Dodaj do ulubionych

rozczarowana

IP: *.* 28.01.02, 14:36
albo mam doła (ale znów?!) albo cos naprawdę złego dziej sie z moim małżeństwwem. Paradoksalnie juz w po tym jak postaraliśmy sie o dziecię, zdrowe, wspaniałe, nasze wspólne szczęscie. Za to z nami, małżonkami dzieje sie coś niedobrego - prawie wcale z sobą juz nie rozmawiamy, chyba że o tym co sie zdarzyło w pracy, albo co trzeba zrobic w najbliższym czasie, prawie z soba nie sypiamy (kiedy to byl ten ostatni raz.......hoho...) a nawet jak sypiamy to ten seks też jakiś taki ....delikatnie mówiąc podwiędły. Moj mąz jest zadowolony z siebie i zupelnie nie rozumie o co mi chodzi, w końcu jest jak ma być, mamy dziecko, pracujemy, ja zajmuje sie domem, on zmywa, a głównej mierze czyta gazete i ogląda telewizje. I jak mam byc szczera to niech sobie nawet ogląda i czyta gdyby jeszcze udało sie wykrzesać z niego jakiś entuzjazm do zrobienia czegoś razem. Sobota i niedziela spędzona w głównej mierze na kanapie to chyba nie jest najlepszy sposób relaksu. A tak naprawde to najbardziej boli mnie jakiś taki bark czułości jaki od jakiegoś czasu istnieje iędzy nami. Być może to też moja wina, bo kiedy mąż zamknął sie przede mną przestałam dobijać i dopraszać sie o miłość. Tylko zaczyna być coraz gorzej, a ja coraz częściej myślę o rozstaniu lub kochanku.
Obserwuj wątek
    • Gość: goga Re: rozczarowana IP: *.* 28.01.02, 14:55
      Tylko spokojne, bez dziwnych mysli.Moze maz sie odsunal , bo przyszly nowe obowiazki , noew wyzwania , zarowno dla Ciebie jak i dla Niego.Sprobuj sama sie dopominac, przytulac sie.Amozerozmowa , wprawdzie ten wariant bardzo ciezko przeprowadzic , ale moze sie uda, powiedziec mu co czujesz i jak bardzo rani Cie ta sytulacja.Mysle , ze wiele malzenstw po pojawieniu sie dziecka przechodzi takie chwile, ale warto zrobic pierwszy krok i probowac, probowac , probowac ...Trzymam kciuki !!!
    • Gość: Malandzia Re: rozczarowana IP: *.* 28.01.02, 15:23
      HejTeż miałam ten problem ,ale szczera rozmowa i propozycja(konkretna)na wspólny wypad pomogły.Nie jest tak jak przed ślubem ale nie należy narzekać.Proponuje byś przejeła incjatywe.Życzę wszystkiego dobrego i bez takich myśli(rozstanie kochanek) po co warto pielęgnować to co się ma i przetrwać chwilowy kryzys.Pozdrawiam i jeszcze raz wszystkiego dobrego.Malandzia mama Marcina i Martyny
    • Gość: madzia22 Re: rozczarowana IP: *.* 28.01.02, 21:09
      Dziewczyno, spokojnie, spokojnie.Wszystkie, jak przypuszczam, to przechodziłyśmy. Dziecko początkowo absolutnie nie łączy małżeństwa ale je rozbija. Jednocześnie jednak jest pewnym testem na wytrzymałość i miłość. Rozmawiajcie, jak najwięcej rozmawiajcie. Nawet się kłócąc.Postaraj się zrobić coś z tym seksem. Zastanów się, gdzie tkwi problem - jemu się nie chce, tobie się nie chce, coś was stresuje, etc., etc.Chwilowo nie wiem, co jeszcze mogę ci poradzić, więc zamilknę.Madzia
    • Gość: annamae Re: rozczarowana IP: *.* 29.01.02, 09:40
      Dziecko nie miało być spoiwem dla małżeństwa, raczej jego naturalną kontynuacją (pojawiło sie 5 lat po ślubie). O ile mężem mąż mój jest średni, to ojcem na pewno dobrym. I ten fakt mam cały czas na uwadze kiedy myślę o swoim związku. Obawiam sie jednak że nie jest to chwilowa depresja. Jak myśle o swoim małżeństwie to coraz częściej dochodzę do wniosku, że wyszłam za mąż głównie dlatego że chciałam sie już uwolnić od rodziców i stworzyć coś własnego, spokojnego i niestresującego. Wydawało mi się że różnice jakie nas dzielą dodadzą związkowi pieprzu. A tymczasem spowodowały jego bylejakość, oddalenie się od siebie i brak wspólnych tematów. Tyle razy juz próbowałam cos zmienić, tyle razy oczekiwałam zmiany ze strony męża, że po 6 latach już mi sie po prostu nie chce. Tylko czy powinnam w ten sposób pozbawiać dziecko pełnej rodziny? A czy dla dobra dziecka mam dalej żyć z człowiek z którym coraz mniej mnie łączy?czy któraś z was miała podobne problemy czy sa tu same szczęśliwe mamusie, które będę mi sugerować małżeństwo za wszelką cenę...
      • Gość: goga Re: rozczarowana IP: *.* 29.01.02, 09:53
        to nie tak. Ja odpowiedzialam ne Twoj post, bo nie dawno mialam podobne odczucia, ze sie oddalamy, ze nas nic juz nie laczy itd.Przerwalam barire milczenia i udawani , ze wszytko jest OK, porozmawialismy ( kilka razy nawet poklucilismy sie ) i.. zaczelo byc lepiej ( zeby nie powiedziec bardzo dobrze)!!!Jezeli jestes pewno , ze Twoje malzenstwo jest do niczego i nie chcesz go juz ratowac , to nie ma sprawy . Uwazam , ze malzenstwo "dla dobra dziecka" - jest tak naprawde z jego krzywda - bo rodzice staja sie coraz bardziej nieszczesliwi ze soba, co dziecko czuje!!Ale, czy naprawde jestes pewna , ze nie chcesz dluzej byc w tym zwiazku, ze nie kochasz meza, ze ten krok nie bedzie bledem ?Ze po rozwodzie nie bedzie Ci zal i szkoda ? - jesli tak , to minely te czasy , ze kobieta musi tkwic w zwiazku bez przyszlosci, uwazam tylko , ze trzeba dac i ziwazkowi i sobie nawzajem szanse. Spojrzec tez krytycznie na swoje postepowanie ( rzadko kiedy wina lezy tylko po jedne stronie - tez z wlasnego doswiadczenia)
    • Gość: Alka Re: rozczarowana IP: *.* 29.01.02, 10:15
      Przez 5 lat coś Was łączyło, a po narodzinach dziecka przestało? Jestem nie w temacie - PRZEPRASZAM, ale ile latek ma Wasz dzidziuś? Podejrzewam, że raczej m-cy, więc może to chwilowe oddalenie? Może jednak trzeba spróbować zwrócić uwagę szanownego małżonka, że Tobie jest ŹLE. Trzeba porozmawiać, jak się nie da to (po oddaleniu dziecięcia - żeby sie nie denerwowało) wykrzyczeć, zrobić karczemną awanturę z biciem talerzy - bo trzeba żeby dotarła ta wiadomość do świadomości męża. Bo może jemu jest dobrze i takie delikatne napomykanie o sytuacji po prostu zapada Mu gdzieś głęboko i nie dociera. A "wbrew wszystkiemu" i "dla dobra dziecka" żadna nie radzi utrzymywać związku, po prostu w pierwszym poście napisałaś, że coś jest nie tak, a nie że absolutnie NIC Was już nie łączy i że nie ma w Was uczucia. Pięc lat to "kupa" czasu, przeżyć, wspomnień, radości i smutków. Zastanów się jeszcze. Spokojnie, bez emocji i... poczekaj do wiosny. Przy takiej pogodzie jaka jest za oknem nie podejmuje się dobrych decyzji...
    • Gość: horac Re: Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia ... IP: *.* 29.01.02, 11:02
      "... zaczynam myśleć o rozstaniu lub o kochanku" - piszesz.Ja tu teraz coś napiszę, co się spotka z ogólnym potępieniem, ale niech tam ...A masz pewność, że mąż się nigdy, ale to nigdy o tym nie dowie?Oraz, że nie zakochasz się trwale w wyżej wspomnianym?Jeśli tak, to lepszy "epizodzik" niż rozstanie.A "epizodzik" to wcale niekoniecznie znaczy skok do cudzego łóżka, bo, jak mawiał mój leciwy i mądry znajomy, "nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go" ... la, la, la!To co Was spotyka to nic nadzwyczajnego i wcześniej czy później dopada każdą parę. Moja jedna intensywnie ruda znajoma mówi, że małżeństwo bywa czasem jak "sprane gacie".A w jednej z ostatnich "Polityk" pisali, że flirt umarł!Nie można się zalotnie uśmiechać, ocierać, dotykać niby niechcący - bo molestowanie seksualne, bo uwłaczanie godności itp.A jakby tak sobie niegroźnie poflirtować z jakimś interesującym panem, to i na sklapciałego męża by się innym okiem w domu spojrzało...Ja Ci mówię co myślę sobie w skrytości ducha, bo gdyby się mój mąż dowiedział, co ja tu napisałam ! O jejejejej!Matylda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka