mara_76
11.12.06, 12:25
W sobote córa kończyła 2,5 roku, oglądałam akurat powtórkę Niani.No i wpadł
mi do głowy "genialny" pomysł... Nauczę córkę zasypiać samej. Będziemy mieć
drugie dziecko w maju, córka jest na etapie - "tylko mama", tata jest ok ale
pod warunkiem, że ja znikam z domu. Usypiałam ją do tej pory kładąc się z
nią. Efekt - zasypiałyśmy razem... Szczerze mówiąc już kiedyś próbowaliśmy to
zmienić ale po 2 tygodniach dałam sobie spokój. Siedziałam z nią od 20.30 do
23.00 i spałam, tyle, że na fotelu.
Wracając do sedna- córka b.elokwentna osóbka do godz. 22.30 używała
groźby, prośby, błagań, płaczu, histerii do ugryzienia włącznie. Ale
zasnęła... A ja się poszłam wypłakać mężowi. Córka okazała palete nastrojów
od "nienawidzę Cię, idź sobie", po "błagam daj mi szyjkę żebym mogła
przytulić rączki". I powiem szczerze - czułam się podle. Wiem, że moja wina,
że tak ją nauczyłam... Same wiecie jakie to miłe kiedy dzieciaczek wtula się
w Ciebie przed zaśnięciem. Ale ukręciłam sobie bat na samą siebie. Za kilka
miesięcy nie dam rady z usypiać w ten sposób dwójeczki dzieci. No i wreszcie
daję mężowi szanse na uśpienie córki... Wczoraj poszło nieco lepiej. Mam
nadzieję, że wytrwam.