Gość: Zoś
IP: *.*
23.01.03, 16:59
Cześć Dziewczyny,Właśnie wróciłam do domu i kolejny raz pokłóciłam się z sąsiadką. Wiecie co, może ja jakaś nienormalna jestem, ale mnie bardzo przeszkadza jak np. (tak jak dzisiaj) widzę, że jakiś robotnik kradnie dzieciom piasek z piaskownicy. Zwracam mu uwagę, pytam co robi a tu nagle napada mnie sąsiadka, że zima, że piasek brudny, że zero dzieci w piaskownicy, i że wiosną dowiozą. Moje argumenty, że to przecież kradzież i , że i ja i ona za to płacimy w ogóle nie dotarły. Pani napadła mnie, że ja młoda jestem, krótko tu mieszkam i jedyna odpowiedź na moje, że to przecież bez znaczenia to: "Proszę ze mną nie polemizować" (powtórzyła to chyba z 10 razy). To dzisiaj. Wcześniej inna awantura za zastawianie mojego samochodu (z inną sąsiadką). Pani się wydaje, że skoro jest miejsce parkingowe pod jej oknami to jest to JEJ miejsce i każdemu innemu od niego wara. I znów żadne racjonalne argumenty (byłam wtedy w ciaży i podałam jej przykład, że do szpitala nie będę mogła dojechać) nie docierają. Pani uderza zdartą płytą: ja tu 40 lat mieszkam. I tak z 20 razy.Jak ktoś wydziera się pod moim blokiem (dokładnie pod oknami naszej sypialni jest podwórko, ławki i skwerek na którym regularnie odbywają się imprezki) to mój mąż zawsze zwróci uwagę i prosi, żeby zachowywali się ciszej.Zwykle nie działa, ale czasem pomoże.Mam serdecznie dość mieszkania wśród takich ludzi. Nahgorsze jest to, że ja wobec bezdennej głupoty i chamstwa jestem zupełnie bezsilna. Rozkładam ręce i nie umiem się odszczeknąć. W każdej innej sytuacji (duży stres zawodowy, problemy w firmie czy jakiekolwiek inne) świetnie sobie radzę. Ale jak mam do czynienia z kimś opornym na jakiekolwiek argumenty to pasuję. A później czuję się beznadziejnie i przychodzi mi do głowy tysiąc rzeczy, kyóre mogłam tym ludziom powiedzieć.Echch, marzę o tym, żeby się wyprowadzić, ale na razie to niemożliwe. Zresztą tacy ludzie są wszędzie.Chyba mi trochę lepiej.Zosia