Gość: annamae
IP: *.*
28.01.02, 14:36
albo mam doła (ale znów?!) albo cos naprawdę złego dziej sie z moim małżeństwwem. Paradoksalnie juz w po tym jak postaraliśmy sie o dziecię, zdrowe, wspaniałe, nasze wspólne szczęscie. Za to z nami, małżonkami dzieje sie coś niedobrego - prawie wcale z sobą juz nie rozmawiamy, chyba że o tym co sie zdarzyło w pracy, albo co trzeba zrobic w najbliższym czasie, prawie z soba nie sypiamy (kiedy to byl ten ostatni raz.......hoho...) a nawet jak sypiamy to ten seks też jakiś taki ....delikatnie mówiąc podwiędły. Moj mąz jest zadowolony z siebie i zupelnie nie rozumie o co mi chodzi, w końcu jest jak ma być, mamy dziecko, pracujemy, ja zajmuje sie domem, on zmywa, a głównej mierze czyta gazete i ogląda telewizje. I jak mam byc szczera to niech sobie nawet ogląda i czyta gdyby jeszcze udało sie wykrzesać z niego jakiś entuzjazm do zrobienia czegoś razem. Sobota i niedziela spędzona w głównej mierze na kanapie to chyba nie jest najlepszy sposób relaksu. A tak naprawde to najbardziej boli mnie jakiś taki bark czułości jaki od jakiegoś czasu istnieje iędzy nami. Być może to też moja wina, bo kiedy mąż zamknął sie przede mną przestałam dobijać i dopraszać sie o miłość. Tylko zaczyna być coraz gorzej, a ja coraz częściej myślę o rozstaniu lub kochanku.