Dodaj do ulubionych

gdzie ta miłość?

IP: *.* 14.02.02, 17:03
Chciałabym Was spytać o Waszą miłość do rodziców. Chodzi mi o tę trudną miłość. Wielokrotnie , takze tu na forum, spotykam się z wypowiedziami młodych ludzi mających już swoja rodzinę, świadczącymi o tym, ze między nimi a rodzicami coś pękło. Oczywiście różnie sie to objawia, ale głownie chodzi mi o zerwanie więzi. Nie myślę też o tzw. odpępowieniu, czy po prostu usamodzielnieniu. Chodzi mi o często zupełny brak zrozumienia, czułości, chęci bycia ze sobą. Czy to znaczy, że nie ma już tej miłości?Przecież oni też kochali swoje dzieci do szaleństwa, jak my teraz. Jak to jest? Jak uniknąć tego "pęknięcia"?I czy to jest złe?A może tak powinno być?Moja mama jest zdziwiona,że jeszcze domagam się jej miłości-uważa, ze jak mam rodzinę to ona nie jest już potrzebna. Uważa to za objaw mojej niedojrzałości? Czy naprawdę jestem niedojrzała?Nie myślę tutaj o pomocy w "razie czego"-bo to chyba więzy krwi i instynkt nam podpowiada. Myślę o ciepłych uczuciach do dorosłego dziecka.Chciałabym ułożyć swoje relacje z synkiem,tak aby przyjaźnić się z nim całe życie.Czy to możliwe?a
Obserwuj wątek
    • Gość: 220571 Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 15.02.02, 07:32
      Nie wiem, czy chodzi Ci o samą miłość, czy o jej przejawianie (słowa, gesty). Bo według mnie to są dwie różne sprawy. Z Twojego listu odnoszę wrażenie, że Twoja mama nie potrafi Ci okazać, że Cię kocha. Bo piszesz, że Cię "kochała do szaleństwa", a przecież miłość nie przechodzi tak sobie. Nie wiem co Ci poradzić w takiej sytuacji, bo ciężko jest człowieka zamkniętego w sobie nauczyć okazywania uczuć (mój mąż). Może Twoja mama nie chc się narzucać. Porozmawiaj z nią o tym, że CI tego brakuje.A co do naszych dzieci... Okazuj swojemu maluchowi uczucia, mów o nich, przytulaj. Dużo trzeba rozmawiać. Tak mi się wydaje. Nie wiem, czy o to Ci chodziło, czy Ci pomogłam.Pozdrawiam serdecznie :hello:
    • Gość: Aluc Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 15.02.02, 08:43
      Ana - domagasz się od swojej mamy miłości, czyli czego tak konkretnie? Przytulania? Częstych kontaktów? Bo jakoś nie chce mi się uwierzyć, że mama ot tak po prostu przestała cię kochać, bo jesteś dorosła. Raczej uznała, że jesteś już starym bykiem :lol: i od tego przytulania to masz własnego faceta :D Może nie chce wtrącać się w twoje życie, nie uznaje za stosowne dyskutowania z tobą każdej, najmniejszej decyzji... No i wreszcie - może nareszcie ma okazję, żeby trochę odpocząć od dzieci i zająć się sobą :D Nie oburzaj się, to bardzo zdrowy egoizm.Zapewniam cię, że można kochać bardzo na odległość i z dużym dystansem i bez mówienia sobie "kocham cię" przy każdej możliwej okazji - obydwie z moją mamą mamy kłopoty w okazywaniu sobie uczuć, co nie zmienia faktu, że bardzo się kochamy. Ona tak samo kocha swoje wnuki (dzieci mojej siostry), i pewnie tak samo będzie kochała Maksia - ostrożnie i z bezpiecznej odległości, bez poświęcania się. I potrafi mi albo mojej siostrze powiedzieć, że ma nas już dosyć, bo tylko wyjadamy jej wszystko z lodówki i "spadajcie już do siebie" :lol: a mieszkamy (wszystkie trzy) w różnych miastach i tych okazji do spotkań jest parę w roku. Ale wszystkie mamy podobne temperamenty i nie mam o to do niej pretensji. Zastanów się, czego od niej oczekujesz. Powiedz jej to. I nie martw się.PS. właśnie przeczytałam post od Goski - chyba mamy podobne odczucia :D
      • Gość: mamula Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 15.02.02, 12:40
        ja chyba źle się wyraziłam. swoją mamę podałam jako przykład lecz pisałam nie o sobie.chciałam wiedzieć, co sądzicie o sytuacjach, gdy następuje to "pękniecie" w relacjach. kiedy, ...rodzice stają się jakby obcymi ludżmi. wielokrotnie tu na forum dziewczyny żaliły się, ze rodzice ich nie rozumieją i zachowują się jak obcy ludzie. ja artykułuję swoje potzreby i mam z mamą dość dobry układ.choc jest ona chłodna, o czym wiem od zawsze. ale podałam jej opinie, ze dorosłe dzieci to już nie dzieci. i o oto mi chodzi. czy nie czujecie się już dziećmi swoich rodziców? do tego pytania zainspirowały mnie ostatnie rozmowy z młodymi mamami, ktore nie mają najlepszych układow ze swoimi matkami. jest między nimi chłod i niechęc do kontaktów. ale nie z powodu konkretnego wydarzenia lecz tak po prostu. jakby nie umialy sie przyjaźnić.szczerze przyznam,ze raczej widzę wokół sytuacje, gdy dorosłe dzieci nie rozumieją sie z rodzicami i okazują sobie niechęc.stad moje pytanie, co dzieje sie z ta miloscia. czy ona musi ewoluowac w tę niebezpieczna stronę. myśle, ze własnie okazywanie uczuc jest bardzo ważne. co mi o po tym, ze ktoś mnie kocha, jak tego nie okazuje. ;)
        • Gość: Aluc Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 15.02.02, 13:32
          Ale okazywać te uczucia można na milion sposobów, niekoniecznie przez zagłaskanie kotka na śmierć :D wsparcie - tak, ale nie bezwględnie w każdej sytuacji i nie za wszelką cenę. Ja najbardziej w mojej mamie cenię jej niezależność - również ode mnie, że żyje własnym życiem, a nie tylko życiem swoich dzieci i wnuków. I nie daje się nam wykorzystywać. Tak mi się zdaje, że za często nam się myli miłość rodzicielska z absolutnym poświęcaniem się dla dzieci. I wajs wirsa, jak mówią Angole. A celem wychowania jest przecież osiągnięcie przez dzieciaki samodzielności - życiowej, finansowej, psychicznej.Poza tym z faktu bycia rodzicami niestety nie wypływa ani obowiązek ani - co gorsza - umiejętność rozumienia się z własnymi dziećmi. Tu chyba jednak działają te same mechanizmy, co z tzw. obcymi ludźmi - albo się rozumiemy, albo nie. Oczywiście, w rodzinie oczekuje się, że chociaż nakład sił na to zrozumienie się będzie większy. Czyli możemy mieć pretensje o brak starań, ale nie o stan rzeczy jako taki.Tak się tu strasznie wymądrzam, to jeszcze jedno dodam - wydaje mi się, że w Polsce z prozaicznych przyczyn, czyli brak kasy i mieszkania, wiele konfliktów rodzi się przez stosunkowo późne wyfruwanie dzieci z gniazda. A jak już wyfruwają, to najczęściej nie do takiego zupełnie zupełnie własnego, tylko żoninego, mężowego, albo teściowego. I tego życia na własny rachunek po prostu nie mają się gdzie nauczyć. I chcą być ciągle traktowani jak dzieci (czyli mama jako ostatnia instancja i deska ratunku), a z drugiej strony wkurzają się nieludzko, jak im ta mama dalej próbuje wszystko w życiu ustawiać. A jak mama uznaje "ustawiaj się sam", to mają pretensje, że nie kocha. I bądź tu człowieku (chili rzeczona mamo) mądry :D I tak mi wychodzi, że mama to najtrudniejszy zawód na świecie, bo co by nie robiła, to klient (znaczy się te dziecko) i tak niezadowolony i płacić nie chce :D
    • Gość: Sylvia Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 15.02.02, 13:06
      A ja myślę, że nawet rodzice dorosłych dzieci powinni okazywać swoje uczucia. Oczywiście nie chodzi o okazywanie miłości, jak robili to 20 lat wcześniej, ale bardziej o moralne wsparcie, życzliwość, chęć pomocy bez względu na okoliczności. Mam nadzieję, że będę potrafiła okazać te uczucia, kiedy moja córka dorośnie. Mam wrażenie, że często, a tak było przynajmniej w moim przypadku, rodzice "odpuszczają" sobie gdy dziecko dorasta i nie potrzebuje ich w sposób bezpośredni i bezwzględny. Myślę, że tracą na tym i rodzice i dzieci, a czasem także wnuki. Myślę, że pragnienie dobrych relacji musi być obopólne i trzeba nad tym pracować. W moim przypadku jest tak, że rodzice, nie wiedzieć dlaczego, uważają, że to ja powinnam zabiegać o ich względy i dbać o dobre samopoczucie. Brak mi z ich strony serdeczności, wsparcia. Zupełnie inaczej jest w rodzinie mojego męża. W zasadzie mogę liczyć bardziej na teściów niż na własnych rodziców. Bardzo chcę, aby moja córka zawsze mogła na mnie liczyć, bez względu na to czy ma 2 lata, 20 czy 40. Okazywanie uczuć jest ważne, ale chyba staje się z czasem krępujące i dlatego starsi rodzice mają problem z emocjonalną więzią z dorosłymi dziećmi. Ponieważ moich rodziców nie zmienię, a bezowocne zabieganie o ich względy męczy mnie, to wszystko co mogę zrobić to pracować nad moimi stosunkami z córką. Nie mogę zmienić przeszłości, ale mogę wpłynąć na przyszłość.Pozdrawiam,Sylvia
      • Gość: ewkka Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 15.02.02, 13:42
        Mam cudownych rodziców. Ciepłych, opiekuńczych wspaniałych. Wiem, ze zawsze mogę na nich liczyć. Mieszkają 50 km od Warszawy i nie mozemy widywać się kazdego dnia ale 3 -4 razy w miesiącu. Dla mnie to zdecydowanie za mało. Bardzo za nimi tęsknię, Oni za mną chyba też bo dzwonimy do siebie codziennie a mama jest moja najlepszą przyjaciółką. Gdy nocuję u nich nie usnę bez tradycyjnego buziaka na dobranoc.Szaleją za Basią ale nie ingerują w jej wychowanie i jedzenie(zero podkarmiania - tylko słoiczkiWłasnie w najblizszy czwartek przyjadą specjalnie po to, aby zawieść mnie i Basię do lekarza. i juz nie mogę się doczekać. Ewa
    • Gość: 220571 Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 16.02.02, 21:17
      W "Twoim Dziecku" czytałam kiedyś ciekawy felieton traktujący o okazywaniu uczuć. Był tam taka rozmowa z facetem (dokładine nie pamiętam, bo czytałam to dawno): - Czego brakowało panu w dzieciństwie?- Tego że ojciec nie mówił mi "kocham cię". - To znaczy,że pana nie kochał?- Wiedziałem, że mnie kochał, ale nigdy mi tego nie mówił.- Teraz pan ma dzieci, czy mówi im pan, że je pan kocha?- Przecież one to wiedzą, nie muszę im mówić.A czego dziewczyny (pisząc tu na Forum) domagają się od swoich mężów? Chcą czułych gestów, kwiatów bz okazji. Właśnie okazywania uczuć, bo przecież one teoretycznie wiedzą,że mężowie je kochają. Ładnie to ktoś (przepraszam, że nie pamiętam) w tym wątku napisał co mi po takiej miłości jak się jej nie okazuje. Dobrze, że jest. To wiadomo. Ale dlaczego nie może być jej widać? A co do związku "bycia na każde zawołanie" a okazywaniem uczuć to takowego nie widzę. Można dla kogoś zrobić wszystko (niańczyć mu dzieci, kupić mieszkanie, samochód, dawać drogie prezenty) i nigdy nie powiedzieć "kocham Cię dziecko, fajnie że jesteś", nie przytulić. A mnie się wydaje, że dobrym słowem i gestem można człowieka wyciągnąć z depresji i dna (na takiej zasadzie chociażby działa to Forum gdizie w trudnych sprawach dziewczyny piszą "przytulam Cię"). Natomiast słowem nieuważnym, żeby nie napisać złym, można człowieka "złamać". Ja mocno wierzę w"uzdrawiającą moc" dobrego słowa i dotyku. Nie żeby kady każdemu rzucał się na ulicy na szyję. Ale wśród bliskich...To na razie tyle moich spostrzeżeń. Pozdrawiam serdecznie :hello:
    • Gość: bridgett Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 16.02.02, 21:44
      Cześć,myślę, że różnie to bywa w różnych rodzinach z tą miłością rodzicielską. I że być może część rodziców nie kochała swych dzieci zbyt głęboko, może wcale? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że rodzice, którzy odwracają się od swojego dziecka, które w życiu dorosłym np nie realizuje ich pomysłu na życie, czy wpadło w jakieś kłopoty etc, kochają to dsziecko, ani że miłość im nagle wywietrzała. I jeśli ktoś czuje jakieś pęknięcie, to najprawdopodobniej coś w tym jest. I nie chodzi tu o sposób okazywania uczuć - Ty np Aluc nie jesteś z tych, co to zagłaskują kota na śmierć, ani Twoja rodzina taka nie jest, ale Ty WIESZ, że jesteś kochana i o to właśnie chodzi. Inna sprawa, to to, że my jak również nasze związki z rodzicami przeżywamy różne raz lepsze raz gorsze okresy i że to porozumienie i kontakt w różnych okresach może być raz lepsze raz gorsze. Zależy to o różnych rzeczyu - czasami to my jako dzieci musimy czegoś w życiu dowiadczyć, aby lepiej zrozumieć rodziców i vice versa. Myślę, że jak najbardziej możliwe jest takie wychowanie dzieci, żeby mieć z nimi dobry kontakt i żyć w przyjaźni z nimi również w dorosłym ich życiu. Pamiętać tylko mależy, żeby za bardzo się nie przyczepić do własnego dziecka i nie "przydusić" go sobą,bo w końcu wychowujemy je nie dla siebie lecz dla świata i po to, żeby same były szczęśliwe i dały z siebie to co najlepsze swoim dzieciom a nie nam zgrzybiałym rodzicom.PozdrowieniaMonikaS
    • Gość: Berenika Re: gdzie ta miłość? IP: *.* 17.02.02, 11:58
      Ja mysle, ze zawsze nalezy pamietac, ze w milosci sa dwie strony. Ja na przyklad zostalam "wysiedlona" z domu rodzinnego, kiedy mialam 20 lat, poniekad z powodow obiektywnych, ale tez i z milosci - charakter moj i mojej mamy gryzly sie ze soba strasznie i uznalysmy ze tak bedzie dla nas lepiej. I bylo! Poprawilo sie bardzo. Wiec to roznie bywa z tym okazywaniem uczuc, bo przeciez rownie dobrze moglam uznac, ze skoro nie chca mie w domu, to mnie nie kochaja... A druga sprawa - na krotko, ale ostro, popsulo sie, kiedy poznalam mojego Roberta. Bo wtedy okazalo sie, ze mama nadal chciala, zebym byla jej mala coreczka - chociaz juz prowadzilam od paru lat wlasne zycie - o w szystko napierw powinnam sie jej poradzic. A ja sie nie zapytalam, czy powinnam wyjsc za maz :))) :(((.Ale nie przyszlo mi wtedy do glowy, jak bardzo mama sie bala, ze to ONA juz nie obchodzi MNIE. I o tym staram sie pamietac, sprawy sie unormowaly i jest dobrze. Podsumowujac - kiedy to rodzice sie wycofuja ze swoja miloscia, to czasem tez bywa tak dlatego, ze maja poczucie, ze to ty wycofalas sie ze swoja. Bo skoro kochasz teraz tego obcego faceta... jak mawia zaprzyjazniona mama mojej przyjaciolki "Nie jest latwo byc matka corki". Ale tego dowiemy sie dopiero za pare lat.Buziaczki - Berek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka