Gość: MGK
IP: *.*
11.08.01, 23:08
Witaj,Nie znam Ciebie, nie znam Twego męża. A wiem coś o zauroczeniu internetowym, bo sama takie przeszłam i to bodajże 3 miesiące po ślubie. Więc co istotne: internetowe zauroczenie nie wynika z monotonii życia, z tego że nie kocha się partnera. To wynik faktu, że POZORY, na podstawie których poznajemy osobę w necie, pozwalają nam zbudować w naszej wyobraźni postać księcia/księzniczki z bajki. Mamy troszkę, wiemy troszkę – nasza wyobraźnia wykonuje resztę roboty. Jeśli jeszcze nigdy wcześniej nie miało się do czynienia z wirtualnym światem (jak było w moim przypadku)... to efekt jest taki, że sieć staje się prawie z dnia na dzień narkotykiem. Nie wierzyłabym może, gdybym nie sprawdziła.Moja rada: niech on się spotka ze swoją wirtualną „przyjaciółką”. A Ty spróbuj o tym nie myśleć, zajmij się czymś, może naucz się czegoś nowego co Cię interesuje. Przeczekaj. Moim zdaniem on wróci. Mało tego, przypuszczalnie dostanie wcześniej po nosie. Przyjmij, że cóż, no zgłupiał Ci mąż, miejmy nadzieję przejściowo i trzeba poczekać aż mu rozum powróci.Aby być bardziej wiarygodną parę słów o mojej internetowej historii: poznalismy się na czacie, była rozmowa., od razu „wirtualny seks” zresztą dla zabawy i co niektórym wyda się dziwne, obok kompa siedział mój mąż którego też to bawiło. Potem rozmawiałam już sama, mało seksu, raczej rozmowy i to one były niebezpieczne, bo stwierdziłam, że mam do czynienia z fascynującym człowiekiem. Spotkaliśmy się, bo on tu był w delegacji. Potem już tylko czat, smsy, nic pikantnego, bo tak jakos głupio jak się nie jest anonimowym. Mój maz wiedzial gdy szlam na spotkanie, widział, ze troche mi odbilo, ale chyba się nie przejmowal, wiedzial ze to w jakis sposób tylko zabawa. Skonczylo się smiesznie, on przed Sylwestrem wyjechal na last minute nie uprzedziwszy mnie... 2 tygodnie smsowalam jak glupia, wrocil, poklocilismy się i .... koniec. Teraz moim zdaniem to był najlepszy koniec dla tej historii. Ja mam mile wspomnienie, maz nie ma niesmaku...Zycze Ci aby i u Ciebie wszystko się dobrze skonczylo. Pomysl sobie, ze w gruncie rzeczy, twój maz jest w tej kwestii niesamowicie naiwny, mowiac Ci takie przykre rzeczy nie wiedzac przecież czego wlasciwie pożąda „w realu”... Potraktuj go jak uzaleznionego, bo tym jest ten stan. Ale uzależnionego nie od tej kobiety, ale od swoich wyobrazen o niej. I pociesz się: ona nie ma szans im sprostać. Bo jest tylko człowiekiem.PozdrawiamNina