Wszystko zaczęło się równo rok temu. Wprowadziłam synka na salę w zerówce, a On po zrobieniu kilku kroków zrobił w tył zwrot, podszedł do fotela stojącego na korytarzu i z rozpaczliwym szlochem siadł w nim, ukrywszy twarzyczkę w dłoniach. Nie muszę Wam chyba opowiadać, co czułam. Same wiecie, nikt mnie tak nie rozumie, jak Wy - moje kochane współtowarzyszki nieszczęść i radości. Na tym korytarzu łykałam łzy, bo mimo bólu opowiadałam Krzysiowi, że zerówka jest obowiązkowa... - wredne babsko ze mnie, prawda? Nie będę dalej Was zanudzać, dość, że potem zerówka stała się ukochanym miejscem mojego Cudu (dopiero po siedmiu miesiącach, ale jednak

). Ja chcę napisać o czymś innym. Właśnie upłynął rok, kiedy zaszlochana, zaryczana, z poobijanym mężem (przeze mnie, bo to na Nim wyładowywałam frustrację, że mój ukochany synek, taki maleńki, taki biedny..hmmm, musiał zostać wśród tych lwów, hien, krwiożerczych potworów czyli inszych dzieci) - wylądowałam w redakcji, a ten mój mąż włączył komputer, wystukał www.edziecko.pl i siłą mnie posadził na fotelu. "Właź i pisz", "ale co???" - szlochałam dalej. "Tam nikt nie zobaczy czerwonego nosa, po prostu pisz". No i napisałam. Że mi trudno, ciężko, płaczliwie, smutno, że serce zaraz zatrzyma się z rozpaczy. Pamiętam, że była olaju, Renik i chyba eldad, ale nie jestem pewna. I Sani. Reszty nicków nie pamiętam. I Oni pomogli mi bardzo. Od tego dnia rozpoczęła się moja przygoda z edzieckiem. Mój nałóg, moje drugie życie, nie - moje pierwsze życie. Ostatnio nie bardzo jestem w stanie pisać i udzielać się, za dużo mamy kłopotów, ale wierzcie mi - ani jednego dnia nie wytrzymam bez Was. Nadal śledzę wszystkie posty, czytam o Waszych radościach i problemach, ba, nawet zapisuję się do wątków, aby posty otrzymywać pocztą. Ale zboczenie, co?

Dobrze mi z Wami. Naprawdę, i bardzo, bardzo Wam dziękuję za Waszą chęć niesienia pomocy, za to, że nigdy nie zawiodłam się na Was, za Wasze serducha, za ciepło i współczucie, za solidarność jajników - hehehe, ale fajne określenie. Dziękuję Wam moje kochane emamy, dziękuję. Zakochana w Was Gosia