Gość: mamula
IP: *.*
14.02.02, 17:03
Chciałabym Was spytać o Waszą miłość do rodziców. Chodzi mi o tę trudną miłość. Wielokrotnie , takze tu na forum, spotykam się z wypowiedziami młodych ludzi mających już swoja rodzinę, świadczącymi o tym, ze między nimi a rodzicami coś pękło. Oczywiście różnie sie to objawia, ale głownie chodzi mi o zerwanie więzi. Nie myślę też o tzw. odpępowieniu, czy po prostu usamodzielnieniu. Chodzi mi o często zupełny brak zrozumienia, czułości, chęci bycia ze sobą. Czy to znaczy, że nie ma już tej miłości?Przecież oni też kochali swoje dzieci do szaleństwa, jak my teraz. Jak to jest? Jak uniknąć tego "pęknięcia"?I czy to jest złe?A może tak powinno być?Moja mama jest zdziwiona,że jeszcze domagam się jej miłości-uważa, ze jak mam rodzinę to ona nie jest już potrzebna. Uważa to za objaw mojej niedojrzałości? Czy naprawdę jestem niedojrzała?Nie myślę tutaj o pomocy w "razie czego"-bo to chyba więzy krwi i instynkt nam podpowiada. Myślę o ciepłych uczuciach do dorosłego dziecka.Chciałabym ułożyć swoje relacje z synkiem,tak aby przyjaźnić się z nim całe życie.Czy to możliwe?a