Dodaj do ulubionych

Mamy neokatechumenalne.

04.08.06, 17:58
Hej jestem z Torunia. Czy są tu jakieś mamy neokatechumenalne? Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • mac62 Re: Mamy neokatechumenalne. 04.08.06, 18:26
      cześć Aniu- cieszę się,że pojawiłaś się na forum- nie wiem, czy mogę się
      sklasyfikować jako mama neokatechum., aczkolwiek bywam we wspólnocie (niestety
      bardzo "młodej" i bardzo nielicznej-10 osobowej- jestem ze Szczecina i matkuję
      5,5 dzieciakom (nasz 6 urodzi się dopiero w grudniu, dlatego niepełna liczba)-
      pozdrawiam- Kasia
      • neomama Re: Mamy neokatechumenalne. 04.08.06, 21:58
        Super! Prawie szóstka? Może cię kiedyś dogonię ha ha. Kocham dzieciaczki ale
        czasami pojawia się strach. Ale te ich roześmiane buzie... Nic mi do szczęścia
        więcej nie potrzeba. Również pozdrawiam.
        • mac62 Re: Mamy neokatechumenalne. 05.08.06, 00:13
          Szóstka to wcale nie jest tak dużo, a strach- znam takich, którzy mają dwójkę i
          twierdzą,że to zbyt wiele- zależy co chce się tym dzieciakom zaoferować i co
          jest dla nas najwyższą wartością(a nie to ,co ludzie powiedzą)

          --------------------------

          ............nie zatwardzajcie serc waszych
          • neomama Re: Mamy neokatechumenalne. 05.08.06, 23:25
            Ja jak to się u nas mówi jestem otwarta na życie. Dzisiaj robiłam test. Co
            prawda negatywny, ale widocznie to jeszcze nie mój czas. Ja też nie boję się
            opinii innych, chociaż z ktoś patrzący z boku pewnie popukałby się w głowę. Już
            teraz w rodzinie dziwili się, że w takich czasach zdecydowałam się na dziecko.
            mój strach bierze się z mojego egoizmu. Ale chyba właśnie otwartość na życie
            pozwoli mi to zwalczyć.
            • quatromama Re: Mamy neokatechumenalne. 19.03.07, 21:43
              Nie bójmy się innych -nasz głos i nasze uczucia sie liczą. Dla mnie
              najważniejsze było , co powie trójka dzieci na czwarte... okazało sie że zdali
              na piątkę i bardzo się kochają, zwłaszcza najmłodszą perełkę. Ja tez używam
              pojęcia "otwarta na życie" . Kiedy pojawiłam się po urodzeniu 4 dziecka u
              nowej pani ginekolog to przyjęła mnie jojczeniem zapytała czy sie
              zabezpieczam... ja jej wtedy powiedziałam i jestem z tego dumna : "to nie
              choroba, od tego się nie umiera"smilePozdrawiam wszystkie dzielne niewiasty są ode
              mnie jeszcze dzielniejsze. W zyciu się żyje , żyjąc dzieli a nie gromadzi i
              izoluje .
      • barbie-torun witaj neomama 06.08.06, 12:51
        witaj neomama smile
        ja też jestem z Torunia
        byliśmy kilka lat w Domowym Kościele
        teraz w naszej obecnej parafii
        jesteśmy w Stowarzyszeniu Rodzin Katolickich
        18.08 jedziemy z DK na rekolekcje
        i chcemy znowu wejść do tej wspólnoty
        pozdrawiam
        Basia(mama czwórki od szkolniaka do niemowlaka)

        PS. jeśli chcesz napisz na priv

        -----
        "Jak Ci dziękować żeś mi dał tak wiele..."
    • krzemyczka do mac62 06.08.06, 23:37
      Ja też jestem ze Szczecina i chciałabym wiedzieć, gdzie tu działa wspólnota
      neokatechumenalna? I jak "działa"? My jesteśmy od roku w DK w Sercu. Ale nie
      wiem czy to "to" - być może przez formę jaką miały spotkania..., a może
      dlatego, że jestem w ciąży i wszystko mnie denerwuje.
      Pozdrawiam Marzena
    • neonka693 Re: Mamy neokatechumenalne. 08.08.06, 22:22
      Świetny wątek, zeby sie ujawnić smile Od jakiegos czasu podczytuje forum, jako
      otwarta na życie mama dwóch chlopców: 1,5 i 3 lata, z bliźniętami w niebie
      (miałyby w tej chwili okolo miesiaca, odeszły w 7 tc),oraz oczekująca w lutym
      2007 kolejnego maleństwa.
      Jestem z Gdyni, w neokatechumenacie od 18 lat. Pozdrawiam serdecznie
      • mac62 Re: Mamy neokatechumenalne. 08.08.06, 23:01
        oho ho, to Ty już chyba jesteś po wszystkich etapach, które może będą jeszcze
        przede mną;fajnie ,że się ujawniłaś- to chyba nie jest żaden wstyd, że w
        dzisiejszym trudnym świecie przyznajemy się do poszukiwania odpowiedniej drogi
        duchowej dla nas i dla naszych rodzin;
        pozdrawiam serdecznie- Kasia
        • neonka693 Re: Mamy neokatechumenalne. 09.08.06, 15:48
          Nie tak znowu daleko wink po ślubie przeszłam do męża, który jest krócej na
          drodze.
          Żaden wstyd, odwagi! Wspólnota jest dla mnie dużym wsparciem duchowym i nie
          tylko, w codziennym życiu i myśleniu o rodzinie i wielodzietności.
          Pozdrawiam serdecznie!
          • wegielek Re: Mamy neokatechumenalne. 29.08.06, 21:16
            ajk jestem z Warszawy. sa tu jakies mamy warszawskie-neonskie? mam dwoje
            dzieci, robilam tydzien temu test - wynik negatywny. troche sie ciesze, troche
            czuje zawod, ze nie moj czas jeszcze. ale moja mlodsza corka ma dopiero rok.
            jeszcze poczekamy...
            aha, ja tez poslubie przeszlam do meza i strasznie przez to cierpialam... ale
            to temat na priv. smile

            ----------
            • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 21.09.06, 22:22
              Witajcie, pokoj z wami! Trafilam tu troche szperajac po forum.Tez jestem z Neo,
              wspolnota z Hagi(Holandia).Wlasnie urodzil nam sie pierwszy syneksmile)Jedyne
              dziecko we wspolnocie, bedziemy oczywiscie chrzcic na Pasche, pierwszy chrzest
              celebrowany przez naszego prezbitera.Jestesmy 3 lata na Drodze, malzenstwo po
              30., w lipcu pierwsza rocznica slubu.Jesli Bog da plodnosc, to chcemy jeszcze
              co najmniej dwojke dzieciaczkowsmile)Moze sie wyrobimy przed menopauza, jak
              myslicie?
              Christianka rodzilam naturalnie, porod w terminie, ciaze przechodzilam cudownie
              wprost, bez zadnych sensacji zoladkowych, pracowalam do konca.Malec urodzil sie
              duzy, 3680 gram, teraz ma 6 tygodni i wazy 6 kg, caly czas tylko na
              cysiu.Wczoraj byl pierwszy raz na liturgii we wspolnociesmile)
              • mac62 Re: Mamy neokatechumenalne. 22.09.06, 16:10
                gratuluję syneczka- rzeczywiscie rośnie jak na drożdżach;
                zdziwiłam się ,że jest wspólnota neo nawet w Holandii- muszę zrewolucjonizować
                swoje poglądy na temat stereotypów niektórych państw;
                zdziwiona jestem dlatego, że ostatnie kraje misyjne, gdzie wyjeżdżają rodziny
                neo, to właśnie Wielka Brytania , Szwecja, Holandia , a nie tylko Ukraina czy
                Serbia;
                A co do wielodzietności- pewnie zdążycie- w niektórych wspólnotach w Szczecinie
                są rodziny, gdzie nowy człowiek pojawia się co 2 lata - stąd wnioskuję ,że
                macie szansę jeszcze na 4 dzieci- powodzenia - Pan widzi Waszą otwartość i
                myślę, że nagrodzi Was pięknym rodzicielstwem
                Pozdrawiam- Kaśka
                • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 25.09.06, 12:43
                  mac62 napisała:

                  > zdziwiłam się ,że jest wspólnota neo nawet w Holandii- muszę
                  zrewolucjonizować
                  > swoje poglądy na temat stereotypów niektórych państw;
                  > zdziwiona jestem dlatego, że ostatnie kraje misyjne, gdzie wyjeżdżają rodziny
                  > neo, to właśnie Wielka Brytania , Szwecja, Holandia , a nie tylko Ukraina czy
                  > Serbia;

                  A jest, jest! W naszej parafii w Hadze nawet 5 wspolnot, wiekszosc zlozona z
                  emigrantow Latynosow, ale i paru holenderskich rodzynkow sie znajdzie, sa tez
                  rodziny wielodzietne, oczywiscie w starszych wspolnotach.Niestety, Rada
                  Parafialna dobiera sie nam do skory i chca Droge wyrzucic z parafii...Nie damy
                  sie! Mamy tez prezbiterow, glownie z Redemptoris Mater, ktore tu tez jest, pod
                  Haarlemem. Nasz prezbiter jest Wenezuelczykiem, glowni odpowiedzialni z
                  Kolumbii, mamy braci z Brazylii, z Ekwadoru, Francji, Wloch, Sudanu,
                  Aruby.Wiekszosc mowi po hiszpansku, wiec liturgie odbywaja sie w dwoch jezykach
                  lub z tlumaczeniem na holenderski.
                  Katechistami sa rodziny na misji, glownie z Hiszpanii i Francji.Mamy tez kilku
                  klerykow Polakow, ale we wspolnocie jestem jedyna Polka, wiec sobie po polsku
                  nie pogadamsad(
                  Pozdrawiam wszystkich neonkow!
                    • fizula Re: Mamy neokatechumenalne. 26.09.06, 22:01
                      My z mężem co prawda w innej wspólnocie KK jesteśmy, ale bardzo podziwiamy
                      właśnie rodziny na drodze neokatechumenalnej. Jesteście dla mnie prawdziwym
                      świadectwem Bożej miłości, że jak Nasz Stwórca umiecie być hojni w dawaniu
                      życia.
                      Ale muszę stwierdzić, że akurat w naszym kręgu Domowego Kościoła też są rodziny
                      bogate w dzieci: czwórka, piątka.
                      Chciałabym zapytać, jak sobie Wasza wspólnota radzi z pilnowaniem dzieci,
                      spotkań w końcu macie niemało, a dzieci nie są w stanie zbyt długo być uważne.
                      Jak to organizujecie?
                      Pozdrawiam ciepło!
                      • mac62 Re: Mamy neokatechumenalne. 27.09.06, 10:25
                        U nas jest teraz komfortowo, bo dziewczynki (15 i 12)są rewelacyjnymi
                        opiekunkami - na 2 godz mogę spokojnie zostawić całą 5 w domku i jestem
                        spokojna. Jeśli spotkania sa dłuższe lub wyjazdowe(to tylko raz albo 2 razy w
                        roku)- zostawiamy dzieciaki pod opieką wspólnotowej cioci, która rewelacyjnie
                        sobie radzi,a dzieciaki cieszą się ,ze będzie inaczej niż z rodzicami(zazwyczaj
                        jest lepiej niż mi się wydaje).
                        Ja mam zazwyczaj większy problem z rozstaniem na dwa dni, niż dzieciaki.
                        Na eucharystię (teoretycznie) chodzimy całą rodziną - w naszym przypadku
                        rzadko ,bo budrysy(7,5,3)nakręcają sie wzajemnie i potrafią napsuć krwi nie
                        tylko rodzicom. Mój mąż spełnia jeszcze rolę kantora,więc ja mam za mało rąk
                        do utrzymania naszych żywiołków.
                        Wiem, że w ekstremalnych sytuacjach po prostu wynajmuje się opiekunkę- i mimo
                        wydanych pieniążków , taka operacja się "opłaca".

                        Pozdrawiam Fizula i ciągle pamiętam o forum,które reklamujesz(już teraz ze
                        stresem myślę o kolejnej próbie niezagłodzenia maluszka - może się uda)- na
                        pewno zgłoszę sie po wsparcie. Kasia
                      • neonka693 Re: Mamy neokatechumenalne. 01.10.06, 20:06
                        To Pan Bóg jest hojny, nawet bardzo, w dawaniu dzieci, a my tylko je
                        przyjmujemy wink
                        Co do opieki nad dziecmi, to u nas funkcjonowała dobrze wymiana między
                        wspólnotami, tzn dziewczyny ze wspólnoty mającej spotkania we wtorek opiekowały
                        się dziećmi tych, którzy mieli spotkania w środę i vice versa. Od kiedy nasze
                        dwie dobrze współpracujące wspólnoty połączono w jedną, szukamy opiekunek w
                        innych, młodszych, lub starszych wspólnotach. Ja mam szczęście, że moi rodzice
                        i rodzeni bracia też są w neokatechumenacie, mogę liczyć na ich pomoc i
                        zrozumienie w tych kwestiach. A na Eucharystię zabieramy dzieci ze sobą, to
                        najlepszy sposób przekazywania im wiary, już od najmłodszego uczą się
                        uczestnictwa w Eucharystii i prawidłowego zachowania. Z tym bywa różnie,
                        szczególnie że w naszej wspólnocie jest dużo maluchów, ale jedne uczą się od
                        drugich. Poza tym zawsze bierzemy instrumenty typu grzechotki i tamburyny na
                        których dzieci fantastycznie grają, gdy my śpiewamy.
                        Ja też jestem żoną kantora i głównego odpowiedzialnego w jednym wink. Bardzo
                        bałam się tych pierwszych Eucharystii z dwójką maluchów, starszy wtedy nie
                        chodził jeszcze, ale pomagały mi trochę siostry ze wspólnoty, a w kryzysowych
                        sytuacjach męża zastępował inny kantor. Zobaczymy jak będzie z trójką smile))
                        W tej chwili bardzo pomaga mi fakt pięciu ciąż w naszej wspólnocie, dla każdej
                        to trzecie lub czwarte dziecko, więc mamy w sobie oparcie, pociechę i "bazę"
                        wymiany informacji, hihi.

                        Przepraszam, strasznie się rozpisałam, ale ostatnio dzieciaki mi chorowały i
                        nie miałam kiedy zaglądać na forum. Teraz odrabiam zaległości.
    • aska1972 Re: Mamy neokatechumenalne. 30.09.06, 10:19
      Witajcie, bardzo dawno tu nie zaglądałam, bo nawał obowiązków itd. Same wiecie...
      Chciałam się dopisać do neo-mam. Jesteśmy we wspólnocie od 3 lat. Nasza
      wielodzietnośc wynika właśnie z bycia na drodze. moje spostrzeżenie jest takie,
      ze tylko tutaj ludzie nas rozumieją i nikt nie krytykuje naszego sposobu
      życia. Wspólnota daje nam dużo siły. Tej najważnieszjszej duchowej i tej
      ludzkie: uśmiech, dobre słowo...
    • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 09.10.06, 23:23
      Pod koniec listopada jedziemy na trzydniowa konwiwencje.Po raz pierwszy z
      niemowleciem.Maly bedzie mial 3 miesiace.Poradzcie, co warto wziac ze soba, a
      co sie zupelnie nie przyda.Nie mamy samochodu, a do Hagi musimy dojechac od
      siebie 50 km pociagiem.Potem mamy juz autokar i jedziemy jako wspolnota razem.
      Na miejscu sa lozeczka turystyczne i wanienki do kapania, pojedzie tez moja
      mama, ktora zaopiekuje sie malcem. Chodzi o to, by nie brac zbednego bagazu.
      • aska1972 Re: Mamy neokatechumenalne. 19.10.06, 08:19
        My byliśmy właśnie na regionalnej. Ale pojechaliśmy samochodem i do hotelu gdzie
        były takie średnie warunki, więc ja brałam prawie wszystko, włącznie z
        łóżeczkiem turystycznym i miską do kompania. Trudno mi poradzić, co Ci się
        przyda. Ja wzięłam dużo ubranek dla młodego, bo on jeszcze dużo ulewa, ale ma
        dopiero 3 tyg. Myślę, że Ty już nie masz tych problemów. Ogólnie jestem bardzo
        zadowolona. Młody spisał się na 6-tkę pozostałe baby też, a ja wzmocniona słowem
        walczę obecnie z wirusem jaki mamy w domu wink
          • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 20.10.06, 21:48
            My jedziemy dopiero za miesiac.Maly ma juz 11 tygodni, wiec za miesiac moze byc
            juz siedzacym niemowlaczkiemsmile)Jest bardzo duzy i silny, stad tak przypuszczam.
            Jedziemy do pieknego miejsca w Brabant(dzielnica Holandii), do wspolnoty
            Focolare.Jest to kompleks palacowy, dwie stajnie przerobione sa na pokoje dla
            gosci, w stodole zrobiona kaplica.Maja tam wszystko, co potrzebne: i wanienki,
            i lozeczka turystyczne, i lodowka jest, i kacik, gdzie w srodku nocy mozna
            sobie cos podgrzac.Tak wiec warunki wysmienite! Pojedzie z nami tez moja mama,
            ktora jest na Drodze, ale tym razem wystapi w roli niankismile)
            Nasze wspolnoty sa w niebezpieczenstwie.W Holandii parafia rzadzi nie
            proboszcz, a Rady Parafialne, no i w naszej parafii jest kilkoro takich, ktorzy
            maja duzo do powiedzenia i chca Droge wyrzucic z parafii. W te niedziele
            idziemy na pielgrzymke w tej intencji.Pomodlcie sie i Wy za Droge w
            Hadze.Proboszcz jest na szczescie sam na Drodze i nam bardzo przychylny, ale
            cierpi staruszek.
          • neonka693 Re: Mamy neokatechumenalne. 27.10.06, 22:46
            A ja niestety nie moglam pojechac sad(( Dzien przed wyjazdem dzieciaki i ja
            wyladowalismy z zapaleniem oskrzeli w lozkach. Maz pojechal sam, a ja
            mialam "konwiwencje" w domu. Sytuacja swietnie pasowala do tematu Konwiwencji.
            Noce byly makabryczne, dni podobnie, a ja sama z maluchami i w zagrozonej ciazy
            w ktorej mialam prowadzic "kanapowy" tryb zycia, a przy oskrzelach "dwa dni
            wylezec plackiem" hehe. Oczywiscie Rodzice tez na konwiwencji, niania ktora
            miala zostac z chlopcami, rozlozona grypą, inne nianie zaangazowane w opieke
            nad dziecmi tych, co pojechali. I na to wszystko wiadomosc, ze rozpoczynamy za
            tydzien (czyli od tej niedzieli) katechezy... Po ludzku nie do przeskoczenia,
            ale widze jak wszystko Pan uklada, choc demon nad tym szaleje!
            Prosze Was o modlitwe w sprawie tych katechez, zaczynamy w calkiem nowej
            miejscowosci.

            Neomama, my mielismy konwiwencje w Cetniewie, czy juz sie kiedys na wspolnej
            konwiwencji nie spotkalysmy??? Bo Torun bywal w Cetniewie nie raz...i mamy te
            sama ekipe katechistow!
            • neomama Re: Mamy neokatechumenalne. 28.10.06, 14:24
              No to faktycznie miałaś, typową jazdę przy okazji konwiwencji. Moje dziewczyny
              też chwyciło zapalemie krtani przed samym wyjazdem. Ale one na szczęście mogły
              zostać z moimi rodzicami. Pojechała tylko najmłodsza i dzięki Bogu wśród braci
              był lekarz, bo ostatnie dwa dni to były nieustanne duszności. Ale na szczęście
              już po wszystkim. Mam nadzieję, że u Ciebie też. A spotkać się nie mogłyśmy, bo
              my w tym roku byliśmy pierwszy raz, bo po drugim scrutinium zostaliśmy
              katechistami. I nam też zaczynają się katechezy, tzn tylko na razie słuchamy.
              Ale zmaganie jest. Oczywiście będziemy się modlić. Pozdrowienia dla Was i
              oczekiwanego maluszka.
              • kasiulka1975 Re: Mamy neokatechumenalne. 01.11.06, 10:41
                Bardzo Was prosze o namiary do kogos odpowiedzialnego za wspolnote
                neokatechumenalna w Irlandii-w Dublinie.Nie moge sie od jakiegokolwiek ksiedza
                tu dowiedziec kiedy sa katechezy,chcielibysmy z mezem wejsc na Droge tutaj bo
                mieszkamy tu od ponad 3 lat,bylismy we wspolnocie w Polsce(ale nie w
                Neokatechumenacie,ale takiej ewangelizacyjno-charyzmatycznej).Czy mozecie mi
                doradzic i pomoc?Moze na prywatnego maila?Pozdrawiam
                • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 02.11.06, 22:28
                  kasiulka, ja tez szukalam wspolnoty w Holandii przez dziesiate osoby, choc moi
                  katechisci w Polsce dali mi namiary na seminarium Redemptoris Mater i rektora
                  owego seminarium, Polaka.Niestety, adres mejlowy seminarium byl nieaktualny...
                  Sprobuj moze na necie poszukac seminarium w Irlandii i przez nich na pewno
                  dotrzesz do wspolnoty blisko swojego miejsca zamieszkania.Swoja droga ja tez
                  szukam, jak znajde, do wkleje Ci linka.Z Bogiem!
                  • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 05.11.06, 13:17
                    Mam pytanie: od kiedy zostawialyscie dzieci z niankami? Moj niemowlak ma 3
                    miesiace, do tej pory jesli musi z kims zostac, to z babcia, ktora zna go od
                    urodzenia.Wkrotce jedziemy na konwiwencje, wspolnota chce najac nam nianke
                    (swoja droga, ladnie z ich strony), a ja panikuje, bo to dziewuszka, ktora nie
                    ma doswiadczwenia bycia matka, no i z niemowlakami nigdy nie zostawala.Niby
                    malec jest juz w wieku, kiedy normalnie daje sie dzieci do zlobka, a jednak mam
                    watpliwosci.Najlepiej, zeby moja mama mogla z nami pojechac, ale rodzinka z
                    Polski juz ja wzywa z powrotem, wiec pewnie babcia wkrotce nas opusci.A potem
                    wyjazdy na liturgie.Zawsze biore malca z nami, ale nie zawsze mamy mozliwosc
                    jechania samochodem.Idzie zima, a w nosidelku na wiatr i deszcz dzieciaka nie
                    bede narazac.Podzielcie sie, wy bardziej doswiadczonesmile)
                    • ewela08 Re: Mamy neokatechumenalne. 25.11.06, 16:26
                      Odwagi jak to mówi Stryjek. Bóg nie pozwoli aby stało się coś twojemu maleństwu.
                      Ja byłam na spotkaniu z Kiko w Amsterdamie. podczas ewangelizacji w Essen
                      chodziliśmy sporo kilometrów pieszo a ja byłam w 7 m-cu ciąży. Może ta
                      dziewczyna akurat jest "stworzona" do opieki nad maluchami. Pozdrawiam
            • w_isienka Re: Mamy neokatechumenalne. 12.11.06, 12:09
              A ja pozdrawiam siostre wspolnotowa wink co prawda bylą, ale zawsze smile
              no i jednoczesnie rodzine wink
              Pozdrowienia dla meza smile i dzieciakow
              Zazdroszcze ci, ze masz rodzicow tak blisko, ja raczej nie bede miala tego
              komfortu - mam daleko do wspolnoty, daleko do rodziny...
              Zostaje Bog i wsparcie meza smile
              taki wybor...
              Pomodl sie za swoja byla siostre wspolnotowa czasem...
              Pokoj z Toba

              P.S.Na razie nie jestem mamą, ale kto wie - pewnie w stosownym czasie samo to
              wszystko jakos wyjdzie... w kazdym razie - jestem sympatykiem rodzin
              wielodzietnych smile i dlatego tu cos skrobnelam smile
              Trzymajcie sie dziewczyny!

              • neonka693 Re: Mamy neokatechumenalne. 21.11.06, 14:55
                Dziękuję za pozdrowienia! Będę się modliła i tez proszę o wsparcie w modlitwie
                wszystkie mamy z neo. Jesteśmy właśnie w katechezach, w całkiem nowej parafii,
                wczoraj mieliśmy pierwszy kerygmat, w czwartek drugi. Poza tym w macierzystej
                naszej parafii tez trwają katechezy. Demon szaleje na całego, dlatego modlitwa
                każdego w tej intencji bardzo się przyda. Nawet nie mam za dużo czasu żeby
                poczytać forum, co dopiero pisać. Ciągle jakieś ważne sprawy, telefony, chore
                dzieciaczki. Czasami łapię się na tym że zapominam że jestem w ciązy, ale na
                szczęście synek (podobno) kopniaczkami sprowadza mnie na ziemie. Pokój Wam!

                W_isienka, a może ujawnisz się na privie?
                • elajanik2 Re: Mamy neokatechumenalne. 24.11.06, 10:14
                  szkoda że tak niewiele piszecie i dość rzadko brakuje mi rozmowy z kimś kto wie
                  co znaczy mieć pięcioro dzieci i męża który wraca z pracy tylko na niedziele.w
                  zasięgu żadnej babci do pomocy ani cioci. No i dzieci {2} uczące które
                  wykorzystują sytuację że tata daleko i nijak nie mogę ich zagonić do
                  nauki.Chwała Panu że są siostry ze wspólnoty które pomagają, gdy np. trzeba iść
                  na szczepienie z najmłodszym {4 mies.}albo zabrać córcię {2 latka}na
                  spacer.Ogólnie nie jest tak żle bo gorzej bywało gdy mój Sławek był bez
                  pracy.pan Bóg sie troszczy.pozdrawiam i pokój z wami.
                  • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 24.11.06, 13:19
                    Pokoj Wam!
                    Pozdrawiam wszystkie mamy, zwlaszcza te neosmile)Ja jestem mloda mama, nasz
                    pierworodny ma 3,5 miesiaca.Wlasnie wrocilismy z jego pierwszej w zyciu
                    konwiwencji wyjazdowej! Mialam lux, bo byla z nami moja mama, ktora
                    zaopiekowala sie malym, wiec nie musialam brac niani, ktorej malec by nie
                    znal.Niestety, mama juz wrocila do Polski, no i teraz jestem w domu sama z
                    Christiankiem.Moj maz pracuje(dzieki Bogu!) na dwie zmiany, ja tez mam pare
                    godzin, zmieniamy sie przy dziecku.Na szczescie moge sobie tak ustawic lekcje,
                    jak mi pasuje, z tym, ze przy zmianowym systemie mojego meza nie jest to takie
                    proste:jednego tygodnia idzie na rano, innego na noc,a odespac tez musi.
                    Podobnie jak Ela nie mam tu rodziny;wszyscy w Polsce,prawie 2 tysiace
                    kilometrow stad...Rodzina meza wlasne rzepki skrobie, szwagierka zreszta sama
                    jest w ciazy, tesciowa biega raczej do niej, bo ciaza zagrozona, a jest jeszcze
                    starszy chlopczyk, to trzeba pomoc.Siostry ze wspolnoty tez daleko, mamy ponad
                    50 km do Hagi, wiec nikomu nie chce sie za bardzo nawet na przygotowania do nas
                    przyjezdzac, a coz dopiero do dziecka.Na liturgie na szczescie wozi nas
                    prezbiter, ktory sam tez dojezdza.Nie wyobrazam sobie podrozy pociagiem i
                    tramwajem dwa razy w tygodniu z niemowleciem, przy deszczowej i wietrznej
                    pogodziesad(
    • barbegazi Re: Mamy neokatechumenalne. 16.11.06, 01:20
      Ja z mężem byłam kiedyś we wspólnocie ewangelizacyjno-
      charyzmatycznej...Przeprowadziliśmy się do innego miasta i od 3 lat nasz
      przyjaciel namawiał nas na neokatechumenat.Mieliśmy wtedy 1 dziecko i mówiliśmy
      mu że w neo jest za dużo spotkań i nie będziemy mieli czasu.A teraz mamy 3
      dzieci i chyba wybierzemy się na katechezysmile)) Jakoś nie twierdzę już że nie
      mamy czasusmile)) Pozdrawiam
    • elajanik2 Re: Mamy neokatechumenalne. 26.11.06, 11:47
      dzisiaj naprawdę odpoczywam.Z piątku na sobotę wrócił w końcu na stałe z
      delegacji mój mąż(sławek). poszliśmy normalnie wczoraj na eucharystię, chociaż
      tylko z trójką najmłodszych dzieci, bo najstarszy(15lat)pojechał na konwiwencje,
      a młodszy(12lat)do babci na wieś.Sławek stwierdził, że w zasadzie to jesteśmy
      "prawie"sami w domu.dobre.przed eucharystią okazało się że jest tylko jeden
      prezbiter, na trzy wspólnoty, co oznaczało ogromny ścisk na salce, a co za tym
      idzie liczne narzekania.Ale ostatecznie jak to zwykle bywa wszyscy się
      zmieścili, i byli zadowoleni.Dzieci w miarę spokojne, mąż u boku, gotowy by
      pomóc mi w każdej chwili.super.Pan Bóg wszystko przewidział, i dał nam jak
      zwykle to co dla nas najlepsze.Król Wszechświata!!!Trochę mnie poniosło ale
      czuję ogromną wdzięcznośc, za to co mam.Dzisiaj dzieci starsze wracają, wiem że
      wieczorem zapanuje olbrzymi chaos, każdy będzie chciał opowiadać, o tym co
      przeżył, wiem że wieczorem padnę zmęczona, ale naprawdę szczęśliwa.Wiem że mam
      za co dziękować Bogu.To wszystko jest niezwykłe.pozdrawiam i pokój z wami.
    • elajanik2 Re: Mamy neokatechumenalne. 02.12.06, 19:13
      jest sobota godzina19, więc powinnam być na eucharystii, a ja siedzę w domu.Już
      wiem że będę zła cały wieczór, oraz jutrzejszy dzień.Niestety mąż poszedł sam z
      najstarszym synem, a ja z resztą zostałam w domu,bo maluchy nie spały w dzień,
      więc i tak by nie wytrzymały do 22.00.Nam tyle zawsze schodzi.Trudno może za
      tydzień lepiej się zorganizujemy.pokój z wami.
      • neomama Re: Mamy neokatechumenalne. 04.12.06, 13:51
        To penie nieźle szatan Tobą miotał. Znam to - okropność. U nas też przez jakiś
        czas opuszczałam sobotnie eucharystie ze względu na najmłodszą córkę, która jest
        bardzo żywa i często głośna. Ale teraz chyba się przyzwyczaiła albo modlitwa
        wspólnoty poskutkowała. Pozdrawiam Ania
        • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 04.12.06, 17:47
          My tez od dwoch tygodni nie bylismy we wspolnocie.Najpierw Eucharystia
          odwolana, bo wizytacja biskupa w parafii, a w tym tygodniu bylam po prostu
          padnieta i chcialam sie nareszcie wyspac.U nas wyprawa na Eucharystie do Hagi
          to naprawde wyprawasadMusze malego nakarmic przed droga, pora karmienia o 20.00
          akurat w porze wyjazdu.Czesto jeszcze malec siedzi przy piersi, gdy nawet
          prezbiter po nas przyjezdza, a ostatnio nie przyjezdza.Czesto jeszcze mi sie
          zaleje, zrobi kupe i tym podobne atrakcje, wiec w nerwach, na wlaczonym
          silniku, przebieram go, pakuje w maxi cosi i jak zasnie w drodze, to jestem
          szczesliwa.Wracamy do domu na polnoc albo i pozniej.No i kapanie, nasza
          kolacja, a potem znow maraton od 4.00.
          Wczoraj maly marudzil strasznie, bolal go brzuszek, a ja nie mialam juz
          cierpliwosci do niego.Jeszcze zlosc mnie wziela na tesciowa i meza, bo nikt mi
          nie pomoze, moge sie nosem podpierac, a oni rozwaleni przed telewizorem,no i
          agresje wyladowalam na Bogu ducha winnym dziecku.Musialam sie chociaz godzinke
          zdrzemnac, wiec po prostu weszlam do lozka, zaciagnelam koldre na glowe i niech
          sie wali i pali, nic mnie to nie obchodzi.Maly wrzeszczal, maz udawal, ze spi,
          w koncu sie podniosl i zabral malego na dol, a ja moglam odpoczac.
          Moja tesciowa wyznaje zasade, ze dziecko ma sie soba samo zajac, a ingerencja
          doroslych ma sie sprowadzac tylko do tego, by je nakarmic i przewinac.W piatek
          po raz pierwszy zostawilam malca pod jej opieka.Gdy wrocilam po 5 godzinach
          stwierdzilam, ze maly jadl dopiero tuz przed moim przyjsciem, nakarmiony
          zreszta przez tate, ktory wczesniej wrocil, siedzial w mokrym poulewanym
          ubranku przed telewizorem i plakal, a babcia zamiast sie dzieckiem zajac, to
          plotkowala z sasiadka.A chcialam dziecko wziac ze soba! Jechalismy ogladac
          mieszkanie... Czekamy juz prawie trzy lata, no i nareszcie sie doczekalismy,ze
          nas wzieto pod uwage.Niestety, dzis sie dowiedzielismy, ze kandydat nr 2 tez
          zaakceptowal to mieszkanie, a my bylismy trzeci na liscie, wiec przeszlo nam
          ono przed nosem...Chyba, ze jutro sie okaze, ze ow kandydat ma za wysokie
          dochody na mieszkanie socjalne albo jednak wycofa swoja kandydature.Tak wiec
          jestem rozgoryczona i miejsca nie moge sobie znalezc.Na szczescie ladna pogoda,
          to bylam dzis prawie cale popoludnie z malym w parku.Tesciowej nie ma, cicho w
          domu, pranie sie zrobilo, obiad z wczoraj dojedlismy, troche podlubalam na
          drutach, i mi przeszlo.Moze wieczorkiem wlacze sobie polski film na DVDsmile)
          • neomama Re: Mamy neokatechumenalne. 05.12.06, 11:11
            Ja też mam dosyć. Doskonale cię rozumiem. Znowu nie byłam na katechezach,
            których powinniśmy słuchać, bo rozchorowała się najstarsza. Nie mam serca ciągle
            wykorzystywać rodziców, tym bardziej, że tato jest krótko po udarze. Zresztą te
            ostatnie dwa tygodnie to takie maratony. Ciągle coś. Nie pamiętam naprawdę kiedy
            ostatni raz piłam z mężem popołudniową herbatkę. Dzisiaj znowu katecheza, do
            tego moje usg i z tatą do kardiologa. Jutro mąż wyjeżdża w delegację... I tak w
            kółko. Ha ale się wyżaliłam. Wiem, że jutro mi przejdzie i znowu będę chwalic
            Pana za to co mam. pozdrawiam Ania
          • elajanik2 Re: Mamy neokatechumenalne. 06.12.06, 09:41
            rozumiem cię doskonale.wiem co to znaczy mieszkać po ślubie u teściów.co prawda
            nigdy nie było żadnych kłótni, czy awantur, ale faktem jest że każde małżeństwo
            powinno mieszkać osobno, wtedy unika się wielu niepotrzebnych sytuacji.kiedy się
            w końcu wyprowadziliśmy po trzech latach wspólnego mieszkania, odetchnęliśmy
            wszyscy z ulgą, a ja jestem od tamtej pory ulubioną synową.(jedynie piątka
            naszych dzieci stanowi dla teściów zagadkę)z tego co piszesz to naprawdę nie
            jest ci łatwo.napisz coś o sobie.jak to się stało że mieszkasz TAM a nie TU?czy
            masz tam jeszcze kogoś z rodziny?
            • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 06.12.06, 22:26
              OK, wiec pisze.
              Swoje nawrocenie przezylam majac 24 lata.Wlasnie poraniona straszliwie
              wychodzilam ze zwiazku, ktory nie mial przyszlosci(4 lata chodzenia ze soba i
              okazalo sie, ze nie bylam jedyna, z ta druga mial juz dziecko).Leczylam sie z
              nerwicy serca, i bylo ze mna bardzo zle.Zostalam uzdrowiona przez Jezusa,
              calkowicie.Trwalo to co prawda pare lat gruntownej formacji, ale bylam w stanie
              przebaczyc temu czlowiekowi, a przede wszystkim samej sobie.Zaczynalam w
              Odnowie.Widzialam siebie wtedy w ewangelizacji, zrobilam kilka szkol
              miedzynarodowych, m.in.ICPE, w '95 weszlam na Droge.Bardzo pragnelam jechac na
              misje.W tamtym czasie nie myslalam nawet o malzenstwie, po prostu ewangelizacja
              to byl moj zywiol.
              Niestety, moja wspolnotka nie rozwijala sie, a wrecz umierala.Po dziesiatkach
              rekatechez, polaczen, przeniesien z parafii do parafii, po 10 latach nareszcie
              doczekalismy sie I scrutinium.Zostalo nas juz tylko 4 z tej pierwotnej
              wspolnoty...No i moi katechisci twierdzili zawsze, ze po prostu jestem jeszcze
              za nisko w formacji, nie mam etapow, by moc na misje jechac.Chcialam wejsc do
              wspolnoty ICPE.Zostalam odrzucona, ze wzgledu na niezaleczona przeszlosc(rozwod
              rodzicow, zla relacja z matka).Tak wiec nie dosc, ze jako dziecko nacierpialam
              sie nie za swoje winy, to jeszcze i moje powolanie zostalo
              przekreslone.Przechodzilam depresje.Nie moglam sie odnalezc, czulam sie tak,
              jakbym przegrala zycie i nie bylo juz wyjscia.Zaczelam robic terapie, szukalam
              pracy, probowalam roznych relacji nastawionych na malzenstwo - nic mi nie
              szlo.Mieszkalam z matka, ktora nadal toksykowala mnie skutecznie.
              Mialam dobrego kierownika duchowego, z ktorym pracowalam wtedy, i to on pomogl
              mi przejsc przez ten okres.Pomyslalam, ze skoro nie ma dla mnie pracy w Polsce,
              to poszukam zagranica.Mam latwosc w uczeniu sie jezykow obcych.Zaczelam szukac
              na internecie.No i tak przez internet poznalam mojego meza.
              Najpierw pol roku czat, w miedzyczasie robilam kurs jezyka francuskiego, z
              mysla o wyjezdzie do pracy do Francji.Niestety, tu tez droga byla
              zamknieta.Wtedy moj nowy internetowy znajomy zaproponowal mi przyjazd do
              Holandii w poszukiwaniu pracy.Moglam zamieszkac u jego rodzicow, jego mama(a
              raczej pracodawczyni jego mamy) pomogla mi znalezc prace.Po poltora roku
              pobralismy sie.
              Bedac juz w Holandii znalazlam wspolnote Drogi.Duzo mielismy faktow na to, ze
              wlasnie my mamy byc razem, choc byl i taki katechista, ktory nas zupelnie razem
              nie widzial i utrudnial.Problem jest w tym, ze moj maz byl i jest nadal bardzo
              zalezny od swoich rodzicow.Tesc zmarl dwa lata temu, ale tesciowa nadal ma
              ogromny wplyw na syna, a wychowali go tak, ze on nic nie musi, za nic nie
              odpowiada, nie ma zadnych obowiazkow.Ja go wprowadzilam na Droge, jestesmy
              razem we wspolnocie, juz po I scrutiunium, ktore robilismy tez razem.Od kilku
              tygodni robimy tez terapie malzenska u chrzescijanskiego psychologa(o, to tez
              rzadkosc w Holandii, podobnie jak wspolnoty!).Mamy pieknego, zdrowego synka,
              ktory rozwija sie ponad wiek, no a teraz nadszedl czas, ze doczekalismy sie
              wlasnego mieszkania.Dwa i pol roku temu zapisalismy sie na mieszkanie socjalne,
              no i teraz wlasnie sa juz takie, gdzie jestesmy w pierwszej dziesiatce chetnych.
              Wczoraj wlasnie jedno przeszlo nam kolo nosa, bylismy trzeci, ogladalismy juz
              to mieszkanie, piekne.Smaczku sobie narobilismy, a w ostatniej chwili ten, kto
              byl drugi na liscie, zaakceptowal to mieszkanie i jemu sie ono dostalo.
              Dzis za to dostalismy list z innej korporacji, z zaproszeniem do obejrzenia
              innego mieszkania.Wieksze, 4 pokoje,na 1 pietrze, w miejscowosci nadmorskiej,
              obok parku, i o cale 100 euro tansze od poprzedniego.Jutro jedziemy ogladac.
              Tak wiec moze juz na Swieta sie przeprowadzimy.
              Z tesciowa bylo mi bardzo ciezko.Teraz po prostu staram sie nie wchodzic jej w
              droge, miec swoje zycie i relacje trzymac na poziomie malej kawusi.A jak ona mi
              w droge wchodzi, to brac to za dobra monete i nie klocic sie, a poprawic po
              niej wtedy, gdy nie widzi.Bardzo mi dokuczala, dyskryminowala, no bo Holenderka
              nie jestem, tylko z jakiejs zapadlej bidnej Polski(a gdzie to wogole na
              mapie?), no i samo to, ze u niej mieszkamy, to jej musi byc zawsze na wierzchu
              i z nami liczyc sie nie musi.Ani naszego malzenstwa nie zaakceptowala(a po
              ch... wam sakrament!), ani ciazy( co ta zacofana Polka o antykoncepcji nie
              slyszala?).Pierwsza jej reakcja na to, ze bedzie babcia, to podwyzszenie nam
              oplat za mieszkanie...
              Bardzo sie chcialam jak najszybciej od niej wyprowadzic, bo ani gosci tu
              przyjac nie moge i nie ma mowy o tym, by ktos z rodziny na wakacje przyjechal,
              ani nie mam nic do gadania w kuchni czy odnosnie remontow.Dom jest
              nieprzystosowany dla dziecka, choc wielki.No i ciagly zly wplyw na mojego
              meza.Gdy ja od niego wymagam, to leci do mamusi, a mamusia go wyrecza.I taka
              robota.Ani sie poklocic ze swoim, bo matka sie wtraca i bierze strone synka,
              ani cos razem zaplanowac, ani meza w role meza i ojca wprowadzic, bo mamusia
              ciagle go trzyma w roli malego niunia.A jemu w to graj!
              Nie raz katechisci byli juz u nas, rozmawiali.No ale gdy urodzil sie Christian,
              sprawy nabraly jeszcze gorszego biegu i poprosilam lekarza rodzinnego o terapie
              psychologiczna.Przyjechala tez moja mama.Zaczelismy cos robic, mezowi zaczelo
              zalezec na rodzinie.A tesciowa wlasciwie cieszy sie, ze sie wyprowadzimy.Bardzo
              jej ciazy obecnosc malego dziecka w domu, rozwalone zabawki czy wozek na dole w
              salonie, butelki i smoczki w kuchni, placz dziecka w nocy i pieluchy w koszu.
              A maz chyba nareszcie dojrzal do tego, by ciac pepowine.
    • aska1972 Re: Mamy neokatechumenalne. 08.12.06, 22:28
      Muszę się z wami podzielic ogromna radością. Właśnie wróciliśmy z Eucharystii,
      która odbyła się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach pod
      przewodnictwem samego Kardynała St.Dziwisza. Ale było cudownie. Naładowałam się
      do pełna smile
      Bardzo tego potrzebowałam, bo mnie coś Duch opuszczał, a teraz się czuje jak
      samochód zatankowany do pełna smile))
    • mamamonika Dziewczyny, nie obraźcie się na mnie... 12.12.06, 14:44
      ale rzucę kilka luźnych uwag. Broń Boże nie chcę nikogo oceniać czy
      posumowywać, opiszę swoje doświadczenia. Już kilka razy (zwłaszcza na studiach)
      próbowałam jakoś pogłębic swoje życie duchowe, szłam na jakies spotkanie - i...
      zawsze czułam się jak kosmitka. Albo egzaltacja (u mnie dzieci chorują - u Was
      demon się wścieka - bez urazy wink), albo jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji -
      ludzie z dawien dawna ze sobą i niechętnie patrzący na świeżą krew, która
      jeszcze ma swoje zdanie wink, albo miałam wrażenie, że trafiłam na oddział dla
      głęboko zakompleksionych... Po prostu nic nie mogłam dla siebie znaleźć. A
      czasem chętnie bym się pospotykała z ludxmi głębiej zaangażowanymi i się
      porozwijała. Ale jakoś swojej 'drogi" nie mogę znaleźć...
      • andevi ja sie bynajmniej nie obrazam:))) 12.12.06, 18:20
        ale Twoj post dal mi do myslenia.Wiesz mam chyba ten sam problem.Na Drodze
        jestem 13 lat, a dochrapalam sie dopiero I scrutinium...Wczesniej Odnowa, a
        jeszcze wczesniej Oaza i skauting.I dochodze do jednego wniosku: jesli sam nie
        budujesz osobistej relacji z Bogiem, to cala formacje o d... potluc!
        Jestesmy z mezem w takim momencie, ze calkiem powaznie zastanawiamy sie nad
        zmiana wspolnoty.Moze nie formacji, bo Droga bardzo nam sie podoba i do
        formacji jako takiej zastrzezen miec nie mozna, ale to, w czym siedzimy trudno
        wspolnota nazwac.
        Zreszta, dziewczyny z dluzszym stazem, doradzcie! Problem jest tego typu.Ale
        zaczne od poczatku.Parafia,w ktorej jest Droga, to parafia dla robotnikow
        latynoskich.Niby sa msze po holendersku, dla Holendrow, ale cale zycie parafii
        to Latynosi.No i Droga sie na gruncie latynoskim tu zaczela.Co prawda
        najstarsza wspolnota jest holenderska, ale narodzila sie nie w Hadze, a w
        Leiden, i potem zostala przeniesiona.Proboszcz jest z rodzaju najemnikow, lata
        zyl w konkubinacie(konkubina zmarla kilka lat temu) i nawet prowadzac kurs
        przedmalzenski sie tym chwali, jakoby mial doswiadczenie "malzenskie", choc
        jest jednoczescie w ekipie katechistow(?????!).Byl tez prezbiterem naszej
        wspolnotki.Coz, Echa nie bylo, natomiast pogadanka tematyczna z proboszczem
        jako prowadzacym.
        Rok temu polaczono nas z rownolegla wspolnota latynoska.Oni mieli cudownego
        prezbitera, po Redemptoris Mater, ale tez Latynosasmile)Bardzo sie z tego
        cieszylam, ze nareszcie ksiadz z prawdziwego zdarzenia.Wkrotce po fuzji
        zrobilismy tez etap.Niestety, problemem okazal sie jezyk.To byla wspolnota
        hiszpanskojezyczna, no i wiekszosc wspolnot w parafii jest
        hiszpanskojezycznych.Katechisci odpowiedzialni za Droge w Holandii nakazali, by
        wszystko odbywalo sie po holendersku, by bracia emigranci uczyli sie jezyka.Tak
        czy siak egzystuja przeciez w spoleczenstwie, ktore na co dzien uzywa tego
        jezyka, czy to w pracy, czy w szkole.Wszyscy ci bracia wiec znaja holenderski
        lepiej czy gorzej.Dla wielu braci z holenderskojezycznej wspolnoty rowniez nie
        jest to jezyk ojczysty.W naszej wspolnocie sprzed fuzji bylo tylko czworo
        Holendrow!A reszta to Francuzi, Wlosi, Arabki, Arubianki,Niemcy, no i jedna
        Polkasmile)Nakaz nakazem, a bracia Latynosi nadal trwaja przy swoim hiszpanskim...
        Niby liturgie i Eucharystie odprawiane sa w jezyku holenderskim , ale dzielenie
        w grupkach, przygotowania, tematy, nawet Echo, konwiwencje, wszystko to jest po
        hiszpansku.Latynosow jest wiekszosc, tworza oni wspolnote we wspolnocie, my z
        mezem czujemy sie wyrzuceni poza nawias, chocby przez nieznajomosc jezyka
        hiszpanskiego. W czasie konwiwencji wlasciwie nie uczestniczymy w dzieleniu, bo
        tlumacze tlumacza tylko czesc,przy stole tez kroluje hiszpanski, wiec siedzimy
        czesto jak na tureckim kazaniu.
        Inna rzecz, to mentalnosc.Ci bracia nie uznaja nad soba autorytetow, nie musza
        sie stosowac do zasad.Mojego meza bardzo to gorszy. Dzieci w czasie liturgii
        zachowuja sie jak stado psow spuszczonych z lancucha, a gdy zwrocic uwage
        rodzicom, to jeszcze oberwiesz ty po glowie.W czasie agapy kradna co lepsze
        kaski, nie umieja sie dzielic, i nikt na to nie zwraca uwagi.Stroj siostr
        podczas liturgii jest tak sexy, ze moj maz czesto musi po prostu wyjsc, by go
        nie kusilo.A najgorzej jest podczas Paschy, wtedy to juz wogole rozebrane
        przychodza...
        Jak budowac relacje, gdy nie nalezysz do "klubu"? Jak sie porozumiec, gdy oni z
        wrogoscia albo lekcewazeniem odnosza sie do zalecen katechistow? Pare razy
        rozmawialismy juz z katechista na ten temat i prosilismy o przeniesienie do
        innej wspolnoty.De facto Holendrzy juz dawno z tej wspolnoty wyciekli,
        zostalismy tylko my. Czy jest mozliwa formacja w takiej atmosferze? W obrebie
        tego samego miasta niemozliwe jest przeniesienie do innej wspolnoty, bo
        wspolnoty istnieja tylko w tej parafii.Nadarza sie okazja, ze moze
        przeprowadzimy sie blizej Harlemu, tam tez sa wspolnoty.Czy tu, czy tam, i tak
        musimy dojezdzac.A jesli sie nie da? Moj maz chodzi do wspolnoty jak pod noz,
        ja sama tez trace motywacje, a oboje po prostu mamy wrazenie, ze tracimy czas.
        W Polsce nie ma tego problemu; spoleczenstwo monokulturowe i monojezyczne.
        A ja z wlasnego doswiadczenia wiem, ze wspolnota moze byc miedzynarodowa, ale
        jest jeden warunek: musi byc jednojezyczna.A jak z Babel zrobic Pentecoste? Bog
        to moze sprawic, ale chyba nie wbrew woli ludzi.A co Wy na to?
      • aska1972 Do mamamonika 13.12.06, 09:01
        Ja też się wcale nie obraziłam, wręcz przeciwnie, uśmiechnęłam. Wiesz, ja też
        kiedyś widziałam to w ten sposób.
        Widzisz, to jest tak, że jak tworzy się wspólnota to tak jak rodzina. Razem
        przeżywamy swoje radości, smutki itp, a to bardzo łączy i być może ktoś z
        zewnątrz może się czuć trochę "z boku". Moja wspólnota jest bardzo młoda
        wiekiem, stażem i niestety liczy niewiele osób i każda "świeża krew" jet witana
        z radością.
        A z tym wściekaniem demona, hehe.... To mnie rozbawiło najbardziej smile
        To zauważyłam z perspektywy czasu, że jak ma być jakieś ważne wydarzenie, które
        ma służyć pogłębieniu naszej relacji z Bogiem to wtedy dzieje się najwięcej, tzn
        albo dzieci chorują, albo samochód się psuje, albo zaczynają się mega kłótnie z
        mężem itp. Mi trochę czasu zajęło żeby zrozumieć, że to faktycznie szatan
        zamiata ogonem, żeby nam te plany pokrzyżować.
        I może faktycznie z zewnątrz wygląda to śmiesznie, ale u nas we wspólnocie
        wystarczy rzucić hasło, że szatan miesza i już wszyscy wiedzą, że ten ktoś ma
        trudności i trzeba się za tę osobę modlić.
        Wiesz, neokatechumenat tworzą ludzie, jak wiadomo ludzie są różni, dlatego różne
        są też wspólnoty. I czasami zadziwiające jest gdzie też ten Pan Bóg nas
        umieścił, ale najważniejsze jest nie to z kim jesteś we wspólnocie tylko Twoja
        relacja z Bogiem, a otoczenie jest po to aby Ci pomagać budować tę "nić
        porozumienia"
        Ja miałam kiedyś taki kryzys, i też chciałam odejść ze wspólnoty, bo mnie
        denerwowali ludzie ich problemy itp ale sobie powiedziałam, że chodzę nie dla
        nich tylko dla siebie, żeby spotkać się z Panem Bogiem, porozmawiać tak w sercu
        z Jezusem. Przestałam na nich zwracać uwagę i bardzo szybko mi przeszła ta
        złość. I przyszedł taki czas, że potrzebowałam pomocy i pierwsi z pomocą byli
        właśnie Ci których najbardziej nie lubiłam. Teraz jestem szczęśliwa, że jestem z
        nimi i widzę, jak przez nich działa Duch Św. jak zmienia moje życie i jak
        zmieniam się ja sama smile
        Życzę Ci powodzenia w odnalezieniu swojej drogi smile
        • mama_kasia Re: Do mamamonika 13.12.06, 10:07
          Podczytuję sobie Wasz wątek smile
          A dzisiaj ucieszyły mnie Twoje słowa. Pozdrawiam smile

          A tak swoją drogą, to byłam na katechezach neo. Potem pojechaliśmy
          z mężem na konwiwencję założycielską. Ale nie zdecydowaliśmy się
          na tę formację. Jesteśmy w innej wspólnocie smile
          www.lew.republika.pl
        • mamamonika Re: Do mamamonika 13.12.06, 17:42
          Dzięki smile Ja tak sobie myślę, że mniej bym siebie widziała w takiej wspólnocie
          formacyjnej jak neo, bardziej w czymś w rodzaju klubu dyskusyjnego, gdzie sobie
          można intelektualnie poużywać wink Ciekawe, czy coś takiego wogóle jest...
          • jol5.po Re: Do mamamonika 13.12.06, 18:00
            >czymś w rodzaju klubu dyskusyjnego, gdzie sobie
            > można intelektualnie poużywać wink

            takie rzeczy to tylko na wychowaniu w wierzewink
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16182
              • andevi spotkanie z Kiko w Amsterdamie 15.12.06, 14:40
                Witajcie dziewczyny!
                Wy sie tu chwalicie kard.Dziwiszem i Lagiewnikami, to i ja sie pochwale.W srode
                bylam na spotkaniu z Kiko w Amsterdamie.Bylo kameralnie, tylko wspolnoty z
                Holandii, a ze tych malutko, wiec mielismy Kiko na wyciagniecie dloni.Tlumaczyl
                go zreszta polski ksiadzsmile)) Najpierw z niemieckiego na holenderski, bo
                odpowiedzialny za Holandie mowi po niemiecku, potem z wloskiego na
                holenderski.Lebscy ci nasi prezbiterzy!
                Kiko nawolywal mlodziez do modlitwy za misje ad gentes.Przedstawil tez dwie
                wspolnoty, ktore zostaly poslane do Holandii.Jedna jest w Amsterdamie, druga w
                Almere, obie zlozone z dwoch rodzin na misji, dwoch generante i ksiedza.W
                Amsterdamie Kiko rozdal 57 rozancow, samym ochotnikom, mlodziezy.Mlodzi przez
                rok maja codziennie modlic sie przed Najswietszym Sakramentem, odmawiajac
                rozaniec.
                No i jak zwykle z ogniem glosil kerygmat.Akumulatory naladowanesmile))
                  • andevi Re: spotkanie z Kiko w Amsterdamie 16.12.06, 21:29
                    Dzis przygotowywalismy Eucharystie.Sami, bo nikt do nas nie przyjechal na
                    przygotowanie, mieszkamy w innym miescie.W ostatniej chwili okazalo sie, ze
                    tesciowa wybywa na urodziny swojej szwagierki, najblizsza sasiadka - ktora
                    moglaby ewentualnie posiedziec z malym- rowniez,na samochod nie mozemy liczyc,
                    by moc malego ze soba zabrac.Wiec maz wzial chleb, ktory upieklam zawczasu i
                    pojechal sam.A mnie na dodatek boli dziaslo - osemka sie wyrzyna...Malec jakis
                    tez marudny, chyba sie przeziebil.Chce mi sie plakac i chyba dobrze, ze jestem
                    sama w domu.
                    Maz dzwonil do katechisty i rozmawial dosc dlugo o tym problemie z jezykiem
                    hiszpanskim.Coz, przynajmniej katechisci wiedza o problemie.A co z nami? Czy
                    nas przeniosa do holenderskojezycznej wspolnoty?Chyba na to sie nie zanosi.
                • elajanik2 Re: spotkanie z Kiko w Amsterdamie 27.12.06, 22:30
                  zazdroszczę naładowanych akumulatorów.moje ledwo zipią.dawno nie byłam na
                  eucharystii, ani na liturgii.dzieci chorują na zmianę, obecnie Pawełek ma ostre
                  zapalenie ucha.najmłodszemu na dodatek wyżynają się zęby.Wkrótce mamy
                  konwiwencje wyjazdową z katechistami(pewnie etapowa).normalnie byłabym bardzo
                  zadowolona, ale teraz nie mam na to zupełnie ochoty.Nerwy mi siadają, nie mam
                  cierpliwości do dzieci, czasem się po prostu DRĘ.Dobrze że Mój Sławek jest w tym
                  wszystkim pomocny, oczywiście na tyle na ile pozwala mu praca, ale doceniam to
                  że naprawdę się bardzo stara i widzę że mnie rozumie.to pomaga.Święta pozwoliły
                  mi trochę odpoczywać, bo postanowiłam że nigdzie w tym roku nie pójdziemy, co
                  zresztą byłoby niemożliwe ze względu na chorobę pawełka.jutro już mamy kolęde,
                  ale nie sądze aby rozmowa z naszym księdzem w czymkolwiek mi pomogła.On ma swój
                  osobisty pogląd na temat neo, pewnie wiecie o czym mówię.Dość użalania się nad
                  sobą.pokój z wami!
                  • andevi Swieta Swieta i po Swietach 28.12.06, 09:04
                    Sluchajcie dziewczyny, przezylam! Pierwsze Swieta, do tego u tesciowej, i do
                    tego po polsku.Stresowalam sie, bo tesciowa sprosila (mi na glowe oczywiscie)
                    wszystkich swoich pociotkow, wiec mialam co robic w kuchni.Dobra organizacja-
                    no i wyrobilam sie przed Wigiliasmile)Nie robilam wszystkich tradycyjnych potraw,
                    i tak by nie zjedli, wybralam to, co i tradycyjne, i dla nich zjadliwe, a wiec
                    byl sledz w buraczkach z majonezem, sledz korzenny, sledz w oleju z cebulka
                    (tego nie ruszyli), barszczyk czysty z tortellini, ktore udawaly uszka, karp
                    smazony z ziemniaczkami i kapusta z grzybami, kompot z suszu i pierniczki.Na
                    mak sie nie porywalam, bo nie znaja, a pszenicy nie dostalam.Po raz pierwszy
                    sama sprawialam karpia.Jak to dobrze, ze w domu rodzinnym robia to zawsze
                    mezczyznismile)Towarzystwo apostazyjne, ale zaryzykowalismy wspolna modlitwe i
                    czytanie Ewangelii.Bylo tez lamanie oplatkiem, ale musialam kilka razy
                    wyjasniac idee tego gestu.Holendrzy potraktowali kolacje wigilijna bardziej
                    jako folklor, egzotyke, no ale nie bojkotowali i do regul sie stosowali,
                    tzn.nie uciekli od stolu przed telewizor po pierwszym daniusmile)
                    Dla naszego malca byly to pierwsze Swieta.Mamy znajoma przyszywana babcie,
                    kobieta jest z Indonezji.Tuz przed Wigilia znalezlismy w skrzynce na poczte
                    prezencik od niej dla Christianka: bluzeczka z choineczka i napisem "Moje
                    pierwsze Swieta".Slodkie! Malec bawil sie na lozku, ja uwijalam sie w kuchni, a
                    pociotki ogladaly bluzeczke.Rozebrali mi malego prawie do rosolu, poulewal wiec
                    sporo(reaguje ulewaniem na zmiany temperatury, gdy mu zimno), mialam wiec
                    jeszcze dodatkowa robote z przebieraniem go miedzy kapusta a karpiem,ale
                    ogolnie bylo fajnie i towarzystwo zadowolone.
                    We wspolnocie tez dawno nie bylam.Przed Swietami my przygotowywalismy
                    Eucharystie.W ostatniej chwili okazalo sie, ze nie mamy z kim zostawic malego,
                    a jechac tez nie mamy z kim, wiec musialam zostac w domu, Ronald pojechal
                    sam.Wracal po 23.00 pociagiem.Tuz przed kosciolem zostal napadniety.Potem na
                    stacji tez grupa marokanskich wyrostkow wrzeszczaca hasla antysemickie.Wrocil
                    wiec zbuntowany, ze jesli nie bedziemy mieli samochodu, to nie bedziemy
                    jezdzic, bo niebezpiecznie.
                    Dzis szczepimy malego.Wczoraj mi troszke goraczkowal, wiec pewnie go nie
                    zaszczepia, ale na bilans i tak musze z nim isc.Przychodnie mamy daleko, zadne
                    autobusy od nas nie jezdza tam, 45 minut na piechote.Jak nie pada, to zaliczam
                    spacersmile No i czekamy na odpowiedz w sprawie wlasnego mieszkania.Tym razem
                    bylismy 4, mieszkanko sliczne, jak w pudeleczku, choc male, dzielnica tez
                    przyzwoita.No zobaczymy, jak nie to, to bedzie inne.
      • zuzanna56 Re: Mamy neokatechumenalne. 13.12.06, 16:01
        Dziewczyny, napiszcie coś więcej o neokatechumanacie.

        Przed ślubem należałam do Ruchu Światło-Życie, tam też poznałam mojego męża.
        Teraz dopiero czuję że brakuje mi takich wspólnotowych spotkań.
        • w_isienka Re: Mamy neokatechumenalne. 17.12.06, 09:32
          Zuzanno, nie wiem czy jest sens pisac wink
          Najlepiej popytaj gdzies u siebie - jezeli mieszkasz w duzym miescie to raczej
          na pewno gdzies trwaja wlasnie katechezy neokatechumenalne. Przyjdz, posluchaj -
          to najlepszy sposob.
          A jak bys chciala czytac w necie - to naczytasz sie tyle niepotrzebnych rzeczy
          i do tego w wiekszosci - niestety bzdur sad

          Droga neokatechumenalna jest czyms zupelnie innym niz ruch swiatlo-zycie (bylam
          kiedys w Oazie - jestem po II stopniu ONZ) - a w neo... jestem od 15 lat.
          Naprawde bezposredni kontakt jest najlepszy.
    • elajanik2 Re: Mamy neokatechumenalne. 08.01.07, 14:16
      piszę do was no bo niby kto to może lepiej zrozumieć i mądrze doradzić. co mam
      zrobić? jedno z naszej piątki dzieci zachorowało na ospę, co za tym idzie za
      jakieś dwa tyg.można się spodziewać kolejnego rzutu ospy.(dwoje jescze nie
      chorowało)A tu zapowiedziano nam konwiwencje etapową, oczywiście wyjazdową? I
      co zrobić? nie mam nikogo kto mógłby zostać z dziećmi, a już chorymi napewno
      nie! Co wy na to? Zabrać chore na ospę ? też odpada! macie jakiś pomysł?
      • andevi Pan sie troszczy! 05.02.07, 14:56
        Ku pokrzepieniu skladam swiadectwosmile)
        Mamy mieszkanie.Mamy prace.Oboje.W tej samej miejscowosci, co mieszkanie, ja
        mam piec sekund na piechote do szkoly.Wszystko rozegralo sie w ciagu dwoch
        tygodni.
        No a teraz szczegoly.Jak tylko przyjechalam do Holandii, porozsylalam CV do
        szkol muzycznych w regionie.W Polsce cale 10 lat po dyplomie nie moglam znalezc
        pracy w zawodzie, przekwalifikowywalam sie wiec, ratowalam sie korepetycjami.Tu
        tez, pierwsza praca na czarno, opieka nad dzieckiem, potem sprzatanie, potem
        lekcje prywatne, gdy juz troche jezyk podszlifowalam.I nagle telefon ze szkoly,
        ze jest praca dla nauczyciela skrzypiec! Po trzech latach...Zaraz tego samego
        tygodnia zaczelam lekcje! W miedzyczasie, po trzech latach oczekiwania na
        mieszkanie, doczekalismy sie wreszcie.No i przyznano nam ladne mieszkanko, w
        tej samej miejscowosci co oferta pracy, do szkoly mam o rzut kamieniem przez
        ulice! Mezus stracil w miedzyczasie swoja dotychczasowa prace, wiec to go
        zmobilizowalo do szukania nowej.No i tez bardzo szybko ja znalazl, nawet pieciu
        minut nie byl na bezrobociu.Okres wypowiedzenia pokryl mu sie z okresem
        szukania nowej pracy.Pracuje w tej samej firmie, ale ma inna funkcje, juz nie
        praca zmianowa, regularne godziny, wiec i zycie rodzinne mozna bardziej
        regularnie ustawicsmile Mieszkanie dostalismy akurat w okresie ferii zimowych,
        wiec moj brat moze do nas przyjechac i pomoc w remoncie.No po prostu super!
        Pogoda tez wiosenna, sciany beda szybko schly.No i samo mieszkanko takie, jakie
        chcielismy i o jakie prosilismy w modlitwie: bezpieczne, cichutkie, nie za duze
        nie za male, z ciepla lazienka.Mamy tez wielki taras, a ze kocham kwiaty, to
        juz go sobie obsadzesmile) Sama miejscowosc tez piekna, spokojna, omodlona, duzo
        chrzescijan.Blisko wszedzie, i do kosciola, i do sklepow, i do przychodni,
        dojazd do wiekszych miast tez bardzo dobry.
        A jesli chodzi o wspolnote, mamy troche dalej, ale prezbiterowi, ktory nas i
        tak wozi, bardziej po drodze. Urzadzamy chrzciny na Pasche, zaprosilismy braci
        z Polski na chrzestnych, przyjada cala rodzina z 7 dzieci.Ale bedzie swiadectwo
        dla poganskiej rodzinki meza! No i bedzie to nasza pierwsza uroczystosc na
        nowym mieszkaniu.
          • aleksandra19811 Drogie mamy. Proszę o radę i wsparcie 06.02.07, 20:21
            Witam.
            Mam nadzieje,że wybaczycie mi,że tu piszę ( mam jedno dziecko), ale nikt gdzie
            indziej mnie tak dobrze nie zrozumie. więc prosze o wyrozumiałość.
            Jestem z mężem w Neonach 4 rok. Mamy córeczkę ma 4 m-ce. Chcielibysmy jak to
            bywa w zwyczaju ochrzcic na Pasche. No, ale powstał dosyć przyziemny problem.
            Rodzina. Pascha trwa wiadomo ile. Rodzice męża są ok 70, babcie jeszcze starsze
            i 2 prababcie i juz wiemy ,że bedzie im ciężko wytrzymać.Moji rodzice tez
            raczej nie wytrzymają.Tak twierdzą.(choc może byc inaczej, ale tego nie można
            wiedzieć) Rozpetała się dyskusja dosyć burzliwa. Dodatkowo nasi katechiści
            powiedzieli,że powinna byc tylko najbliższa rodziny, czyli rodzice, siostra. A
            ja mam bardzo duuuuużą wdzięczność wobec mojej kuzynki i jej męża , którzy nam
            bardzo pomagali jak byłam w ciąży i teraz też. Prawie nic nie musielismy
            kupować dla malutkiej i też ciągle służą pomocą i radą. Nie wyobrażam sobie nie
            zaprosic ich i innych. My chcielibysmy ochrzcic we wspólnocie.Jest prośba ze
            strony rodziny,żeby ochrzcic w kościele. Czy mialyście taką sytuacje ? Jak z
            niej wybrnąć tak,żeby owca cała i wilk syty. Myślimy,żeby na pentacoste
            ochrzcić z tego powodu, ale córka bedzie miała prawie 8 m-cy i nie wiem,czy nie
            bedzie za duża.Mąż jest prawie zdecydowany wypiąć się na rodzine i zrobic jak
            chcemy. W końcu chodzi tu o chrzest i on jest najważniejszy. Ja nie jestem
            zdecydowana, bo potem odchorowuje wszelkie spory rodzinne. Co radzicie ?. Mozna
            by zaprosic tych co chcemy i wrazie czego powiedzieć,że to najbliższa rodzina (
            i tak by było po części), ale to bedzie klamstwo.
            Czy możecie cos poradzic.
            Dziekuje
            Pozdrawiam
            • andevi re: aleksandra 06.02.07, 23:51
              Wiesz, my tez mamy zamiar ochrzcic naszego maluszka na Pasche, i tez jest to
              nasz pierworodny i jedyny poki cosmile).Bedzie juz duzy, bo teraz wlasnie skonczyl
              juz pol roczku, ale nikt nie pyta o wiek dziecka, wazne, ze bedzie sakrament, i
              ze we wspolnocie.Slub tez bralismy we wspolnocie, bracia organizowali nam
              wesele jako prezent slubny od wspolnoty, nie zamierzalismy robic przyjecia, bo
              rok wczesniej zmarl ojciec meza, no ale skoro bracia zrobili, to bylo i bylo
              fajnie.Nie zapraszalismy gosci, z Polski z mojej strony byla mama i chrzestna z
              mezem i najmlodszym synem oraz moj chrzesniak.Chlopcy niesli mi welonsmileRodzine
              meza zaprosila nam nie pytajac o zdanie tesciowa.Swoja droga ludzie sa
              niewierzacy w wiekszosci, wiec kwasu tylko narobili.Powiedzialam, ze nie
              zaprosze juz nigdy na uroczystosci koscielne, bo robia sobie folklor z
              sakramentu i jeszcze oplotkuja.Nie wiem, czy ktos z mojej rodziny przyjedzie na
              chrzest Christiana, moze mama.Na chrzestnych prosilismy braci ze wspolnoty w
              Polsce, rodzine na misji, bo wiemy, ze ci maja wiare, a w rodzinie takich osob
              nie mamy, ani z mojej strony, ani z meza.Moze jestem w lepszej sytuacji niz Wy,
              bo moi kuzynostwo siedza prawie 2000 kilometrow ode mnie,wiec na kilka dni do
              Holandii- gdy i podroz i hotel trzeba sobie oplacic- nie przyjada, a rodzina
              meza, choc mieszka w tym samym miescie, kontaktow nie utrzymuje i jesli nie ma
              wyzerki to tez nie przyjdzie.Wiec mamy skrupuly z glowy.
              Wiesz, powiedz rodzinie, ze jesli male dzieci wytrzymuja cala noc, to dlaczego
              inni mieliby nie wytrzymac? A gdyby chodzilo o calonocna zabawe i chlanstwo, to
              by wytrzymali?Ile wesel ma juz babunia za soba, i co, zemdlala z przemeczenia
              kiedzy rosolem a pieczystym? A jesli robia problemy, to posluchaj katechistow i
              rzeczywiscie zaproscie tylko najblizszych.Taka moja rada.A obiad dla rodziny z
              okazji chrztu czy bez okazji zawsze mozecie zrobic.
            • elajanik2 Re: Drogie mamy. Proszę o radę i wsparcie 10.02.07, 22:37
              witam cię, mam na imie Ela, pięcioro dzieci, pięć lat na drodze.doskonale wiem co przeżywacie z mężem i na pociechę (pewnie marną) powiem,że wasz problem pt."chrzcić na Paschę czy nie? narazić się rodzinie czy lepiej nie?" to dość powszechna sprawa we wspólnotach,mówię to również z własnego doświadczenia.Kiedy urodziła się nasza wyczekiwana córka, jako czwarte dziecko, miotaliśmy się na początku jak i kiedy ją chrzcić?Rodzina nas zakrzyczała, "że nie przyjdą, że to za długo trwa, że schorowani, że nawet znudzeni", ogólnie stwierdzono że nam odbiło, żeby biedne dziecko ciągać gdzieś po nocy, rozbierać do naga, zamiast ochrzcić, jak "normalni" chrześcijanie.Nie ukrywam że miałam mocne wątpliwości, ostatecznie zwyciężył spokój i zdecydowanie mojego męża.Stwierdził,że to nasze dziecko, nasze życie, nasza wspólnota i tak naprawdę to najmniej ważne jest to co inni sobie pomyślą.Tak też się stało, ochrzciliśmy Oleńkę podczas Paschy, przyszli ci którzy chcieli tak naprawdę być z nami w to wielkie dla nas święto,i wiem że to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć.Co więcej rodzina była zachwycona samą formą czuwania i samego chrztu i bardzo mocno to z nami przeżywali.Jedyna moja rada to pamiętajcie że to wasze dziecko, że to wy jesteście rodzicami i nie dajcie się przekonywać, że lepiej dla rodziny czy dziecka będzie jak zrobicie chrzest "normalnie".Myślę że ostatecznie żal by wam było, że ulegliście presji i nie ochrzciliście dziecka we wspólnocie.
            • barbegazi Re: Drogie mamy. Proszę o radę i wsparcie 10.02.07, 23:27
              witaj. My naszego syna też chrzciliśmy na pasche we wspólnocie. Doskonale cię
              rozumiem bo ja też zawsze "odchorowuję" jakieś rodzinne spory.
              Też mieliśmy obawy - cała noc,oni nieprzyzwyczajeni itp...Był jeszcze
              pradziadek po 70-tce. Ale ogólnie zdecydowaliśmy się na ten chrzest i było
              wspaniale. Rodzice mocno przeżyli tą uroczystą paschęsmile))Choć na początku coś
              pobąkiwali że w nocy i późno,i długo będzie trwało...
              Ale w takiej sytuacju myślę że należy się kierowć też miłością. Nasze trzecie
              dziecko ochciliśmy w Niedzielę Chrztu Pańskiego tego roku 7.stycznia.
              Chcieliśmy żeby była cała najbliższa nam rodzina i też było wspaniale a paschę
              i tak przeżyjemy, a że bez chrztu...to nie robi różnicy. Jeśli zdecydujecie się
              na chrzest w uroczystośc żesłania Duchą Świętego - też bedzie ok a wiekiem
              dziecka się nie przejmujcie.Sakrament to sakrament.
              Pamiętajcie o miłośćismile)) A według mnie kuzynka i jej mąż to bardzo bliska
              rodzinawink
              pozdrowionka!
              • matna_b Re: Drogie mamy. Proszę o radę i wsparcie 23.03.07, 15:06
                witaj
                Dwoje moich dzieci było chrzczonych na Paschę, teraz będzie chrzczone trzecie. U
                mnie przy trzecim pojawiły się wątpliwości innej natury. chodzi o zanurzanie
                twarzy dziecka. Wcześniej byłam pewna, że to jest zupełnie bezpieczne, ale w
                międzyczasie słyszałam, że w pobliskiej parafii dziecko się zakrztusiło i
                wzywano karetkę, na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Znajomy lekarz też
                mówił mi, ze jest ryzyko zakrztuszenia, bo wystarczy nieumiejętnie zanurzyć, lub
                dziecko obróci główkę. Z tą wiedzą siedziałabym zapewne całą Paschę i
                zastanawiała się: zakrztusi się, czy się nie zakrztusi? Porozmawiałam z
                prezbiterem , powiedział, ze nie ma problemu, może nie zanurzać twarzy. zanurzy
                go plecami i tyłem głowy. A co do rodziny, nasi już się przyzwyczaili, mam dwie
                siostry w ciąży, jedna pewnie nie przyjdzie, babcia też nie, nie usiedziałaby
                całą noc. Ale nikt nie ma do nas otwarcie pretensji. Natomiast uważam, że
                powinnaś zaprosić tych, których uważasz za stosowne, u nas nigdy nie było
                żadnych ograniczeń co do gości, oczywiście nikt nie przyprowadza 30 osób, ale
                jest zwykle ok. kilkunastu. Jeśli wspólnota chce mieć chrzest, to w końcu piękny
                znak, nie powinna ingerować w listę Waszych gości
                pozdrawiam
                Martyna
    • gocharynka Re: Mamy neokatechumenalne. 19.04.07, 21:25
      Witajcie!
      Jestem we wspólnocie od 2000r - teraz mamy od roku otwarte II Skrutinium.
      Moja rodzinka to: mąż Tomek i dzieciaki: Agnieszka(24), Kasia(22), Łukasz(18),
      Kacper(17), Szymon(12), Oleńka(8), Julia(4) i troje w niebie.
      Pozdrawiam wszystkie neomamy!

      • andevi Chrzest na Pasche 20.04.07, 23:58
        No i jestesmy juz po. W ostatniej chwili chrzesni zadzwonili, ze nie beda mogli
        przyjechac, bo ich troje najmlodszych zlapalo ospe.No coz, zdrowie maluchow
        najwazniejsze.Dzwonie do prezbitera, co robic w tej sytuacji, bo chrzcic-
        chcemy ochrzcic, i tak dlugo czekalismy, malec ma juz 8 miesiecy.No wiec
        wyszukalismy taka mozliwosc, by delegowac chrzestnych z naszej wspolnoty.Tak
        wiec ci chrzestni, ktorych prosilismy, w ksiegach stoja, choc obecni na
        ceremonii nie byli, a w czasie chrztu delegatami byli prezbiter i siostra ze
        wspolnoty.Z Polski przyjechala tylko moja mama, ktora pomaga mi teraz przy
        malym, gdy ja pracuje, a nianka dopiero zalatwia formalnsci prawne, by nasza
        nianka byc legalnie.Z rodziny meza nie zapraszalismy nikogo, pokazalo sie
        ciekawskim video.Swoja droga, wlasnie przeprowadzilismy sie do nowego
        mieszkania,wszystko jeszcze w proszku bylo na Pasche, powoli rozpakowujemy sie
        po przeprowadzce.Cioteczki niecierpliwe wpraszaja sie na oplotkowanie, no wiec
        w te niedziele mam " zlot czarownic" u siebie(brrrrr).No coz, raz na 20 lat i
        to trzeba przezycsmile
    • andevi dzieci we wspolnotach 11.07.07, 15:36
      Witajcie wszystkie mamuski i tatuskowie neo!
      Jak to jest w Waszych wspolnotach z obecnoscia dzieci na liturgii?
      Jestem swiezo nabuzowana, bo nasz 11-miesieczny synek zostal oficjalnie
      wyproszony z mozliwosci chodzenia z nami do wspolnoty! Mamy mu na czas liturgii
      znalezc nianie, zeby "braciom nie przeszkadzal sluchac Slowa". Katechisci tez
      poinformowali, ze dzieci maja prawo przychodzic dopiero wtedy, gdy nie
      przeszkadzaja.No to czyli kiedy? Gdy wyrosna z etapu chichotow za plecami cioc,
      MP3 i rozneglizowanych pepkow? Bo mnie akurat na przyklad to wkurza i
      baaaaardzo przeszkadza w sluchaniu Slowa, a nie raczkujace maluszki.
      Jestesmy na emigracji.Wspolnota jest holenderskojezyczna.Nasz synek jest
      dwujezyczny.Glowny odpowiedzialny zaproponowal nam nianie: kobieta przypadkowa
      (bynajmniej nie z Drogi!), dziecka nie zna, ani my jej, mowi tylko po
      hiszpansku.Do tego bierze duzo, no ale to juz nie nasz problem, bo bracia
      zbieraja kolekte na nianke.Nie mamy mozliwosci zostawiania malego w domu, bo
      rodziny tu nie mamy,a i z braci nikt sie nie kwapi, by do nas 50 km przyjechac
      do opieki nad malcem. Chyba,ze jezdzilibysmy na zmiany do wspolnoty.I chyba w
      koncu tak bedziemy robicsad(
      A jak to jest rozwiazane u Was?
      • mac62 Re: dzieci we wspolnotach 11.07.07, 19:54
        mój urlop od wspólnotowych spotkań jest realizowany m.in. z tego powodu , który
        poruszyłaś- dla mnie wspólnota ma sens, kiedy uczestniczymy w eucharystii całą
        rodziną , a we wspólnocie, która liczy 10 osób dorosłych , moja
        niezdyscyplinowana i raczej głośna 4 - to porażka;

        pamiętam czasy , kiedy wspólnota liczyła 20 osób, wielu dorosłym przeszkadzały
        moje dzieci(wtedy tylko 2 maluszków)-nie zrażały mnie ich uwagi , a kiedy ktoś
        miał pretensje, to z rozbrajającą miną prosiłam o pomoc na następnej euch.
        (moje dzieci były jedynymi dziećmi we wspólnocie);
        czarę goryczy i niesprawiedliwości przepełniła dopiero reakcja proboszcza
        parafii , który po jednej z euch. stwierdził oburzony: "takie dzieci to się
        trzyma w domu, w zamknięciu "(a dzieciaki naprawdę były wtedy wyjątkowo
        grzeczne)- uffff , ale się wywnętrzyłam
      • witbor Re: dzieci we wspolnotach 20.07.07, 09:16
        My póki co mamy dwie córki, trzecie w drodze, ale zabieramy je na liturgie, nie
        mówiąc o Eucharystiach - ale u nas we wspólnotach jest bardzo dużo dzieci i
        normalne jest, że się przychodzi z Maluchami - wszyscy są przyzwyczajeni.
        Ostatnio tylko ustalono taką zasadę, że jeśli wspólnota ma jakieś swoje ważne
        święta, typu Liturgie czy Eucharystie wieńczące etapy, to lepiej załatwić sobie
        opiekunkę. Chociaż, jeśli się karmi piersią, to można zabierać dziecko ze sobą
        bez przeszkód. A jeśli komuś dzieci przeszkadzają, to zazwyczaj mówi to na
        konwiwencjach, gdy moment na sądy...smile
    • aa17 Re: Mamy neokatechumenalne. 21.07.07, 11:30
      dopiero dzisiaj znalazłam to forum bo od niedawna ponownie mam internet.
      Jesteśmy świeżo we wspólnocie w KAtowicach bo od marca 2007. Mamy trójkę dzieici
      Jeśli chodzi o udział dzieic w Eucharysti to u nas nie ma z tym probvlemu. W
      naszej wspólnoicie w sumie jest ich 15 tak że na Eucharysti czasem mamy problem
      by się zmieści. Pozdrawiam
      • andevi Re: udzial dzieci w Liturgii 02.08.07, 12:15
        No wlasnie, i to wydaje mi sie calkiem normalne, ze dzieci sa, ze przychodzi
        sie cala rodzina.Moj maly ma juz co prawda rok, ale nadal jest na piersi, poza
        tym jest to czas jego usypiania, a on bez cysia nie zasnie, wiec zostawianie go
        w domu z obca osoba odpada, bo sie dziecko na smierc zaplacze.Dojezdzamy daleko
        do wspolnoty, nie ma nas 4-5 godzin, jesli jedziemy samochodem.Pociagiem,
        autobusem i tramwajem naturalnie jest to znacznie dluzsza podroz.
        Organizowanie opieki za sciana jest chyba najlepszym wyjsciem dla tych, ktorym
        obecnosc dziecka na liturgii przeszkadza. W razie czego ja moge do dziecka
        wyjsc i go nakarmic.No, ale nasz synek jest jedynym dzieckiem we wspolnocie,
        ktore mialo czelnosc pojawic sie z rodzicami na liturgii, pozostale maluchy
        siedza albo z ciociami, albo z jednym z rodzicow w domu.Przykre.Katechisci, gdy
        ostatnio u nas byli, wypowiedzieli sie na ten temat.No i dzieci moga
        przychodzic dopiero wtedy, gdy nie przeszkadzaja.No coz zrobic.Chyba wracac do
        Polskismile))
      • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 04.06.08, 23:50
        Blisko po roku odwiedzam znow to forum.Szkoda, ze milczycie,
        dziewczyny kochane, a moze sie przenioslyscie gdzies indziej?
        My juz na Drodze nie jestesmy.Zrezygnowalismy ostatecznie po
        konwiwencji na rozpoczecie roku ewangelizacji.Ciezko zyc we
        wspolnocie, gdzie jestes outsiderem i nie mozesz sie porozumiec z
        bracmi ze wzgledu na bariere jezykowo-kulturowa.Druga sprawa to
        dojazdy i organizacja opieki nad dzieckiem.
        Tak sobie mysle, ze rodziny wielodzietne to chyba tylko moga istniec
        tam, gdzie jest zaplecze w postaci wspolnoty.U nas tego zaplecza nie
        bylo.W listopadzie zeszlego roku mielismy bardzo ciezki krzyz do
        uniesienia, wspolnota odwrocila sie od nas, a nawet prezbiter
        stwierdzil, ze kto wie, moze oskarzenia sa podstawne...Szwagierka i
        tesciowa oskarzyly nas o stosowanie przemocy wobec dziecka i
        wystosowaly donos do odpowiedniej instytucji. Cztery miesiace
        zylismy w poczuciu zagrozenia, ze nam odbiora dziecko, choc
        dokladnie nic na nas nie mieli! Szwagierka zostala podpuszczona
        przez moja tesciowa, bo moj maz zaczal sie od niej odpepawiac, a
        mamuska nie puszczala, znacie klimaty. No wiec zemsta nietoperza na
        zasadzie "jak ty mi dziecko odbierasz, to ja ci twoje tez
        odbiore".Sfabrykowaly wyssane z palca zarzuty, np ze ja jestem
        psychiczna i w Polsce sie lecze, biore prochy, ze dziecko spi w
        kojcu, ze nie reaguje sie na jego placz, ze ma plaska glowke,ze my
        sie ciagle awanturujemy w jego obecnosci itp..
        Zostalismy w tej sytuacji sami. Pomogli nam bracia z Polski, przede
        wszystkim modlitwa, i moja przyjaciolka, protestantka swoja
        droga.Ona robila za naszego adwokata.
        Sprawa zakonczyla sie tak nagle, jak sie rozpoczela.Po prostu
        sledztwo zakonczone, stwierdzono bezpodstawnosc zarzutow.Ale w
        trakcie bylo ostro.Zanosilo sie na to, ze mi meza do psychiatryka
        wysla, bo byly jeszcze takie oskarzenia, ze on jest pedofilem...No,
        Zly nie przebieral w srodkach, by nas pograzyc. Owocem tej sprawy
        jest to, ze moj maz juz calkowicie sie odpepowil, do mamuski nie
        lata z kazdym pryszczem i nie spowiada sie z naszego zycia.Kontakty
        tez ograniczyl. I odbylo sie bez drugiego skrutinium, choc moze
        glebiej nas owa sprawa przeorala niz katechisci...
        A w tej chwili jestesmy na etapie poszukiwan wspolnoty, gdzie
        moglibysmy chodzic z malcem i nie dojezdzac tak daleko.
      • magdan879 Re: Mamy neokatechumenalne. 24.06.08, 15:50
        jadę na wakacje do pracy w holandi. jestem na drodze jakieś 4 lata po I skrut.
        chciałabym przez te wakacje w holandi mieć kontakt ze wspólnotą. będę na północy
        w okolicy Leeuwarden. może znacie, albo macie kontakt z e wspólnotą z tamąd.
        proszę o kontakt. jetem studentką z pozania smile
        • andevi re:magdan879 24.06.08, 23:38
          Ja mieszkam w Holandii, bylam jakis czas na Drodze w Hadze.Sa
          wspolnoty w parafii sw.Agnieszki na Beeklaan.Napisz do mnie na priv
          to dam Ci telefon do katechistow.Mowia po francusku i hiszpansku, no
          i holenderskusmile Wspolnoty sa glownie hiszpanskojezyczne. Nie wiem,
          czy w Leeuwaarden sa wspolnoty, wiem o Amsterdamie.W Haarlem nie ma,
          przeniosly sie wlasnie do Amsterdamu, sa w Rotterdamie.No ale
          katechisci wiecej wiedza i pokieruja.
      • cas_sie Re: Mamy neokatechumenalne. 03.04.09, 15:38
        Przeczytałam ten wątek cały ( mimo ze większosć to archiwum) byłam w
        neo przez kilka lat przed ślubem. Potem odeszłam bo nie chciałam
        żebym ja była na drodze a maz nie. Myślę że był to dobry wybór.
        Teraz mam 2 fajnych dzieciaków. W kazda pasche chodzimy do
        mojej "starej" wspólnoty i zawsze jestesmy szczerze z radoscią
        przyjęci ( w tym roku tez pójdziemy, to już za tydzień!). Zatanawiam
        sie czy nie wrócic teraz z rodziną . Jeśli ktoś tu jeszcze zagląda
        to pozdrawiam smile
    • anita7904 Re: Mamy neokatechumenalne. 29.06.08, 21:13
      Szukam wspólnot neokatechumenalnych w Szwecji((Ystad, Malmo)Jestem na Drodze
      razem z moim Narzeczonym dokładnie to raczkujemy jeszcze na niej w porównaniu z
      Wami. Mój narzeczony teraz wyjeżdża na dłuższy czas do Szwecji i nie chciałabym
      żeby tyle czasu był bez kontaktu z Eucharystią . Będę wdzięczna za jakieś
      namiary. Pokój z Wami

    • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 05.04.09, 22:53
      No to ja napisze jubileuszowy setny postsmile
      A mam w tym tez swoj interes. Otoz kochane neomamy, szukam niani, a
      kto jak nie mamy ma w tym najwieksze doswiadczenie i moze kogos
      polecic.
      Chodzi mi o kogos, kto bylby w stanie na rok albo i wiecej wyjechac
      z kraju w polowie pazdziernika i pomoc mi przy dwojce
      maluszkow.Starszak bedzie mial 3 latka, no i noworodek.Macierzyski w
      Holandii trwa 16 tygodni, lacznie z 4 tygodniami przed porodem, wiec
      jesli prace bede miala, wracam do niej w okolicach Swiat. Dobrze,
      zeby byl to ktos, kto zna angielski, jeszcze lepiej
      holenderski.Chodzi o mozliwosc porozumienia sie z agencja, przez
      ktora bysmy nianie zatrudnili. No i wazne, by mial doswiadczenie w
      opiece nad dziecmi, mile widziane wyksztalcenie pedagogiczne, ale
      niekonieczne.Dziewczyny z rodzin wielodzietnych, jeszcze neonskich,
      wiedza, jak sie zabrac do rzeczysmile
      Najchetniej bysmy wzieli nianie na dochodzenie, ze wzgledu na
      zachowanie prywatnosci, no i potrzebe odpoczynku od siebie nawzajem,
      jasnosci co do godzin pracy. Sama pracowalam jako au pair i wiem, ze
      mieszkanie z rodzina = praca na okraglo, zero czasu dla siebie.Tego
      chcialabym uniknac. Mieszkamy w okolicach Leiden.
      Chetne dziewczyny prosze o kontakt na mejla.
      • agusia99 Re: Mamy neokatechumenalne. 19.06.09, 01:38
        Andevi!
        Przeczytalam wątek. Jesteś niesamowita! I Pan Bóg też, oczywiście. Mieć tyle
        klopotów i taką wiarę.... O opiekunce popytam we wspólnocie, może ktoś się
        zdarzy. Ale może lepiej z Lublina ktoś, bo w tamtych rejonach jest więcej
        bezrobotnych. Przepraszam, ale taka prawda. Czy opiekunka musi znać angielski?
        Łatwiej byłoby znaleźć kogoś, kto mówi po polsku... smile Jak jest z pełnoletnością
        opiekunki?

        Jestem z Warszawy (pochodzę z okolic Lublina - jeśli jeszcze pamiętasz, gdzie to
        jest smile ). We wspólnocie jestem 16 lat (chociaż mój mąż dłużej, bo ja wchodziłam
        jeszcze u siebie na drogę, a poznaliśmy się tu, w Wawie)- jesteśmy po wyznaniu
        wiary (redditio). Czekamy na następny etap: Ojcze nasz. Mamy 8,5 letni staż
        małżeński i 4 dzieci: Mateuszka (7), Jasia (4), Marka (2) i Olę (4 mies.).
        Wyjściowa rodzina męża jest na drodze. Tym mi łatwiej. Ale moja nie i od pewnego
        czasu mam problemy z dogadywaniem się z moją mamą, bo widzę jak między nami
        coraz więcej różnic. Ale może muszę ją bardziej akceptować? Choć przychodzi mi
        to z ogromnym trudem i zmaganiem.
        Andevi - nie masz czasem ochoty wrócić do wspólnoty, albo przenieść się gdzieś
        indziej, chociaż dalej? Jak relacje z mężem? Jak teściowa zareagowała na nowe
        dzieciątko? Syn, córka?
        Pozdrawiam,
        Aga
        • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 19.06.09, 14:03
          Witaj Aga, pozdrowienia dla wszystkich, ktorzy tu zagladajasmile
          Moje ogloszenie juz nieaktualne. Poki co mamy jednego syna, i
          marzenia o wielodzietnosci pewnie spelzna na niczym. Znacie to
          pewnie, jak bardzo boli pragnienie posiadania dzieci, jak sie te
          dzieci traci.
          Nasza corcia umarla w 14 tygodniu ciazy.Wyrwali, wyssali ja ze mnie
          w 16 tygodniu. Trafilismy na ludzkich ludzi, zarowno lekarza
          operujacego, jak i kustosza cmentarza katolickiego.Dostalismy ze
          szpitala czesc szczatkow malenstwa(reszta pobrana do badan
          genetycznych), pochowalismy godnie, jest grobek, jest gdzie pojsc
          sie wyplakac.Co prawda prawo nie uznalo jeszcze dziecka za dziecko,
          i zapisac w urzedzie nie mozemy, ale imie nadalismy, w dokumentach
          koscielnych stoi.
          To juz ponad dwa miesiace temu.Nadal jestem na zwolnieniu lekarskim,
          dochodze do siebie bardzo powoli, robie terapie.Zle sypiam, zazeram,
          bywam agresywna. Drazni mnie widok matek w ciazy, malutkich dzieci,
          wozkow itp..Dzis bylabym juz w 6 miesiacu...
          Nie wiemy, co bylo przyczyna smierci naszej Ariel. Moze sie okazac,
          ze jestesmy nosicielami jakiejs choroby przekazywanej droga
          genetyczna, i ryzyko splodzenia dziecka chorego jest bardzo duze.
          Mowi sie, ze w takich przypadkach pozostaje jeszcze adopcja. Coz,
          orientowalam sie, i w naszym przypadku taka opcja nie istnieje,
          chyba ze wygramy milion w totolotkasad Koszty sa kosmiczne, powyzej
          20 tysiecy euro, kogo stac?????
          W Holandii system jest inny, nie ma domow dziecka, dzieci z rodzin
          zagrozonych trafiaja czasowo do rodzin zastepczych, adopcji
          podlegaja tylko pasierby.Popularna forma sa adopcje zagraniczne, ale
          tu tez przepisy sa nieprzychylne.Gorna granica wieku to 42 lata w
          momencie adoptowania dziecka, czeka sie i do 7 lat!Poza tym do
          adopcji zagranicznej trafiaja dzieci, ktore w kraju nie maja szans
          na adopcje, chore czy starsze. Ja juz dobiegam 40, a i pewnie nasze
          dochody i standard mieszkaniowy sa zbyt niskie...
          Mam nadzieje, ze diagnoza lekarska bedzie pozytywna, ze mamy szanse
          na co najmniej jeszcze jedno zdrowe dziecko.

          Moja tesciowa sie nawraca.Zaczela w zimie chodzic na kurs dla
          niewierzacych, cos jak katechezy, no a teraz przygotowuje sie do
          przyjecia sakramentow. Proboszcz, ktory ja prowadzi, a ktory jest
          jednoczesnie naszym spowiednikiem mowi, ze bardzo pod gorke ma z
          nasza tesciowa, ze nie jest przekonany o jej motywacji, bo kobita o
          wszystkim by plotkowala, tylko nie dzielila sie swoim zyciem... No
          coz, ale lepiej, ze szuka towarzystwa w kosciele, niz gdyby miala
          latac po wrozkach i innych czary-mary!
          Co do wspolnoty, to tu w regionie nie mamy takiej mozliwosci.Musi
          nam wystarczyc to, co jest: Eucharystia raz w tygodniu, kierownik
          duchowy, wspolna modlitwa w domu. Myslimy o przeprowadzce w inna
          czesc Holandii, kupnie domu.Ale to plany bardzo daleko wysuniete w
          przyszlosc!
          Wlansie stracilam prace.Szef mnie zwolnil, bo pozostawalam dlugo na
          zwolnieniu. Jest tam jeszcze wiele innych szwindli, ktore pod
          sedziego podpadaja, no i przygotowujemy sie do rozprawy. Poki co
          biore jeszcze rente chorobowa, ale w przyszlym tygodniu mi sie
          skonczy, dorabiam na czarno sprzataniem.Jak tylko wygramy sprawe,
          zabieram sie za budowanie swojej strony internetowej i lowienie
          uczniow do prywatnej szkolki muzycznej. Maz robilby mi
          administracje, no i jakos ciagnac bedziemy.
          • capribb Re: Mamy neokatechumenalne. 19.06.09, 14:25
            Zajrzalam tu do Was dziewczyny i pozdrawiam.
            Ja co prawda teraz nie noe ale kilka lat bylan na drodze (do slubu)
            ale oczywiscie katoliczka i w Kosciele.

            Andevi- bardzo mocno Ci wspolczuje. Znalazlam wsparcie na forum
            promyczek (na gazecie). Ja juz ma czterdzieche ale nie trace
            nadziei. Gdybym planowala moje zycie to pewnie bylabym inna i
            pewnie wielodzietna. No ale Bog wie lepiej i inna droga mnie
            prowadzi.
          • agusia99 Re: Mamy neokatechumenalne. 01.07.09, 01:53
            Andevi,
            Dzięki, że napisałaś, bo ja już rozesłałam wici... smile .
            Ale to nic, odwołam.
            A co do Twojego doświadczenia - wydaje mi się, że przez te doswiadczenia Pan Bóg
            dobija sie do Ciebie (i Twojego meza). Bo tylko przez cierpienie mozna poznac
            czlowieka. Niestety, boli ale jest prawdziwe.
            Ja tez przeszlam smierc dziecka w moim lonie. To bylo pierwsze nasze dzieciatko.
            Bog dajac takie doswiadczenie nie zostawil nas (mnie i meza) samych. Dal nam
            wiele pokoju na to doswiadczenie. Nie ustawalismy w modlitwie. Bardzo pomagal
            nam werset z Biblii, ze chetnie bierzemy dobro od Pana Boga, a dlaczego zla
            wziac nie chcemy? Bog dal, Bog wzial. Niech Imie Boze bedzie uwielbione. (To tak
            z pamieci - werset z ksiegi Hioba, z pewnoscia znasz go dokladniej).
            Po jakims czasie Pan Bog pokazal mi dlaczego dal mi takie doswiadczenie - zeby
            upokorzyc moja pyche. I pewnie tylko takie doswiadczenie bylo mi potrzebne,
            zebym zeszla troche na ziemie. Dzisiaj wiem, ze bylo ono dobre, mimo ze bolesne
            i trudno wtedy bylo go przyjac. Bog jest wielki i milosierny i wie co robi.
            Dzisiaj blogoslawie Go za to wydarzenie, choc po ludzku jest to niezrozumiale.
            Jezeli da Ci jeszcze dzieci - to dobrze, a jak nie, probuj to tez przyjac za
            dobro. Bo tak naprawde nic innego zrobic nie mozesz. Niczym nie uda Ci sie
            wypelnic tej pustki, ktora pozostala. Mozesz tylko modlic sie i prosic Boga o
            pokoj w tej sytuacji (ja tak robilam). Ojcowie Kosciola mowia, ze dusza ludzka
            jest jak otchlan i tylko Duch Swiety moze ja wypelnic. Goraco Ci tego zycze!
            Mysl ta daje mi wiele pokoju i nadziei.
            Przyszla mi teraz mysl, ze mozesz odebrac to, co napisalam za moralizatorstwo.
            Ale tak nie jest - chcialam Ci jakos pomoc swoim doswiadczeniem, ze Bog wie o
            Tobie i Twoich sprawach wszystko i daje to, co potrzeba do nawrocenia, zebys
            byla gleboko szczesliwa.
            Moze wrocilabys na droge? - chociaz to karkolomne wyzwanie (we mnie budzilo
            podziw, bo sama jestem w kraju, ktorego jezyk znam, wspolnota jest o 20 min.
            samochodem i nie ma w niej tylu problemow, co u Ciebie). Ale zobacz - tknelo
            mnie w tej chwili - znajdujac porownanie do Waszego malzenstwa we wspolnocie i
            starozytnego Izraela - byl on najmniejszy ze wszystkich narodow i nad nim
            ulitowal sie Bog. I nad Toba tez sie Bog ulituje, zobaczysz. Nie zostawi Cie -
            otrzymasz wiele pokoju i nie bedziesz agresywna, bedziesz mogla normalnie spac i
            z radoscia bedziesz patrzyla na mamy w stanie blogoslawionym.
            Nie ustawaj w modlitwie! Bog jest na wyciagniecie Twojej reki.
            Kiedy przeprowadzilam sie do Warszawy (bylam wtedy 4 lata na drodze),
            wiedzialam, ze musze byc we wspolnocie, zeby nie zginac w swiecie. I dojezdzalam
            do centrum neo 3 autobusami na eucharystie. Po ostatniej eucharystii
            dowiedzialam sie, ze spod mojego domu jest 1 autobus, ktory dojezdza do centrum
            neo... smile Ale trud oplacil sie. Znalazlam wspolnote blizej miejsca zamieszkania
            i poznalam w niej mojego aktualnego meza. Moze i od Was Bog chce podjecia
            jakiegos trudu, wyzwania, moze dlatego daje Wam takie doswiadczenia??? Nie wiem,
            pytajcie o to Pana. Zastanawiajace jest, ze te trudnosci o ktorych piszesz
            dzieja sie po tym jak przestaliscie chodzic na droge. (Dla mnie sluchanie Slowa
            Bozego jest jak duchowy oddech, nie moge przestac oddychac, bo umieram - gdy nie
            mam Slowa, nadziei na moje trudy i zmagania). Moze Pan Bog dobija sie do Was w
            inny sposob? Z pewnoscia jest jakis sens cierpienia. Zycze Ci abys go odnalazla,
            zebys byla naprawde szczesliwa.

            Od pewnego czasu dostaje nagrane homilie ksiedza Piotra Pawlukiewicza ponizej
            zalaczam Ci link: choinski.pl/zatoka/ Kazda homilia jest pelna nadziei.
            Sama zobacz i posluchaj. Mnie sie buzia zawsze otwiera, kiedy słucham tych
            homilii smile .

            Gdybys chciala pogadac, zapraszam na priv'a: agusia@pro.wp.pl
            Pozdrawiam serdecznie i z niecierpliwoscia czekam na dalsze wiesci od Ciebie!
            Aga
          • w_isienka Re: Mamy neokatechumenalne. 02.07.09, 22:55
            andevi - fanie, że napisałaś.
            No to faktycznie przeprawy mieliście, że ho-ho...
            Wśród moich znajomych ostatnio też jakaś "plaga" poronień - przeważnie 6-7tc...
            Współczuję bardzo, ale jak to mawiała Św. Urszula Ledóchowska: "zrobimy swoja
            część i przeminiemy" - tamten aniołek na pewno za Was teraz się modli i może
            wyprosi brata lub siostrę?
            oj, dzieciaki potrafią wyprosić smile
            • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 02.07.09, 23:32
              O tak, modlitwa dzieci czyni cuda!
              No a co u nas. Mamy wakacje, wiec synus w domu.Upaly. W tym roku w
              lecie nigdzie nie wyjedziemy, czeka nas rozprawa sadowa z moim ex-
              szefemsad Coz, polubownie sie nie dalo, probowalismy.Ciagle facet
              jakies podchody i szwindle tylko produkowal, a w koncu przebil
              samego siebie zwalniajac mnie jako niezdolna do pracy (od 15
              kwietnia pozostaje stale na zwolnieniu lekarskim po operacji).No
              coz, sprawa bedzie, przykre.
              Psychicznie zbieram sie jakos. Wczoraj mi sie poteznie poplakalo.
              Tak bardzo tesknie za moja malenka.Przez moment, w czasie modlitwy,
              zobaczylam dziewczynke z nareczem czerwonych frezji, takich, jakie
              na trumienke polozylismy...
              W nastepnym tygodniu mam wizyte u ginekologa, beda znane wyniki
              badan genetycznych. Przygotowuje sie na najgorsza diagnoze, zbieram
              informacje na temat adopcji.Coz, zabezpieczam sie na
              wypadek...Umowilam sie tez ze swoim spowiednikiem na ten dzien.
              Bardzo boje sie wyroku pt.nie mozecie miec wiecej dzieci. A z
              drugiej strony podjelismy starania juz w drugim cyklu po zabiegu, no
              i na dniach sie okaze. Kto wie, moze Pan Bog zrobil nam
              najwspanialszy rocznicowy prezentsmile Dzis mijaja 4 lata od naszego
              slubu.
                • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 10.07.09, 10:46
                  No i wiesci sa! Jak najlepsze.
                  We wtorek mialam wzyte u ginekologa. Wynikow nie bylo, bo nie udalo
                  sie wyhodowac materalu, wszystkie pobrane komorki byly martwe, wiec
                  chromosomow nie zobaczyli.Lekarz sam z siebie podejrzewa Zespol
                  Dawna.W kazdym razie nie ma przeciwwskazan do kolejnej ciazy.Dal
                  wszelkiej pewnosci pobrano jeszcze krew, by wykluczyc to czy tamto,
                  ale sa szanse, ze bedziemy mieli normalne, zdrowe potomstwo.
                  Jak pisalam wczesniej, starania podjelismy juz w drugim cyklu po
                  operacji.Dzis zrobilam test ciazowy.Jest pozytywny.
                  Bede prowadzona przez tego ginekologa, ktory mnie operowal.Gdyby cos
                  niedobrego sie nie daj Boze dzialo, jestem pod dobra opieka! Tak
                  licze, ze to poczatki 3 tygodnia.
                  O tak,Bog jest wielki! A i pewnie Ariel swoje wymodlila. Malenstwo
                  urodziloby sie rowno w rok od jej smierci.
                    • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 11.11.09, 20:57
                      agusia99 napisała:

                      > Hej Andevi
                      > Co słychać?
                      > Aga

                      Witaj, i dzieki, ze pytasz!
                      Tak ogolnie, 21t.c., kregoslup daje do wiwatu, jakies kulszowe skurcze
                      itp..Mialam juz USG polowkowe, synussmile Zdrowy i kopie silnie! Bedzie tym
                      razem Dawidsmile
                      Grypka nas zmogla z miesiac temu, starszak do tej pory mi kaszle, jutro
                      ide z nim do laryngologa (skierowanie wywalczone juz dwa tygodnie temu,
                      ale kolejki do specjalisty, no coz).
                      W sprawie pracy nic do przodu.Mielismy juz pierwsza rozprawe w sadzie,
                      idziemy dalej i walczymy o swoje. Adwokat szefa gra ponizej pasa.No, mile
                      to nie jest...
                      No i zycie toczy sie dalej.W tej chwili zyjemy z oszczednosci, bo jedna
                      pensja nie wystarcza. Zamierzam ruszyc z prywatna praktyka na jesieni
                      przyszlego roku.Starszak pojdzie do szkoly, a maluszek bedzie na tyle
                      odchowany, by isc do zlobka czy niani.
                        • andevi Re: Mamy neokatechumenalne. 19.11.09, 21:48
                          Nie, nie mamy wspolnoty neo w okolicy. W promieniu ok.50-70 km sa
                          wspolnoty hiszpanskojezyczne.Gdy nie mielismy dzieci dojezdzalismy, ale
                          bylo to trudne, zwlaszcza pozna noca i bez samochodu.
                          Weszlismy w parafie w okolicy, tu tez jest zycie, choc moze charyzmat inny.
                          Sakramenty mamy, katecheza tez swietna, prowadzenie indywidualne przez
                          kierownika duchowego. No, i poki co musi wystarczyc. Moze Droga pojawi sie
                          kiedys w wydaniu holenderskim i ciut blizej, a moze my dostaniemy dom
                          gdzies, gdzie Droga jest.
                          Przerabialam juz dojezdzanie.Na dluzsza mete, z wielodzietna rodzina i bez
                          niani wspolnotowej, to nie zdaje egazaminu. Oikos trzeba miec na
                          miejscu.Ani przygotowania sie nie zrobi, ani bracia nie przyjada, by
                          chocby kawy sie razem napic czy pogadac.
              • basiakrk Re: Mamy neokatechumenalne. 08.07.09, 09:13
                zanim przebrnę przez wszystkie wypowiedzi w tym wątku smile to się dopiszę; jestem
                z Krakowa; na Drogę trafiłam 10 lat temu, przez pierwsze 2 lata naprawde
                chodziłam, potem było parę lat chodzenia i nie chodzenia, i w koncu stanęło na
                tym, że raz czy dwa do roku sie zjawiam gdzies w kręgach neo; ale tak sie
                złożyło, że rodzina męża w neo, i moze dzięki nim zaczniemy (mąż też neon, który
                przestał chodzić) znów chodzić; przymierzamy się do tego na serio - trzymajcie
                kciuki! jesteśmy przed 2 scrutinium;
                co o mnie jeszcze.... w małżeństwie 3,5 roku; dzieci mamy prawie 3 w wieku (1)
                3 lata i 1mc (2) 9 m-cy a trzecie urodzi się w listopadzie; jak przeczytam
                wszystko w wątku to się jeszcze odezwę, na razie mi dzieciaki nie dadzą tongue_out
                  • malwa717 Re: Mamy neokatechumenalne. 12.11.09, 21:11
                    Witam,
                    ja tu jestem zupełnie przez przypadek, ale jeśli można chciałabym
                    zapytać Was o jedno w sprawie wielodzietności. Podczytałam kilka
                    postów i pojawia sie kilkakrotnie zdanie o otwartości na życie. Co
                    to znaczy? chodzi o to że chcecie mieć jak najwięcej dzieci, czy
                    też raczej oznacza "przytulanie się do współmałżonka" wtedy kiedy
                    macie chęć plus akceptacja owoców tego przytulania. Czy otwartość
                    na życie dopuszcza NPR? Przepraszam jeśli pytanie jest zbyt
                    obcesowe, nie chciałabym nikogo urazić.
                    • agusia99 Re: Mamy neokatechumenalne. 13.11.09, 00:39
                      Mogę odpowiedzieć za siebie:
                      Dla mnie otwartość na życie jest wtedy gdy przyjmuję każde dziecko podarowane
                      nam przez Boga i jako takie je traktuję - że jest darem. Czasem zaplanowanym i
                      oczekiwanym a czasem nieplanowanym, ale tak samo kochanym. NPR jest potrzebny
                      wówczas gdy z jakiś względów (ważnych) np. choroba kobiety czy męża, b. trudna
                      sytuacja poczęcie należy odsunąć na jakiś czas. I to tak naprawdę zależy od
                      wolności serca - jak to sobie wytłumaczysz.
                      Pozdrawiam,
                      Aga
    • mroofka94 Re: Mamy neokatechumenalne. 27.11.09, 09:20
      Witajcie Mamy smile
      Jestem z Krakowa. Bardzo sie ciesze, ze jest takie forum bo juz
      naprawde ciezko mi bez wspolnoty, a obecnie tak to wlasnie wyglada.

      Chcialam Was zapytac, czy znacie Mamy Wielodzietne - rodzace jedynie
      przez Cesarskie Ciecie??? Zalezy mi na miastach, szpitalach gdzie
      wykonuja kolejne CC bez ublizania i o ewentualnie namiary na ginow?
      A moze znacie Mamy smile ktorym udalo sie po 2 lub 3 cesarkach urodzic
      naturalnie?

      Pozdrawiam Was serdecznie.

      Pokoj z Wami smile
      • agusia99 Re: Mamy neokatechumenalne. 30.11.09, 02:33
        Wydaje mi się, że próba rodzenia po 2-3 cesarkach siłami natury byłaby zbyt
        obciążona powikłaniami. Chodzi mi o pęknięcie macicy. W Wawie jest fajny szpital
        na ul. Madalińskiego (Św. Rodziny). Tu są dobrzy fachowcy - dawny personel
        Instytutu Matki i Dziecka. Znam osobiście prof. Chazana, ale ufam większości
        lekarzy w tym szpitalu.
        Dlaczego pytasz, szukasz?

        Pozdrawiam,
        Aga
        • karola1601 Re: Mamy neokatechumenalne. 30.11.09, 15:14
          Ja po 2cc próbowałam sn (i to po terminie, z cukrzycą ciążową), z tym że dziecku
          spadło tętno i musieli jednak szybko ciąć, tak więc w sumie skończyło się
          trzecim cięciem. A ryzyko nie większe niż przy cc - opinia mojego lekarzasmile
        • mroofka94 Re: Mamy neokatechumenalne. 01.12.09, 10:45
          Tak, szukam. Chazan jest super, dal mi nadzieje, ale do Wawy mi
          daleko uncertain

          agusia99 napisała:

          > Wydaje mi się, że próba rodzenia po 2-3 cesarkach siłami natury
          byłaby zbyt
          > obciążona powikłaniami. Chodzi mi o pęknięcie macicy. W Wawie jest
          fajny szpita
          > l
          > na ul. Madalińskiego (Św. Rodziny). Tu są dobrzy fachowcy - dawny
          personel
          > Instytutu Matki i Dziecka. Znam osobiście prof. Chazana, ale ufam
          większości
          > lekarzy w tym szpitalu.
          > Dlaczego pytasz, szukasz?
          >
          > Pozdrawiam,
          > Aga
          • marianna0077 Re: Mamy neokatechumenalne. 01.12.09, 14:36
            Witaj, ja znam mamę z Krakowa, która za kilka miesięcy czwarte cc
            będzie miała. Ma lekarza na Kopernika, który ją bardzo wspiera, inna
            jego pacjentka niedawno ósme cc miała smile. Jeśli jeszcze do niego nie
            dotarłaś, mogę sprawdzić, jak on sę nazywa.
            A co do ryzyka pęknięcia macicy to nie jest ono jakieś szczególnie
            duże smile ale lekarze uwielbiają nim straszyć, bo po prostu boją się
            próbować sn po cesarkach (nawet już po pierwszej). A myślę, że jeśli
            przyczyny cięć nie pojawią się ponownie to fajnie by było spróbować
            rodzić naturalnie. Choć w Krakowie to chyba nie będzie możliwe.
            Beton totalny... Życzę zdrowia i pozdrawiam.
            • mroofka94 Re: Mamy neokatechumenalne. 01.12.09, 17:17
              Marianno bardzo Cie prosze o namiar na tego lekarza. Jesli to nie
              jest problem. Z gory Ci dziekuje za pomoc.
              Tak, to prawda, ze Krakow to BETON!!! Mam ta wiadomosc z pierwszej
              lekarskiej reki... Chcac teraz rodzic dolem, rozpatruje powaznie
              wyjazd w Wawy. Chyba ze zostaje mi Siemiradzki w Krakowie, ale nie
              wiem na ile im ufac...
              • marianna0077 Re: Mamy neokatechumenalne. 01.12.09, 21:15
                Jasne, może jutro uda mi się zdobyć tę informację. A co do
                Siemiradzkiego, to może pogadaj też z położnymi stamtąd, czy ma
                któraś takie doświadczene i czy by Ci nie pomogła? Bo to przecież
                położna do fizjologicznego porodu najważniejsza, jak Ci lekarz da
                zielone światło. Wiesz co, pomyślałam jeszcze, że zadzwonię do
                położnej, z którą w domu rodziłam, czy z kolei ona ma takie
                doświadczenie. To jest anioł, ma bardzo duże doświadczenie i bardzo
                bardzo pro natura (porody w domu przyjmuje a i w szpitalu kobietom
                baaardzo pomaga). Tylko ona nie z Siemiradzkiego jest. Jesteś po
                dwóch cc?
                  • marianna0077 Re: Mamy neokatechumenalne. 04.12.09, 11:26
                    Mrówko, i tak: namiar na pana od cccc wysłałam Ci na gazetowego,
                    inforację o szpitalu mojej pani położnej też (nie mam
                    błogosławiństwa na upublicznianie jej danych, i tak ma krzyż z tym,
                    że idzi pod prąd betonom smile).
                    A tutaj wklejję linkę do mojego najulubieńszego forum, tam są też
                    dziewczyny po dwóch cc i mają nadzieję na sn (tylko trzeba się
                    przebić przez początek wątku, pod koniec można znaleźć dużo
                    pokrzepienia i informacji:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,45447,68132953,,porod_w_domu_po_cesarskim_cieciu.html?v=2
                    I jeszcze co do lekarza. Ja w ciąży z Józefem na konsultację
                    pojechałam do dr Preeti Agrawal do Wrocławia (wysłała mnie położna,
                    bo w Krakowie nikt obiektywnie nie wypowiedziałby się w westii
                    kwalifikacji do porodu domowego, jedyne na co mogłabym liczyć to
                    skierowanie do Kobierzyna). Bardzo gorąco ją mogę polecić (u pana
                    specjalisty od cc nie byłam, ale chodzi do niego inna neomama). Ta
                    pani dr na pewno doda Ci wiary i siły do naturalnego porodu, jeśli
                    taki może się u Ciebie odbyć (nie znam historii porodów i przyczyn
                    cc więc nie będę się wypowiadać) bo bardzo jest dużo niepotrzebnych
                    cięć (oczywiście potem kżdy lekarz twierdzi że absolutnie
                    niezbędnych, bo żaden post factum nie przyzna, że może niekoniecznie
                    trzeba było ciąć ale nie chciało nam się wysilać...)
                    Jak mi co jeszcze przyjdzie do głowy, to dopiszę smile
                    Pozdrawiam raz jeszcze i głowa do góry. Odwagi wink
                      • agusia99 Re: Mamy neokatechumenalne. 08.12.09, 03:35
                        Prawdę powiem, że nie, bo nie mieliśmy z kim zostawić dzieciaczki. Z pewnością -
                        dużo trudniej przyjdzie żyć naszym dzieciom w przyszłości. Jedyne to, co możemy
                        zrobić, to zaszczepić w nich wiarę i modlić się. tak myślę, a Wy?
                        Aga
                    • mroofka94 Re: Mamy neokatechumenalne. 05.12.09, 00:10


                      MARIANKO smilesmilesmile dziekuje Ci bardzo!!!!!!
                      Ogromnie!!

                      Znalazlam gin w Krakowie ktora tez jest za SN po CC nawet 2 czy 3
                      ale niestety nie wiem czy pracuje w szpitalu. Dla chetnych tez podam
                      na priv.

                      Szczerze, to slyszalam "przypadkiem" rozmowe lekarza a polozna na
                      temat rodzacej ktorej umieralo dziecko !!!!!!!!!!!!!
                      Mysle ze weterynarz ma wiecej czulosci i wspolczucia dla rodzacej
                      klaczy...... naprawde... to byla okropna rozmowa. A ja lezalam w
                      kolejce do badania i nikt tak naprawde nie przejmowal sie ze ja to
                      slysze, czy ze tez rodze tam itp



                      marianna0077 napisała:

                      > Mrówko, i tak: namiar na pana od cccc wysłałam Ci na gazetowego,
                      > inforację o szpitalu mojej pani położnej też (nie mam
                      > błogosławiństwa na upublicznianie jej danych, i tak ma krzyż z
                      tym,
                      > że idzi pod prąd betonom smile).
                      > A tutaj wklejję linkę do mojego najulubieńszego forum, tam są też
                      > dziewczyny po dwóch cc i mają nadzieję na sn (tylko trzeba się
                      > przebić przez początek wątku, pod koniec można znaleźć dużo
                      > pokrzepienia i informacji:
                      > forum.gazeta.pl/forum/w,45447,68132953,,porod_w_domu_po_cesarskim_cieciu.html?v=2
                      > I jeszcze co do lekarza. Ja w ciąży z Józefem na konsultację
                      > pojechałam do dr Preeti Agrawal do Wrocławia (wysłała mnie
                      położna,
                      > bo w Krakowie nikt obiektywnie nie wypowiedziałby się w westii
                      > kwalifikacji do porodu domowego, jedyne na co mogłabym liczyć to
                      > skierowanie do Kobierzyna). Bardzo gorąco ją mogę polecić (u pana
                      > specjalisty od cc nie byłam, ale chodzi do niego inna neomama). Ta
                      > pani dr na pewno doda Ci wiary i siły do naturalnego porodu, jeśli
                      > taki może się u Ciebie odbyć (nie znam historii porodów i przyczyn
                      > cc więc nie będę się wypowiadać) bo bardzo jest dużo
                      niepotrzebnych
                      > cięć (oczywiście potem kżdy lekarz twierdzi że absolutnie
                      > niezbędnych, bo żaden post factum nie przyzna, że może
                      niekoniecznie
                      > trzeba było ciąć ale nie chciało nam się wysilać...)
                      > Jak mi co jeszcze przyjdzie do głowy, to dopiszę smile
                      > Pozdrawiam raz jeszcze i głowa do góry. Odwagi wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka