Gość: guest
IP: *.*
18.09.01, 17:13
Kurcze, złapałam cholernego doła. Ja sie chyba nie nadaje do roli matki. Moze mi czegos brakuje? Kto wie? Chyba nigdy (tak podświadomie) nie chciałam zostać matką. Tak teraz myśle. Ale zostałam.Nie myślałam, że macierzyństwo będzie łatwe - co to - to nie. Nie było wyobrażeń o małych niemowlęcych stopkach, raczej strach przed nowym. Zdawałam sobie doskonale sprawę z tego, ze może być nawet bardzo ciężko. Ale nie wiedziałam, ze nie będę potrafiła sobie tego wszystkiego jakoś sensownie uporządkować. Zaszłam w ciążę i od początku było nie tak, jak sobie to wymarzyłam. Liczyłam na wsparcie ze strony męża, na to, że będziemy czekać na dziecko razem, tymczasem nie... okazało się, że ciąża była tylko i wyłącznie moim doświadczeniem. Nie wspominam jej mile. Czułam się samotna, zagubiona. Potem urodziło się dziecko. Z karmienia piersią nic nie wyszło - pierwsza poważna porażka. Pierwszy raz poczułam tak mocno, że nie potrafię być taką matką, jaką powinnam. Może to, że nie karmię jest przyczyną tego, co teraz czuję? Sama nie wiem.Potem było juz typowo: dziecko budziło sie w nocy kilka razy - ja do niego wstawałam. To ja zmieniałam pieluche co trzy godziny. To ja (do tej pory z resztą) jestem od tych niewdzięcznych "czarnych" prac przy dziecku - podanie lekarstwa, nakarmienie łyżeczką (bywa, że protestuje, bywa, że te protesty doprowadzają mnie do rozpaczy)... Do mnie należy wykąpanie i uśpienie dzidzi...Teraz przemawia przeze mnie pewnie żal, zmęczenie, a nawet i przemęczenie...Mam doła. Bo zaczyna mi brakować cierpliwości do dziecka. Dziś sie okropmnie wydarłam na niemowle. Nie chciało jeść. Kolejny raz. A ja tym razem nie potrafiłam się opanować. Kolejny raz nie potrafiłam. I przeraziłam się siebie. Swojego lęku i agresji. A dziecko, jak to dziecko - przestraszyło się i rozpłakało. Nie wiem, może dlatego tak reaguję, że nie karmię dziecka piersią? A moze zbyt mało we mnie miłosci?Powoli mam dosyć bycia matką. Czasem chciałabym się spakować i uciec od małżonka, do ktorego chyba juz nic nie czuję (nagromadziło sie zbyt dużo żali o codzienność), od dziecka, z którym sobie nie potrafię dać rady. I od siebie. Zmęczonej, niewyspanej, z brudnymi włosami, targającej po schodach wózek.Mam doła. Bo może takie kobiety jak ja porzucają dzieci? Może takie kobiety jak ja - krzywdzą je w inny sposob?Przepraszam Was, nie podpiszę się. Tym razem nie potrafię. Bo nie ma się czym chwalić.