Mój mąż przychodzi dziś wieczorem do domu i mówi "będę jutro pracował z domu" (łączy się z pracą dzieki powerowi Internetu

). I zaraz dodaje "i w czwartek też, a w piątek idę do pracy, a w poniedziałek też w pracy, a we wtorek i srodę z domu"....A ja do niego co oni za cuda w tej pracy wymyślają i co to ma znaczyć. Okazuje się ( dla uściślenia - mój mąż pracuje w pewnym londyńskim banku), wpisano owy bank na tz. "czerwoną listę". Jako, że wojna tuż tuż i nigdy nic nie wiadomo, ci siedzący na wysokoch stołkach nie mogą sobie pozwolić na stratę wszystkich pracowników. No bo jakby się coś takiego stało jak w Ameryce (a w tamtejszym oddziale umieszczonym w World Trade Centre zginęło paru speców z właśnie tego banku) to byłaby klapa. No więc na razie pół zatrudnionych będzie pracowała z domu, pół w pracy. I będą się zmieniać co parę dni......A ja co tych parę dni będę siedziała w domu z sercem z gardle

Do czego to doszło. Świat oszalał

Magda