i czasem zlapia jakas jednodniowa grype, ale, odpukac, to wszystko. Fakt,ze hartuje je dodatkowo aromaterapia, wit C i innymi cudami swiata -moze to tez ma jakis wplyw.Ja tez sie chyba uodpornilam bo rzadko mi sie cos przyplacze a juz Matthew to wogole nie choruje.Moja mama omal nie dostala spazmow na widok swojej rozebranej wnuczki. Podobnie reagowala siostra z mezem i bratowa,ktora i tak uwaza sie za `postepowa` jesli chodzi o ubieranie czy raczej nie ubieranie dziecka. Maluchy zima bez skarpetek zrobily na niej wrazenie!!!!!!!!!Coz, co kraj to obyczaj :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka