Gość: PaulinaRadlak
IP: *.*
22.07.02, 18:26
Witajcie...Jak czytałam post Gabi ta aż mi się łza w oku zakręcieła...Przypomniał mi się pobyt w szpitalu zaraz po urodzeniu mojej małej.Urodziła się z obustronnym zapaleniem płuc miała niewielkie szanse na przeżycie...Pani doktor choć bardzo miła, bardzo chłodno mówiła o stanie mojej małej.Każąc podpisywać kolejne papiery.Było mi żle,nie bardzo wiedziełam czy mogę sobie pozwolić na to aby pokachać moją małą.Lekarze choć bardzo mili mówili do mnie językiem jakiego nie rozumiałam,mozwolona mi być z małą.....Zabiegi odsluzowywania,odklepywania były straszne,powtarzano mi że ją to nie boli...ale wiecie co ja tak do końca nie wiem. Czy ją nie bolało.Jedno co mnie pocieszało to fakt że pielęgniarki zajmowały się ną super a szczególnie taka jedna o imieniu Hania.Po tygodniu pobytu mojej małej w inkubatorze(3 dni pod respiratorem) lekarze zaczeli mówić ludzkim językiem..Obecnie moja mała ma 18 miesięcy i jest okazem zdrowia,to jadnak uświadama mi że nie wystarczy być dobrym lekarzem trzeba byś dobrym człowiekiem..Taki człowiek to mój lekarz ginekolok,który był przy mnie przez cały czas...Tak jak mój kochany mąż,który chyba bardziej to wszystko przeżywał..Pozdrawiam Paulina Radlak(Lina) mama Zuzy.,