pantaleta
02.02.07, 12:33
Zawsze wiedziałam, że z moim teściem jest coś nie tak. Strasznie dziwnie się
ruszał, w ogóle jakiś taki zakręcony ruchowo. Mówiłam o tym wielokrotnie
mojemu mężowi a on się na mnie złościł, że coś wymyślam. Teść jest też
okropnym kierowcą, osobiście uważam, że nie powinien wcale mieć prawa jazdy.
A jak jeździ na rowerze, to prawie prosto pod koła innych aut, które na niego
trąbią i on w ostatniej chwili ucieka. Zawsze mnie zastanawiało, że rodzina
mojego męża na to wcale nie reaguje i uznaje go za całkiem normalnego. Ja tez
na to przymykałam oko, bo umysłowo teśc jest sprawny ale nie dosłyszy na
ucho, w związku z czym porozumiewanie jest tragedią a rodzina nie namawia go
na aparat słuchowy a on pracuje w szkole jako nauczyciel i jest
pośmiewiskiem. Najgorsze jest jednak to, że że ten człowiek chce jeździć
rowerem z moim dzieckiem a teściowa nie ma nic przeciwko i uważa, że
przesadzam. Pomijam fakt, że z bratankiem mojego męża doszłoby do
śmiertelnego wypadku. Teściowa nigdy nie wspomniała, że z jej mężem jest coś
nie tak. Mój mąż i szwagier też niczego nie widzą. Dopiero około dwóch lat
temu ciotka teścia zdradziła mi rodzinną tajemnicę, że mój teść ma jakiś
zespół Little'a. Zapytałam się potem teściowej, dlaczego nic nie powiedziała
przynajmniej swoim synom. Ona na to, że nie uważała tego za stosowne. Byłam
wściekła. Wczoraj przypadkiem na internecie doszukałam się, że ten zespól
Little'a to nic innego jak porażenie mózgowe. Doznałam szoku. Mój własny mąż
nie miał pojęcia, ze jego rodzony ojciec ma porażenie mózgowe. Jego
członkowie rodziny patrzą na mnie jak na wariatkę, bo uważam mojego teścia za
psychicznego. Tymczasem ja dostałam depresji. A dlaczego? Poniewz mam 5-
miesięczną córkę, która ma wzmożone napięcie mięśnowe, asymetrię, jest
rehabilitowana. Mamy okropne problemy z jej karmieniem i boję się strasznie,
że ona też ma porażenie mózgowe. Czytałam, że sa pewne uwarunkowania
genetyczne, że może to się jakoś dziedziczy. Jestem załamana. Mąż całe dnie
siedzi w pracy a ja walczę z tym dzieckiem, żeby ona coś wypiła i się nie
odwodniła, bo chyba zapomniała jak się ssa.Pomóżcie mi proszę. Niedługo
powinnam wrócić do pracy a nikt oprócz mnie nie potrafi jej dać jeśc. jestem
załamana. Pokłóciłam sie wczoraj z mężem. Powiedziałam, że od niego odejdę,
bo jego rodzina zataja choroby. Mąż nie chce porozmawiać z matką na temat tej
choroby ojca. A mnie dziwi jak moja teściowa mogła poślubic takiego
dziwologą, z którym jest ledwo kontakt. mam ochote zniknąć, unieważnić moje
malżeństwo a dziecko wywalić przez okno. Nie mam już siły. Co ja mam z tym
wszystkim zrobić? czy mogę żądac rozwodu kościelnego? Co o tym wszystkim
sądzicie? najbardziej wściekła jestem na moją teściową.Nie mam ochoty jej
widzieć. Na mojego męża też, bo nie chce z nią o tym wszystkim porozmawiać.